Nie ma już żadnej nadziei

Nadziei już nie ma

Nie chcę waszych pieniędzy! wykrzyknęła Weronika, rzucając zmięte banknoty na podłogę.

To przecież twoje pieniądze odparła właścicielka mieszkania. A w tym, co się stało, nie doszukuj się mojej winy. I nie rób sceny, bo obudzisz sąsiadów.

Weronika spojrzała wrogo na kobietę stojącą w drzwiach, odwróciła się na pięcie i ruszyła na klatkę schodową.

Kiedy wyszła z bloku, zrobiło jej się ciemno przed oczami. Ledwo doczłapała do ławki.

Usiadła, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła cicho płakać. Obwiniała się, że postąpiła tak, a nie inaczej.

Gdybym tylko wiedziała, że to się tak skończy, nigdy nie pojechałabym na ten ślub!

*****

Weronika! Wychodzę za mąż! oznajmiła przez telefon Ola, jej przyjaciółka. Ślub już za miesiąc, potem jeszcze wesele w kościele. Przyjedziesz?

Gratuluję, Ola, bardzo się cieszę! Tylko Weronika ciężko westchnęła.

No mów!

Przepraszam, chyba mi się nie uda przyjechać. Naprawdę bym chciała, ale…

Co? Jak to nie przyjedziesz?! głos Oli był pełen szczerego zdziwienia. Razem od podstawówki, razem przez wszystko przeszłyśmy, a ty mnie zostawisz w takim dniu? Serio?!

Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby cię zranić. Ale ślub i wesele to nie jeden dzień

Trzy dni, przecież dasz radę załatwić wolne w pracy!

To nie o pracę chodzi. Mam kota. Zostawić go nie ma z kim. A zabrać też nie mogę, zresztą chyba rozumiesz No więc

Wero, nawet nie chcę tego słyszeć! Musisz być na moim ślubie i weselu, koniec! Kota powierz komuś zaufanemu, przecież są hoteliki dla zwierząt, a jak będzie trzeba, to pomogę ci coś zorganizować.

Nie wiem, Ola

Masz miesiąc, znajdź sposób. Bądź przy mnie, proszę!

Po tej rozmowie Weronika pogrążyła się w rozmyślaniach. Z jednej strony nie chciała zawieść przyjaciółki, z drugiej nie potrafiła zostawić Rudyego samego.

Sama myśl, by zostawić go na trzy dni nawet z zapasem karmy i wody, była okrutna. Rudy był przylepą i bardzo źle znosił samotność.

Myślała długo, właściwie codziennie, i podjęła decyzję pojedzie na ślub Oli.

Rudego oddała pod opiekę pani Irenie, sprawdzonej dzięki ogłoszeniu w internecie. Pani Irena już od lat prowadziła domową opiekę nad kotami, gwarantowała, że oddaje zwierzaki zdrowe i szczęśliwe.

Przejrzała wszystkie opinie, zanim zadzwoniła. Recenzje były pozytywne, wiele osób wracało do pani Ireny wielokrotnie. Najważniejsze: kobieta kiedyś pracowała w lecznicy dla zwierząt.

Po zważeniu wszystkich za i przeciw, Weronika zdecydowała się. Umówiła się na spotkanie.

Trzypokojowe mieszkanie, a największy pokój cały dla kotów. Weronice wszystko się spodobało: warunki, atmosfera, pani Irena okazała się ciepłą osobą.

Do tego kilku innych kocich lokatorów miało towarzyszyć Rudemu, więc o nudę nie musiała się martwić.

Rudy, nie będzie mnie tylko trzy dni. Wytrzymaj, proszę szeptała, głaszcząc kota.

Rudy przylgnął do nóg Weroniki i spojrzał jej prosto w oczy. Ona wiedziała, co ten wzrok znaczy.

Chciał być na rękach, a ona musiała już wychodzić.

Nie martw się, kochana uśmiechnęła się pani Irena Na pewno wszystko będzie okej.

Bardzo na to liczę. Oto pieniądze Weronika wyjęła 200 złotych w dwóch banknotach. W razie czego, proszę dzwońcie.

Oczywiście.

*****

Trzy dni zleciały nie wiadomo kiedy.

Ola była szczęśliwa, że Weronika dotrzymała słowa i przyszła na ślub, Weronika cieszyła się z nowego etapu w życiu przyjaciółki. Jej świeżo upieczony mąż wydawał się rozsądnym człowiekiem.

Myśli o Rudym wracały codziennie. Każdego dnia dzwoniła do pani Ireny.

Dzień dobry, jak tam mój Rudy? pytała Weronika.

Wszystko w porządku odpowiadała pani Irena. Je, załatwia się, spokojnie się zachowuje. Wciąż planujesz wrócić trzeciego dnia?

Oczywiście A czemu Pani pyta?

Tak tylko dopytuję. Często tak bywa, że ludzie nagle coś zmieniają, a ja już z innymi ustaloną mam opiekę, więc wolę wiedzieć.

Nic się nie zmienia. Tęsknię za nim, długo bym go nie zostawiła.

Kiedy wróciła do Warszawy, od razu pojechała po Rudego, odpowiednio wcześniej dzwoniąc.

Dobrze, będę czekała westchnęła cicho pani Irena.

Weronice chodziło po głowie to westchnienie.

Nie przesadzaj, wszystko jest w porządku, mówiła, że Rudy cały próbowała się uspokoić.

Niepokój jednak rósł.

Kot uciekł rzuciła pani Irena.

Co?! Jak?!

Wie pani, na górze zaczęli remont, straszny był hałas, że koty się przeraziły. Chciałam iść do sąsiadów poprosić o kilka dni ciszy, bo czworonogi zestresowane. I w tym momencie, jak tylko uchyliłam drzwi, Rudy wypadł na klatkę. Nie zdążyłam zareagować.

Dlaczego nie zadzwoniła Pani od razu?! krzyczała Weronika. Po co kłamała Pani przez trzy dni?

Myślałam, że sama go znajdę. Czasem koty uciekają, mam ich dużo, czasem któraś ucieknie, ale zawsze wracają albo je odnajduję. Rudego nie udało się znaleźć. Dałam ogłoszenie w internecie, ale na razie cisza. Ale jest szansa, proszę się nie załamywać.

Proszę się nie załamywać?! Jak można było dopuścić do czegoś takiego? Obiecała Pani, że nic mu się nie stanie!

Jeśli chcesz, mogę zwrócić pieniądze.

Nie chcę pańskich pieniędzy! Weronika rzuciła 200 złotych na podłogę.

Ale to przecież twoje powiedziała spokojnie pani Irena. A w tym, co się stało, nie można mnie winić. Nie rób awantury, sąsiedzi śpią.

Weronika spojrzała wrogo na kobietę, odwróciła się i poszła po schodach.

Kiedy wyszła z bloku, nogi miała jak z waty, ledwo dotarła do ławki. Myślała tylko: Po co mi był ten ślub? Po co oddałam Rudego?

Pamięcią wróciła do momentu, kiedy wracając z pracy, na dzień przed Sylwestrem, do jej nóg przybiegła drobna, ruda kulka. Zanim się spostrzegła, maluch wdrapał się po dżinsach i usadowił w jej dłoniach.

Ale numer roześmiała się. Już nie puściła. Zaniosła kociaka do domu, choć jeszcze chwilę temu nie planowała w ogóle mieć zwierzęcia.

Z Rudym spędziła Sylwestra, wszystkie weekendy. Szybko pokochała go całym sercem.

Córcia, ty to powinnaś chłopaka znaleźć, a nie rude koty z ulicy zbierać żartowała jej mama, gdy opowiadała o nowym domowniku.

Wyszło, jak wyszło. Rudy był pierwszy. Chłopak będzie musiał się pogodzić, że jest drugi w kolejności.

W pracy koleżanki gratulowały, ale widziała, że nie rozumieją jej czułości do kota.

Dziewczyny, czasem myślę, że to zwierzęta wybierają nas. Akurat pada, wieje, mróz, a one się wtedy pojawiają. I patrzą takimi oczami, jakby mówiły: Proszę, zabierz mnie do domu. Jak tu się oprzeć?

Książki powinnaś pisać, Weronika zachichotały koleżanki.

A ona wiedziała prędzej czy później u wszystkich pojawi się jakieś zwierzę.

Z pojawieniem się Rudego w mieszkaniu zrobiło się pełno futra, ale też ciepła i miłości.

Po powrocie z pracy kot wyczekiwał pod drzwiami, a potem zapewniał czułe powitanie.

Rudy najbardziej lubił spać u niej na kolanach albo przytulony do niej, mrucząc głośno jak stara traktornia.

A teraz? Nikogo nie ma pod drzwiami, nikt nie mruczy na kolanach. Nie ma Rudego.

Wierzyła, że gdzieś jest. Ale gdzie nie miała pojęcia.

Dobrze podniosła się z ławki Nie będę siedzieć z założonymi rękami. Muszę go znaleźć.

*****

Halo! Znalazł się?! rzuciła Weronika do słuchawki, gdy zadzwoniła jedna z wolontariuszek, która pomagała w poszukiwaniach.

Chyba tak Zgłosiła się do mnie pani, która przygarnęła rudego kota, bardzo podobnego do twojego. Czeka dziś na ciebie. Wyślę sms z adresem.

Dziękuję serdecznie!

Weronika była naprawdę wdzięczna wszystkim, którzy jej pomagali. Sama by sobie nie poradziła.

Od ucieczki Rudego minęło już półtora miesiąca. Najgorsze dni w jej życiu. Po pracy przeglądała do późna fora z ogłoszeniami o zaginionych kotach, ale Rudego nigdzie nie było.

Co gorsza, miała tylko zdjęcia malucha sprzed pół roku. Nawet nie myślała, że dorosły tak się zmieni.

Wyskoczyła z taksówki, znalazła blok i nacisnęła trzy cyfry domofonu.

Kto? kobiecy głos.

Weronika, o rudym kocie. Wolontariuszka podała mi adres.

Proszę wejść.

Po dziesięciu minutach Weronika wyszła z klatki schodowej, bez słowa rozejrzała się bezradnie, nawet ławki nie było w pobliżu, żeby usiąść i popłakać z rozczarowania.

Kot, którego pokazała jej pani, był rudy. Ale nie jej. Też piękny, dorodny, ale nie ten

To zostawię go sobie przytuliła swojego rudaska kobieta. A tobie życzę szczęścia. Musisz wierzyć jeszcze znajdziesz Rudego. Nie trać nadziei.

Po raz pierwszy w życiu Weronika poczuła zazdrość. I poszła szybko, żeby nie przenosić złego humoru na miłą kobietę.

Przez kolejne miesiące dzwoniono, zapraszano obejrzeć różnych rudych, do złudzenia podobnych kotów. Ale to też nie był jej Rudy.

Chyba to była jej najcięższa lekcja w życiu: biegniesz do kolejnego mieszkania, trzymasz się nadziei, że tam czeka twój kot, a za progiem rozczarowanie.

Córcia, rozumiem jak trudno ci z tym żyć pocieszała mama przez telefon. Ale może już czas pogodzić się z losem? Tyle w mieście kotów, albo przyjedź do mnie na wieś sąsiadka ma świeży miot, chyba jeden rudy się tam trafił.

Dziękuję, mamo. Ale ja nie chcę innego

Minęło pół roku. Rudy nie odnalazł się. Weronika musiała uznać, że nie ma już nadziei.

Modliła się tylko, żeby był żywy. Nawet jeśli nie z nią byleby szczęśliwy, z innymi ludźmi albo w kocim stadzie.

*****

Jak żyć dalej, nie wiedziała.

Czuła się winna wobec Rudego i samej siebie nie mogła znieść. Ślub? Przecież mogła nie jechać.

Wtedy nie oddałaby kota obcej osobie. Wtedy Rudy byłby teraz przy niej.

A teraz

teraz nie wie, co z nim, gdzie jest. Ta niepewność była najgorsza gorsza od śmierci.

W weekendy, by nie zasiedzieć się w domu, gdzie każdy kąt przypominał kota, wychodziła na miasto.

Włóczyła się po osiedlach, zaglądała pod śmietniki.

Nie wierzyła już, że znajdzie Rudego. Ale i tak szła.

Pewnego razu nie wiedzieć kiedy trafiła niemal na obrzeża Warszawy, gdzie znajdowało się schronisko dla zwierząt. Może mama ma rację, może powinnam przygarnąć innego kota? przemknęło przez myśl.

Ale natychmiast odrzuciła tę myśl.

A jeśli Rudy się znajdzie? Co sobie o mnie pomyśli? Że go zdradziłam?

Już miała odejść, gdy przy wejściu stanęła pracownica schroniska.

Czy pani do nas? zapytała.

Weronika drgnęła, odwróciła się.

Jeśli szuka pani zwierzaka, mogę wszystko pokazać, nikomu nic nie narzucamy. Może ktoś przypadnie do gustu?

Weronika nie miała ochoty, nie chciała oglądać zwierząt, ale odmówić nie potrafiła.

Tu jest Simon, a tam dalej Walet. Piękne, prawda? wskazała dziewczyna.

Piękne. Bardzo.

Weronika poczuła po raz pierwszy od dawna spokój. Te oczy psów i kotów patrzyły na nią tak, jakby chciały uleczyć jej duszę. Minęło kilka minut, zanim zebrała się na wyjście.

A tam? wskazała na najdalszy kojec. Kto tam jest?

Tam mieszka nasz kot-pustelnik. Nikt nie może się do niego zbliżyć, nawet karmić trzeba go ostrożnie. Przyszedł tu pół roku temu w ciężkim stanie. Wyleczyliśmy go, ale do człowieka nie chce się zbliżyć.

Weronice aż serce ścisnęło.

Czy mogę czy mogę go zobaczyć?

Oczywiście.

Na odgłos kroków, rudy kot demonstracyjnie się odwrócił, pokazując, że nie życzy sobie kontaktu.

To nasz pustelnik. Zawsze odwraca się, gdy się zbliżamy mówiła dziewczyna, ale Weronika już jej nie słuchała. Wpatrywała się w kota

nie, nie przesłyszała się.

Rudy? szepnęła niepewnie. Rudy, to ty?

Kot powolutku odwrócił głowę, spojrzał na gościa.

To niemożliwe

Rudy! wykrzyknęła z o wiele większą pewnością Weronika. O rany, żyjesz! Podejdź, kochany! Poznajesz mnie?

Kot patrzył głos, oczy, zapach. Poznał. Ale jeszcze nie był pewien może go zostawiła? Może wróciła? Co podpowiada intuicja?

Podpowiedziała idź! Skoczył więc w objęcia Weroniki.

Pracowniczka tylko uchyliła drzwi boksu, a oni już byli spleceni uściskiem.

Wszyscy patrzyli pracowniczka, inni mieszkańcy schroniska, nawet chmury na niebie, nawet słońce się przyglądało i jakby leciutko się uśmiechało.

Potem Weronika wraz z Rudym opuścili schronisko. Obiecała, że będzie wspierać schronisko w końcu pomogli jej kotu.

*****

W drodze do domu Rudy mruczał na całe gardło i czasami miauczał, jakby opowiadał Weronice tamten straszny dzień: Bardzo się bałem, był okropny hałas, a ciebie nie było. Nie wytrzymałem i pobiegłem cię szukać. Wpadłem pod auto. Ale cieszę się, że mnie znalazłaś. Już mnie nie zostawisz?

Rudy przestał mruczeć, spojrzał Weronice w oczy.

Nigdy cię nie zostawię, Rudy. Już nigdy.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Nie ma już żadnej nadziei