Kamilko, widzimy się za trzy dni! I koniecznie przygotuj ten swój słynny pasztet mięsny. No, palce lizać… radośnie trajkotała do słuchawki teściowa, pani Helena Nowak.
Tymczasem Kamila nie tryskała entuzjazmem. Rozłączyła się, po czym ciężko opadła na krzesło. Do Wielkanocy zostało kilka dni, a cała familia męża Tomka znów zjedzie się właśnie do nich.
Macie taką przestronną trójkę, wszyscy się zmieszczą. Kiedyś się tłoczyliśmy w mojej klitce. A tutaj jak w pałacu! Wreszcie pomieścimy całą rodzinę oznajmiła stanowczo Helena dwa lata temu.
Od tamtej pory Kamila zaczęła szczerze nie znosić tej swojej przestronnej trójki w bloku na Ursynowie, za którą jeszcze długo trzeba będzie spłacać kredyt. Gdyby nie mieszkanie, banda tych wszystkich krewnych zjeżdżałaby gdzie indziej, a nie rozrabiała, rozrzucała kapcie i przeszkadzała spać.
W kuchni pojawił się Tomek i pocałował żonę w czubek głowy.
Załatwione z mamą? spytał.
Tak, znowu święta u nas. Tomek, może byś jednak zagadał do mamy?
Tomasz zmarszczył brwi.
Przecież już o tym była mowa! Mama cię uwielbia, zwłaszcza twoją kuchnię! Jak mam jej powiedzieć, że nie przyjedzie? Poza tym, przecież jest już na emeryturze. Nie dasz rady zostawić jej samej z gotowaniem na dwadzieścia osób. Wychowała czworo dzieci, należy jej się odpoczynek.
Za każdym razem Kamila łapała się na gadki męża. W środku wywracała oczami: A ja? Kto o mnie zadba? Przecież to ja zamiast świętować, obsługuję całą armię
Ale narzekanie nic nie dawało. Nie chciała awantur, aneksów albo podziału majątku. Więc nazajutrz, zrezygnowana, poszła na zakupy. W dzień przed Wielkanocą cała kuchnia stała się jej sceną. Gotowała, aż garnki parowały. Miało być ponad dziesięć osób!
Czemu ja to zawsze sama wszystko ogarniam? burczała, zagniatając ciasto na pasztet. Może chociaż któraś bratowa by wpadła pomóc Ale nie, pewnie mają ważniejsze rzeczy na głowie! rzuciła przez ramię do Tomka.
Tomek spojrzał na żonę, jakby po raz pierwszy zobaczył, że w domu jest kobieta.
Przecież bracia gotować nie umieją, tak jak ja! A szwagierki Jedna przy dzieciach, druga w pracy. No nie mogę ich tak wyciągnąć, Kamila To nie w porządku.
A mnie można, bo co, nie mam dzieci?rnrnNo fakt, pracuję zdalnie, ale zmęczenie się nie liczy?
Nie denerwuj się przytulił ją Tomek. Usiądziemy, zjemy, wszyscy będą zachwyceni twoją robotą, a potem będziesz zadowolona.
No i znów Kamila przekonuje sama siebie. Nocą, zamiast chrapać jak dąb, przewraca się z boku na bok. Myśli, analizuje. Stres rośnie.
Po co mi to całe ich zachwycanie się? Ja też bym chciała przyjść na gotowe. Nie marnować sił, pieniędzy i nerwów
Nad ranem, kiedy już w końcu zasnęła, obudził ją dźwięk telefonu. Helena Nowak nie mogła się doczekać i jako pierwsza dzwoniła z życzeniami.
Za godzinę będziemy u ciebie. Wszystkim dzieciom powiedziałam już wczoraj już rozstawiaj porcelanę, dziewczyno! zakomenderowała teściowa tonem kaprala.
Kamila nie była w stanie podnieść się z łóżka. Wyobrażała sobie, jak będzie biegać: kuchniastółkuchniastółzmywanie, podawanie, sprzątanie
Nie chcę jęknęła w poduszkę.
Kamilka, ty jeszcze w łóżku? Mama zaraz przyjedzie! w drzwiach zjawił się Tomek z miną sędziego na rozprawie.
Już, już westchnęła, podnosząc się i powtarzając sobie w głowie: Dasz radę, dasz radę. Polki się nie poddają. I choć wcale nie czuła się jak husaria, powlokła się do łazienki.
Trzeba przyznać, ostro się zmotywowała. Zdołała wszystko wyłożyć i podgrzać na czas.
…Przy stole gwar, śmiechy, opowieści, ktoś się kłóci o sprawy spadkowe, ktoś narzeka na ZUS. Helena siedzi obok Kamili i nie daje jej spokoju:
Jak ta nasza Kamilka pięknie gotuje! Wszystko przepyszne, córciu! Ja to już bym nie ogarnęła takiego stołu! teściowa rozkwitała jak tulipan na Wielkanoc.
Kamila z trudem przyjmowała te pochwały i co rusz wymykała się na balkon. Może nie dla tego świeżego powietrza, tylko żeby na chwilę uciec od tematów kiedy dzieci, czemu stanowisko się nie zmienia i dlaczego jeszcze nie kupiliście działki w Mazurach.
Kamilka, zaraz sernik! Gdzie uciekasz?! woła Helena, wparowując na balkon.
Palisz tu? spytała szczerze zdziwiona.
Nie, mamo! Po prostu było duszno, wyszłam zaczerpnąć powietrza wydukała Kamila.
Dobrze, bo wiesz, wnuki same się nie urodzą pogroziła palcem, jakby to był najcięższy grzech.
Kamila przygryzła wargi i wyrzeźbiła uśmiech. Ale pani Nowak niczego nie zauważyła.
Chodź, pomóż mi sprzątnąć i podaj to ciasto.
W salonie pani Helena od razu padła na swoje miejsce, a Kamila, jak zawsze, została sama: zbierała brudne talerze, znosiła je do kuchni, wykładała sernik, rozstawiała sztućce
Ten sernik to mistrzostwo świata! znów zachwycała się teściowa.
Kamila prędko schowała się do kuchni pod pretekstem zmywania. Zazdrościła ludziom zmywarek, choć i tak tym razem nie zamierzała brać kredytu na AGD.
Po dwóch godzinach goście się zbierali.
Tomuś, odstawisz mnie do domu? zapytała pani Helena.
Jasne, mamo, tylko przyniosę klucze.
Kiedy Kamila została sama, usiadła ciężko na kanapie i spojrzała na rozgardiasz. Całą pracę z poprzedniego dnia trafił szlag. Dzieci, goście i ciotka, która rozsypała makowiec mazurskie Bagna Biebrzańskie się chowają.
No nic, trzeba wstać, bo inaczej jutro będę sama na siebie zła przemówiła do siebie. Westchnęła i ruszyła na drugi etat: sprzątanie.
Kubek za kubkiem, talerz za talerzem lądowały w zlewie, potem stół, obrus i ręczniki do prania, a resztki do pojemników po śledziach.
Zasłużyłam na coś przyjemnego
Kamila nalała sobie gorącą kąpiel, wrzuciła ulubioną kulę zapachową, nastawiła muzykę. Wreszcie, po godzinach harówki, sięgnęła po telefon.
Mama zaprosiła, żebym został do rana. Wrócę jutro napisał Tomek.
No przecież, a jakże
Tomek doskonale wiedział, że Kamila będzie sprzątać sama. Oczywiście, lepiej zostać u mamy, będąc synem po trzydziestce i zostawić żonę z górą naczyń.
Jak wy mnie traktujecie, tak ja was. Mam dosyć! postanowiła Kamila.
Miesiąc minął. Nadchodził kolejny rodzinny jubileusz, a telefon teściowej zadzwonił jak w zegarku:
Kamilko, szykuj stół, przyjeżdżamy świętować urodziny Jarka!
Jasne, stół jest. Ale gotowanie tym razem na głowie kogoś innego. W pracy zalew, muszę być w biurze, a nie wiem, kiedy wrócę. Nie wiem nawet, czy wpadnę na torta udawała zmartwienie Kamila.
Co? Jak to?
Praca, co poradzę. Ale na pewno sobie poradzicie!
No trudno, coś wymyślę… westchnęła teściowa.
Do widzenia! odparła z uśmiechem Kamila.
Ten wieczór spędziła u Magdy, swojej najlepszej kumpeli, a rano bezlitośnie kazała Tomkowi posprzątać po rodzinie brata, w końcu to nie jej urodziny!
Gdy zbliżał się jubileusz teściowej, Kamila wzięła urlop i pojechała do swoich rodziców do Lublina. Prezent dała wcześniej mówiąc od razu (dla jasności):
Ale gdzie będziemy świętować?
Tomek was wpuści, ale mnie nie będzie. Gotowanie? Zamówcie coś, może tym razem bratowe się wykażą. Na pewno dacie radę!
W każdy następny świąteczny zjazd stół u Kamili składał się z szynki z osiedlowego sklepu i gotowca w postaci tortu z cukierni Słodka Bomba. Zawsze mówiła to samo:
Przepraszam, ale miałam urwanie głowy. Praca. Jak coś, można zamówić pizzę.
Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszyscy przestali być tak chętni do wspólnego biesiadowania na koszt Kamili. Świąteczny zapał rodziny Nowaków wyparował.
Sylwestra Kamila i Tomek spędzili tylko we dwoje w ciszy i spokoju. Wszystko zgodnie z planem. Kamila uniosła kieliszek szampana, uśmiechnęła się i pomyślała, że za własny spryt zdecydowanie należy się toast!







