Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Weronika kończyła właśnie porządki, gdy zadzwonił domofon. Szybko umyła ręce i pospieszyła do drzwi. Na progu stała jej teściowa, Halina Eugeniuszowa. Uśmiechała się z taką słodką ironią, że Weronice od razu pociemniało przed oczami, ale wpuściła ją do mieszkania.

Dzień dobry… jakim wiatrem tu panią przywiało? otrząsnęła się Weronika.

Po prostu wpadłam w odwiedziny rzuciła Halina, nawet nie siląc się na zwykłe powitanie.

Ale ja teraz zajęta jestem! Dlaczego pani wcześniej nie zadzwoniła? Co to za zwyczaj spadać tak znienacka, jak śnieg w kwietniu?

Halina Eugeniuszowa wykrzywiła usta w uśmiechu:

A od kiedy to muszę pytać o pozwolenie na wejście do mojego mieszkania, co?

Weronika się zaczerwieniła na myśl, że faktycznie mieszkali tutaj trochę na krzywy ryj. Halina pozwoliła synowi z żoną zająć to mieszkanie, ale na własnych zasadach, a czasem lubiła postraszyć ich eksmisją.

Stało się tak, że Tomasz mąż Weroniki utopił niezłą gotówkę w pewną inwestycję życia. Teraz razem z Weroniką harowali bez wytchnienia, żeby spłacić te długi. Na wynajem mieszkania nie starczało, a Halina ulitowała się nad synem. Miała dwa mieszkania w jednym sama mieszkała, drugie wynajmowała. Dla Tomka i Weroniki zrobiła wyjątek: póki spłacają dług, mogą tu mieszkać za darmo. Płacili tylko czynsz i prąd.

To jak wam się wiedzie? Halina już była w kuchni, swojsko wyciągając kubek z szafki.

Jakoś leci… mruknęła Weronika, kończąc ścieranie blatów. Wyszła do salonu, gdzie jej teściowa rozglądała się krytycznym spojrzeniem.

Halina przeciągle zmierzyła synową wzrokiem. Nie podobało jej się, że Weronika wygląda dziś blado. No, nie była może najukochańszą synową, ale już przywykła do wyboru syna. Choć często zgryźliwie docinała Weronice czasem nawet przy Tomku.

Dobrze się czujesz? Bo coś mi nie pasuje twoja mina.

Wszystko w porządku… burknęła Weronika po raz kolejny.

Co ty się zacięłaś z tym w porządku, w porządku? Żadnego innego słowa w polskim nie znasz?

Weronika wzruszyła ramionami. Rzeczywiście nie czuła się najlepiej, ale wyjawiać tego teściowej nie zamierzała za żadne skarby.

A jakie plany na dziś? Halina nie dawała jej spokoju.

Sama nie wiem, może pójdę do sklepu, kilka drobiazgów trzeba kupić. Potem siądę do pracy.

Halina pokiwała głową, dobrze wiedziała, że Weronika pracuje zdalnie jako księgowa. Rozmowa się urwała na chwilę, bo teściowa nie lubiła ciszy.

Może pójdę z tobą do sklepu? Samochodem jestem, mogę cię podwieźć. Nudno mi i tak w domu.

Weronika miała ochotę wymigać się, bo zakupy z teściową oznaczały zawsze jakieś przytyki i komentarze. Ale wyobraziła sobie taszczenie siatek na piechotę przez pół miasta i zrezygnowała.

No, nie byłoby źle…

To się zbieraj! Przestań tak smęcić poganiała ją Halina.

Weronika ubrała się szybciej niż zwykle, choć oczywiście teściowa i tak musiała wtrącić:

No widzisz, zdążyłam się zdrzemnąć, zanim się ogarnęłaś, łajzo nasza mrugnęła.

Weronika nie odpowiedziała; wiedziała, że teściowa tylko się z niej naigrywa. Od rana coś jej muliło żołądek i nie miała ochoty się wdawać w sprzeczki.

To dokąd jedziemy?

Weronika podała adresy dwóch sklepów, a Halina ruszyła w trasę. Gdyby nie to, że miała zostać w pustym mieszkaniu, wcale by się nie wybrała na te zakupy. Sama była już wdową, a Tomasz z Weroniką dawali jej choć trochę codziennej radości choć im ani przez myśl nie przeszło, że dla matki to rozrywka na wagę złota. Halina skrzętnie ukrywała swoje słabości.

Słuchaj, Weronika, po co ci te byle jakie rzeczy? Halina spojrzała na tanie produkty w koszyku synowej.

Na razie na więcej nas nie stać odpowiedziała z godnością Weronika. Przecież pani wie, jak jest z tymi długami.

Halina wzruszyła ramionami. W sumie nie do końca o tym pamiętała, a już na pewno nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.

A może pójdziemy do kawiarni? Ja stawiam.

Odwróciła się do Weroniki, ale w tej chwili synowa zaczęła tracić przytomność i niemal upadła na chodnik. Dobrze, że były już przy samochodzie Halina szybko posadziła ją na fotelu.

Co się dzieje? Weronika, ocknij się Matko Boska…

Teściowa pacnęła ją w policzek i chlusnęła wodą mineralną z butelki prosto w twarz. Weronika z trudem odzyskała świadomość.

Nic mi nie jest Tylko zmęczona jestem, może zestresowana wybełkotała.

Halina pokręciła głową. Coś już zaczynało jej świtać w głowie, ale postanowiła nie komentować na razie.

Wracamy do domu!

Muszę jeszcze do innego sklepu… zaprotestowała słabo Weronika.

Ale Halina nawet jej nie słuchała. Sprawnie zawiozła je pod blok. Chociaż Weronika już doszła do siebie, teściowa przejęła wszystkie siatki. Synowa wyciągała rękę, ale Halina ofuknęła ją:

Ty idź na górę spokojnie, przynajmniej nie przeszkadzaj.

W mieszkaniu Weronika poczuła się lepiej, więc z nowymi siłami zabrała się do rozpakowywania zakupów, gotowania obiadu i zaraz do pracy.

Weronika, często ci się tak robi? zapytała Halina, siadając do stołu.

Co się robi? A, w sklepie? Nic wielkiego, czasem się zdarzy.

Halina uśmiechnęła się znacząco, z miną Mona Lisy.

Ja tak miałam, jak byłam w ciąży z Tomkiem. Też mnie mdliło, zemdlałam w sklepie…

Co pani! Ja nie jestem w ciąży! Weronika się zarumieniła. Nam teraz dziecko nie w głowie! Musimy jeszcze długi spłacić. A dziecko to nowe wydatki!

Halina nagle spoważniała:

Dziecko to nie wydatek, a dar.

Ojej, oby nam takich darów losu na razie nie zsyłano… mruknęła Weronika. Naprawdę nie pora na to wszystko.

No ale jak już jest, to trudno, zostaje…

Weronika aż się wkurzyła:

Pani Halino, mówię pani, że NIE jestem w ciąży! Bez przesady z teoriami!

Nie krzycz na mnie! Jak taka nerwowa jesteś, to lepiej zrób test, zamiast się na mnie wydzierać.

Po co pani przyszła? Tylko po to, żeby mi podnosić ciśnienie?

Weronika, w ogóle to odwiozłam cię do sklepu i uratowałam, kiedy cię zemdliło. Nie podnoś na mnie głosu! Pogadaj lepiej z Tomkiem, co dalej.

Dalszy ciąg pracy, co innego…

Halina westchnęła ciężko. Odpowiedzi spokojnej zazwyczaj synowej jej się nie podobały ewidentnie coś było na rzeczy. W myślach już widziała siebie na spacerach z wózkiem.

A po co ten uśmiech?

Jakbyś chciała nazwać chłopca? A dziewczynkę?

Weronika oniemiała, a potem wybuchła:

NIE jestem w ciąży! Naprawdę! Jak pani się nudzi, proszę pójść do siebie! Proszę bardzo!

No już dobrze, idę… Halina rozciągnęła usta w kpiącym uśmiechu. Ale pamiętaj, Weronika z wnukiem, jakby co, pomogę!

Zamiast odpowiedzi, Weronika zrobiła teatralnie minę i westchnęła.

Ledwo teściowa wyszła z mieszkania, Weronika pobiegła do domowej apteczki. Nie chciała ciąży, ale wiedziała, że różnie bywa. Po prostu nie chciała się przyznać do racji teściowej. I po prostu się bała…

Bała się wszystkiego. Porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w roli matki i martwiła się, że sobie nie poradzi.

Z apteczki wyjęła zakurzony test ciążowy, który kupiła kiedyś na wszelki wypadek. Wtedy się nie przydał, ale jak widać teraz miał okazję się wykazać.

Weronika wyczekała niecierpliwie kilka minut i spojrzała na biały pasek. Dwie grube kreski wyraźnie się zarysowały. Praca mogła poczekać teraz najważniejsza była ta mała istota pod jej sercem.

Wieczorem, prawie z progu, wręczyła Tomaszowi mały test.

A to co? zapytał zdezorientowany.

Tego… będziemy mieć dziecko wyszeptała Weronika.

Oboje byli tą wiadomością oszołomieni, ale Tomasz się uśmiechnął nieśmiało:

Na serio? Będziemy mieć dziecko?

Tak! potwierdziła niepewnie Weronika. I co teraz?

Tomasz zamyślił się na moment, po czym pogłaskał ją po brzuchu.

Trzeba wymyślić imię dla naszego skarbu!

A co z pracą? Z długami?

Wera, jakoś damy sobie radę! Moja mama bardzo kocha dzieci na pewno pomoże!

Tomasz objął Weronikę, a ona się rozpłakała:

Tomku, ja się boję. Mówią, że poród bardzo boli. Że można upuścić dziecko! Co jeśli nie dam rady?

Ciii… Tomasz otoczył ją ramionami. Będę przy tobie. Damy radę razem.

Weronika uspokoiła się w jego objęciach. A później sama zadzwoniła do Haliny, by przekazać nowinę. Miała rację teściowa była zachwycona.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Ona się nie pomyliła