Człowieka stracić
Ela, wychodzę. Kaszląc, Olek powiedział to dziwnie obcym, bezbarwnym głosem.
Do garażu idziesz? rzuciła Ela machinalnie, zaledwie zerkając na męża.
Nie. Ela, odchodzę od ciebie. Do innej kobiety
Niedokończony ziemniak wypadł jej z rąk, odbił się kilka razy i potoczył pod stół. Ela przez chwilę patrzyła, jak ziemniak ucieka, próbując ogarnąć usłyszane słowa. Nagle odwróciła się gwałtownie i spojrzała Olekowi prosto w oczy. Dopiero wtedy zrozumiała, co do niej dotarło. Można by pomyśleć, że była spokojna jak skała pośród wzburzonego Bałtyku. W środku jednak przetoczyła się lawina emocji. Uczucia runęły i przysypały wszystko miłość, radość, marzenia…
Kim jest ta kobieta? zapytała Ela, powstrzymując się, by nie krzyknąć ani nie rzucić się na niego z pięściami.
Nie znasz jej, Ela. Ale jest wyjątkowa Rozumie mnie w pół słowa, mamy ze sobą wiele wspólnego, naprawdę. mówił z zachwytem Olek, podczas gdy Ela w myślach już mu przyprawiała ziemniaczakiem, widząc jakby wił się z bólu.
No to widocznie wreszcie odnalazłeś swoje szczęście. Gratuluję. odparła spokojnie, odłożyła tarkę i opłukała ręce pod kranem. Nie muszę wiedzieć więcej. Jesteś wolny. Idź sobie. Nie zapraszam na obiad, pewnie już gdzieś na ciebie czekają
Olek pociągnął nosem, wzruszony lub podniecony, i poszedł pakować rzeczy do sypialni. Ela natomiast mocno złapała się zlewu, żeby nie upaść, obserwując, jak jej kostki zbielały od napięcia. Miała tylko dwie myśli nie runąć na podłogę, i żeby Olek wreszcie poszedł
No, ja już idę, dobrze? szepnął Olek, cichutko wycofując się ku drzwiom. Ela spojrzała na niego spokojna, niemal pogodzona. Widać było, że był zaskoczony oczekiwał łez, krzyku, a dostał obojętność. Prychnął, opuścił kuchnię.
Ela poczekała aż zamkną się drzwi i bez sił osunęła się na podłogę. Zacisnęła zęby w dłoń, tłumiąc krzyk. Jak ranne, zagubione zwierzę, które straciło wszelką nadzieję Dopiero po trzech godzinach, zapuchnięta od łez i schrypnięta, dowlokła się do łóżka i padła w ubraniu. Jej świat się skończył
Ela obudziła się w środku głębokiej nocy, a ciężka nostalgia przywaliła ją jak koc. Wspominała, jak się poznali. Była młodą, niedoświadczoną dziewczyną, która dostała przydział do małego mazurskiego miasteczka i już w pierwszy weekend poszła z koleżankami na potańcówkę. Tam poznała jego. Stał z kolegami pilnującymi porządku w parku.
Wysoki, szeroki w barach, z uśmiechem jak szeroka Wisła Olek od razu się wyróżniał postawą i męskim spokojem. Ela spojrzała na niego raz i przepadła. Wiedziała, że to już na zawsze. On patrzył z przekąsem, lekko z góry, lecz widać było, że filigranowa, wielkooka dziewczyna mu się spodobała. Od razu się zaoferował, że ją odprowadzi. Od tamtej nocy byli nierozłączni
Spotykali się prawie codziennie. Po trzech miesiącach złożyli wniosek do USC. Latem hucznie świętowali wesele. Zamieszkali najpierw w akademiku. Potem, gdy Ela urodziła synka, dostali własne, dwupokojowe mieszkanie. Szczęśliwsi być nie mogli. Byli w sobie zakochani naprawdę. Z tych, co rozumieją się bez słów, jednym spojrzeniem, uśmiechem, nawet dotknięciem pleców. Co więcej, nigdy się nie kłócili. Naprawdę! Tak bywa, gdy ludzie pasują jak elementy puzzli, plus i minus, jak yin i yang
W zeszłym tygodniu minęło trzydzieści sześć lat ich wspólnego życia. Najgorsze było to, że trzydziestu siedmiu już raczej nie będzie Gdy o tym pomyślała, znów się rozpłakała. Tym razem cicho i gorzko jakby żegnała swój koniec i rozpadnięte szczęście
Poranek był pochmurny, jak nastroje Eli. Ale musiała wstać dom duży, gospodarstwo czeka Wszystko wymagało opieki. Wypiła herbatę z cukrem na ząb, nic więcej w nią nie weszło. Zabrała się za porządki. Posprzątała, nakarmiła kury, wypuściła kozę na wybieg, potem umyła podłogę, pozmywała naczynia zostawione z wczoraj. Wszystko z taką zapalczywością, jakby nie chciała dopuścić myśli o tym, co się stało. Ale była jeszcze jedna ciężka sprawa jak powiedzieć dzieciom. Synowi Wojtkowi i córce Danusi. Zdecydowała się dopiero w południe.
Mamo, on żartuje? Jak to znalazł inną? Jaką inną?! To jakiś kiepski dowcip Mamy przyjechać? zaniepokojona mówiła Danusia.
Nie przyjeżdżajcie, kochanie. To nie ma sensu. Ty jesteś na finiszu ciąży, takie nerwy nie są ci potrzebne. Dam sobie radę, nikt przecież nie zginął.
Syn zareagował ostro. Wylał kilka mocnych słów, niemal pluł w słuchawkę. Ela go zganiła przestań obrażać ojca, wszystko się w życiu zdarza. Ustalili, że Wojtek przyjedzie w weekend
Po rozmowie z dziećmi Ela poczuła się trochę lżej. Obserwując swoje odbicie w lustrze w przedpokoju, dostrzegła tylko zagubioną kobietę w podomce, bez makijażu, spuchniętą od łez, ze spierzchniętymi ustami.
No tak Nic dziwnego, że znalazł młodszą. Patrz jaka jestem: gruba, bez fryzury, bez manicure ani makijażu. Ona pewnie jak spod igły, a ja tylko dzieci, mąż, wnuki na pierwszym miejscu. Kury i ogród na drugim Eh Ela przejechała dłonią po twarzy, gorzko westchnęła, wyobrażając sobie młódkę i Olka
Ostatni rok był dla nich ciężki. Trudna ciąża córki, narodziny wnuka u syna, codzienny zgiełk i obowiązki. To pochłaniało całe jej dnie, dla Olka już nie starczało czasu. Wieczorami wracał, jadł w samotności, czas wolny spędzał bez niej, bo Ela opiekowała się wnukami. Wtedy zapewne znalazł czas na nowe znajomości. Odsunął się powoli, zupełnie wyobcował. Ale ona była tak pochłonięta, że tego nie zauważyła albo nie chciała.
Dni Eli się ciągnęły. Na początku było trudno. Potem lżej. Prosiła dzieci, żeby ojca nie odtrącali w końcu wnuków nie porzucił. Ojcem był dobrym, wnuków uwielbiał. Więc niech mają kontakt. Oboje początkowo kręcili nosem, ale obiecali się zastanowić. Dla Eli to i tak było coś. Po pół roku uspokoiła się. Nie miała czasu na żale, gospodarstwo, dzieci, wnuki wszystko jej na głowie. Chociaż emerytka, to nawet do pracy dorabiać poszła. Schudła, zmieniła fryzurę, wygląd się poprawił. Z czasem wrócił jej najlepszy atut uśmiech. Bo co innego pozostało? Żyć trzeba dalej.
Po pół roku, telefon z obcego numeru. A tam głos trochę zapomniany, ale wciąż aż do bólu znajomy.
Eluniu, kochanie moje… Przebacz, przyjmij mnie z powrotem. Nie mogę już bez ciebie. Przez pierwsze dwa miesiące chodziłem jak we mgle, a potem wszędzie widziałem tylko ciebie. Wpuścisz mnie jeszcze? Olek prosił, niemal płacząc.
Nie wpuszczę. Idź do swojej młodszej, tam gdzie macie dużo wspólnego. Ja i bez ciebie sobie radzę. ucięła Ela i rozłączyła się.
Od tamtej pory zaczęło się. Co wieczór telefon, prośby, słodkie słowa.
Ela, no przecież już nie jesteśmy młodzi. Co będziemy dzielić na stare lata? To diabeł mnie podkusił. Kocham cię. Kocham naszą rodzinę Wojtka, Danusię, wnuki. Chcę z wami być.
A kto ci zabrania, Olek? Kochaj dzieci, wnuki, one cię nie odrzucają. Beze mnie sobie poradzisz. Nie da się skleić rozbitej filiżanki, jakbyś nie próbował odpierała stanowczo.
Dzieci, choć najpierw przeciwni byli ojcu, teraz zaczęli go bronić.
Mamo, jakbyś go widziała… Serio żałuje, rozumiesz? Może jednak mu wybaczysz? nalegała Danusia.
Wybacz mu, mamo, przecież ty go nadal kochasz wtrącał Wojtek.
Nie i koniec. Proszę, nie namawiajcie. Nie potrafię żyć z kimś, kto mnie zawiódł. Zawsze będę pamiętać, jak mnie zdradził.
Ela tak żyła pracowała, dbała o dom, spotykała się z dziećmi, niańczyła wnuki. Wszystko bez Olka.
A Olek Z tą swoją, z którą tak wiele łączyło, już się dawno rozstał. Wrócił do starej matki. Bardzo tęsknił za Elą. Wspominał ich wspólne życie, bardzo żałując swojego czynu. Ale widocznie już nic nie dało się naprawić. Musiał z tym żyć
W końcu pewnego dnia zdobył się na odwagę. Podszedł pod dom Eli, postanowił upaść jej do stóp i prosić o wybaczenie. Może się zlituje, da drugą szansę A jak nie, to choć ją zobaczy, swoją kochaną
Ubrał się schludnie, ruszył w drogę. Zapukał do drzwi cisza, nikt nie otwiera. Ela była na nocnej zmianie. Pukał jeszcze chwilę. W końcu przysiadł na ławce na werandzie, żeby poczekać na gospodynię. Położył się na chwilę i zasnął twardo, lepiej niż od lat może to wpływ znajomego domu, a może zmęczenie.
Ela wróciła o świcie. I od razu niespodzianka. Zobaczyła Olka, a ten prawie nie oddychał, twarz jakby blada w świetle księżyca. Poruszyła go ręką nic. Klepnęła w ramię zero reakcji. Potrząsnęła jak gruszą nadal cisza.
O Boże, o rany Olo mój ukochany, na kogoś ty mnie zostawił, jak ja teraz sama przeżyję wybuchnęła Ela, rzucając się mu na piersi.
Nagle on ją chwyta za ramiona i całuje.
Czyli jednak kochasz, skoro ukochany śmiał się Olek. Ja ciebie też kocham, Eluniu, wybacz mi! Bez ciebie nie dam rady, przysięgam upadł na kolana, ukrywając twarz w dłoniach.
O ty łobuzie! Oszuście! Ela uderzyła go w plecy. Już myślałam, że umarłeś, że przyszedłeś się pożegnać. Nawywijałeś się jak marcowy kot? Już ja cię nauczę
Od tamtej chwili Ela i Olek pogodzili się i zaczęli żyć jeszcze lepiej, kochać się mocniej i szczerzej. Może dlatego, że wiedzieli już, jak to jest stracić swojego człowieka najbliższego. Odkryli też, że warto czasem wybaczyć. Duma nie zawsze jest dobra. Nawet, gdy ktoś popełni wielki błąd, czasem warto znaleźć w sercu odrobinę miejsca. A przede wszystkim trzeba cenić i pielęgnować to, co się ma tu i teraz, nie rozpamiętywać utraconego szczęścia. Taka to historia z dobrym zakończeniem.







