Gosiu, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec tego swojego genialnego pasztetu mięsnego On jest taaaki dobry… radośnie ćwierkała do słuchawki teściowa, pani Grażyna Nowak.
Gosia nie była jednak w nastroju do radości. Rozłączyła się i ciężko opadła na krzesło. Za parę dni miała być Wielkanoc. A cała rodzina ze strony męża, Radka, planowała tradycyjnie już zjechać się do nich.
Macie takie przestronne, nowoczesne mieszkanie, dla wszystkich starczy miejsca! Kiedyś ciasno się gnieździliśmy po naszych klitkach, a tu można rozwinąć skrzydła! Będzie gdzie naszą dużą rodzinę ugościć! wydała wyrok teściowa już dwa lata temu.
Od tamtej pory Gosia zaczynała szczerze nienawidzić swojej trzy pokojówki w bloku na warszawskim Ursynowie, za którą jeszcze długo będzie spłacać kredyt hipoteczny. Właśnie przez mieszkanie cała gromada krewnych zjeżdżała się do nich, zamieniała dom w pobojowisko i zabierała Gosi sen z powiek.
Do kuchni wszedł Radek i ucałował ją w czubek głowy.
Wszystko omówiłaś z mamą? zapytał niewinnie.
Tak, świętujemy znów u nas. Radek, może byś pogadał z mamą?
Radek się skrzywił.
Gosiu, przecież już to przerabialiśmy. Mama cię uwielbia! Uwielbia twoje jedzenie! Jak mam powiedzieć mamie, żeby nie przyjeżdżała? Poza tym ona już na emeryturze. Przecież nie zmusisz jej, żeby stała przy garach dla całej rodziny! Wychowała czwórkę dzieci, zasłużyła na odpoczynek.
I za każdym razem Gosia dawała się przekonać. Ale w głębi duszy myślała: “A kto się mną zajmie? Dlaczego w święta to ja mam być kelnerką dla dzikiego tłumu?”
Marudzenie było bez sensu. Kłótni z Radkiem nie chciała, więc następnego dnia pognała po zakupy, a dzień przed Wielkanocą od rana do późnej nocy pichciła.
Do północy stała przy kuchence, żeby dogodzić wszystkim. Mieli zjawić się wszyscy potomkowie Grażyny Nowak z rodzinami. Czyli grubo ponad dziesięć osób!
Czemu ja tu latam jak fryga? Nikomu nie przyszło do głowy pomóc? Może nie twoja mama, ale ktoś z żon twoich braci? Czy wszyscy też są na emeryturze? jęknęła, zagniatając ciasto na pasztet.
Radek popatrzył zdziwiony.
Przecież wiesz, bracia nie umieją gotować, ja też nie bardzo. A szwagierki jedna z dziećmi, druga wiecznie w pracy. Przecież nie mogę ich ot tak wyciągnąć z domu, no nie?
Ale mnie już wyciągnąć można? Ja też pracuję, nawet jeśli z domu. Też się umęczam!
Radek objął ją w pasie.
Nie złość się, kochanie, wszystko będzie dobrze. Zbierzemy się razem, uczcimy święta, będziesz zbierać komplementy za swoje jedzenie i zrobi ci się lepiej na duszy!
Gosia znów ustąpiła. Do łóżka padła w środku nocy, ledwo żywa ze zmęczenia. A jednak mimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Zamiast spać, przewracała się z boku na bok, analizując i gryząc się w myślach.
Na co mi ich pochwały? Sama bym kiedyś chciała przyjść na gotowe, nie spędzając połowy wypłaty i kilku dni w kuchni.”
Rano, gdy w końcu zasnęła kamiennym snem, obudził ją dźwięk telefonu. Teściowa postanowiła jako pierwsza złożyć życzenia rodzinie najstarszego syna. Po życzeniach Grażyna Nowak zakomunikowała:
Za godzinkę będziemy wszyscy u was. Wczoraj napisałam do dzieciaków, więc zaczynaj, córuś, wykładać na stół! jej ton był nad wyraz rześki.
Gosi nie chciało się nawet podnosić z łóżka. Fizycznie nie miała już siły, żeby znowu zaczynać maraton. Przed oczami miała sceny, jak sto razy kursuje do kuchni, donosi talerze, potem wszystko sprząta.
Ja nie chcę jęknęła w poduszkę.
Gosiu, czemu jeszcze w łóżku? Mama zaraz przyjedzie! I goście! Radek sterczał w drzwiach, patrząc z dezaprobatą.
Już idę mruknęła niechętnie i usiadła. Dasz radę, ogarniesz wszystko, jesteś twarda poganiała się w myślach i powlekła się do łazienki.
W środku wciąż próbowała się jakoś zmotywować. Udało jej się wszystko poustawiać na stole i przygotować na czas.
Przy stole panował rozgardiasz, wszyscy trajkotali na wyścigi, wymieniali anegdoty, dzielili się planami. Obok Gosi rozsiadła się teściowa, która nie ustawała w zachwytach:
Jaka nasza Gosieńka utalentowana kucharka! Wszystko takie pyszne, złotko! Ja bym takiego stołu już w życiu nie ogarnęła szeroki uśmiech, a ręka ściskała dłoń Gosi.
Gosia z trudem uśmiechała się na te pochwały, za to regularnie uciekała z salonu na balkon, gdzie chowała się przed zgiełkiem i pytaniami o dzieci. Z Radkiem podjęli decyzję, że na razie się wstrzymają, żeby stanąć na nogi. Nikogo oczywiście to nie obchodziło.
Gosieńka! rozległ się głos teściowej. Czas na deser! Coś ty się tak ulotniła?
Drzwi na balkon otworzyły się i do ciasnego kącika wcisnęła się Grażyna Nowak.
Ty jarasz papierosy?! spytała z niedowierzaniem.
Co? Nie, skądże znowu! Wyszłam przewietrzyć się. Duszno w mieszkaniu.
No fakt dzieci w środku, okien nie otworzysz, zaraz pomyślałam, że coś kręcisz I nie próbuj, bo wnuków się nie doczekam! pogroziła żartobliwie palcem.
Gosia wymęczonym uśmiechem zbyła temat, ale teściowa i tak nic nie zauważyła.
Chodź, trzeba sprzątnąć i podać ciasto.
Idę
W salonie Grażyna jak zwykle wylądowała od razu przy stole, Gosia zaś została sama. Posprzątała talerze, zaniosła do kuchni, podzieliła wszystkim kawałki sernika, rozłożyła widelczyki. I tak cała obsługa solo.
Twój tort to niebo w gębie! dorzuciła znowu teściowa.
Gosia czym prędzej czmychnęła do kuchni, udając, że ma pilną potrzebę zmywania naczyń. I właśnie wtedy żałowała, że znowu odłożyli zakup zmywarki.
Po paru godzinach towarzystwo zaczęło się zbierać.
Radziu, podrzucisz mnie do domu? zapytała Grażyna.
Jasne, mamuś, tylko znajdę klucze.
Została sama w chaosie i po chwili opadła bez sił na kanapę w salonie. Bałagan jakby bydło się przewaliło. Kilkanaście osób, kilkoro dzieci Po jej wcześniejszym sprzątaniu nie został ślad.
Trzeba się zabrać i to ogarnąć, inaczej jutro będę się gryzła jeszcze bardziej Eh.
Z ciężkim westchnieniem zabrała się za robotę. Zmycie naczyń, obrus w pranie, to samo ręczniki i ścierki. Stół zlądował w kącie, odkurzyła każdy pokój, umyła podłogi. Reszta dań do pojemników, a potem do lodówki.
Za taki wyczyn to się coś od życia należy!
Wzięła kąpiel, wrzuciła do wody ukochaną sól relaksacyjną, puściła sobie muzyczkę. Wreszcie po paru godzinach złapała z ciekawości za telefon. A tam sms od Radka:
Mama zaproponowała, żeby zostać. Będę jutro.
Taaa, akurat, mogłam się domyślić. Jak zawsze
Radek dobrze wiedział, że dziś Gosia będzie ogarniać ślady po rodzinnej imprezie. A jednak postanowił spędzić noc u mamy. Zamiast pomóc żonie.
No to ja też przestanę się przejmować Mam dość! postanowiła.
Miesiąc minął niepostrzeżenie. Zbliżało się kolejne rodzinne święto. Telefon od teściowej zadzwonił punktualnie:
Gosieńka, szykuj stół! Wpada cała rodzinka w piątek, świętujemy urodziny młodszego Radka brata.
Jasne, stół stoi. Ale gotować tym razem ktoś inny. Praca mnie wzywa, muszę być w firmie. Nie wiem, czy w ogóle przyjadę na imprezę westchnęła teatralnie Gosia. To niepewne, zawołali mnie na nadgodziny.
Jak to?
Praca to praca.
Ech, no trudno. Poradzimy sobie jakoś westchnęła Grażyna.
Miłego dnia! Gosia się rozłączyła i uśmiechnęła pod nosem.
Imprezę spędziła na domówce u przyjaciółki. A rano zmusiła Radka do sprzątania, skoro to urodziny jego brata, nie jej!
Kiedy zbliżał się jubileusz teściowej, Gosia z wyprzedzeniem zaplanowała urlop u swoich rodziców w Płocku. Prezent przekazała wcześniej, a na odchodnym rzuciła nowinę.
Ale gdzie my będziemy świętować?
Radek was wpuści, ale mnie nie będzie. Gotowanie zostawiam do uzgodnienia możecie zamówić catering albo poprosić inne synowe. Poradzicie sobie!
Następne święta Gosia spędzała już w domu, ale stół ograniczał się do talerza wędlin i kupnego ciasta. Powtarzała z przekonaniem:
Nie miałam kiedy nic ugotować, praca mnie zżera. Jak ktoś chce, niech zamówi pizzę.
Ale każdy miał dwie lewe ręce do płacenia. A jak nastał Sylwester, już nikt nie kwapił się do rodzinnej integracji u Gosi.
Ten Nowy Rok spędziła z Radkiem we dwoje i to bardzo jej odpowiadało. Plan wypalił! I podnosząc kieliszek szampana, Gosia pomyślała: Należy mi się! I za to warto wypić!Wreszcie mogła oddychać. Gdy w domu zagrzmiała cisza, Gosia zauważyła ją po raz pierwszy od lat. Prawdziwą, kojącą ciszę. Żadnych klaksonów gości, stukotu talerzy, nawoływań dzieci, gwaru dorosłych. Tylko ona, Radek i spokojny smak bąbelków na języku.
Wiesz co, Radek? odezwała się lekko. Chyba zaczynam lubić nasze mieszkanie.
Radek spojrzał z niedowierzaniem, jakby po raz pierwszy dostrzegł w żonie nie tylko opiekunkę rodzinnego ogniska, ale kogoś, kto potrafi postawić granice. I choć przez chwilę wydawał się zagubiony, nagle się uśmiechnął.
Może czas zaoszczędzić i wreszcie kupić tę zmywarkę, co?
Gosia roześmiała się szczerze. Poczuła na policzku jego rękę, czuły pocałunek.
Za oknami Warszawy rozbłysły fajerwerki, a ona pomyślała: Tak właśnie zmienia się życie. Po cichu. Najpierw robisz krok, potem drugi aż nagle okazuje się, że Twoje święta należą znowu do ciebie.
I wtedy zrozumiała nawet najlepszy pasztet smakuje tylko wtedy, gdy zjadasz go ze smakiem, a nie w pośpiechu. A własny spokój jest wart więcej niż wszystkie rodzinne ochy i achy świata.
Wznosząc kieliszek, spojrzała Radkowi w oczy i wyszeptała:
Szczęśliwego nowego życia. Dla nas.
I to był toast, który naprawdę miała ochotę wznieść.







