Zemsta Julki

Zemsta Julki

Drodzy czytelnicy, jeśli macie ochotę dowiedzieć się, jak przeżyć rodzinny dramat i nie stracić poczucia humoru zostańcie na moim kanale!

Jesienny deszczyk leniwie stukotał w szybę busa, który wiózł Julię do rodzinnych stron. W zasadzie od dawna nazywała domem Warszawę swoje małe studio na dwudziestym piętrze, z widokiem na miasto. Tam, gdzie teraz jechała, byli rodzice, szkoła, wspomnienia i festiwal wiejskich widoków, do których już przywyknąć nie mogła bo życie w stolicy nauczyło ją tempa.

Julia była z siebie zadowolona w wieku dwudziestu siedmiu lat nieźle sobie radziła. Najpierw wydział lekarski, potem praca w jednym z najmodniejszych salonów urody w Warszawie, regularne kursy, szkolenia i nieustanne dokształcanie się. Kariera szła do przodu typowo warszawska historia.

W sumie do rodziców w ogóle by się nie wybrała, gdyby nie ich dziwne zachowanie przez telefon: do mamy dzwoni ojca akurat nie ma, do ojca matka gdzieś przepadła.

Mamo, co tam u was? pytała.

Ale mama, czyli Olka, zbywała ją: Nic się nie dzieje, wszyscy zdrowi.

Z lotniska w Łodzi do rodzinnej miejscowości dzielił ją dwugodzinny kurs busikiem. Dla Julii, zahartowanej regularnym staniem w korkach na Wisłostradzie, to była chwila.

Bus zatrzymał się przy dworcu autobusowym. Rozejrzała się wszystko praktycznie bez zmian, tylko sklep naprzeciwko zmienił logo, a drzewa na placu wyrosły. Deszczu nie było, zza chmur przezierało słońce. Uprzedzała mamę, że przyjedzie, ale o której sama nie wiedziała.

Jeden z miejscowych taksówkarzy znudzony podszedł do niej.

Gdzie jedziemy? spytał, ciągnąc jej walizkę po dziurawym asfalcie.

Na ul. Zwycięstwa, numer pięćdziesiąt dwa.

Rodzicielski dom z niebieskimi okiennicami otwierał przed nią ramiona. W ogródku rosła ta sama czeremcha, przy bramie trzy brzozy, posadzone przez ojca, kiedy ukończyła podstawówkę.

Julka! Mama niemal wypadła z okna, żeby pobiec do drzwi. Córeczko, jak tęskniłam!

Mamo, nie płacz, bo ja też się rozkleję. Przecież nic się nie dzieje.

A to łzy szczęścia! Trzy lata minęły, kochanie…

Zrzuciła z siebie płaszcz i botki, wyciągnęła się na kanapie, a mama usiadła obok i objęła ją mocno. Tak siedziały przez dłuższą chwilę, patrząc na siebie.

Ale Julce nie dawało spokoju jedno pytanie:

A gdzie tata? Nie miał być w domu?

Najpierw coś ci ugotuję, a potem pogadamy odpowiedziała Olka.

Julia zauważyła nową, śliczną serwetę na stole i zestaw w kwiaty, którego wcześniej nie znała. Wszystko znajome i jednocześnie obce jej oswojona, warszawska rzeczywistość była zupełnie inna.

Kotlety po mamie, puchate i chrupiące, sałatka z własnych warzyw, syrniki i mnóstwo innych dań na stole.

Mamo, tata wyjechał w delegację? Ale przecież milczysz jak grób…

Tak, wyjechał, spoważniała mama. Od dawna chciałam z tobą pogadać. Ale jak tu przez telefon rozmawiać o takich sprawach? Ciągle czegoś ci brakuje czasu, praca, kursy, zalatane życie Przepraszam, że wcześniej nie powiedziałam, ale z ojcem nie chcieliśmy cię martwić. Rozeszliśmy się.

Rozeszliście?! Julia odstawiła zimniejącą herbatę, zerwała się, zajrzała do ich sypialni i otworzyła szafę ubrania ojca faktycznie zniknęły.

To gdzie teraz tata mieszka?

U swojej mamy na wsi. Szkoda, żeby dom pusty stał.

Muszę z nim porozmawiać! Julia wstała gwałtownie.

Czekaj, jest w delegacji z panem Semczukiem, wróci jutro.

On ma inną, co? No powiedz!

Mama westchnęła:

Tak, mieszka z kimś. Ale nie bądź zaskoczona młody jeszcze jest.

I kto to?

Z sąsiedniej miejscowości, przyjechała tu z synem.

Ona mieszka w domu babci?

A gdzie miałaby się wprowadzić?

Julia złapała się za głowę:

Mówisz to z takim spokojem, jakby ci kura uciekła, a nie facet.

Julka, naprawdę, nie roztrząsaj tego. Rozstaliśmy się w zgodzie, nerwy niepotrzebne, po co sobie życie psuć?

Jesteś bez kręgosłupa, mamo! Założę się, że jest młodsza co najmniej o dwadzieścia lat.

No, nie przesadzaj, o dziesięć.

Zdrada to zdrada! nie ustępowała Julia.

Mama popatrzyła na córkę ze smutkiem i uznała, że trzeba dać jej czas, żeby ochłonęła.

Julia położyła się na chwilę, potem ubrała dres, narzuciła kaptur i wyszła na dwór. Świeże powietrze uderzało po mieście podwójnie mocno. Przypomniała sobie o znajomych z podstawówki ale kontaktowała się tylko w sprawach naprawdę ważnych. Warszawa nauczyła ją innego podejścia do ludzi i życia.

Mamo, przejdę się nad rzekę.

Pada zaraz będzie!

Spokojnie, nie zmoknę.

Dom babci, stary ale jeszcze solidny, stał zaraz za rogiem. Weszła bez pytania i zobaczyła kobietę krzątającą się przy gazowej kuchence.

To pani nowa właścicielka domu mojej babci? spytała, patrząc krytycznym wzrokiem.

Pani pewnie Julia? wydukała kobieta. Włodek mi zdjęcie pokazywał, zapraszam.

Wielka łaska Dom moich dziadków, więc przyszłam do siebie odparła Julia.

Kobieta spuściła głowę.

Niepotrzebnie pani tak mówi. Ja nikomu nic złego nie zrobiłam.

Przeprowadzka, rozbicie rodziny myślisz, że to nic złego?

To nie moja wina zaczęła kobieta.

Wtedy na korytarz wszedł chłopiec, może dwunastoletni.

Dima, idź do siebie! rzuciła kobieta.

Chciałem się przejść.

Poszedł, po drodze ciekawskim wzrokiem zmierzył Julię.

Nie będziesz tu mieszkać! burknęła Julia.

Wróciła do domu rodziców, roztrzęsiona.

Wieczorem powiedziała tylko tyle:

Widziałam ją, nic ciekawego. Jeszcze ma syna, tata teraz wychowuje cudze dziecko.

Mama dramatycznie złapała się za szyję.

Po co tam poszłaś? Prosiłam cię?!

To niesprawiedliwe, mamo! Ty się nie chcesz mścić? Przez ćwierć wieku byliście razem!

Po co się kłócić? Tylko przez ciebie tata u mnie został Ciebie naprawdę oboje kochaliśmy, wszystko zrobilibyśmy dla ciebie, ale nasza miłość się wypaliła.

Specjalnie go bronisz, żeby mieć czyste sumienie.

Wiem, Julcia, że jest ci ciężko. Ale czasem trzeba przebaczyć i iść dalej.

Julia coś mruknęła i usnęła. A mama płakała cicho w kuchni.

Ojciec wrócił szybciej niż planował. Przyszedł, wyraźnie zmęczony, zapukał do drzwi.

Porozmawiamy? Przynajmniej przytulisz się do ojca? zapytał.

Po co? Masz nową rodzinę.

Przecież ty zawsze będziesz moją córką westchnął Włodek.

Do widzenia, tato.

Następnego dnia Julkowa odprowadzała ją razem z mamą na autobus. Ciemne chmury, cała melodia jesieni w powietrzu, a Julia wciąż zła i rozżalona.

Nagle podjechał samochód, wyszła z niego koleżanka z podstawówki Małgosia z tatą.

Julka! Co za szczęście, że się widzimy!

Cześć, Gosiak Julia pierwszy raz się uśmiechnęła.

Podeszli też Włodek i Irena z Dimą, który kulejąc, podszedł do Julii:

Zobacz, już sam stoję! powiedział chłopak.

Jestem z ciebie dumna. I możesz mówić po imieniu rzuciła Julia.

Julka, przepraszam za wczoraj odezwała się Irena, ja chciałam tylko dla syna najlepiej, jak i każda matka.

Patrząc na tych wszystkich ludzi, Julia zrozumiała, że rodzina to nie tylko biologia wspólne życie, pomoc, empatia i zgoda. Bo tylko tak można przetrwać burzę.

Kiedy autobus ruszył, zza chmur wyszło słońce i przez zaparowaną szybę Julia widziała machające jej postacie i myślała: To byłoby wielką niesprawiedliwością, gdybym nie wróciła.

A wróci, bo na wsi czeka na nią życie. I coś więcej niż tylko zemsta.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Zemsta Julki