Zdrada ukryta pod maską przyjaźni

Zima w tym roku rozpieszczała nas prawdziwie bajkową aurą śnieg sypał niemal bez przerwy, pokrywając całe ulice i osiedla grubą, białą kołdrą. Płatki wirowały w powietrzu, cicho osiadając na dachach kamienic i chodnikach. Mróz sprawiał, że powietrze było świeże i przejrzyste, wręcz rześkie zupełnie jakby Kraków zamienił się w scenerię świątecznej opowieści.

Ale w mieszkaniu na Kazimierzu, które dzieliłam z Pawłem, panowała zupełnie inna atmosfera ciepło i domowy spokój. Za szerokim oknem szalał śnieżny spektakl, a my byliśmy od niego odgrodzeni tubą ciepła, jakie dawały szczelnie zasłonięte okna, żółte światło naszej starej, ceramicznej lampki i gruby pled zarzucony na dwoje. Przed nami w telewizorze leciała jakaś rodzinna komedia po raz setny nieśmiertelni Sami Swoi, których kochaliśmy oboje. Raz po raz wyłapywałam żart, który znałam na pamięć i cicho się podśmiechiwałam, a Paweł spoglądał na mnie z przymrużonym okiem.

Nasz wieczór przerwał dźwięk telefonu Pawła. Zignorował pierwszy sygnał, a potem drugi zupełnie jakby chciał wyciszyć świat spoza tego mieszkania. Jednak trzeci raz nie mógł udawać, że go nie słyszy. Wyciągnął smartfon z kieszeni, błyskawicznie zerkając na ekran, i westchnął ciężko:

Znowu Darek rzucił w moją stronę tonem zrezygnowanym. Trzeci raz dziś wydzwania.

Nawet nie odwróciłam głowy od telewizora, tylko lekko uniosłam brwi.

Zgaduję, że zaprasza nas na działkę? rzuciłam spokojnie. Kupili ogród na Prądniku, więc oczywiście muszą się pochwalić Darek chyba nie zna słowa nie.

Paweł odebrał, przykładając komórkę do ucha.

Cześć, stary! jego głos brzmiał zaskakująco wesoło.

Paweł! Kiedy przyjedziecie?! Do mojego męża dolatywał entuzjastyczny głos Darka. Wszystko gotowe: sauna nagrzana, stoły uginać się będą od jedzenia, za chwilę będzie cała ekipa z liceum. No ruszcie się z chaty, co?

Wzrokiem pytałam Pawła, co zamierza powiedzieć. Dałam mu do zrozumienia po cichu skinieniem głowy, że nie mam ochoty na żadne imprezy. Zamiast hałasu, głośnej muzyki, rozmów po studencku i gry w planszówki do rana, chciałam zatrzymać w sobie tę ciszę i domowe ciepło.

Po chwili namysłu Paweł zaimprowizował wymówkę, która przyszła mu do głowy.

Wiesz co, Darek Justyna pojechała do mamy do Bielska na dwa dni. Sam nie będę jechał, bez sensu Wiesz, jak potem zaczynają się plotki. Nie chce mi się potem z Justyną wyjaśniać żadnych głupot. Spotkamy się, obiecuję ale nie dziś.

Darek zawahał się na sekundę, wyraźnie zaskoczony:

Pojechała? A kiedy wraca?

Jutro późnym wieczorem westchnął Paweł. Coś jej się odmieniło. Mieliśmy w planach kino, spacer przy Błoniach, może lodowisko, póki śnieg. A tu nici Spotkamy się innym razem, dobra?

No dobra. Ale jak wróci, dawaj znać! Tęsknię za waszym towarzystwem!

Jasne zgodził się Paweł, odkładając telefon na stolik z wyraźną ulgą. Spojrzał na mnie i szczerze się uśmiechnął.

Ledwo się wywinąłem mruknął, zerkając na mnie z boku. On chyba nie rozumie, że już dawno nie jestem fanem tych całonocnych balang z dawnych czasów. Wolę siedzieć tu z tobą.

Otulił mnie mocniej ramieniem, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową, oddychając głęboko powietrzem, w którym mieszały się zapachy herbaty i starej sofy. Tymczasem za oknem wirowały leniwie płatki śniegu, a z telewizora docierały znajome dialogi.

Też wolę to szepnęłam, zadzierając głowę, by spojrzeć mu w oczy. Obejrzyjmy do końca film i połóżmy się spać. Tylko o tym marzę.

Uśmiechnął się do mnie, a ja byłam pewna, że nic nie zakłóci tego spokojnego wieczoru. Jednak po niespełna kwadransie telefon znowu zabrzęczał ten sam numer.

Paweł skrzywił się i z rezygnacją sięgnął po telefon.

Darek, przecież już mówiłem zaczął z trudem, starając się brzmieć uprzejmie, choć nie krył już zniecierpliwienia.

Paweł, stary, jestem w klubie Kryształ na Grodzkiej! Głos Darka był napięty i dziwnie poważny. Słuchaj, tu jest Justyna! Siedzi z jakimś typem, popijają, ściskają się jak para Nie chciałem cię mieszać, ale Powiedziała ci, że wyjeżdża, a tu melanżuje w centrum! Kłamie ci w żywe oczy!

Poczułam, jak Paweł sztywnieje. Zerknął na mnie z niedowierzaniem, a potem na telefon, jakby spodziewał się, że ekran rzuci mu odpowiedź.

Co? Jesteś pewien? Może ci się coś pomyliło powiedział niepewnym tonem. Jestem z nią, wiem przecież!

Stuprocentowo! upierał się Darek. Nawet się śmieje głośno, już podchmielona Aż przykro patrzeć. Chcesz, to dam ci z nią pogadać?!

Paweł zmrużył oczy, lekko zakład na głośnomówiący.

W słuchawce rozbrzmiały klubowe basy, śmiech, szum rozmów, a po chwili kobiecy głos. Aż ciarki przeszły mi po plecach brzmiał jak mój! Intonacja, śmiech, nawet słowa.

Halo? Kto to? padło w słuchawce, śladem zawahania.

Paweł przyglądał mi się z niepokojem, a ja po prostu szeroko otworzyłam oczy w niemej konsternacji.

Justyna? spytał spokojnie, ale wyczułam drżenie w jego głosie. Tu Paweł O co chodzi?

Krótki rechot, a potem odzywa się znów kobieta: O rany, Paweł, daj spokój! Chcę się bawić, mam dość twojej nudy! Zamierzam się dziś wyszaleć, łapiesz?

Dosłownie podskoczyłam na kanapie.

Co to za głupoty?! praktycznie wysyczałam. Przecież to nie ja. Ktoś nieźle się postarał, by odegrać show moim głosem! Ale skąd zna twoje imię?!

Gdzie jesteś? zapytał Paweł wyraźnie już zdenerwowany.

A to już nie twoja sprawa odpowiedziała kobieta ostro.

W tle rozległ się znów znajomy śmiech, potem basowy głos Darka: Słyszysz? Sam widzisz

Paweł przerwał brutalnie: Daj spokój, rozstrzygnę to jutro. Nie wydzwaniaj już dzisiaj.

Odłożył telefon i spojrzał na mnie, jakby chciał się upewnić, czy mam do tego jakieś wyjaśnienie. Byłam w szoku przecież siedziałam obok, a ktoś próbował zabłysnąć aktorsko moim głosem!

No to się porobiło wyszeptałam, miękko chwytając go za dłoń. Ktoś naprawdę nieźle to zaplanował.

Mam złe przeczucia przyznał Paweł, kręcąc głową. Ale jestem pewien, że nigdy nie zrobiłabyś czegoś takiego. Obiecuję, ustalę kto za tym stoi. Może poproszę klub o nagrania z kamer zobaczymy, kto była tą Justyną.

Wtuliłam się w niego, szybko łapiąc równowagę. Wiedziałam, że jeśli trafi się jeszcze ktoś, komu można zaufać, to właśnie mój Paweł.

******************************

Następnego dnia, koło południa, siedziałam w kuchni, sącząc herbatę z miodem i przeglądając maile z pracy na laptopie. Telefon zaczął dzwonić znowu Darek. Wahałam się chwilę, zanim odebrałam. Wciąż mieliśmy w pamięci wczorajszy wieczór.

Cześć odezwał się cichym głosem. Gadałaś już z Pawłem po wczorajszym?

Zacisnęłam palce na komórce. Chciałam się dowiedzieć wszystkiego jak daleko był w stanie posunąć się Darek.

Tak Pokłóciliśmy się powiedziałam z udawaną zgryzotą. Zarzucił mi, że go okłamuję. Nie słuchał żadnych tłumaczeń.

Przez moment milczał, aż w jego głosie zabrzmiała satysfakcja ledwo wyczuwalna.

Wiedziałem, że tak będzie. Mówiłem ci, Justyna, że Paweł nie potrafi cię docenić.

Poczułam narastający gniew, ale postanowiłam pozwolić mu się wygadać.

O co ci chodzi? zapytałam chłodno.

Darek ściszył głos, jakby chciał się zbliżyć do mnie przez telefon: O to, że zasługujesz na coś lepszego! Kocham cię od lat. I mogę zaopiekować się tobą… Gdybyś tylko zostawiła Pawła, zawsze będę czekał.

W ciszy kołatało mi w głowie pytanie: ile on już o tym myślał? Skąd taka pewność, że akurat teraz powinien się do tego przyznać? Czy to on to wszystko zaplanował, wiedząc, że podobno mnie nie ma w domu?

Zebrałam się w sobie i odpowiedziałam spokojnie, choć ostro:

Darek, nie rób z siebie męczennika. Kocham Pawła i wyjaśnimy to między sobą. Nie próbuj nas rozdzielać.

Przepraszam, jeśli się zagalopowałem wybąkał bez przekonania. Martwię się po prostu, żebyś była bezpieczna Paweł cię rani, a ja chciałem żebyś to zrozumiała.

Zacisnęłam zęby. Nie mogłam powstrzymać wściekłości, choć próbowałam mówić spokojnie:

Wczoraj cały wieczór przesiedziałam w domu. Nie było żadnego klubu, żadnych nieznajomych facetów. A wszystko, co się wydarzyło, było twoim teatrem. Teraz już wiem dlaczego.

Znów wyczułam jego zawahanie.

Co? O czym ty mówisz?

O twojej inscenizacji. Podpuściłeś jakąś dziewczynę, by zadzwoniła podając się za mnie. Chciałeś nas poróżnić. No to wiesz co? Gratuluję, ale nie nadaję się na twoją kolejną zdobycz.

Długa pauza, aż w końcu puściły mu nerwy:

Tak! Bo kocham cię, Justyna! Bo nie mogę patrzeć, jak Paweł cię nie docenia Myślałem, że jeśli się pokłócicie, wrócisz do mnie. Dałbym ci wszystko!

Ręce mi opadły, ale postanowiłam dać upust wszystkim emocjom.

Ty?! Ty dałbyś mi szczęście, po takim zdradzieckim numerze? Przecież ty nie masz pojęcia, czym jest miłość! Nigdy więcej nie dzwoń do mnie. Ani do Pawła. I przemyśl sobie, co właśnie zrobiłeś.

Rozłączyłam się, czując jeszcze lekki dreszcz gniewu, ale ogólnie ulgę. Spojrzałam za okno tam śnieg wciąż cicho spadał na Kraków, jakby nic się nie stało.

Do kuchni wszedł Paweł. W jego spojrzeniu czytałam niepewność.

I co? ostrożnie zapytał.

Odwróciłam się do niego ze słabym uśmiechem, czując, że jedno już się skończyło:

Wszystko jasne. Przyznał się, że cię kocha i celowo chciał nas poróżnić. Mówił, że jest gotów dla mnie na wszystko. Jestem w szoku Ale też szczęśliwa, że to już za nami.

Paweł usiadł obok mnie na kanapie, ujął moją dłoń i mocno ścisnął.

Nie był przyjacielem, jeśli był w stanie posunąć się do czegoś takiego Lepiej wiedzieć wcześniej z kim mamy do czynienia. I cieszę się, że cię mam, Justyna. Zawsze wiedziałem, że jesteś dla mnie najważniejsza.

Przytuliłam się mocniej do jego ramienia, czując w końcu ulgę i ciepło, które zawsze potrafił mi zapewnić ten dom.

Przynajmniej nie musimy już chodzić na żadne imprezy u Darka powiedziałam półżartem. Teraz nasza wymówka będzie bardzo przekonująca.

Uśmiechnęliśmy się do siebie, wiedząc, że najważniejsze już się wydarzyło: uporaliśmy się z kłamstwem i zdradą, a nasze zaufanie okazało się mocniejsze niż intryga.

Paweł zaśmiał się cicho:

Dobrze. Teraz już tylko filmy, herbata i święty spokój odparł z ulgą.

Oraz nasz koc, bezpieczny jak forteca dodałam i opatuliłam się nim jeszcze szczelniej.

W naszym krakowskim mieszkaniu, pośród bieli spadającego śniegu i ciepłego światła lampki, czułam się naprawdę spokojna. Nie było tu miejsca na cudze gry, niepewność lub żal. Byliśmy tylko my dwoje, przykład żywej codziennej bliskości, ufności i czułości, której oboje potrzebowaliśmy. Wiedziałam, że jutro będzie kolejnym dobrym dniem.

*************************

Darek tymczasem siedział w kuchni swojego mieszkania na Dębnikach, ponuro gapiąc się w pustą szklankę po herbacie. Wciąż słyszał w głowie te słowa: Nie dzwoń więcej. Nigdy.

Zamiast skruchy czuł narastającą złość. Skulony nad stołem jeszcze próbował się przed sobą usprawiedliwiać: Czemu wszystko się popsuło? Przecież to ja byłbym dla niej lepszy! To Paweł nie docenia Justyny!. Każda myśl mieszała się z frustracją i zawiedzioną nadzieją.

Przed oczami miał podstępną akcję z poprzedniego wieczoru. Jak poszedł do klubu z Marysią dziewczyną poznaną niedawno w kawiarni na Karmelickiej. Ustawił wszystko: ona miała zadzwonić, udawać Justynę, powiedzieć kilka podpowiedzianych kwestii, wystarczyło kilka przekonujących momentów i był pewien, że Justyna uwierzy że z szału Paweł rzuci ją, a ona zostanie sama. I wtedy runęło wszystko.

Na stole leżał pognieciony arkusz, na którym zapisał całe swoje show. Teraz porwał go na strzępy i wrzucił do kosza. Przez łuk okna widział wirujące płatki śniegu.

To powinno być moje szepnął z goryczą i odwrócił się od okna, czując w gardle ciężar złości i bólu.

Wiedział już, że stracił wszystko: i przyjaciół, i złudzenia. Ale nie potrafił przyznać się do winy zostawało tylko nieutulone żal i zawiść oraz gorzkie poczucie, że to on zasługiwał na takie szczęście.

Za oknem śnieżna zima nie przestawała otulać świata bielą, a mi w sercu robiło się lżej, bo wiedziałam, że dopóki mamy siebie, nawet najbardziej podstępne intrygi nie zburzą naszego małego domowego szczęścia.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Zdrada ukryta pod maską przyjaźni