Zdrada pod pozorem przyjaźni
Zima w tym roku postanowiła pokazać na co ją stać. Śnieg sypał nieprzerwanie całymi dniami podwórka i ulice Warszawy zamieniły się w prawdziwą, bajkową krainę. Wielkie białe płatki leniwie opadały z nieba, miękko przykrywając dachy kamienic i chodniki. Mróz sprawiał, że powietrze było niezwykle rześkie i przejrzyste.
W mieszkaniu Magdaleny i Pawła panowała jednak zupełnie inna atmosfera ciepło, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Za dużym oknem trwał zimowy spektakl, a w środku, odgrodzeni od świata szczelnie zasuniętymi zasłonami, byli tylko oni dwoje. Stara lampka nad kanapą rzucała delikatne światło, tworząc wokół przytulny krąg ciepła, który wypierał chłód za oknem.
Leżeli razem na kanapie, okryci grubym pledem. W telewizji leciała jakaś lekka, rodzinna komedia nic zobowiązującego, po prostu coś do pośmiania się i relaksu. Magda śledziła akcję z rozbawieniem, czasem mruczała coś pod nosem, delikatnie się uśmiechała do własnych myśli. Ja zerkałem na śnieg wolno opadający za szybą, urzeczony świeżością widoku.
Ten błogi nastrój przerwał dźwięk telefonu. Nie od razu podniosłem aparat nie chciałem przerywać tej wspólnej ciszy ale po chwili telefon zadzwonił ponownie. Westchnąłem i wyciągnąłem go z kieszeni, rzucając na ekran tylko spojrzenie:
Znowu Bartek powiedziałem do Magdy. To już trzeci raz dzisiaj.
Ona tylko spojrzała kątem oka, nie odrywając się od ekranu.
Może znowu zaprasza na działkę? Jak wiesz, kupił niedawno domek gdzieś pod Grójcem i uparcie szuka okazji, żeby zrobić imprezę. Bartek nie potrafi przyjąć odmowy westchnęła.
Odebrałem, starając się brzmieć energicznie:
Hej, Bartek, cześć!
Paweł, no kiedy wreszcie przyjedziecie?! głos Bartka aż kipił entuzjazmem. Ustalone: świętujemy zakup! Sauna już się grzeje, stół przygotowany, znajomi powoli przyjeżdżają. Nie siedźcie w domu, przyjedźcie razem z Magdą!
Na chwilę się zawahałem, rzuciłem Magdzie spojrzenie. Z ledwo dostrzegalnym uśmiechem pokręciła głową. Doskonale zrozumiałem jej niemy sprzeciw: głośne biesiady, muzyka, niekończące się rozmowy i gwar to nie był nasz klimat na ten weekend. Chcieliśmy spędzić spokojnie czas, we własnym rytmie, bez pośpiechu, bez zobowiązań.
Wyciągnąłem na szybko wymówkę:
Słuchaj Bartek, Magda pojechała właśnie na parę dni do mamy. Sam nie mam ochoty, rozumiesz… Zawsze się przewinie jakiś temat, ktoś jej coś powie, po co mi potem tłumaczyć się żonie? Odłożymy imprezę na inny raz, dobrze?
W słuchawce zapadła cisza. Potem Bartek wyraźnie zaskoczony spytał:
Kiedy wraca?
Jutro wieczorem. Zupełnie spontanicznie wyjechała… Mieliśmy plany: kino, spacer po Łazienkach, może na łyżwy pójdziemy… Cóż, nie wyszło. Zobaczymy się innym razem.
Bartek pokiwał głową, słyszałem to w jego głosie.
No dobrze Tylko daj znać, jak wróci. Bardzo chciałbym się z Wami zobaczyć!
Pewnie, dam znać zapewniłem. Może za tydzień. O ile coś się nie zmieni.
Odłożyłem telefon na stół i odetchnąłem z ulgą.
Uff, ledwo się wymigałem mruknąłem, zwracając się do Magdy. Co za upór! Przecież jasno mówię, że nie chcę ani na działkę, ani na imprezę. Co tam robić? Patrzeć, jak się upijają? Bartek nie umie bawić się inaczej. Dobrze, już po wszystkim. Wolę Ciebie i nasz spokój.
Objąłem Magdę. Powoli napinałem sięgnięte wcześniej mięśnie, powracał do mnie luz. Wciąż trwał ten błogi, domowy spokój: śnieg tańczył za szybą, z telewizora płynął znajomy dźwięk filmu wolny, melancholijny, zupełnie różny od hałasu, którego na co dzień unikam.
Magda wtuliła się we mnie, czułem bicie jej serca, powoli zwalniający oddech. Lampa rzucała blask, czarno-biały film rozgrywał się na ekranie, zegar cicho stukał na ścianie. Ta atmosfera dająca poczucie bezpieczeństwa, jakiego w codzienności ciągle brakuje.
Ja też wolę taki wieczór wyszeptała, podnosząc na mnie czarne oczy. Bądźmy tylko my film, herbata, ciepło… Czego chcieć więcej?
Uśmiechnąłem się i objąłem ją mocniej. Wyobrażałem już sobie, jak za chwilę pogasimy światła, schowamy się pod kołdrą i zaśniemy, słuchając śnieżycy tłukącej w szyby. Lecz nasze wyobrażenia przerwał kolejny dzwonek telefonu. Oczywiście, znów Bartek.
Skrzywiłem się, niechętnie sięgnąłem po aparat. Czy on nigdy nie odpuszcza?
Bartek, mówiłem przecież…
Tym razem głos Bartka był dziwnie poważny:
Paweł, jestem teraz w klubie Kryształ, wiesz, tym na Śródmieściu. Z chłopakami przyszliśmy trochę się pobawić przed imprezą na działce. I tu jest Magda. Z jakimś typem. Piją razem, ona się do niego tuli. Mówię szczerze, nie chciałem się wtrącać, ale… powinieneś wiedzieć. Tobie mówiła, że pojechała do mamy. Widać, że skłamała.
Zamarłem. Spojrzałem z niedowierzaniem na Magdę, potem na ekran telefonu, myśląc, czy to jakiś makabryczny żart.
Jak to? spytałem z powątpiewaniem. Nie mogłeś się pomylić? Przecież siedzi koło mnie!
W stu procentach pewien odpowiedział stanowczym tonem Bartek. Jest już podchmielona, śmieje się na całe gardło. Wcale jej nie przeszkadza, że ją widzę. Machnęła ręką, a jak chcesz, mogę Cię z nią połączyć.
Zamknąłem na sekundę oczy, próbując zebrać myśli. W głowie mnożyły się pytania czy to żart, czy jakieś nieporozumienie? Przesunąłem suwak głośnika.
Dawaj.
Z telefonu dobiegały klubowe basy, śmiechy, pogawędki. Potem przebił się kobiecy głos. Do złudzenia podobny do Magdy.
Halo? Kto mówi?
Przełknąłem ślinę. Magda siedziała koło mnie, osłupiała, wpatrująca się w telefon.
Magda? To Paweł. Co się tam dzieje?
W odpowiedzi usłyszałem beztroski śmiech i rozluźniony, lekko zachrypnięty głos:
Daj mi spokój, Paweł! Chcę się bawić, rozumiesz? Mam już dość twojego nudnego życia. Będę imprezować, aż mi się znudzi!
Magda gwałtownie podskoczyła, blednąc. Przycisnęła dłoń do piersi.
Co jest grane?! wyszeptała. Przecież jestem tu! Skąd ona zna twoje imię? Co to za farsa?
Gdzie jesteś!? zapytałem do słuchawki.
Co ci do tego? odpowiadała prowokacyjnie. Nawet jeśli jestem twoją żoną, nie muszę się tłumaczyć. Robię, co chcę.
Znów rozległ się śmiech, brzdęk kieliszków, potem Bartek wtrącił:
Słyszałeś? Mówiłem…
Przerwałem mu, czując przeplatające się wściekłość i zmieszanie.
Daj spokój. Pogadamy jutro.
Szybko rozłączyłem się, odrzuciłem telefon w kąt kanapy, patrząc tępo w sufit. Gdyby Magda nie siedziała przy mnie… naprawdę mógłbym uwierzyć!
Osunęła się obok mnie, patrząc szeroko otwartymi oczami.
Ten głos… To niemożliwe! Ale przecież ktoś ją dokładnie poinstruował!
Nie mam pojęcia kto, ale głos identyczny, intonacja i dowcip… To nie przypadek.
A Bartek gadał, jakby był pewien… szepnęła. Co by było, gdyby mnie naprawdę nie było w domu? Uwierzyłbyś?
I tak bym coś podejrzewał powiedziałem twardo. Znam cię przecież. Nigdy byś tak nie zrobiła. Ktoś tutaj nieźle coś knuje. Sprawdzę, zajrzę nawet do nagrań w klubie, jeśli trzeba, dowiem się kim była ta dziewczyna.
Magda mocniej wtuliła się do mnie.
To nie ja Ale kto i po co?
Wzruszyłem ramionami, już jednak bez tego zmieszania co przed chwilą. Teraz czułem determinację, by rozwikłać tę zagadkę. Uścisnąłem jej dłoń: byliśmy razem, i razem mieliśmy sobie z tym poradzić.
***********************
Następnego przedpołudnia Magda siedziała w kuchni z kubkiem gorącej herbaty, przeglądając maile na laptopie. Zadzwonił telefon na ekranie pojawił się Bartek. Wahała się chwilę, ale ciekawość zwyciężyła.
Cześć zaczął ostrożnie. Mówiłaś już z Pawłem po wczorajszym?
Uścisnęła telefon w dłoni. Postanowiła pociągnąć Bartka za język, usłyszeć, co naprawdę się wydarzyło.
Tak. Pokłóciliśmy się. Oskarżył mnie o coś niezrozumiałego, nie chciał słuchać wyjaśnień. Uważa, że go okłamuję.
Przez sekundę w słuchawce panowała cisza. W końcu Bartek odetchnął ze słyszalnym zadowoleniem.
No widzisz… zawsze powtarzałem, że Paweł cię nie docenia. On nawet nie wie, jaka jesteś naprawdę.
Magda aż się zagotowała, ale opanowała głos.
O czym ty mówisz?
Bartek obniżył głos do poufałego szeptu:
O tym, że zasługujesz na więcej… Magda, kocham cię. Od dawna. Chciałbym cię chronić, rozpieszczać. Jeśli go zostawisz stanę przy tobie zawsze.
Zapadła cisza. Musiała uporządkować myśli od kiedy to Bartek? Po co ta cała szopka? Czy to on zaplanował wczorajszą intrygę?
Głęboko odetchnęła i odpowiedziała spokojnie, lecz stanowczo:
Bartek, to nie na miejscu. Kocham Pawła i sami rozwiążemy swoje sprawy. Nie wtrącaj się.
Wybacz, jeśli wyznałem za dużo zaczął niepewnie. Chciałem, żebyś wiedziała, że możesz liczyć na mnie. Paweł zachował się podle, oskarżał cię… Słyszałem coś z boku, ale on chyba po prostu szuka pretekstu, żeby cię zostawić! Chcę dla ciebie dobrze!
Magda aż zbielała z wściekłości.
Po pierwsze byłam wczoraj w domu. Po drugie z Pawłem się nie kłóciliśmy. Po trzecie świetnie wiem, że to ty wszystko zorganizowałeś. Jeszcze nie wiedziałam po co, ale teraz już wiem.
W słuchawce cisza. Bartek milczał.
Zatrudniłeś dziewczynę podobną głosem do mnie, zorganizowałeś tę szopkę w klubie, żeby skłócić nas z Pawłem, prawda?
Cisza. Nagle Bartek sapnął, głos przeszedł w krzyk:
Tak! Bo cię kocham, Magda! Bo nie mogłem patrzeć, jak Paweł cię nie docenia! Chciałem, żebyś była szczęśliwa ze mną!
Zamknęła oczy, w środku cisnął ją żal i złość.
Szczęśliwa? Z tobą? Jesteś zwykłym egoistą, zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki. Nawet gdybyś był ostatnim na świecie, nie zwróciłabym na ciebie uwagi!
Bartek mówił już cicho, prawie błagalnie:
Myślałem, że jeśli się pokłócicie, zobaczysz, że Paweł nie jest ciebie wart. Że wybierzesz mnie A inne dziewczyny To była tylko namiastka, bo nie mogłem ciebie mieć Magda, mogę cię nosić na rękach, kochać, rozpieszczać pozwól mi!
Gdy przemawiał, tylko chłodny gniew w niej rósł. Jej głos był nieugięty i beznamiętny.
Nigdy! Zdradziłeś przyjaźń, naruszyłeś zaufanie. I po co? Dla twoich mrzonek?!
Wybacz, Magda zdołał tylko wykrztusić.
Żadnego wybaczenia! I żadnej przyjaźni. Przestań dzwonić! Do Pawła też się już nie odzywaj posłucha zapis tej rozmowy.
Zakończyła połączenie. Położyła drżącą ręką telefon na stole i spojrzała przez okno na wirujące płatki śniegu.
Wtedy do kuchni wszedłem ja.
I co? spytałem niepewnie od progu.
Magda spojrzała na mnie z gorzkim uśmiechem.
Wszystko jasne. Przyznał się. Zaaranżował tę całą akcję, bo mnie kocha. Obiecywał złote góry wyobrażasz sobie? Jest zwyczajnie podły…
Usiadłem obok, ująłem jej dłoń tak, by poczuła moje wsparcie i bliskość.
Czyli nigdy nie był prawdziwym przyjacielem. Zapomnij o nim. Ja już dawno miałem przeczucie, że coś jest nie tak, ale nie miałem dowodu aż do dzisiaj.
Teraz przynajmniej nie musimy się już nad niczym zastanawiać. Wiemy, komu ufać, a komu nie przytuliła się do mnie lekko, spokojniejsza.
Odetchnęła i zamknęła na moment oczy, wtulona we własny dom: w zapach drewna, świeżo zaparzonej herbaty, swoje ulubione perfumy.
Wiesz, może to nawet lepiej uśmiechnęła się nagle. Przynajmniej nie muszę już się męczyć na tych wszystkich imprezach. Następnym razem po prostu powiem, że w towarzystwie będzie osoba, której nie toleruję.
Zaśmiałem się, pierwszy raz od dawna naprawdę szczerze.
Dokładnie tak! Zostaniemy przy herbacie, filmie i spokoju, co ty na to?
Brzmi idealnie zaśmiała się, zakopując się w pledzie.
Objąłem ją mocniej. Za oknem śnieg wirując spadał na uśpione miasto. Nasz mały świat odzyskał poczucie bezpieczeństwa. Byliśmy tylko my zaufanie, ciepło i pewność, że jutrzejszy dzień będzie równie spokojny jak ten
*************************
Bartek siedział sam w pustej kuchni, gapiąc się w zimną już herbatę. Słowa Magdy dźwięczały mu w uszach: Nie dzwoń więcej. Nigdy.
Nie czuł skruchy, tylko coraz to większą, przytłaczającą złość. Zaciskał pięści, wbijał paznokcie w dłonie.
Dlaczego to wszystko poszło nie tak?! wrzasnął, zamiatając ze stołu okruchy po wczorajszych ciasteczkach.
W głowie wracał do wydarzeń z poprzedniej nocy. Pamiętał, jak spotkał się z Martyną dziewczyną poznaną niedawno w kawiarni. Zdziwiło go, jak bardzo jej głos i fryzura przypominały Magdę. Długo mu nie trzeba było jej namawiać do tej kiepskiej gry aktorskiej.
Martyna udawała Magdę w klubie bez problemu: śmiała się, zalotnie mruczała, powtarzała frazy podrzucone przez Bartka. On sam, z boku, czuł rosnący dreszcz: To już moment, zaraz się uda. Magda wreszcie doceni, kto ją naprawdę kocha.
A teraz? Został sam ze świadomością porażki stracił i Magdę, i przyjaciela. Coraz bardziej go to wkurzało, nie miał już nawet ochoty się usprawiedliwiać.
Wyszedł do okna, za którym tańczyły śnieżne zawieje.
Dlaczego oni mają wszystko, a ja nic!? wysyczał. Przecież jestem od Pawła lepszy.
Dobrze wiedział, że nie dzwoni już ani do niej, ani do niego to by była tylko kolejna przegrana sprawa. W środku jednak rodził się kolejny złośliwy głos:
Nie wierzę, że on ją ceni tak, jak ja mógłbym. Kiedyś Magda to zrozumie. Może będzie już za późno
Zacisnął zęby, rzucił okiem na kartkę z rozpisanym planem przekrętu, podrzucanymi dialogami. Porwał ją w drobny mak i wyrzucił do kosza pamiątka kompletnej klęski.
Patrzył jeszcze przez chwilę na wirujący śnieg, wyobrażając sobie Magdę i Pawła razem, przed telewizorem, z herbatą i tym swoim spokojem. Nie było mu ich żal. W jego głowie wybrzmiewała tylko jedna myśl:
To ja powinienem być na jego miejscu. To wszystko powinno należeć do mnie.







