Żarcik

Dowcip

– Basia! Basieńka! Daj mi odpisać!

Szept Weroniki rozlał się po całej klasie, a pani Danuta przerwała uzupełnianie dziennika i spojrzała spod okularów.

– Zawadzka! Dajże spokój, co? Sama sobie napisz!

– Ale pani Danuto, to trudne! Weronika jak zwykle nie miała problemu z odezwaniem się.

– A kto powiedział, że życie jest łatwe? I jeszcze, Weroniko, Basia ma inny zestaw zadań, więc nie ma sensu do niej zagadywać.

– Jak to?! Przecież siedzi przy pierwszej ławce!

– No właśnie! uśmiechnęła się pani Danuta, przedrzeźniając Weronikę. Dostała oddzielne zadanie.

– No nie! To niesprawiedliwe! Weronika schowała się na chwilę w swoim zeszycie, zaraz jednak zaczęła kombinować inne możliwości ratunku.

A nikt nie zauważył, jak Basia skulona za swoją ławką, bała się podnieść wzrok znad zeszytu.

Że jest złotą kulą ratunkową dla całej klasy, wiedzieli wszyscy nauczyciele. Trafiła się dziecku głowa nie od parady! Dlatego korzystali z niej wszyscy, komu tylko przyszło do głowy. I spróbuj odmówić od razu obrazy i foszki.

A Basia nie była wcale złośliwa. Pozwalała oczywiście odpisać, ale jak radziła jej mama robiła to tak, by nauczyciele nie mieli pretensji.

– Basieńko, wiem, że jesteś bardzo dobrą dziewczynką mówiła mama. Ale musisz pilnować też swoich spraw. Jeśli chcesz pójść tam, gdzie marzysz, potrzebujesz dobrego świadectwa. Nie psuj go przez cudzą głupotę.

Rady mamy były słuszne, ale Basia, słuchając, tylko wzdychała. Gdyby tylko mama wiedziała, jak trudno być prymuską w klasie, gdzie nikomu na niczym nie zależy

Do tej szkoły przeniosła ją mama po rozwodzie z ojcem. Powodów było wiele. Nie ostatnim był fakt, że Basi urósł brat, który pojawił się w nowej rodzinie taty, jeszcze gdy Basia mieszkała razem z rodzicami.

Nikt nie miał ochoty jej nic tłumaczyć. Dorośli rozwiązywali swoje sprawy, a Basia siedziała w pokoiku z kredkami i blokiem. I spokojnie, wytrwale pokrywała czarnym kolorem kolejne kartki, uważając, by nie zostawić ani kawałka bieli.

Pierwszą, która zauważyła te dzieła, była babcia.

– Co wy robicie?! Do jakiego stanu doprowadziliście dziecko!

Choć była teściową mamy Basi, we wszystkim trzymała jej stronę.

– Cały ojca! Tamtemu też się zdarzało, ile żyliśmy razem. Taka natura Okropna Podobni jak dwie krople wody. Tylko, że mój zawsze wracał bez dzieci.

– I pani mu wybaczała?

– A co miałam zrobić, Oliwko? Kochałam I wiedziałam, że on też mnie kocha. Inaczej by nie wracał.

– Trudno było wybaczyć?

– Mało powiedziane. Właściwie nie wybaczyłam do końca. Męczyłam się. Teraz myślę, po co to wszystko? I komu? Nic się już nie wróci. Może to dziwne, ale powiedz losowi dzięki, że twój mąż zaliczył dziecko na boku. Wiem, że byś wybaczyła i przyjęła go z powrotem. Prawda?

– Nie wiem To boli

– Wiem. I wiem też, że Basia jest teraz między młotem a kowadłem przez nas. Dajcie jej spokój! Syn mnie nie słucha. A ty jesteś mądra kobieta. Żal mi, że się rozchodzicie. Pomyśl, jak zrobić, by Basia nie cierpiała. Ona nie winna

– Prawda. Jesteśmy winni tylko my

I mama Basi zrobiła to, czego nikt się nie spodziewał posadziła przed sobą córkę i powiedziała jej: pięciolatka, a dowiedziała się wszystkiego.

– Basieńko, my z tatą już nie będziemy mieszkać razem.

– Dlaczego?

– Rozwodzimy się. Teraz będziemy tylko we dwie, a z tatą będziesz widywać się w weekendy albo kiedy będzie czas. Basiu, nie płacz! Popatrz na mnie! Tata dalej będzie twoim tatą, nie zniknie, obiecuję!

– A ty? Basia rozmazywała gniewne łzy po policzkach. Dorośli są tacy głupi! Wszystko robią po swojemu!

– Ja nigdzie nie idę.

– Nie odchodź

Wtedy mama zrozumiała, czego się najbardziej jej córka bała, kiedy kolorowała czarno kartki.

Potrzeba było sporo czasu, aby wyjaśnić Basi co się dzieje, i oswoić strach. Było ciężko, ale stopniowo wszystko się poukładało. Basia widywała tatę, choć nie tak często, jak chciała. Ale zrozumiała zostawił mamę, nie ją. Tata nadal ją rozpieszczał i potrafił się dogadać z Olgą tak, by dobro Basi było na pierwszym miejscu. Basia jeździła z nową rodziną nad morze, bawiła się z bratem i nawet polubiła nową żonę taty. Irena była w porządku, dzieci kochała, a Basia jej nie przeszkadzała. Nie miały co dzielić.

Jednak to, co się wydarzyło, zostawiło ślad na Basi. Często zastanawiała się, może tata odszedł, bo za mało jej było czegoś, bo była nie taka. Przecież z Ireną żyje spokojnie, syna wychowuje, planuje kolejne dzieci. Ją, Basię, jednak nie chciał wychowywać Może była nie taka?

Mama i babcia powtarzały, jak ją kochają, ale ten robaczek wątpliwości nie znikał, pojawiał się zawsze wtedy, gdy Basi zabrakło pewności siebie.

Początkowo nie było to aż tak widoczne. Co tam, drżały nogi, gdy w pierwszej klasie wywołano ją deklamować wierszyk na apelu.

Tydzień uczyła z mamą, występ przed lustrem, wszystko z wyrazem. W przedszkolu grała główne role na przedstawieniach, wiedzieli, że się nie zawiedzie.

Tym razem coś poszło nie tak. Basia wzięła mikrofon, odszukała wzrokiem rodzinę i zapomniała słów. Łzy ciekły jej po policzkach, ale nic nie powiedziała.

Wicedyrektorka uklękła obok i szepnęła:

– Opowiesz mi potem?

Tylko skinęła głową.

Na szczęście pani Danuta o tym nie zapomniała. Po lekcjach złapała Basię na schodach.

– To ty! Opowiesz mi wierszyk? Bardzo chcę go usłyszeć!

Nieważne, że to drobnostka nie powiedziany przez pierwszoklasistkę wiersz. Ale dla Basi nie było nic ważniejszego. Wyprostowała się, puściła mamę i deklamowała głośno i wyraźnie, aż wokół rozległy się brawa.

– Brawo! Wiedziałam, że potrafisz!

– Ale Ja nie mogłam na apelu znów miała łzy w oczach.

– Jak to nie mogłaś? I to jeszcze jak! Spójrz, ile nas! I wszyscy ci bili brawo! To nieistotne, gdzie. Basieńko, jesteś zdolna! powiedziała wicedyrektorka. Rozumiesz?

– Chyba tak

Zachowała tę chwilę w sercu. Kiedy w starszych klasach Danuta zostanie jej wychowawczynią, bardzo się z tego ucieszy. Czuła, że ta kobieta to swoja zawsze wesprze.

A pani Danuta naprawdę czuwała.

– Bardzo wrażliwa z niej dziewczynka! Mądra, skromna, ale filigranowa mówiła mamie Basi. Takie dzieci lepiej czują wszystko. Nie rozważała pani przeniesienia jej do szkoły matematycznej? Ma wybitne zdolności, a tu Proszę zrozumieć, łatwiej będzie jej wśród równych sobie. Szkoła dobra, ale przeciętna. Większości na oceny nie zależy. To dzieci. Basi jest trudno. Stara się nie wyróżniać. To jakby okryć ją trzema kocami i spiąć na amen. Prawda?

Oliwia rozumiała, ale na razie nie dało się nic zrobić. Proponowana szkoła była na drugim końcu Krakowa nie miał kto wozić Basi. U taty czekali na kolejne dziecko. Babcia chorowała. Oliwia pracowała na dwa etaty, żeby uzbierać na większe mieszkanie. W kawalerce po rozwodzie ledwo się mieściły.

– Basieńko, wytrzymaj trochę. Jak poradzę sobie z naszymi sprawami, zmienimy szkołę, dobrze? mówiła wieczorami mama, przytulając Basię na starym, wysiedzianym fotelu.

– Mamusiu, nie martw się! Dam radę.

– Jak w szkole?

– Jakoś! Basia starała się być dzielna, choć dużo spraw ją uwierało.

– Wcale nie jakoś! żartowała mama z uśmiechem, łaskotała córkę i ciągnęła ją za język.

Basia śmiała się, unikała łaskotek, a potem wyciągała do mamy wszystko, co ją gryzło.

Nikt jej w klasie otwarcie nie gnębił, lecz za plecami szeptano:

– Znowu Basia się popisuje! Słyszałyście jak odpowiadała przy tablicy? Po takim wykładzie, nikt inny już piątki nie dostanie! Nie mogła odpowiedzieć jak człowiek?

W twarz nikt się jej nie czepiał. Aż do feralnego dnia.

– Basieńka! Dziesięć minut, nie zdążę! zdesperowany szept Weroniki zmusił Basię do przesunięcia brudnopisu w jej stronę.

Pani Danuta była zajęta SMS-em.

Bartek, kolega z ławki, podsunął Basi swój zeszyt, by zobaczyła dokładnie zadania z wersji Weroniki.

– Dzięki! szepnęła Basia i wskazała palcem, gdzie popełniła błąd.

Takiego partnerstwa nikt nie komentował. Oboje siedzieli razem od podstawówki, rozumieli się bez słów. Kilka cyfr na brudnopisie, dyskretny uśmiech i Bartek poprawiał odpowiedź.

Do końca lekcji zapanowała cisza.

Po dzwonku zaczęło się piekło.

– To ty poważnie? Siedzisz jak cień! Koniec semestru! U mnie pustki, ty nawet nie drgniesz! Kto jest od nowości? Weronika waliła pięścią w ławkę Basi.

– Weroniko, przesadzasz głos Basi był spokojny, ale w środku wrzało.

Jakim prawem ciągle coś komuś musi?

Przez jakim prawem Basia słyszała babcię. Gdy babcia klęła, wszystko kwitowała tym wyrażeniem, zabraniając Basi przekleństw.

– Ty jesteś panienką! A nie dokerem! Zachowuj się jak trzeba!

– Babciu, przecież ty też przeklinasz! Słyszałam!

– Ja już jestem stara panna! babcia Basi śmiała się. Mnie wolno popalić i rzucić przekleństwo. Tobie nie! Nie przystoi! Rozumiesz? Dla panien twojego wieku to niegodne.

– Ale chłopacy mogą!

– To co innego! Co wolno facetowi, nie wolno babie. Dyskryminacja. Chcesz być kumplem swojego chłopaka?

– Czemu nie?

– Bo normalny chłopak kumpla za żonę nie weźmie. Przyjaźń, owszem. Ale żenia z kimś innym. Rozumiesz?

– Chyba tak Babciu, a z mamą i tatą też tak było?

– Po trosze. Ale nie opowiem ci. Zapytaj mamy albo ojca. Ale pamiętaj tajemnica, delikatność i mgła wewnętrzna to nie wymysły. To prawda. Większości mężczyzn tego trzeba. Przeklinająca dziewczyna nie ma uroku.

– Co ma?

– Coś do d Ale nie każ mnie mówić wprost!

– Właśnie sobie przypomniałaś, że jesteś kobietką? Basia dusiła się ze śmiechu.

– Ano! Trzeba czasem pamiętać.

I teraz, bardzo chciała powiedzieć Weronice coś mocniejszego, ale coś w niej mówiło, że to zły pomysł.

– Werka, zostaw ją! mruknął Bartek, pakując podręcznik. Sama sobie winna! Co za mania, żeby wszyscy ci służyli.

– Bo od przyjaciół wymaga się więcej! Weronika jeszcze raz uderzyła pięścią o ławkę, rzuciła oburzony oddech w powietrze. Sam też odpisujesz!

– To nieprawda! Basia nie wytrzymała. On rozwiązuje sam, ja tylko pomagam. I tyle! Mam ci pomagać zawsze? Mam! To o co ci chodzi?!

Basia złapała plecak, odsunęła Weronikę i wyszła z klasy, czując, że zaraz się rozpłacze na oczach wszystkich.

Weronika nie pobiegła za nią, tylko bąknęła cicho, żeby nikt nie usłyszał:

– Wszystko jasne, Zawadzka. Jeszcze się pośmiejesz. Trzeba być skromniejszą

Tego dnia nie zamieniły słowa. Następnego też nie. I przez tydzień.

Weronika przestała się odzywać, klasa czekała w napięciu, co takiego wymyśli była koleżanka.

Werka wyobraźni nie brakowało potrafiła zamienić komuś życie w piekielny karnawał. Basia bała się konsekwencji, ale tym razem Weronika ją zaskoczyła.

– Basia, przestań się dąsać! Dwie tygodnie już milczysz jak grób! Pogodzimy się? uśmiechnęła się promiennie.

– Ja się nie dąsam.

– Tak Okej, zapomnijmy! Opowiadaj, co robisz w sylwestra? Zostajesz w domu czy wyjeżdżasz?

W głosie Weroniki nie było żadnej urazy. Basia odetchnęła. Zdarza się.

Ach, niepotrzebnie! Oczywiście, bo Weronika nie lubiła wybaczać, nawet własnych, urojonym krzywd.

Gdy Basia znalazła w plecaku dziwną karteczkę, niczego z Werniką nie skojarzyła.

Basia! Bardzo mi się podobasz! Bartek

Charakter pisma bardzo przypominał pismo jej kolegi z ławki. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że ktoś inny mógł napisać wiadomość.

Bo skąd Basia mogła wiedzieć, że Weronika tydzień pomagała pani Grażynie, polonistce, nosić zeszyty do pokoju nauczycielskiego i dorwała kogoś o podobnym stylu pisma do Bartka Potem wszystko ustawiła z pomocą koleżanek z równoległej klasy i wiadomość powędrowała do plecaka Basi.

– Teraz sobie popłaczesz! Nie tylko ja się nacierpiałam Werka triumfalnie włożyła karteczkę. Rozpięła, zapięła suwak.

W szatni przy sali gimnastycznej nikogo nie było. Basia ćwiczyła zagrywki w siatkówkę, a koleżanki Weroniki czym prędzej ją rozpraszały.

– Basia, słabo bijesz! Dawaj! Mocniej!

Z żadnej twarzy nie biła fałszywa uprzejmość, kiedy Basia wyciągnęła tę karteczkę.

– Co to? Basia! No nieźle! Cicha woda! Dziewczyny, patrzcie, Bartek się zakochał! Werka wyrwała liścik i zatańczyła po szatni, machając nim jak trofeum. Wymyślimy strategię!

– Werka, oddaj!

– Oj tam! Chociaż nie! Masz rację! Bartek! Bartek! Weronika wypadła na korytarz i zaczęła walić do chłopaków.

Basia poczuła chłód w plecach.

O tym, że Bartek jej się podoba, wiedział tylko jej osobisty pamiętnik. I mama.

– To źle, mamo?

– Czemu?

– Za wcześnie

– Miłość nie zna czasu, kochanie!

– Ale czy ja go kocham?

– No na razie nie. To się nazywa zauroczenie.

– Co to?

– Wyobraź sobie, że stoisz w progu. Drzwi są lekko uchylone i patrzysz przez szparkę. Tam za tym progiem radość, szczęście i ból, nawet złość. Miłość to siła.

– Ale czemu ból?

– Bo to ogromne emocje. Miłość potrafi być bardzo skomplikowana. Bez niej życie nie ma smaku. Od urodzenia szukamy kogoś, kto weźmie nas za rękę. Myślę, że dlatego, że lęk przed samotnością jest w nas wpisany. Pragniemy znaleźć tego, kto nas rozumie i zasługuje na nasz sekret i czułość Ale wyobraź sobie, że samo to czekanie pierwszy krok jest niesamowite.

– Więc to dobrze?

– Najlepiej, Basiu! Jeśli robisz to z głową.

– Mamo

– Cicho już! Znam twoją głowę. O nim pogadamy, opowiedz tylko znam go?

– Tak

Objęła swą tajemnicę jak delikatną porcelanową filiżankę bała się zbić. Uważała na każdy gest, każde słowo.

Ale teraz!

Werka odczytała wszystko z ruchu, z palców zwijających liścik, z nieśmiałego spojrzenia na drzwi. Gdyby Basia w strachu nie usłyszała zgiełku, skojarzyłaby, że Bartek nawet nie mógł tam podłożyć wiadomości przecież razem trenowali.

Chłopcy wybiegli z szatni i śmiali się, patrząc na Weronikę wymachującą liścikiem i Basię stojącą, bladą.

– Co tu się dzieje?

Pani Danuta zjawiła się jak spod ziemi i klasa ucichła. Wiedzieli, że pojawia się zawsze w najmniej odpowiednim momencie i każdy mógł dostać, jeśli uzna, że trzeba wychować młodzież.

– Pani Danutko, news mamy! Werka pocałowała liścik i znów podniosła do góry. Tralalala! Młoda para!

– Co ty opowiadasz? oczy pani Danuty pociemniały. Co to masz?

– List! Bartek napisał do Basi! Że się podoba!

Fala śmiechu nagle zamarła nad siódmą b.

– Cisza! powiedziała Danuta. Basiu?

W tej samej chwili Basia znów poczuła tamto wrześniowe, dziecięce drganie pod żebrami. Usłyszała w wyobraźni głos pani Danuty przed lustrem: Potrafisz. Wcale się nie bój. Dasz radę!

Nieświadomie odeszła od ściany na środek. Stanęła naprzeciw nauczycielki surowej, a jednak łagodnej, niemal jak mama.

– Weronika mi zabrała liścik. Nie chciałam go pokazywać.

– Rozumiem. Bartek? Danuta spojrzała na gromadę chłopców. I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

– Tak, ja go napisałem.

Bartek odepchnął kolegów, podszedł i odebrał karteczkę Weronice.

– Obcych listów się nie czyta, Weroniko!

– Kłamiesz! Werka aż zapiszczała, rozumiejąc, że wszystko na nic.

Nie będzie śmiania się, upokorzeń, nie będzie gnębienia. Basia dalej będzie chodzić dumna.

Weronika nie poznała, że Basia ma głowę wysoko tylko dlatego, że się wstydziła. Bała się ocen i potknięć.

A wtedy wszystko się zmieniło. Basia wyprostowała się, cała jak struna, nie z lęku o nie! Nad łopatkami coś się łaskotało, aż przechyliła ramiona. Chyba nie wyrastają jej skrzydła?! Durnota! Ludzie nie latają! To wiadomo! A jednak czuła taką lekkość, że zaraz odleci wyżej starych, szkolnych parkietów i zapomni o strachu!

– Weroniko? pani Danuta zmarszczyła brwi.

– Po prostu sobie żartowałam! On kłamie Werka nieomal się popłakała.

– Oddawaj! Bartek zabrał wiadomość i ostrożnie włożył Basi do ręki. To dla ciebie! Następnym razem nie pokazuj nikomu moich listów, dobra? Pani Danuto, będzie dziś wypracowanie? Polonistka zapowiadała. Jestem w plecy!

– I dobrze, że przynajmniej szczerze! Będzie. Ale temat dam wam nowy na czasie. A teraz marsz na lekcję! Dzwonek już był, a wy się guzdracie. Szybko!

Siódma b wybiegła z klasy, nie patrząc już na czerwoną ze złości Weronikę, rozbawionych Basię i Bartka, i białą karteczkę w zaciśniętej pięści Basi.

Tę karteczkę ostrożnie wklei do swojego pamiętnika. Będzie ją chronić jak świętość, aż odda na własnym weselu Bartkowi.

– Trzymaj, mężu!

– Co to, żono?

– Nasz początek

– Tak mi ufasz, że pozwalasz to czytać?

– Ty już wszystko wiesz!

– Nie. Nie wszystko.

– Czego nie wiesz? Basia przytuliła się do Bartka, ignorując okrzyki gości i: Gorzko!, które dudniło po sali.

– Pamiętasz, opowiadałaś mi o zauroczeniu? O progu i drzwiach?

– Tak!

– Przekroczyłaś ten próg?

Basi oczy rozbłysły i Bartek pośród muzyki usłyszał jej szept:

– Ma się rozumieć! I zamknęłam drzwi za sobą! Bo już nie jestem tylko zauroczona.

– Jak to? Bartek spojrzał zaskoczony.

– No bo ja ciebie kocham! Zrozumiałeś?

– Teraz już tak. Gorzko, Basiu?

– Gorzko!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Żarcik