Żarcik

Śmiesznostka

Kasia! Kaśka! Daj spisać!

Szept Leny rozbrzmiał w całej klasie tak, że pani Maria Wiktorowna oderwała wzrok od dziennika, który właśnie wypełniała.

Tytus, ogarnij się, dobra? Sama pisz!

Ale pani Mario Wiktorowno, to trudne! Lena, jak zwykle, nie zamierzała się poddawać bez walki.

A kto powiedział, że ma być łatwo? Poza tym, Lena, Kaśka ma zupełnie inny arkusz. Zatem odpada.

Ale jak to?! Przecież ona w pierwszej ławce siedzi!

Otóż, właśnie tak! pani Wiktorowna uśmiechnęła się szyderczo na sposób Leny. Dostała specjalne zadanie.

Ale to niesprawiedliwe! Lena schowała nos w zeszycie, ale zaraz zaczęła szukać innych sposobów na ratunek.

Nikt nie zauważył, jak Kasia skulona za swoją ławką bała się nawet spojrzeć ponad zeszyt czy obrócić się do tyłu.

Wszyscy nauczyciele wiedzieli, że jest klasową Zosią Samosią. Inteligentna dziewczyna, a wszyscy próbują z tego korzystać, gdzie popadnie. Spróbuj tylko odmówić zaraz fochy i towarzyskie spiski gotowe.

A Kasia nie była jędzą. Udostępniała odpowiedzi, ale zgodnie z radą mamy robiła to tak, żeby nauczyciele się nie czepiali.

Kasiu, wiem, że jesteś bardzo pomocną dziewczyną, ale dbaj też o siebie. Jeśli chcesz dostać się tam, gdzie marzysz, musisz mieć super świadectwo. Nie warto psuć go przez głupotę innych.

Mądrości mamy były słuszne, ale Kasia tylko wzdychała, wiedząc, jak trudno być wzorową uczennicą w klasie, gdzie wszyscy mają naukę głęboko w nosie

Do szkoły przeniosła ją mama po rozwodzie z ojcem. Powody? Chyba całe repertorium opery narodowej, ale jednym z głównych był brat Antoś. Cały klops z tym, że dziecko z nowego związku ojca pojawiło się jeszcze, gdy rodzice Kasi byli razem.

Oczywiście nie było żadnych tłumaczeń. Dorośli załatwiali swoje problemy, a Kasia zamykała się w swoim pokoju z blokiem i kredkami, metodycznie zamalowując całą kartkę czarnym. Tak dokładnie, żeby żadna jasna kreska nie przeniknęła.

Pierwsza zareagowała babcia.

Co wyście dziecku zrobili?! Do czego doprowadziliście!

Babcia była matką taty Kasi, ale akurat w tej batalii od razu trzymała stronę synowej.

Po tatusiu wszystko! On też latał po świecie. Taka już natura niestety paskudna. Podobni jak dwie krople wody, tylko on zawsze wracał i bez dzieci.

I pani to wybaczała?

A co miałam zrobić, Olgo? Kochałam Poza tym wiedziałam, że on też mnie kocha, inaczej by nie wracał.

Ciężko było?

Nie mów. Ani nie wybaczyłam, ani nie zapomniałam. Prawdę mówiąc tortura. Teraz myślę: po co było? Ale i tak nie cofniesz czasu. Może to dziwnie zabrzmi, ale podziękuj losowi, że twój mąż dziecko zrobił na boku. Bo ciebie, jak siebie znam, przyjęłoby z powrotem. Tak?

Nie wiem Bardzo boli

Wiem. Ale nade wszystko myślę o Kasi. Ona jest teraz jak orzech między kamieniami. Zlitujcie się, dziecko! Syn mnie nie usłyszy. Ale ty zawsze byłaś rozważna. Szkoda, że się rozstajecie. Zrób co możesz, żeby Kasia nie cierpiała. Dziecko niczemu nie winne

Macie rację. Winni jesteśmy tylko my

Mama Kasi zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał. Posadziła sześcioletnią Kasię naprzeciwko siebie i wszystko jej wyjaśniła.

Kasiu, już nie będziemy z tatą mieszkać razem w jednym domu.

Dlaczego?

Rozwodzimy się. Teraz będziesz ze mną, a z tatą się będziesz widywać w weekendy albo jak znajdziemy czas. Nie płacz! Patrz na mnie. Tata nie zniknie, obiecuję!

A ty?

A ja nigdzie się nie wybieram!

Nie odchodź nigdzie

Dopiero wtedy Olga zrozumiała, czego tak bardzo córka się bała podczas zakreślania kartki na czarno.

Dużo czasu zajęło mamie wyjaśnienie wszystkiego i oswojenie tych strachów. Za to potem było już trochę lepiej. Kasia widywała się z ojcem, może nie tak często, jak by chciała, ale rozumiała to mama się rozstała z tatą, nie ona. Tata wciąż ją rozpieszczał i dogadał się z Olgą, żeby interesy dziewczynki nie cierpiały. Kasia wyjeżdżała nad morze z nową rodziną ojca, bawiła się z Antosiem i nawet polubiła nową żonę taty. Irena była sympatyczna, dzieci uwielbiała, nie robiła scen, więc i Kasia czuła się dobrze.

To, co się stało, zostawiło jednak ślad na Kasi. Czasem myślała, że ojciec odszedł, bo z nią było coś nie tak. Z Irką żył spokojnie, wychowywał syna, nawet chciał więcej dzieci. Tylko ją jakoś nie chciał wychowywać Może była nie taka?

Mama i babcia powtarzały, że to nieprawda, że kochają ją najbardziej, ale robaczek zwątpienia wygryzał dziurę w duszy Kasi, nie dając się tak łatwo z niczym uporać.

Ten złośliwy robak umiał się dobrze kamuflować, żeby potem wyłazić w najgorszych możliwych momentach wtedy, gdy Kasia najbardziej potrzebowała pewności siebie.

Na początku nie rzucało się to w oczy. Ot, kolana trzęsły się, gdy jako pierwszoklasistka miała recytować wiersz na apelu.

Tydzień ćwiczyła z mamą. Ćwiczyła przed lustrem, z ekspresją, była pewna, że wszystko pójdzie gładko. W przedszkolu zawsze dostawała najtrudniejsze role wiadomo, Kasia wszystko zapamięta i pięknie powie.

Ale tym razem się zacięło. Sięgnęła po mikrofon, zauważyła mamę i babcię, i wszystko wyleciało z głowy. Łzy lały się ciurkiem, a słowo nie mogło przejść przez gardło.

Wicedyrektorka, która wręczała mikrofon, przykucnęła, pogłaskała Kasię i szeptem spytała:

Opowiesz potem?

Nie zostało jej nic innego, jak tylko kiwnąć głową.

Na szczęście pani Maria Wiktorowna nie zapomniała o sprawie i po lekcjach złapała Kasię jeszcze przed szkołą.

To ty? No to opowiesz mi ten wierszyk? Jestem bardzo ciekawa!

Wydawałoby się nic takiego, drobiazg, a Kasia wyrecytowała z podniesioną głową, aż wokół zebrali się nauczyciele i klasnęli z uznaniem.

Brawo! Wiedziałam, że potrafisz!

Ale ja przecież nie dałam rady

Jak to nie dałaś?! Chyba udowodniłaś, że się daje, co? I nieważne, gdzie ważne, że potrafisz! Kasiu, naprawdę jesteś świetna. Mówię ci to jako wicedyrektor! Rozumiesz?

Chyba tak

Ten moment Kasia zapamiętała na całe życie. Później, gdy pani Maria Wiktorowna została jej wychowawczynią w starszych klasach, cieszyła się swój człowiek.

Pani Maria Wiktorowna naprawdę się nią opiekowała.

Macie bardzo wrażliwą dziewczynkę, bardzo zdolną! mówiła Olgi. Powinna pójść do szkoły z profilem matematycznym. Ma wyraźny talent, a tu Rozumie pani, nie jest źle, tylko to zwykła szkoła. Większość dzieci nie jest zainteresowana nauką, przynajmniej na razie. A Kasi trudno nie chce się wyróżniać. To tak, jakby przykrywać ją trzema kołdrami i jeszcze ścisnąć pasami. To ją krzywdzi.

Olga rozumiała, ale nie miała jak. Szkoła matematyczna była w drugim końcu miasta, jej nie było czasu podwozić. W rodzinie taty Kasi czekali na drugie dziecko. Babcia chorowała. Sama Olga harowała na dwóch etatach, odkładając na większe mieszkanie. Po rozwodzie dostały tylko kawalerkę, ciasno im się tam robiło.

Kasiu, jeszcze trochę cierpliwości. Jak trochę ogarnę sprawy, zrobimy coś z twoją szkołą. Olga zamykała oczy ze zmęczenia i tuląc Kasię na kanapie, uspokajała ją.

Nie martw się, mamo! Wytrzymam

Jak tam w szkole?

Może być! Kasia brzmiała raźno, ale w środku czuła, że nie jest aż tak różowo.

Może tobie się wydaje, że może być! zaczynała ją łaskotać Olga. No to mów mi tu wszystko, co i jak!

Kasia chichotała, wykręcała się, a potem i tak wszystko mamie opowiadała.

Otwarcie nikt z klasy jej nie dokuczał, ale za plecami niemal słyszała:

Znowu się Kaśka wywyższa! Słyszeliście, co na historii opowiadała? Przez nią nigdy nie dostaniemy piątek! Nie mogła odpowiadać, jak człowiek?

W oczy nikt jej nie mówił, wytrzymali długo. Do czasu.

Kaśka! Dziesięć minut! Nic nie zdążę! Lena szeptała coraz bardziej agresywnie, aż Kasia posunęła jej brudnopis.

Pani Maria, zajęta tymczasem wiadomością na Librusie, nie zwróciła uwagi.

Wojtek, sąsiad z ławki, delikatnie podsunął Kasi zeszyt, żeby mogła zobaczyć treść zadań z wersji Leny.

Dzięki szepnęła Kasia i pokazała palcem błąd.

Nie trzeba było wiele tłumaczyć. Z Wojtkiem siedzieli razem od podstawówki i rozumieli się prawie bez słów. Liczby, kiwnięcie głową i już Wojtek poprawiał błąd.

Brudnopis Kasi wylądował na ławce Leny i do końca lekcji mieli święty spokój.

Po dzwonku zaczęło się piekło.

Ty jesteś jakaś nienormalna! Siedzi, jak posąg! Koniec semestru! U mnie wszystko do zera, a ty?! Przyjaciółka, ha! Lena waliła pięścią w brzeg ławki.

Lena, nie masz racji głos Kasi był spokojny, ale w środku aż buzowało.

No ile można? Dlaczego ona wiecznie komuś coś musi?!

O licho! To babcia. Gdy się wkurzała, wszystkie przekleństwa zastępowała tym uniwersalnym zwrotem i uczyła Kasię powściągliwości.

Jesteś dziewczyną, nie dokerem w porcie. Zachowuj się z klasą.

Babciu, ty też jesteś dziewczyną, a słyszałam, jak klęłaś!

Ja już dawno nie jestem dziewczyną na wydaniu! Papieroska i przekleństwa to mnie jeszcze trzyma. Tobie nie wypada! Dziewczynie w twoim wieku taki język nie przystoi! Ja to mogę zrzucić na charakter, ty nie.

Ale chłopaki też przeklinają!

To co innego! I zapamiętaj co wolno facetom, nie zawsze wolno dziewczynie. Przykra sprawa, ale tak jest. Nie chciałabyś być dla swojego wybranka kumplem raczej, co?

A czemu nie?

Bo chłopak z kumplem się nie żeni. Przyjaźnić się może, ale ślub weźmie z kim innym. Rozumiesz?

Chyba tak Babciu, a mama z tatą mieli podobnie?

Trochę. Ale to rozmowa na osobności, zapytaj lepiej ich. Jedno powiem w kobiecie musi być tajemnica, delikatność jak z twojego ulubionego wiersza. Wulgaryzmy i dziewczęca buzia to nie jest ta rodzynka, która kręci facetom w głowie.

A co to?

No, coś innego! Nie każ mi mówić dosadnie!

Przypomniało się babci, że jest dziewczyną? Kasia omal nie spadła ze śmiechu z kanapy.

Noo! Przynajmniej czasem warto to pamiętać

Teraz też Kasię bardzo kusiło, żeby rzucić jakąś wiązankę. Ale coś podpowiadało jej, że to nie najlepsze wyjście.

Lena, daj już spokój! Wojtek znad plecaka z fizyką. Sama jesteś sobie winna! Co wszyscy ci muszą pomagać?

Bo przyjaciółki się nie zachowują tak! Lena zrobiła jeszcze jeden pokazowy gniew, stukając w ławkę. Z obrońcą! Sama spisujesz, co?

Nieprawda! Kasia nie wytrzymała. Co ty opowiadasz?! Wojtek sam rozwiązuje! Tylko czasem poprawię, jeśli zobaczę błąd. I wiesz co, mam tego dosyć! Pomogłam ci? Tak! To czego jeszcze chcesz?

Podniosła plecak, ścinając Lenę z drogi ramieniem i wybiegła z klasy, zanim klasa zobaczy jej łzy.

Lena już nie goniła za nią, tylko pod nosem wysyczała, żeby nikt nie słyszał:

Wszystko jasne, Iwanowska. Jeszcze zatańczymy Skromniejsza bądź, Kaśka, skromniejsza

Tego dnia już nie zamieniły słowa. Dnia następnego też nie.

Tydzień też nie.

Lena w ogóle przestała ją zaczepiać, a cała klasa wyczekiwała zemsty.

Wyobraźni Lenie nie brakowało. Umiała życie delikwenta zamienić w istną komedię pokutną.

Kasia czekała na rozwój wydarzeń, ale Lena zaskoczyła ją kompletnie.

Kaśka, dłużej nie dasz rady tak chodzić z muchami w nosie! Pogódźmy się! Lena uśmiechnęła się szeroko. Kasia prawie zmiękła.

Ale ja się nie boczę.

No jasne! Daj spokój, już dobrze. Lepiej powiedz, jak spędzasz sylwestra? W domu? Gdzieś wyjeżdżasz?

Zero urazy w głosie. Kasia się rozluźniła. Ot, człowiek wybuchł, komu nie zdarza się?

Och, ale się pomyliła I rozluźniła się zdecydowanie za wcześnie. Lena nie wybaczała nigdy, nawet wymyślonych win.

Dlatego, kiedy Kaśka znalazła w plecaku dziwną karteczkę, nie powiązała tego z Leną.

Kasia! Bardzo mi się podobasz! Wojtek.

Charakter pisma niemal identyczny jak Wojtka, jej sąsiada z ławki. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że to ktoś inny.

Skąd mogła wiedzieć, że Lena całymi dniami pomagała pani Halinie od polskiego przenosić zeszyty, aż znalazła kogoś, kto miał podobne pismo do Wojtka, a potem z udziałem koleżanek z równoległej klasy zorganizowała list.

No, teraz Kasiu popłaczesz! Lena, uśmiechając się, cichaczem wsunęła karteczkę do plecaka Kasi i zapięła zamek.

W szatni przy sali gimnastycznej nikogo wtedy nie było. Kasia ćwiczyła serwy w siatkówce, a koleżanki Leny skutecznie ją zagadywały.

Kaśka, dawaj mocniej! Umiesz!

Nikt nie mrugnął nawet powieką, gdy Kaśka wyciągnęła notkę.

Co to?! Kaśka! Ty to potrafisz! Dziewczyny, patrzcie, Wojtek zakochał się w Kaśce! Lena porwała list i zaczęła go wywijać nad głową. Strategię opracować trzeba!

Lena, oddaj!

Och, daj spokój! Albo nie. Masz rację, nie strategia, tylko akcja! Wojtek! Lena wypadła z damskiej szatni i łomotała do chłopaków.

Kaśka zesztywniała.

O tym, że Wojtek jej się podoba, wiedział tylko jej pamiętnik. No, i mama.

To źle, mamo?

Czemu?

Bo za wcześnie…

Czy miłość może być za wcześnie, Kasiu?

Chyba nie wiem…

Myślę, że to na razie nie miłość a zauroczenie.

To jaka różnica?

Zakochanie to taka przedsionek do miłości. Stać w progu i zaglądać przez szparę tam za drzwiami jest wszystko: radości, smutki, nawet złość. Miłość to silne uczucie i potrafi wytrącać człowieka z równowagi. Ale bez miłości nie warto żyć. Każdy jej szuka, nawet nie wiedząc dlaczego. Może boimy się samotności. Pragniemy kogoś, kto będzie, potrzyma za rękę, zrozumie To bardzo trudne znaleźć swojego człowieka i jeszcze się odważyć. Ale już sam przedsmak tego uczucia bywa cudowny. Wiesz, co jeszcze?

No?

Nie przeżyłam nic piękniejszego oprócz dnia, w którym się urodziłaś.

Czyli dobrze, że go lubię?

Oczywiście! Byle z głową.

Mamusiu…

Już się zamykam! Ty jesteś mądra, głupot nie zrobisz. Lepiej powiedz mi o tym Wojtku. Znam go?

Tak

Tę tajemnicę nosiła głęboko, żeby nawet myślą nie zdradzić się. Bała się słowem, ruchem, nawet wzrokiem.

I teraz!

Lena od razu wiedziała, co jest grane. Po tym, jak Kasia szybko schowała karteczkę, jak spojrzała na drzwi do szatni kiedy Wojtek miał włożyć jej ten list, jeśli cały czas grał z nią w jednej drużynie?

Chłopcy wypadli z szatni i ryknęli śmiechem, widząc, jak Lena macha karteczką, a Kaśka przyklejona do ściany blada jak ściana.

Co tu się dzieje?

Pani Maria Wiktorowna pojawiła się jak spod ziemi i klasa cichutko przysiadła. Ich wychowawczyni zawsze pojawiała się w najgorszym momencie i wiadomo było, że zaraz będą trzy słowa na drogę.

Pani Mariu, mamy nowość! Lena przyłożyła kartkę do ust, cmoknęła i pomachała nad głową. Tili-tili-bom! Narzeczeni!

Lena, opowiadasz głupoty? wychowawczyni tylko zmrużyła oczy. Co tam masz?

Kartka! Wojtek napisał, że podoba mu się Kaśka!

Śmiech rozległ się po sali, ale od razu został zgaszony.

Dość tego! Maria Wiktorowna spojrzała na Kasię. Kasiu?

W tym momencie Kaśka przypomniała sobie tamto wrześniowe poranku, kiedy w pierwszej klasie dusiła łzy na apelu i spojrzenie pani, która zachęcała Dasz radę!

I jakoś tak bezwiednie podniosła się od ściany i stanęła przed nauczycielką. Ta patrzyła na nią tak, jak mama z troską i łagodnością.

Lena zabrała mi karteczkę. Nie chciałam jej nikomu pokazywać.

Rozumiem. Wojtek? zwróciła się do chłopaków. I wydarzyło się coś nieprzewidzianego.

Tak! To moje! Wojtek odsunął rozchichotanych kolegów, podszedł do Leny, wyrwał kartkę.

Nie wolno czytać cudzych listów, Lenka!

Kłamiesz! pisnęła Lena, bo już wszystko się rypło.

Nie było żartów i obśmiewania. Kaśka będzie dalej chodzić po szkole z podniesioną głową.

Lena nie wiedziała, że ta duma Kasi to była tylko skorupka, pod którą cały czas była niepewność.

Ale w tej chwili coś się zmieniło. Podbródek Kaśki poleciał w górę nie ze strachu.

Nie!

Coś ją załaskotało pod łopatkami i poruszyła ramionami. Skrzydła jej wyrosły? Co za brednia! Przecież ludzie nie latają

Ale czuła taką lekkość, jakby mogła zaraz się oderwać od starego, zdezelowanego parkietu szkolnych korytarzy i wzlecieć nad całym tym zamieszaniem!

Lena? pani Maria Wiktorowna zmarszczyła brwi.

Co?! To tylko żart! On zmyśla… Lena prawie się rozpłakała.

Oddaj! Wojtek odebrał karteczkę, zwinął i podał Kasi. To dla ciebie. Nie pokazuj więcej nikomu moich liścików, ok? Pani Mario, będzie dziś wypracowanie? Pani Halina groziła. Nie jestem gotów!

I co za rezolutny chłopiec! Przynajmniej szczery! Będzie, ale zmienię wam temat na aktualny. Marsz do sali, dzwonek już był, a wy dalej latacie. No, biegiem!

Siódma B parsknęła śmiechem, nie zwracając już uwagi ani na zapłakaną Lenę, ani na rozpromienionych Kasię i Wojtka, ani na białą karteczkę zaciśniętą w dłoni Kasi.

Tę karteczkę Kaśka wlepi do pamiętnika i będzie przechowywać jak świętość, aż do własnego wesela.

Masz, mężu.

Co to, żono?

Nasz początek

I tak mi ufasz? Dasz mi to czytać?

Ty i tak wszystko wiesz!

Nie wszystko.

Co ci jeszcze zostało tajemnicą? Kasia przytuli się do Wojtka, nie zwracając uwagi na chóralne Gorzko! i śmiechy gości.

Pamiętasz rozmowę o zakochaniu, o progu i drzwiach?

Jasne!

Przekroczyłaś ten próg?

Oczy Kasi się zaświecą i w gwarze sali Wojtek wyraźnie usłyszy szept:

Oj tak! I drzwi za sobą zamknęłam! Kocham cię!

Jak to? Wojtek speszył się udając zdziwienie.

Normalnie! Już nie jestem w tobie zakochana.

Tylko?

Kocham! Czaisz?

Teraz tak. Gorzko, Kaśka?

Gorzko!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Żarcik