Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Od trzech dni wokół Agatki kręciło się mnóstwo uczniów. Dziewczyna stała się sławna w całej szkole jako prorokini i prawdziwy psycholog. Każdy chciał coś uszczknąć z jej mądrości. Zaczepiali ją pod łazienką, przysiadywali się do niej w stołówce, przynosili czekoladki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne drobne przysługi, które Agatka, nie wiedzieć czemu, grzecznie odrzucała.

Podoba mi się Kacper z 5b. Myślisz, że założymy kiedyś rodzinę? rozmarzyła się moja koleżanka z klasy Basia.

Odradzam. Kacper to tylko na pierwszy rzut oka taki fajny, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada to, co znajdzie. Z jedzeniem raczej problemu mieć nie będziecie, ale na tym koniec. Całe życie prze-dłubie się przez wszystko odpowiedziała Agatka, popijając herbatę i przegryzając obwarzankiem.

Fuj, obrzydliwe! A Filip? On jest wzorowym uczniem i uczy się grać na gitarze Basia znów się rozchmurzyła.

Filip męczy koty. Przywiązuje puszkę do ogona i goni po podwórkach. Będzie okrutny, a później sięgnie po alkohol.

Dlaczego tak myślisz?

Widział ktoś kiedyś trzeźwego gitarzystę? I w ogóle, za wcześnie ci na chłopaków, żyj na razie dla siebie. Chłopcy nie uciekną. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo ci się robaki zalęgną.

Nie mam przyjaciół. Wszyscy mnie wyzywają od grubasów i nigdzie nie zapraszają poskarżył się Pawełek z 4c, odsuwając z impetem rozmarzoną Basię tak, że ta przesunęła się na koniec ławki.

W środę rusza nabór na zapasy. Zgłoszenia można składać u wuefisty. Nie schudniesz może, ale przestaną cię wyzywać. I, tak przy okazji, swojej przyszłej żony tak nie traktuj.

Agatka wstała od stołu i zaniosła tackę do zmywaka.

Agatko, jak myślisz, czy lepiej iść na prawo jazdy w tym roku, czy poczekać do przyszłego? niby od niechcenia zagadnęła nauczycielka geografii przy zlewie.

Pani Elżbieto, żeby robić prawo jazdy, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko ojcowego poloneza. Widzicie różnicę?

Chyba widzę…

Agatka przewróciła oczami, umyła ręce i mówi dalej:

Sprzedajcie poloneza, kupcie lepiej rower i szorty, za dwa miesiące i tak ktoś będzie panią do pracy woził. A w ogóle, polecam wziąć kredyt hipoteczny procenty są teraz naprawdę korzystne, a mieszkać z rodzicami w wieku trzydziestu pięciu lat już nie przystoi. Mówię to jako ktoś, kto się zna.

Odprowadzana zdumionym wzrokiem, Agatka wróciła do klasy na zajęcia z techniki.

Przez czterdzieści minut, podczas gdy koleżanki poznawały linijkę krawiecką i ćwiczyły nawlekanie nitki do igły w maszynie, Agatka zszyła przyniesione z domu spodnie, skróciła spódnicę i na szydełku zrobiła parę skarpet, które podarowała nauczycielce, tłumacząc, że kobiety w ciąży muszą mieć ciepłe stopy. Pani techniki od razu wybiegła po test ciążowy. Nazajutrz cała klasa jadła pyszne ciasto czekoladowe, którym dziękowała Agatce.

W domu Agatka też zachowywała się inaczej. Skrytykowała mamę za kupny mielony i ulepiła własnoręcznie pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTube’a, zaczęła czytać Trzech muszkieterów i od czasu do czasu z kimś szeptała. Tata zerkał na nią zza komputera, a ona zwróciła mu uwagę, że się garbi. W ogóle, lepiej niech wytrzepie dywan, zamiast buszować po jakichś podejrzanych stronach.

Po szkole zaczęły krążyć plotki, nauczyciele byli zaniepokojeni i wezwali szkolnego psychologa. Wyznaczono spotkanie w środku dnia. Przyszedł cały komitet nauczycielski, z dyrektorem na czele.

Agatko droga, powiedz, czy ktoś cię w szkole krzywdzi? zagaił okulrzasty psycholog z modną brodą.

Krzywdzi mnie to, że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a do sali gimnastycznej dostaliśmy tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle wymknął się przez uchylone okno, tłumacząc się pilnym zebraniem.

Naprawdę nie masz przyjaciół?

Przyjaźń to pojęcie względne wydęła wargi Agatka, kręcąc warkoczykami. Dziś bawisz się z kimś w berka, a jutro twoja przyjaciółka zmywa naczynia w twoim domu, podczas gdy ty rozliczasz ulgi podatkowe.

Czekaj, jakie ulgi podatkowe, jakie naczynia? Kto ci to w ogóle opowiada?

Moja przyjaciółka.

No właśnie, tu jest problem! Możesz ją zaprosić do nas?

Ale ona tu jest odpowiedziała spokojnie Agatka, wprawiając wszystkich w osłupienie.

Nie widzimy jej. Jak ma na imię?

Róża Stefania.

Ile lat?

Siedemdziesiąt.

I co ci mówi?

Że zęby trzeba myć od dziąseł w dół, że pies na naszym podwórku nie jest zły, tylko przestraszony i głodny, że nie wolno zapominać o rodzinie. I jeszcze, że przez ostatnie pięć lat źle panu wyliczano podatek od nieruchomości i trzeba pojechać do urzędu i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, bo szacowali według starego rejestru.

Psycholog skrzętnie zanotował wszystko, ostatnią uwagę podkreślił dwukrotnie.

Pod koniec zadzwoniono do rodziców przez szkolny radiowęzeł.

Proszę poczekać! krzyczał w słuchawkę zdenerwowany tata. Przecież tak miała na imię moja mama! Zmarła dziesięć lat temu!

W pokoju rozległy się westchnienia i szeptane modlitwy.

No właśnie, dziesięć lat i nikogo na grobie nie było. Trawa po pas, płotek się przechylił mruknęła Agatka z żalem.

No bo wiesz, chciałem… tylko zawsze czasu brakowało… zaczął się tłumaczyć ojciec.

Spotkanie dobiegło końca.

Nazajutrz cała rodzina wybrała się na cmentarz. Agatka nigdy nie widziała babci, jedynie słyszała o niej z krótkich opowieści ojca. Grób trudno było znaleźć wśród wyrastającego marmorowego pola, za dawnych czasów porośniętego sosnami.

Dziewczynka przyniosła bukiet żółtych tulipanów i włożyła do przeciętej butelki. Tata naprawił płotek, mama wypieliła trawę.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko zupełnie pogrążonym w pracy i Internecie, dlatego nie masz na nic czasu nawet dla mnie.

Ojciec aż poczerwieniał ze wstydu i kiwnął głową na znak, że zrozumiał.

Powiedz jej, że się poprawimy pogłaskał mnie po głowie i dotknął wyblakłego zdjęcia na pomniku.

Teraz jest spokojna i już nie będzie do mnie przychodzić, choć bardzo będę za nią tęsknić, bo jest bardzo dobra, wesoła i mądra.

Wszystko prawda. Babcia była wspaniała i ludzi przejrzała na wylot. Coś jeszcze ci mówi?

Tak. Mówi, że twoja ogórkowa dieta to bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I że konto walutowe to był bezsens trzeba wszystko dokładnie policzyć przed taką decyzją. No i z tym tanim betonem, który zamawiałeś na fundament pod altanę…

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Wyimaginowana przyjaciółka