Wyimaginowana przyjaciółka
Od trzech dni wokół Justynki krążyły tłumy uczniów. Dziewczyna rozniosła się po całej szkole jako wróżka i prawdziwy psycholog. Każdy chciał uszczknąć coś z jej mądrości. Podchodzono do niej pod łazienką, dosiadano się w stołówce, przynoszono czekoladki, zeszyty z zadaniem domowym i inne drobiazgi, których ona z jakiegoś powodu odmawiała.
Podoba mi się Mateusz z 5B. Jak myślisz, czy kiedyś będziemy razem rodziną? rozmarzonym głosem zapytała ją koleżanka z klasy, Bożenka.
Nie polecam. Mateusz tylko z pozoru taki porządny, a naprawdę dłubie w nosie i zjada własne babole. Z jedzeniem problemu mieć nie będziecie, ale na tym koniec. Tak przechlapie całe życie odpowiedziała spokojnie Justynka, popijając herbatę i przegryzając obwarzankiem.
Fuj, ale obrzydliwe! A Piotrek? Zawsze ma dobre oceny, uczy się grać na gitarze Bożenka znów rozmarzyła się patrząc w okno.
Z Piotrkiem lepiej nie zaczynaj. Z kotami się znęca: do ogona przywiązuje puszkę po konserwie i goni biedaka po podwórku. Będzie miał ciężką rękę, a potem jeszcze zacznie pić.
Dlaczego tak uważasz?
Powiedz mi, widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? A zresztą, masz czas, sama dla siebie pożyj, chłopaków Ci nie zabraknie. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo robaki się zalęgną.
Nie mam przyjaciół. Wszyscy mnie grubasem nazywają i nigdzie nie zapraszają, Pavlik z 4C zepchnął zakochaną piątoklasistkę tak, że ta dosłownie przesunęła się przez ławkę.
W środę ruszają zapisy na zapasy. Możesz się zgłosić do pana od WF-u. Nie schudniesz jakoś specjalnie, ale przynajmniej nikt Cię już nie wyzywać nie będzie. A ty, przy okazji, swojej przyszłej żony tak nie wyganiaj.
Justynka wstała i z tacą podeszła do zmywaka.
Justynko, powiedz, czy lepiej iść w tym roku na kurs prawa jazdy, czy poczekać do następnego? niby od niechcenia zagadnęła przy zlewie pani Agnieszka, nauczycielka geografii.
Pani Agnieszko, żeby zrobić prawo jazdy, trzeba mieć samochód, a Pani jeździ ojcowskim maluchem. Widzi Pani różnicę?
Chyba widzę
Justynka przewróciła oczami i umyła ręce.
Najlepiej sprzedać tego grata, a za to pieniądze kupić sobie rower i krótkie spodenki, bo za dwa miesiące i tak będzie Pani wożona do pracy. I w ogóle lepiej wziąć kredyt hipoteczny teraz procenty są bardzo korzystne, a mieszkać z rodzicami po trzydziestce już nie przystoi. Tak mówię, bo się znam.
Zszokowana nauczycielka aż odprowadziła ją wzrokiem, gdy Justynka ruszyła na technikę.
Podczas czterdziestu minut lekcji, gdy koleżanki ćwiczyły podwijanie nici i obsługę maszyny do szycia, Justynka naprawiła przyniesione z domu spodnie, zwęziła spódnicę i szydełkiem wydziergała parę skarpet, którą wręczyła pani od techniki, tłumacząc, że w ciąży trzeba mieć ciepłe stopy. Nauczycielka natychmiast wymówiła się z lekcji i pobiegła do apteki po test. Następnego dnia cała klasa jadła czekoladowe ciasto, którym nauczycielka odwdzięczyła się Justynce.
W domu także zachowywała się nietypowo. Pogroziła mamie za kupione mięso mielone i sama ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast oglądać YouTube, wzięła się za Trzech muszkieterów i co chwila z kimś szeptała pod nosem. Ojciec zerkał na nią znad komputera, ale Justynka od razu mu powiedziała, że się garbi i że by lepiej wytrzepał dywan, zamiast łazić po jakichś podejrzanych stronach.
W szkole zaczęły krążyć plotki, nauczyciele podnieśli alarm i zażądali konsultacji z psychologiem. Ustalono termin badania. W środku dnia zebrał się cały komitet nauczycielski z dyrektorem na czele.
Justynko, powiedz nam kochanie, czy ktoś cię krzywdzi w szkole? zaczął rozmowę modnie ostrzyżony psycholog w okularach.
Najbardziej mi szkodzi to, że na szkołę wydali kilka milionów złotych, a do sali gimnastycznej kupili starego kozła i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle poszedł na naradę przez otwarte okno.
Nie masz żadnych przyjaciół?
Przyjaźń to pojęcie względne, odpowiedziała Justynka, kręcąc w ręku warkoczyki. Dziś biegacie w berka na przerwie, a jutro ta przyjaciółka zmywa ci w domu naczynia, gdy ty papierów podatkowych nie możesz ogarnąć.
Czekaj, jakie papierów, jakie naczynia? Kto ci to wszystko opowiada?
Moja przyjaciółka.
O jest i przyczyna! Możesz ją tutaj zaprosić?
Ona tutaj jest odpowiedziała spokojnie dziewczynka, czym wszystkich lekko zaskoczyła.
My jej nie widzimy. Jak ma na imię?
Marianna Konarska.
No proszę, a ile ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co ci jeszcze mówi?
Że zęby trzeba myć od dziąseł, że pies na naszym podwórku jest nie zły, tylko przestraszony i głodny, że o rodzinie nie można zapominać. I że od pięciu lat źle wyliczono wam podatek od nieruchomości. Lepiej się przejść do urzędu i przeliczyć według wartości rynkowej, bo liczyli według katastru.
Psycholog wszystko zanotował, ostatnią uwagę podkreślił dwa razy.
Rodzice zostali wezwani telefonem przez głośnik.
Zaraz, chwileczkę! wołał przez telefon zdumiony tata. Tak się moja mama nazywała! Odeszła dziesięć lat temu.
W pokoju zaległo milczenie, na twarzach pojawiły się szeptane modlitwy.
No właśnie! burknęła Justynka. Mija dziesięć lat, a nikt nawet nie zajrzy na grób. Wszystko zarosło, płotek się przewrócił.
Eee… tak jakoś czasu nie było… zamamrotał ojciec do mikrofonu.
Badania się zakończyły.
Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Justynka nigdy nie poznała babci, znała ją tylko z nielicznych opowieści ojca. Grób znaleźli z trudem, bo marmurowe pole rozrosło się na dawnym sosnowym lasku.
Dziewczynka zostawiła bukiet żółtych tulipanów w rozciętej plastikowej butelce. Ojciec poprawił plotek, matka wyrwała chwasty.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko tak zatopionym w pracy i internecie, że na nic nie masz czasu nawet dla mnie.
Ojciec poczerwieniał ze wstydu i skinął w milczeniu głową.
Powiedz, że się poprawisz pogładził córkę po głowie, potem dotknął wyblakłego zdjęcia na pomniku.
Teraz babcia już jest spokojna i nie będzie mi się więcej pojawiać, chociaż będę za nią bardzo tęsknić, bo była bardzo dobra, wesoła i mądra.
To prawda. Babcia potrafiła przejrzeć każdego. Mówiła ci jeszcze coś?
Tak. Że twoja dieta ogórkowa to absurd. Chcesz schudnąć, to idź na siłownię. I żeby nie zakładać konta walutowego bez porządnego rozeznania. A ten tani beton, który wziąłeś na fundament pod dom letniskowy…
Dziś rozumiem jedno: nawet czując się czasem samotnym, nie warto zamykać się przed radą tych, którzy nas kochają bez względu na to, czy są obok, czy tylko w myślach.






