Wyimaginowana przyjaciółka
Przy Łucji przez trzeci dzień kręciło się mnóstwo uczniów. Dziewczyna rozeszła się po całej szkole jako jasnowidzka i prawdziwa psycholożka. Każdy chciał uszczknąć coś z jej mądrości. Zaczepiali ją pod toaletą, dosiadali się w stołówce, przynosili jej krówki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne drobne podarunki, z których jednak zawsze rezygnowała.
Podoba mi się Kuba z 5B. Myślisz, że mielibyśmy razem rodzinę? zapytała z rozmarzeniem Basia z tej samej klasy.
Nie radzę. Kuba tylko na pozór wydaje się porządny, a w rzeczywistości dłubie w nosie i zjada to, co znajdzie. Z jego strony z głodu nie umrzesz, ale tyle z niego pożytku. Będzie tak dłubał przez całe życie rzuciła Łucja, żując obwarzanek i popijając herbatę.
Fuj! Co za paskudztwo! A Paweł? Przecież jest prymusem, uczy się grać na gitarze uśmiechnęła się Basia jeszcze szerzej.
Paweł dręczy koty. Przywiązuje do ogona puszkę i goni je po podwórku. Będzie złośliwy, a do tego zacznie popijać.
Skąd ty to wiesz?
Gdzie widziałaś trzeźwego gitarzystę? A poza tym po co ci te rozterki, jesteś jeszcze młoda chłopaki nie uciekną. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo robaki ci się zalęgną.
Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają Paweł z 4C odsunął wyznającą miłość Basię tak mocno, że aż przejechała ławką na drugi koniec stołu.
W środę rusza zapis na zapasy. Możesz się zapisać u wuefisty. Nie schudniesz może, ale przestaną cię wyzywać. A co do Basi, przyszłej żony, nie rzucaj już nią tak po ławkach.
Łucja podniosła się od stołu i zaniosła tackę do zmywaka.
Łucja, myślisz, że powinnam w tym roku zapisać się na kurs prawa jazdy czy dopiero za rok? zapytała jakby od niechcenia nauczycielka geografii, stojąc przy zlewie.
Pani Elżbieto, żeby uczyć się na prawko trzeba mieć samochód, a pani jeździ tą wiekową sieciówą po ojcu. Czuje pani różnicę?
Chyba… tak…
Łucja przewróciła oczami i po umyciu rąk dodała:
Sprzedajcie tego grata, kup sobie lepiej rower i krótkie spodenki, i tak za dwa miesiące będą cię podwozili do pracy. A jeszcze lepiej weź kredyt hipoteczny, bo marże są teraz śmiesznie niskie, a mieszkać po trzydziestce z rodzicami to nie przystoi, mówię poważnie.
Pod zaskoczonymi spojrzeniami wszystkich ruszyła do klasy na zajęcia z techniki.
W ciągu czterdziestu minut, podczas gdy koleżanki ćwiczyły rysowanie wykrojów i przewijanie nici w maszynie, Łucja cerowała spodnie przyniesione z domu, zwężała spódnicę i na szydełku zrobiła parę skarpetek, które wręczyła nauczycielce techniki, twierdząc, że ciężarne powinny trzymać nogi w cieple. Ta od razu pobiegła do apteki po test, a następnego dnia uraczyła całą klasę czekoladowym tortem, by podziękować Łucji.
W domu dziewczyna również zachowywała się nietypowo. Wygarnęła matce za kupny mielony, po czym własnoręcznie ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTubea, sięgnęła po Trzech muszkieterów i co chwila coś szeptała do kogoś pod nosem. Ojciec zerkał na nią znad laptopa, a Łucja z kolei upomniała go, że się garbi. Lepiej by zrobił, wybijał dywan, zamiast siedzieć na niepewnych stronach w internecie.
Po szkole zaczęły krążyć pogłoski, nauczyciele zaczęli się niepokoić i żądać interwencji szkolnego psychologa. Wyznaczono specjalną rozmowę. Podczas lekcji zebrała się cała kadra, dyrektor również był obecny.
Łucja, powiedz, czy ktoś ci dokucza w szkole? zagaił psycholog, modnie przystrzyżony, w okularach.
Najbardziej dokucza mi to, że na szkołę poszły miliony złotych, a do sali gimnastycznej kupili tylko starą kozę i dwa metry liny.
Wszyscy odwrócili się w stronę dyrektora, który akurat musiał” zniknąć przez otwarte okno na jakieś zebranie.
Nie masz koleżanek? pytali dalej.
Przyjaźń to abstrakcja odpowiedziała Łucja z wyraźnym znużeniem, kręcąc warkoczami. Dzisiaj się bawisz na przerwie w berka, a jutro twoja przyjaciółka myje ci w domu naczynia, kiedy ty rozliczasz zeznanie podatkowe.
Chwila, co za podatki, jakie naczynia? Kto ci to wszystko opowiadał?
Moja przyjaciółka.
Aha! Właśnie tu tkwi problem! Możesz ją zaprosić?
Ale ona tu jest spokojnie stwierdziła Łucja, wprawiając wszystkich w lekkie osłupienie.
My jej nie widzimy. Jak się nazywa?
Bronisława Pawłowna.
No ładnie… a ile ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co ci jeszcze mówi?
Że zęby trzeba myć od dziąsła, że pies z naszego bloku nie jest wredny, tylko przestraszony i głodny, że rodziny nie należy zaniedbywać. I że pani przez ostatnie pięć lat źle miała wyliczony podatek od nieruchomości należy jechać do urzędu i poprosić o przeliczenie po aktualnej wartości rynkowej, bo robili wg starej ewidencji.
Psycholog skrzętnie wszystko zanotował, a ostatnie zdanie podkreślił dwa razy.
Na koniec zadzwoniono do rodziców przez szkolny radiowęzeł.
Zaczekajcie! krzyczał w słuchawkę podekscytowany tata. Tak nazywała się moja mama! Zmarła dziesięć lat temu.
W pokoju zawrzało od westchnień i szeptów modlitw.
No właśnie, minęło dziesięć lat, a nikt nawet nie zaglądał. Wszystko zarosło, ogrodzenie schylone prychnęła z żalem Łucja.
Noo, chciałem… tylko wciąż nie miałem czasu… jąkał się tata przez głośnik.
Rozmowa się zakończyła.
Następnego dnia całą rodziną pojechaliśmy na cmentarz. Łucja nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z opowieści ojca. Grób znaleźliśmy dopiero po dłuższym szukaniu marmurowe pole niegdyś było sosnowym laskiem.
Dziewczyna przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła je do plastikowej butelki, matka wyrywała chwasty, ojciec prostował ogrodzenie.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko całkiem zatopiłeś się w pracy i internecie, przez co nie masz czasu ani dla niej, ani dla mnie.
Ojciec poczerwieniał i tylko przytaknął ze wstydu.
Powiedz, że się poprawimy pogłaskał mnie po głowie, a potem pogładził wyblakłe zdjęcie na nagrobku.
Teraz babcia odpocznie i już nie będzie mnie odwiedzać, choć będzie mi jej bardzo brakowało, bo była bardzo dobra, wesoła i mądra.
Zgadza się. Babcia miała dobrego nosa do ludzi. Coś jeszcze ci przekazała?
Tak, mówiła, że twoja dieta ogórkowa to kompletna bzdura. Chcesz schudnąć, idź na siłownię. I że niepotrzebnie zakładałeś konto walutowe trzeba było dobrze to przemyśleć. A co do tego taniego betonu na fundament pod saunę…






