Przepraszam cię, synku.
To opowieść o rodzinie, którą u nas często nazywa się patologiczną. Matka samotnie wychowuje syna, bez męża rozwiedli się jeszcze zanim mały Adam skończył rok. Teraz Adam ma już 14 lat, a ona Agnieszka ma 34 lata i pracuje jako księgowa w niewielkiej firmie w Gdańsku.
Ostatni rok to dla niej istny koszmar. Do piątej klasy Adam radził sobie bardzo dobrze, ale później posypały się trójki. Później było jeszcze gorzej Agnieszka marzyła już tylko o tym, by Adam ukończył podstawówkę i zdobył jakikolwiek zawód!
Nieustannie była wzywana do szkoły. W rozmowach wychowawczyni nie przebierała w słowach, wytykała jej wszystko przy grupie nauczycieli, którzy również nie szczędzili komentarzy o przewinieniach Adama i jego słabych ocenach. Zdołowana, zirytowana wracała do domu, mając poczucie całkowitej bezradności. Jej wyrzuty i kazania Adam słuchał w milczeniu i z ponurą miną. Dalej nie odrabiał lekcji, nie pomagał w domu.
Tego dnia też wróciła do mieszkania i znów zobaczyła bałagan w pokoju. Rano, wychodząc do pracy, surowo nakazała: Jak wrócisz ze szkoły, posprzątaj w całym mieszkaniu!
Postawiła czajnik, zmęczona i niechętnie zaczęła sprzątać. Wycierając kurz, zauważyła, że nie ma wazonu kryształowego, tego jedynego, który dostała kiedyś na urodziny od koleżanek (sama by sobie nigdy takiego nie kupiła!), jedyna wartość w tym domu zniknęła. Zamarła. Wziął? Sprzedał?
Myśli kłębiły się jedna gorsza od drugiej. Ostatnio widziała syna w towarzystwie jakiś podejrzanych chłopaków. Spytała wtedy: Kto to był?, ale Adam wymamrotał coś niezrozumiale, a jego mina jasno mówiła: To nie twoja sprawa!.
To jakaś zła paczka przeszło jej przez myśl z niepokojem. Boże, co robić może zmusili go do czegoś? Przecież sam by nie zrobił czegoś takiego! A może on już coś pali? Albo? Ze zrozpaczona zbiegła po schodach. Na dworze było już ciemno, po ulicy przechodzili tylko pojedynczy ludzie.
Wróciła powoli do domu. Sama jestem temu winna! Całkowicie! Przecież w domu nie ma dla niego spokoju! Nawet rano budzę go krzykiem! A wieczorami Cały wieczór krzyczę! Synku, co za matka ci się przytrafiła Długo płakała. Później zabrała się za generalne porządki nie mogła po prostu usiąść bezczynnie.
Zaglądając za lodówkę, znalazła jakąś gazetę. Pociągnęła ją na siebie i usłyszała brzęk szkła. Wyciągnęła zawinięte w gazetę kawałki swojego rozbitego kryształowego wazonu.
Rozbił On go stłukł! nagle zrozumiała i znów zaczęła płakać, tym razem ze szczęścia. Więc rozbił wazon i nie wynosił go nigdzie tylko schował. I teraz ten mój nieborak nie wraca do domu, bo się boi! I nagle zadrżała przecież to nie jest żaden nieborak! Wyobraziła sobie, co by się wydarzyło, gdyby zobaczyła rozbity wazon i swoją własną wściekłość westchnęła ciężko i zaczęła przygotowywać kolację. Nakryła do stołu, rozłożyła serwetki, ustawiła talerze.
Adam wrócił do domu tuż przed północą. Wszedł i stanął w progu, milcząc. Agnieszka rzuciła się do niego: Adasiu! Gdzie ty tak długo byłeś? Martwiłam się tak bardzo, już nie miałam siły czekać! Zmarzłeś? Wzięła jego zmarznięte dłonie w swoje, ogrzała je i ucałowała w policzek: Idź, umyj ręce. Przygotowałam dla ciebie to, co najbardziej lubisz. Nie rozumiejąc nic, poszedł do łazienki.
Kiedy wszedł do kuchni, powiedziała: Nakryłam w pokoju. Przeszedł do pokoju aż dziwnie było tam tak czysto, schludnie i przyjemnie. Ostrożnie usiadł do stołu. Jedz, synku! usłyszał łagodny głos matki. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz tak do niego mówiła. Siedział z pochyloną głową, niczego nie dotykał.
Czemu nie jesz, synku?
Podniósł głowę i drżącym głosem powiedział:
Rozbiłem wazon.
Wiem, synku odpowiedziała łagodnie. Nic się nie stało. Wszystko kiedyś się tłucze.
Nagle Adam pochylił się nad stołem i zapłakał. Podeszła do niego, objęła go za ramiona i też cicho zapłakała. Gdy się uspokoił, powiedziała:
Przepraszam cię, synku. Krzyczę na ciebie, złoszczę się. Trudno mi, wiesz Widzisz, że nie masz takich ubrań jak inni chłopcy w klasie. Jestem zmęczona, mam mnóstwo roboty, nawet do domu ją przynoszę. Przepraszam, już nigdy więcej cię nie skrzywdzę!
Kolację zjedli w milczeniu. Poszli spać bardzo spokojni. Rano nie musiała już syna budzić sam wstał. A kiedy żegnała go przed szkołą, pierwszy raz nie powiedziała uważaj, tylko ucałowała go w policzek i szepnęła: Do zobaczenia wieczorem!
Wieczorem, po powrocie z pracy, zobaczyła, że w całym domu jest czysto, a Adam usmażył ziemniaki na kolację.
Od tamtej pory postanowiła nie rozmawiać z nim o szkole, ocenach. Skoro dla niej każda wizyta w szkole to udręka, to co czuje on?
Kiedy Adam powiedział, że chce po podstawówce pójść do liceum, nie okazała mu swoich wątpliwości. Pewnego razu, podglądając z ukrycia jego dzienniczek, nie zobaczyła tam już żadnych dwój.
Najbardziej pamiętny był dla niej wieczór, kiedy po kolacji rozłożyła swoje rachunki Adam usiadł obok, powiedział, że chętnie jej pomoże. Po godzinie rachunków poczuła, jak położył głowę na jej ramieniu
Zamarła. Gdy był malutki, siadał przy niej i kiedy był zmęczony, kładł główkę na jej ręce, często tak zasypiał. W tej chwili zrozumiała, że odzyskała swojego syna.







