Wolne szczęście

Wolne szczęście

Dawid, poczekaj! No, zatrzymaj się

Dawid zwolnił kroku i obejrzał się za siebie.

Za nim, wydeptaną ścieżką prowadzącą do małego, ceglanego, piętrowego domku, biegła Zosia. Szesnastoletnia dziewczyna w wysokich, zamszowych kozakach, spódniczce, krótkim białym kożuszku i przewiązanej na głowie chustce. Spod wełnianej, trochę gryzącej chustki wyłaniały się ciemnokasztanowe loczki, idealnie pasujące do jej zielono-piwnych, błyszczących, trochę zaszklonych oczu. Przez to Zosia wydawała się taka wrażliwa, delikatna, aż chciało się ją przytulić i bronić przed całym światem.

Dziewczyna co chwilę się poślizgiwała, drżała na śliskim, ale nie zwalniała tempa.

Zosia, nie biegnij! Jest ślisko! zawołał Dawid surowo. I w ogóle, nie biegnij. Chociaż Wyglądasz pięknie, gdy tak biegniesz. Policzki ci się zarumieniły! Dawno cię takiej nie widziałem. Zdrowiejesz!

Zosia uśmiechnęła się lekko i podeszła bliżej. Dawid podał jej rękę, a ona chwyciła ją mocno i puściła do niego oko.

Po co mnie goniłaś? spytał Dawid, rozglądając się a potem szybko pocałował ją w policzek. Przecież twoja mama zabroniła nam się zadawać, obiecała mnie przegnać z domu

Zosia znieruchomiała, spuściła wzrok i zaczęła bawić się paskiem od tornistra. Ale zaraz znów się rozchmurzyła.

Dawid, oni z tatą tylko straszą! Nic ci nie zrobią! Idź ze mną dziś do kina, co? spytała szeptem. Już kupiłam nam bilety. Spójrz!

Dziewczyna zdjęła rękawiczkę, rozłożyła dłoń, a w niej trzymała dwa papierowe bilety.

Dawid objął jej ciepłą, filigranową dłoń swoimi spracowanymi palcami, pogładził ją delikatnie.

Do kina? No Nie wiem W sumie mam parę spraw speszył się i zmarszczył brwi. Zosia wyciągnęła dłoń, schowała ją z powrotem w rękawiczkę. Ale skoro ty zapraszasz, to pójdziemy kiwnął głową i zrzędliwie zapytał:

Znów film o miłości?

Nie! To wojenny. Bartek był, mówił, że super! pokręciła głową Zosia. Ale ja się boję iść sama, koleżanki nie chcą.

Bartek? On to wszystko gadaniem załatwia Czemu z nim nie chcesz iść? On zawsze na wszystko się zgadza Dawid podniósł głowę dumnie. Skoro go słuchasz, to

Bartek Nowak był kolegą Zosi z klasy, mądrym, stale spragnionym wiedzy chłopakiem. Nie grał w piłkę, nie wygłupiał się głupio, tylko przykładał do nauki, udzielał się, osiągał i nie odstępował Zosi na krok. Dawid go nie znosił, ale rywalem dla niego nie był, Bartek był zbyt łagodny, bezbarwny. Zosia lubiła żywiołowych i odważnych, takich jak Dawid.

Problem w tym, że Dawid miał teraz do Zosi zakaz wstępu od jej rodziców, a Bartek miał wręcz przeciwnie drzwi otwarte. Pani Halina, mama Zosi, zawsze przyjmowała Bartka jak rodzinę, częstowała domowym sernikiem

Ja nikogo nie słucham! obruszyła się Zosia. Zapraszam ciebie, bo tylko z tobą chcę iść. No, pójdziesz?

Zarumieniła się i przymknęła oczy.

Dawid poczuł ciepło w środku, skinął głową.

Dobra, pójdziemy. Boi się mruknął. A ja? Sprawiacie, że twój Dawid zaraz się roztrzęsie! Potem będę krzyczał w nocy, babcia Marysia się wystraszy!

Puścił jej oko. Zosia się roześmiała i pomachała ręką:

Ty się nigdy niczego nie boisz! No to w takim razie czekaj na mnie pod kinem o dziewiętnastej! Teraz muszę już lecieć, mama zarządziła szatkowanie kapusty, cała kuchnia stoi w miskach. Lecę!

Zosia ostrożnie się odwróciła i pomaszerowała szybko w stronę domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy od Dawida, wychowali się razem, razem ścigali wróble, wspinali się na czereśnie nad rowem, po kryjomu zrywając owoce, których matka im zabraniała. Potem, na zmianę z Dawidem, pluli pestkami na odległość. Chodzili razem do szkoły, choć Dawid był dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, że taki przystojny, silny Dawid nosi ją niemal na rękach, a Zosia nie widziała w tym nic dziwnego przecież Dawid od zawsze był obok niej.

Dwa lata temu podczas jazdy na nartach Zosia nagle źle się poczuła, zakręciło się jej w głowie, pojawiły się mroczki przed oczami i upadła, łamiąc nogę. Poległa w śniegu, bolało ją wszędzie w nodze, klatce piersiowej, nie mogła złapać powietrza. Zosia od dziecka panicznie bała się bólu, wyciąganie drzazgi to był już horror. A tu cała noga!

Obok zjawił się Dawid. On zawsze był w pobliżu, bo Zosia płakała tak głośno, że słychać ją było na całym osiedlu. Dawid, wtedy chłopięcy, zawsze szedł za dźwiękiem jej płaczu jak po sygnale.

Niosąc Zosię na rękach do domu, czuł jak jej noga puchnie. But trzeba było przeciąć. Zosia wbijała mu paznokcie w ramię, zostawiła ślady, ale Dawid znosił wszystko bez słowa, nieważne wtedy Zosia była najważniejsza.

Zawiozła ją karetka do szpitala, gdzie okazało się, że problemem jest coś gorszego serce chore jak u starej kobiety. Diagnozy po łacinie wpisały się do karty, leczenie się zaczęło, długo trzymali ją w szpitalu, potem odesłali do domu.

Na dworze topniał śnieg, a Zosia pomału wracała do życia.

Noga goiła się powoli, pod gipsem swędziało. Zosia była rozdrażniona, kłóciła się z mamą, płakała bez powodu aż przychodził Dawid. On natychmiast wymyślał jakieś zajęcia: rozkładał na jej łóżku mapę świata zerwaną z atlasu i jeździli papierową łódką po oceanie, raz byli w Egipcie, raz na Syberii, raz pili herbatę w leśniczówce pod Białowieżą; innym razem przynosił klocki, razem budowali miasta, rysowali gazetki na ściany

Jak zdejmą ci ten gipsowy bucik, to gdzie pojedziemy? pytał Dawid. Ty gdzie byś chciała?

Zosia wzruszała ramionami.

Do ogrodu. Mama mówi, że muszę odpoczywać, bo coś mi się stanie z sercem. A ja chyba już nawet nie umiem chodzić

Bzdura! machał ręką Dawid. Trzeba tylko rozruszać! Mój dziadek Michał spod Ostrołęki wrócił z frontu prawie kaleką, kulawy, nogę miał prawie niesprawną. Ale przyjechał do niego profesor z Warszawy zaczął go rehabilitować, dziadek chodził, ćwiczył i całkiem wyzdrowiał! Nauka nie stoi w miejscu. I dla ciebie się sposób znajdzie, zobaczysz! Tylko nie poddawaj się, Zosiu, ruch to zdrowie!

Zaczynał ją wtedy podpuszczać, chwytał ulubioną lalkę i uciekał. Zosia, stukając kulami, podążała za nim, gderając, żeby oddał zabawkę.

Zosia, jakie to zabawki na twoje lata! droczył się Dawid. Ciągle tylko narzekasz jak pani Ninka z warzywniaka! Dobrze, już dobrze, jeszcze potańczymy!

Zosia! Natychmiast połóż się! Dawid, na Boga, co ty wyprawiasz?! wbiegła do pokoju Halina, matka Zosi. Wiesz przecież, że nie może się denerwować! Wynocha! Do domu, Dawid!

Ciociu Halinko! odpychał się delikatnie Dawid od kobiety. Ona u was schnie jak wędzony śledź! Nie można jej więzić w łóżku! Trzeba jej żyć, śmiać się, jak każdemu!

My sami wiemy najlepiej, czego potrzeba Zosi. Idź, Dawid, już Bartek się uczy z Zosią, nie przeszkadzaj Halina machnęła ręką, zmartwiona. Wiele przez was popuściliśmy w nauce

Bartek? Ten kujon? No dobrze, może posiedzę, posłucham? rzucił Dawid, ale od razu dostał mały cios w ramię.

Stojąc w korytarzu i usiłując zapiąć kurtkę, Halina chwyciła chłopaka za kołnierz, przycisnęła do ściany mocno, aż odebrało mu dech.

Chłopcze, lepiej nie mieszaj się więcej! Zosia jest bardzo chora, nawet dzieci mieć nie może, lekarze zakazali. Ja chcę mieć żywą córkę, rozumiesz? I nie waż się powiedzieć jej o tym, marzy o dużej rodzinie A teraz odejdź.

Dopiero pod własnym domem Dawid w pełni zrozumiał, o czym mówiła sąsiadka. Zosia niepełnosprawna na całe życie?

Umrze, przemknęło przez głowę jak błyskawica. A jeśli już dziś?

Babcia Marysia, stojąc na ganku, patrzyła zaskoczona jak Dawid zdziera kurtkę, polewa się zimną wodą z balii.

Dawid! Co ty wyprawiasz?! Przeziębisz się! krzyknęła biegnąc po ręcznik.

Dawid odetchnął, pokręcił głową, myśli trochę się uspokoiły.

Tak nie będzie! Jeszcze długo pożyje! I szczęśliwie! Obiecuję! przyrzekł.

Babcia słuchała, ale nie rozumiała szeptu wnuka.

Dawid, hałasujesz, tupiesz, spać nie dajesz. Idź już, zmęczony pewnie! ziewając, wyszeptała w końcu.

Zaraz, babciu. Tylko wypiję herbatę. Śpij spokojnie.

Mieszkali razem. Dawid o losach rodziców wiedział niewiele. Babcia mówiła pokrętnie; nie chciała wyjawić, że matka go oddała, a ojca właściwie nikt nie znał.

Zosię często wożono do lekarzy. Halina stawiała na stole torby z warzywami prosto z ogródka, byle tylko usłyszeć, że da się wyleczyć jej córkę. Cudu jednak nie było.

Nie umiemy tego teraz leczyć rozkładał ręce lekarz. Może kiedyś nauka znajdzie sposób, ale póki co absolutny spokój. Bez stresu. Tysiące ludzi tak żyje!

Tak, tak. Spokój potakiwała kobieta. Bartek, kolega Zosi, twierdzi to samo. Przyzwyczaił ją do czytania, pilnuje, żeby się nie przemęczała.

Mamo! córka się rumieniła, zakłopotana.

No, trzeba docenić takiego chłopaka! Porządny narzeczony, kto wie uśmiechał się lekarz. No to do zobaczenia za trzy miesiące.

Lekarz, rozpinając kołnierzyk, patrzył jak już wychodzą, potem zadzwonił do żony i poprosił o naleśniki na kolację. Marzyło mu się coś ciepłego, słodkiego

Tak żyła teraz Zosia każdy krok do apteki albo warzywniaka kontrolowany, mama za nią chodziła, żeby czegoś nie przeziębiła.

W kinie była duchota, śmierdziało papierosami. Zosia, wczepiona w ramię Dawida, oglądała film, a potem płakała cicho w jego ramię.

Zosia, nie płacz. Wszystko będzie dobrze! szeptał Dawid, głaskając ją po włosach.

Ale już wszyscy wokół szeptali, żeby uciszyć się.

Dawid, jakoś mi słabo. Chodźmy stąd poprosiła Zosia.

No to chodźmy!

Przeszli do jasności holu, rażącej po oczach.

Usiądź. Przyniosę ci wodę! zarządził Dawid.

Bileterka patrzyła z ukosa i pokiwała z dezaprobatą głową.

Taka młoda mruknęła. I pewnie nie są nawet małżeństwem Dokąd ten świat zmierza!

Pewnie uznała, że Zosia jest w ciąży, dlatego jej słabo.

Jeszcze nie jesteśmy, ale wkrótce! Dawid pojawił się przy dziewczynie.

Co? Zosia spojrzała na niego z niedowierzaniem. W środku aż jej się zakręciło. Żartujesz?

Chwyciła go za rękę.

Z takich rzeczy się nie żartuje poważnie odparł Dawid. Chciałem ci później to powiedzieć, ale skoro już Idę do wojska. Jak wrócę, pobierzemy się. Obiecałem ci cały świat pokazać, pamiętasz? Może nie od razu, ale pingwiny na pewno!

Zosia potwierdziła głową.

To ci obiecuję. I nieważne, co inni mówią! Lekarzy znajdziemy, dobrych i mądrych. Oni powiedzą, co jest możliwe, co nie, i zrobimy to. Urodzisz nam dziecko! mówił z zapałem, aż chciał ją pocałować, ale bileterka patrzyła takim wzrokiem, że się powstrzymał.

Wypij wodę. Wyjdziemy na powietrze.

Zosia uwolniła się delikatnie.

Nie mogę mieć dzieci? spytała, patrząc mu w oczy.

Dawid się zakłopotał. Mama Zosi prosiła, żeby jej nic nie mówić

No Po co teraz o tym rozmawiać? Zobaczymy jeszcze, wszystko się może zmienić. Chodź, pójdziemy się przejść.

Zosia słuchała i przytakiwała, pozwoliła mu włożyć płaszcz. Potem odeszła, ze spuszczoną głową, przygryzając wargi. Jestem niedo-kobietą Nie stworzę rodziny. Jak żyć dalej?

A potem Dawid wymyślił, jak poprawić nastrój Zosi: zabrał ją do Kostka Borowskiego na przejażdżkę motocyklem. Kostek pożyczył im motocykl, Zosię posadzili z przodu, Dawida z tyłu, pilnując prędkości.

Motocykl sunął równo, Dawid delikatnie objął Zosię w pasie. Było jej gorąco. Słowa o dziecku zniknęły z pamięci, film wojenny przestał straszyć. Liczyła się tylko ta droga, Dawid, jego ręce, szum motoru

Nocą do Zosi wzywali lekarza, dostała zastrzyk.

Trzeba lepiej dbać o córkę! powiedział na korytarzu. Egzaminy, pewnie się denerwuje!

Zosia tłumaczyła, że to po prostu po kinie, że przejdzie.

Byłaś z Dawidem? spytała matka.

Tak. Dawid mi zawsze mówi prawdę! O wszystkim O tym, że nie mogę mieć dzieci też powiedział

Zosia znów się rozpłakała.

On najlepszy! Niech mi nie wmawiają, że Bartek lepszy!

Spać! krzyknął ojciec, zgasił światło. Dawid dostał powołanie, niedługo będzie spokój!..

Od tamtej pory Halina nie wpuszczała Dawida do domu, za wszystko go obwiniała.

A ja i tak będę z nią! Wyleczymy ją, będzie szczęśliwa! Dajcie jej żyć po młodzieńczemu, a nie jak sucharek! niemal w bójkę próbował się dostać do Zosi przed wyjazdem do wojska.

Na ganku stanął ojciec Zosi z dubeltówką.

Będziecie strzelać? No proszę bardzo, jestem nikomu poza babcią Marysią niepotrzebny. Zosia, powiedzcie, że wyjechałem. Niech się nie martwi!

Dawid stanął odważnie naprzeciwko, głowa do góry. Długo ojciec Zosi patrzył mu w oczy, aż w końcu opuścił broń.

Głupiś, Dawid. Może wojsko nauczy cię rozumu. Idź. Zosia śpi, nie dam jej obudzić. Zrób to dla babci.

Dawid wrócił dopiero po czterech latach. Zosia nie wiedziała, rodzice nic jej nie mówili, ale Dawid trafił na misję, gdzieś w Azji. Przepadł, uznano go za zaginionego. Marysia zmarła, nie doczekawszy wnuka. Zosi nie pozwolono pójść na pogrzeb, by się nie denerwowała.

Listy, które pisała na adres jego jednostki, ginęły bez śladu.

Nie odpisuje? pytała pocztowa pani Anna, gdy Zosia przychodziła na pocztę. No, widocznie ma inne sprawy. Młody jest! Bartka widzę, idzie, pewnie cię szuka

Wrócił jesienią. Dom ciemny, zalany, po babci zostały ikony w kącie i jej stary szalik na krześle. Dawid usiadł przy stole, zamknął oczy. Wszędzie niby po staremu, ale wszystko inne. Albo to on się zmienił…

W nocy nie mógł spać, rano poszedł do domu Zosi. Przed domem bieliznę rozwieszała Halina.

Ciociu Halinko! zawołał chłopak. Pani ciągle taka sama!

Wydawało mu się, że minęła wieczność, odkąd wyjechał.

Kto to? zmrużyła oczy.

To ja, Dawid. Mogę wejść?

Nie czekając na zgodę, wszedł. W oknie Zosi zasłony szczelnie zaciągnięte, kwiatki z parapetu zniknęły.

Wyjechała. A ty? Żyjesz? rzuciła obojętnie, poprawiając chustkę. Wróciłeś. No cóż

Dokąd wyjechała? spytał przez zęby Dawid.

Do Krakowa. Bartek załapał się na studia, pojechali razem.

Co ma Bartek do rzeczy?

Są małżeństwem. Zosia nie chciała tu zostać, myśleli, że zginąłeś. Bartek jej bardzo pomógł, zaopiekował się, był zawsze. Zosia po śmierci twojej babci zupełnie opadła z sił. Bartek ją pilnował, uczył się z nią. Mają syna, wiadomo, lekarze nie pozwalali rodzić, ale ryzykowali. Wciąż choruje, ale radzą sobie. I… Dawid, nie szukaj ich już. Daj im być szczęśliwymi…

Zosia nigdy nie kochała Bartka uśmiechnął się z goryczą Dawid.

Kiedy cię zabrakło, zmądrzała. Bartek daje jej opiekę, ona się czuje spokojna. Ja cię proszę, nie pojawiaj się w jej życiu.

Dawid nie odpowiedział, tylko odszedł ze spuszczoną głową. Halina ciężko westchnęła i wróciła do domu. Mąż czytał książkę, nawet on dał się Bartkowi przyuczyć do czytania

Dawid spędził jeszcze dzień w pustej chacie, zebrał manatki do plecaka, zabarykadował okna, zamknął furtkę. Poszedł na cmentarz postawiał na grobie babci Marysi swój krzyżyk.

Przepraszam, babciu

I wyjechał.

Stał się twardy, nieznoszący sprzeciwu, nienawidził słowa nie, szedł po swoje, nie zawsze uczciwie. Pieniądze przewijały się przez jego ręce nie zawsze czyste. Szukał nie tylko Zosi. Szukał możliwości.

Odnaleźć Zosię nie było trudno. Kraków, uniwersytet, Bartek mądry, wszędzie go pełno. Ale to nie jej szukał, tylko ratunku dla niej.

Po ośmiu latach biznesowych machinacji najpierw części samochodowe, potem antyki, później spożywka, na końcu surowce Dawid trafił do ludzi z branży medycznej, dotarł do najlepszych lekarzy.

Czemu taki interesujesz się sercem? pytał dr Romanowski, kardiolog z Warszawy. Po tych sprawach mamy ludzi! O co chodzi?

Chcę pomóc bliskiej osobie, żeby lepiej żyła. Znam ją od dziecka, jej serce od szesnastego roku życia jest chore…

Potrzebuję dokumentacji, wyników, karty zdrowia. Stare papiery nie wystarczą.

Dawid kiwnął głową, zabrał teczkę, wyszedł z gabinetu.

Dokąd lecisz? spytała Iga, jego obecna kobieta. Wiązała cieplej pasek szlafroka. W mieszkaniu chłodno, Dawid wciąż wietrzył, potrzebował powietrza.

Przepraszam, obudziłem cię? Sprawy ważne. Może mnie nie być dwa-trzy dni. Jakby ktoś pytał, nie wiesz, kiedy wrócę. Nie przyprowadzaj nikogo.

Iga podniosła ręce w geście poddania, posłała mu buziaka.

Tak jest, panie kierowniku. Chcesz śniadanie?

Nie mam czasu. Muszę lecieć.

Wyszedł. Iga słyszała jego buty na schodach… Wiedziała, że jej nie kocha, choć jej z tym dobrze. Byli poniekąd dla siebie wygodni: ona miała przystojnego, majętnego mężczyznę, on miał spokój w domu. Co potrzeba więcej w życiu, które rzadko bywa proste?

Panie Andrzeju, zawsze potrzebujemy sprzętu, jesteśmy wdzięczni, ale historia zdrowia to inna sprawa! w restauracji naprzeciwko Dawida siedział suchy, mały człowiek dr Kurowski. Dłonie drżały, raz po raz gryzł paznokcie i zaraz je chował. Prowokacja, tak? Skąd pan jest? Z żadnych służb, błagam! Zosia Panek? Nie znam. Z dostawami do dyrektora, do zarządu

Dawid uśmiechnął się pobłażliwie.

Daj spokój, ile chcesz za informację? Nie żałuj się. Chcę pomóc Zosi ona ma chore serce od młodości, a mąż ją do wszystkiego zmusza, każe tygodniami siedzieć w domu, tylko do lekarzy. Pozwolenie na pracę ma, ale ani urlopu ani wyjścia do ludzi. Życie jej ucieka. Po co? Bo mąż załatwił sobie na jej chorobie mieszkanie, samochód, wyjazdy. Syn już wychowywany jak staruszek. Daj mi jej dokumenty i odpuść, całość sprzętu dostarczę na czas, zapłacę. To układ ty ratujesz nie tylko jej zdrowie, ale i swoją rodzinę.

Kurowski się zawahał, ale już miał dokumenty, rzucili się do transakcji, Dawid dał grubą kopertę pełną złotówek.

Zosia szła spokojnie boczną ulicą, bezmyślnie, po prostu by oddychać. Jutro znów do przychodni, wieczorem zebranie u syna w szkole, potem odwiedziny teściów. Ciągle coś. Ale teraz mogła po prostu iść i oddychać.

Koło niej przejechał motocykl, dziewczyna śmiała się na siedzeniu pasażera. Zosia się uśmiechnęła, wspominając z Dawidem motocyklowe przejażdżki, wiosenny wiatr, błysk domów.

Zosia! usłyszała znajomy głos, aż zesztywniała. Zosiu, czekaj!

Obróciła się: Dawid

Musimy porozmawiać. To ważne! pociągnął ją za rękę do ławki. Usiądźmy gdzieś, pogadajmy.

Dawid Dawidku szeptała, dotykając jego ramion, policzka. Babcia Marysia nie wierzyła…

Zosia się rozpłakała, a Dawid przytulił ją mocno, delikatnie. Czuła się z nim taka bezpieczna.

Może w kawiarni porozmawiamy? spytał.

Chodźmy do nas. Bartek i Witek są już w domu. To nasz syn, poznasz go.

Nie mogę u ciebie. To ważne chodzi tylko o ciebie.

No dobrze. Obok jest bar mleczny.

Usiedli. Dawid przez dłuższą chwilę szukał słów.

Zosiu, musisz ze mną pojechać. Trzeba tylko dokumenty załatwić, pozwolenia…

Dokąd? zdziwiona.

Mój znajomy, wybitny kardiolog, znalazł klinikę, która może ci operować serce! Masz szansę na dobre życie! Opieka, lekarze wszystko będzie na najwyższym poziomie! Zapłaciłem, wszystko gotowe, czekają na ciebie. Wystarczy tylko zgoda i podróż!

Poczekaj, Dawid! Opowiedz, jak sam sobie radzisz? Żonaty? Czym się zajmujesz? Zmieniłeś się mocno, prawie bym cię nie poznała, ale pasuje ci to

Jestem teraz trochę inny. Może groźny, może tajemniczy, już nie chłopak ze śliwką na czole. Nie zostałem bandytą, ale nie zawsze uczciwym. Teraz już lepiej. Mówię po angielsku, uczę się nowych rzeczy.

Witek też się uczy języków. Bartek załatwił mu korepetytora. Jak twój dom?

Już go nie ma Nie o tym! Zosiu, wszystko mamy opłacone, tylko czekają na twoje dokumenty. Weź urlop, pojadę z tobą, zdecyduj się!

Dawid nagle się spieszył, jakby czuł, że za moment ktoś przeszkodzi.

Zosiu? Witek czeka, kolacja gotowa, a ty w barze mlecznym? Bartek stanął obok. Spieszyłem się z pracy i cię zobaczyłem. Dawid? Nawet nie poznałem…

Bartek zmarszczył groźnie czoło, pociągnął żonę.

Poczekaj, Bartek, Dawid miał mi coś ważnego do powiedzenia…

Zosia już czuła, że zaraz będzie źle, pobladła.

Zuzu, do domu, leki! Bartek podniósł ciśnienie, Dawid poszedł za nimi.

W domu pachniało zupą. Witek spojrzał na gościa z ciekawością.

Dawid wyciągnął rękę.

Chłopiec uścisnął ją i spojrzał na ojca pytająco.

Witek, zjedz w pokoju, muszę porozmawiać z Dawidem powiedział Bartek.

Zosia przyniosła synowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.

No więc co? Po co wróciłeś? Bartek usiadł, rozciągnął się na krześle, żeby Dawid musiał stać.

Zosiu, połóż mu kotleta na talerz. Żonaty jesteś? rzucił Bartek, wcinając szczypior.

Nie. Mam dla Zosi miejsce w zagranicznej klinice, operacja serca, szansa na nowe życie. Specjaliści, opieka, wszystko! Możesz odzyskać normalność, Zosiu! mówił Dawid z pasją.

Zosiu, idź do Witka z herbatą.

Gdy żona wyszła, Bartek mówił dalej:

Czego ona ma się wypowiadać? Przychodzisz po latach, wymyślasz wyjazd, narażasz na śmierć. A jak coś pójdzie nie tak? Ona zostanie tam, my tu. Nam powodzi się tak jak potrafimy najlepiej, Dawid. Nie trzeba nam ratunku. Pomóż sobie. Nie mieszaj się. Gdzie byłeś tyle lat? Z bronią chodziłeś, robiłeś biznesy? A my ledwie koniec z końcem? Wywieźć chcesz Zosię? Gdzie byłeś, gdy ona leżała w szpitalu po porodzie? Kto przewijał dziecko? Ona jest moja, tylko moja. Ja wiem, co jest dla niej dobre.

Snuuuuj jeszcze swoje zasługi, Bartek Dawid wstał gwałtownie. Ona nie jest przedmiotem. Ma prawo do normalnego życia! Dobrze ci, że używasz jej samochodu? Zaraz ona sama będzie prowadzić! Wstyd, Bartek, zasłaniać się Zosią! Ona po tej operacji będzie innym człowiekiem

Nigdzie nie pojadę, Dawid. Zostaję tu. Tak mi lepiej. Boję się… Co z Witkiem, gdybym zmarła? Nam jest tutaj dobrze.

Zosia objęła Dawida od tyłu.

Chodźcie na herbatę, chłopaki. Mam ciasta i cukierki. A potem Dawid wróci do siebie, dobrze?

Nie chciał już nic wybiegł z domu, nie żegnając się.

Idąc przez miasto, popychając ludzi barkiem, nie mógł zrozumieć jak można odrzucić lepsze życie?! Już wszystko przygotował, połowę interesów sprzedał, przekopał dziesiątki urzędów, przekonał tylu ludzi I po co?

Chciałeś tylko udowodnić Bartkowi, że jesteś lepszy, że Zosia i tak będzie twoja. Ale przegrałeś! przemknęło w głowie, potem już tylko pustka i żal

Iga czekała wieczorem, nie spała.

Cześć wyszeptała w przedpokoju, znów w flanelowym szlafroku. Ugotowałam zupę Zjesz? Chyba smaczna

Podbiegła do niego, objęła.

Co się stało? spytał zdziwiony Dawid.

Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz z tamtą

Iga zaszlochała, przycisnęła się mocno do niego.

Maleńka, jak miałbym żyć bez ciebie? Głupstwa.

Nagle Dawid poczuł się lekko, jakby zrzucił z pleców ciężar, którego nie musiał już dźwigać. Nikomu niczego nie jest winien ani sobie, ani innym. Może po prostu żyć, kochać Igę, założyć rodzinę, mieć dzieci… I to wystarcza. Pozwolić sobie być szczęśliwym!

Iga patrzyła, jak Dawid z apetytem je zupę. Uśmiechała się, bo już wiedziała, że mają swoją małą rodzinę. I uwierzyła, że szczęście można budować od nowa, nawet jeśli nie wygląda tak, jak kiedyś się marzyło.

I to jest to, co najważniejsze w życiu: nauczyć się pozwalać sobie być szczęśliwym.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Wolne szczęście