Wolne szczęście

Wolne szczęście

Dawid, zaczekaj! No przestań…

Dawid nieco zwolnił, obejrzał się.

Za nim, wydeptaną ścieżką prowadzącą do dwupiętrowego domu z czerwonej cegły, szła szybko Lena szesnastoletnia dziewczyna, w wysokich kozakach, w spódniczce, białej, krótkiej kurteczce i związanej na głowie chustce. Spod kłującej, wełnianej chustki wymykały się ciemnokasztanowe loczki. Ten kolor idealnie pasował do oczu Leny zielonkawobrązowych, błyszczących, niemal zawsze zamglonych, jakby zaraz miała się rozpłakać. To sprawiało, że Lena wydawała się trochę bezradna, delikatna, że chciało się ją chronić i otaczać troską.

Co chwilę dziewczyna się ślizgała i podskakiwała, ale nie zwalniała kroku.

Lena, nie biegnij! Ślisko jest! zawołał Dawid surowo. I w ogóle nie biegnij! Chociaż Tobie to pasuje. Policzki masz czerwone! Pięknie wyglądasz, już zapomniałem, że taka możesz być. Zdrowiejesz!

Lena uśmiechnęła się, podeszła zupełnie blisko. Dawid wyciągnął do niej dłoń, dziewczyna chwyciła ją i puściła oczko.

O co chodzi? mruknął Dawid, rozglądając się dookoła, po czym szybko cmoknął ją w policzek. Twoja mama nie kazała nam się spotykać. Groziła, że mnie przepędzi… westchnął z udawanym żalem.

Lena posmutniała, spuściła oczy i zaczęła miętoszyć rączkę od tornistra. Po chwili jednak znów się uśmiechnęła.

Dawid, oni ciągle kłamią z tatą! Nic ci nie zrobią! Pójdziesz ze mną dziś do kina? szepnęła. Już kupiłam bilety. Patrz!

Zdjęła rękawiczkę. Na jej drobnej dłoni leżały dwa papierowe bilety.

Dawid objął jej ciepłą dłoń swoimi wielkimi łapami, głaskał jej smukłe, delikatne palce, jakby chciał dodać jej otuchy.

Kino? No nie wiem mam sporo spraw… zmarszczył brwi, jakby się zamyślił. Lena wyrwała rękę i włożyła z powrotem do rękawiczki. Ale skoro mnie zapraszasz, to pójdziemy skinął głową i burknął: Jaki film? Znowu o miłości?

Nie, wojenny! Janek był, mówił, że świetny! pokręciła głową. Ale sama się boję, a koleżanki nie chcą iść.

Janek? On nagada Idź z nim, on ci nie odmówi. Dawid uniósł dumnie głowę. Skoro go słuchasz, to…

Janek Ostrowski był kolegą Leny z klasy, typem mole książkowego, zawsze głodny wiedzy, nie grał w piłkę, nie łobuzował, tylko uczył się, czytał, poprawiał oceny… I krążył wokół Leny. Dawida to drażniło, ale nie uważał Janka za rywala. Za miękki był, zbyt nieśmiały. Lenka zawsze wolała kogoś pełnego życia takiego jak Dawid.

Tylko pech, bo Dawid miał już drzwi do domu Pańskich zamknięte, a Janek był tam zawsze mile widziany przez panią Zofię, mamę Leny.

Nikogo tam nie słucham! obraziła się Lena. Jeśli ciebie zapraszam, to tylko ciebie chcę zabrać. Więc co, pójdziesz?

Zarumieniła się i zamrużyła powieki.

Dawid uśmiechnął się i kiwnął głową.

No dobra. Pójdziemy. Taka straszna jesteś mruknął. Tylko mnie wykończysz tymi strachami! Potem będę całą noc krzyczał ze snu, babcia Marysia osiwieje!

Dawid puszczał Lenie oko, ona parsknęła śmiechem.

Oj, ty niczego się nie boisz! machnęła ręką. To widzimy się pod kinem o 18:50. Teraz muszę lecieć. Mama obiecała dziś robić kapustę, cała kuchnia zastawiona miskami. Na razie!

Ostrożnie się odwróciła i poszła do domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej od Dawida. Od dziecka byli razem: urządzali gonitwy za wróblami po krzakach, wspinali się na czereśnie, łamali zakazy mamy, by jeść gorzko-czarne owoce, robiąc potem zawody w pluciu pestkami, kto dalej. Do szkoły chodzili razem, choć Dawid był o dwa lata starszy. Dziewczyny zazdrościły, że taki przystojny chłopak nosi ją niemal na rękach, a Lena nie widziała w tym nic szczególnego. Dawid przecież był przy niej od zawsze, więc czemu miałby nie dbać o nią?

Dwa lata temu zimą Lena źle się poczuła podczas nart. Zawirowało jej w głowie, w oczach pojawiły się czarne mroczki. Przewróciła się, skręciła nogę. Leżąc w śniegu, z bólu zgrzytała zębami, pot spływał jej po plecach. Bolało wszędzie noga, klatka piersiowa, jakby ktoś ją ścisnął pasem. Lena zawsze bardzo bała się bólu, odkąd była dzieckiem. Nawet wyciągnięcie drzazgi było dla niej dramatem.

Na szczęście Dawid był blisko. On zawsze był blisko. Gdy coś się Lenie stało, jej płacz było słychać na drugiej ulicy. W dzieciństwie płakała donośnie, aż echo się niosło, więc przyjaciel szedł za tym głosem jak za sygnałem alarmowym.

Gdy Dawid zaniósł ją do domu, noga była już spuchnięta, trzeba było rozciąć but. Lena kurczowo trzymała się jego ramienia. Ale Dawid nie pisnął ani słowem liczyła się tylko ona.

Zabrano ją do szpitala. Tam lekarze powiedzieli, że noga to drobiazg, ale serce wymaga leczenia wypisali całą listę schorzeń. Długo trzymali ją na oddziale, aż w końcu pozwolili wrócić.

Śnieg topniał i Lena powoli wracała do życia. Noga zrastała się długo, pobolewała, swędziała pod gipsem. Lena była drażliwa i smutna, kłóciła się z mamą o wszystko. Ale, kiedy przychodził Dawid, wszystko się zmieniało. Wymyślał jej ciekawe zabawy: rozkładał na łóżku mapę świata, po niej jeździli papierową łódką, zwiedzali razem gorące kraje i zimne krainy, pływali na krach, popołudniami grali w planszówki albo rysowali plakaty.

Jak tylko zdejmą ci ten gips, to gdzieś wyjedziemy! obiecywał Dawid. Gdzie byś chciała?

Lena bezradnie wzruszała ramionami.

Do ogrodu, mama nie pozwala. Chce, żebym odpoczywała, bo boi się o serce. Pewnie już zapomniałam, jak się chodzi…

Głupstwa! machał ręką Dawid. Trzeba ćwiczyć! Mój dziadek Michał, z Fedorówki, wrócił z wojny inwalidą, kulał mocno. Przyjechał do nich profesor z Warszawy i zmusił dziadka do ćwiczeń. Skręcał go jak gumę, a dziadek wstał z łóżka i żyje do dziś. Nauka się rozwija, Lena. I dla ciebie coś wymyślą, zobaczysz! Tylko nie poddawaj się. Ruszaj się, leniuchu! Ruuuszaj!

Z drobnymi złośliwościami, zabierał jej lalkę z łóżka, a Lena, stukając kulami, szła za nim, domagając się zwrotu.

Lena, tobie już nie wypada się bawić! podpuszczał ją Dawid, udając ciocię Ninę ze sklepu. Tylko siedzisz, narzekasz. Czyżbyś już stara babka była? Głowa do góry, Lenka! Jeszcze zatańczysz!

Lena! Natychmiast połóż się! Dawid, co ty wyprawiasz?! wbiegła do pokoju pani Zofia. Przecież ona nie może się denerwować! Wychodź, powiedziałam!

Ciociu Zosiu! bronił się chłopak. Przecież ona wysycha na wiór od leżenia! Musi żyć jak inni!

Teraz my decydujemy, jak będzie żyć. Dawidzie, odpocznij sobie w domu. Niedługo przyjdzie do Leny Janek, pomoże jej z lekcjami upomniała kobieta.

Janek? Ten mól książkowy? No, zobaczymy… Dawid tylko nadął się i wyszedł za drzwi. Przy wyjściu pani Zosia złapała go za kurtkę, przycisnęła do ściany.

Lepiej się już nie wtrącaj ze swoimi radami, doktorku samozwańczy! Lena ciężko chora, nawet dzieci nie może mieć! Lekarze tak powiedzieli. A ja chcę ją mieć przy sobie! Nikomu o tym nie mów, ona marzy o rodzinie… A teraz…

Rozpłakała się, odeszła. Dawid dopiero dochodząc do domu zrozumiał, co miała na myśli. Lena jest poważnie chora…

Umrze… A jeśli nawet dzisiaj? przebiegło mu przez myśl.

Babcia Marysia patrzyła zdumiona, jak wnuk zrzuca kurtkę, koszulę i oblewa się zimną wodą z wiadra.

Dawid! Co robisz?! Przeziębisz się! wołała, idąc po ręcznik.

Dawid pokręcił głową, odetchnął. Myśli nieco opadły.

To nieprawda, ona jeszcze długie życie przed sobą! I szczęśliwe! Przysięgam! postanowił.

Babcia nie dosłyszała, co mruczy wnuk…

Dawid, cicho tam! Idź spać, już późno, zmęczony jesteś! powiedziała w końcu sennym głosem.

Idę, babciu. Przepraszam, że hałasowałem. Wypiję herbatę, i już śpię! Dobranoc!

Mieszkali razem. O rodzicach Dawid wiedział niewiele, podobno gdzieś zginęli lub zaginęli. Babcia mówiła mętnie, nie lubiła wspominać.

Lena regularnie jeździła z mamą po lekarzach. Pani Zofia zanosiła im domowe przetwory, byle tylko usłyszeć, że jest dla córki szansa. Ale na cud nie było co liczyć.

Dziś nie da się tego leczyć, może kiedyś… mówił lekarz, rozkładając ręce. Na razie potrzeba spokoju, żadnych stresów. Niech pani nie płacze! Tysiące tak żyje!

Oczywiście, rozumiem… kiwała głową matka. Janek, przyjaciel Leny, dużo jej teraz pomaga, dba o jej naukę i ruch…

Mamo! Lena się zarumieniła, było jej wstyd.

Co tam, mamo! śmiał się doktor. Ma pani rozsądnego młodzieńca przy córce. To dobry materiał na męża! Do widzenia, widzimy się za trzy miesiące.

Tak żyła Lena bała się ruszyć, a mama pilnowała, żeby się nie przemęczała

W kinie było duszno, pachniało dymem papierosowym. Lena ściskała dłoń Dawida, a podczas filmu cichutko płakała, wtulona w jego ramię.

Lena, nie płacz. Wszystko skończy się dobrze, zobaczysz! szeptał, gładząc jej głowę.

Ale już ktoś uciszał ich z rzędów.

Dawid, źle się czuję, wyjdźmy… poprosiła.

Jasne, chodźmy.

Dwa czarne cienie przecięły salę, wyszli na jasne światło foyer.

Usiądź, przyniosę ci wody! zarządził Dawid.

Bileterka spojrzała z dezaprobatą.

Taka młoda… Jesteście po ślubie? mruknęła.

Jeszcze nie, ale niedługo będziemy! odpowiedział stanowczo Dawid.

Co?! zdumiała się Lena, głowa jej zakręciła się ze zdenerwowania. Żartujesz chyba?

Ja nie żartuję z poważnych spraw! odpowiedział Dawid. Chciałem później ci o tym powiedzieć Idę do wojska. A jak wrócę, pobierzemy się. Obiecałem ci kiedyś, że pokażę świat? No, może nie od razu, ale pingwiny na pewno!

Lena pokiwała głową.

Zrobię wszystko, żebyś była zdrowa! Znajdziemy najnowszych lekarzy, uleczą cię, a potem… będziemy mieli dziecko! gorąco wyznał. Ale nie chciał całować jej przy bileterce.

Wypij wodę i wyjdźmy na powietrze! zaproponował, prowadząc ją ku drzwiom.

Naprawdę nie mogę mieć dzieci? zapytała wprost Lena, patrząc mu w oczy.

Dawid się zmieszał.

Może nie teraz o tym… Ważne, żebyś była bezpieczna. Chodź, przejdziemy się!

Lena cicho kiwnęła głową. Pozwoliła mu ubrać ją w płaszcz, wyjść razem na zewnątrz. Odwróciła się, zacisnęła zęby, łzy napłynęły jej do oczu. Jestem gorsza… nigdy nie będę miała prawdziwej rodziny… myślała.

A potem Dawid rozchmurzył ją zabrał do Kostka Borowskiego, ten pozwolił pojeździć na swoim motocyklu. Założyli jej kask, posadził przed sobą i ostrożnie prowadził. Lena czuła jego ramiona, czuła się lekka, prawie szczęśliwa, na chwilę zapomniała o wszystkim.

W nocy do Leny trzeba było wezwać lekarza, zrobił zastrzyk.

Musicie bardziej na nią uważać! powiedział w progu. Egzaminy pewnie niedługo, a ona tak się denerwuje…

Byłaś z Dawidem? zapytała surowo mama, gdy lekarz wyszedł.

Tak. Dawid zawsze mi mówi prawdę. Nawet o tym, że dzieci nie będę mogła mieć…

Lena znów się rozpłakała.

Jeszcze mu pokażę! zawołał ojciec, zaciskając pięści.

Nie ruszaj go, tatku! Jest najlepszy! Wasz Janek mu nie dorówna!

Do łóżka! ryknął ojciec.

Matka nie wpuszczała więcej Dawida, o wszystko go obwiniała.

Ale Dawid nie odpuszczał. Przyszedł się pożegnać przed poborem, prawie się pobili z ojcem Leny, który pogroził mu strzelbą.

Strzelaj pan, co mi tam! I tak nikomu nie jestem potrzebny rzucił odważnie Dawid, stojąc naprzeciw Iwana z wymierzoną strzelbą. Po chwili ojciec Leny opuścił broń.

Głupi jesteś, Dawid. Może ci armia rozumu nabije wycedził przez zęby.

Tak nagle cała rodzina postanowiła winić Dawida za wszystko.

Lena widziała przez okno jak Dawid odchodzi, marząc: Oglądnij się!. I obejrzał się.

Dawid wrócił dopiero po czterech latach. Lena nie wiedziała rodzice ukrywali przed nią, że posłano go do Afganistanu, gdzie zaginął. Babcia Marysia zmarła, nie doczekawszy się wnuka. Lenie nawet nie pozwolili pojechać na pogrzeb.

Wszystkie listy, które pisała na adres jednostki Dawida, znikały bez śladu.

Nie odpowiada? pytała współczująco pani Zofia na poczcie. Młodzi mają swoje sprawy… Patrz, Janek idzie! Ale się zrobił przystojny, sam profesor! Może coś od ciebie chce, Lena…

Jesienią Dawid znów zjawił się na pustym, cichym podwórzu swojego domu. Pachniało stęchłą wilgocią, dach przeciekał, po ścianach ciągnęły się plamy. Na kanapie leżał szalik babci Marysi. Na komodzie obok łóżka stare ikony. Dawid usiadł za stołem, zamknął oczy: wszystko wyglądało podobnie, a jednak już nic nie było takie jak dawniej. Albo to on się zmienił.

Nie spał całą noc, rano ruszył do domu Leny. W ogrodzie rozwieszała pranie pani Zofia.

Pani Zosiu! krzyknął, rzucając niedopałek. Nic się pani nie zmieniła!

Minęła kawał czasu, od kiedy był tu ostatni raz.

Kto tam? zmrużyła oczy kobieta.

Dawid jestem. Wejdę?

Nie czekał na zgodę, wszedł przez furtkę i idąc ścieżką zerkał w okno Leny. Ale firanki były szczelnie zasłonięte, kwiatów już tam nie było.

Lena wyjechała. Ty żyjesz? powiedziała, sama nie wiedząc, czy płakać, czy się cieszyć. Wracasz… Cóż… Tyle się porobiło…

Gdzie wyjechała? Dawid spojrzał spod byka.

Do Poznania. Janek dostał się tam na studia, pojechali razem.

Co ma do tego Janek?

Są małżeństwem. Lena nie chciała tu zostać, kiedy wszyscy byli przekonani, że zginąłeś. Z Jankiem jest jej dobrze. Pisała, że dostała się na studia, a syn im się urodził. Dzięki Jankowi wszystko się jakoś ułożyło. A ty… nie szukaj ich. Daj im spokój. Zofia spojrzała błagalnie. Oni próbują być szczęśliwi…

Lena nigdy go nie kochała mruknął Dawid.

To było kiedyś. Teraz się zmieniło. Opiekuje się nią. Nie psuj im życia.

Dawid nic nie odpowiedział, odwrócił się i odszedł. Zofia ciężko westchnęła i wróciła do domu.

Resztę dnia Dawid błąkał się bez celu, zebrał trochę rzeczy, zabarykadował okna domu na cztery spusty, powiesił kłódkę na furtce. Potem poszedł na cmentarz stał nad grobem babci Marysi, słuchał śpiewu ptaków. Powiesił na krzyżu swój srebrny krzyżyk.

Wybacz, babciu Marysiu…

I wyjechał.

Dawid stał się twardy, zdecydowany, często szedł na całość, bez kompromisów. Robił interesy nie zawsze uczciwe obracał pieniędzmi, szukał… Możliwości.

Odnalezienie Leny nie byłoby trudne wystarczyłby jeden telefon. Ale nie tego szukał szukał szansy.

Po ośmiu latach prowadzenia interesów (najpierw warsztat samochodowy, potem sklep spożywczy, w końcu hurtownia), Dawid dotarł do najlepszych lekarzy, producentów sprzętu medycznego na świecie.

Skąd takie zainteresowanie kardiologią? pytał dr Romaniuk z warszawskiego Instytutu Kardiologii. Najlepsi lekarze są zawsze do dyspozycji; ale musimy znać konkretny przypadek.

Chcę pomóc przyjaciółce z młodości, ma problemy z sercem, od szesnastu lat…

Musimy mieć dokumentację medyczną.

Zorganizuję. A jeśli dostarczę, powiesz, co dzisiaj się da zrobić?

Tak. Ale wyniki muszą być aktualne.

Dawid kiwnął głową i wyszedł z gabinetu.

Dokąd teraz idziesz? Irenka, jego partnerka, stała w przedpokoju, wiążąc szlafrok. Piąta rano, znowu wyjeżdżasz?

Dawid rozłożył ręce.

Muszę, sprawy nie cierpią zwłoki. Wrócę za dwa, trzy dni. Nie martw się o mnie. Pocałował ją w usta. Jak ktoś zadzwoni, powiedz, że nie wiesz, kiedy wrócę.

Irena udawała, że się poddaje. Posłała mężowi całusa.

Może jednak zjesz śniadanie?

Nie mogę, nie mam czasu. Przepraszam.

Cicho zamknął za sobą drzwi. Irena słyszała echo jego kroków…

Wiedziała, że Dawid jej nie kocha, nigdy nie mówił o uczuciach otwarcie. A jednak… Było im razem dobrze. Ona była dla niego oparciem, on dla niej gwarancją bezpieczeństwa. Czy więcej w życiu trzeba?

Panie Andrzeju, wdzięczni jesteśmy za pomoc w sprzęcie, ale dokumentacja medyczna to inna sprawa! lekarz siedzący naprzeciwko Dawida wyglądał na spiętego, obgryzał paznokcie, chociaż zaraz opuszczał rękę na stół. Pan chyba nas sprawdza, prawda? Z jakiego pan jest urzędu?

Proszę się nie denerwować, doktorze. Sam wszystko załatwiam, ile chcecie za informację? Lenię znam od dziecka, ma chore serce, a jej mąż zamknął ją w domu, ogranicza, faszeruje tabletkami, tylko do pracy wychodzić pozwala. Wszystko, by samemu korzystać z tego, co jej się należy. Ona na wszystko się zgadza, bo się boi. Mają syna, jej było nie wolno rodzić, a on powiedział, że potrzebuje dzieci. I Janek teraz syna wychowuje na kolejnego naukowca. Dziecko wygląda jak cień, a on się pięknie trzyma. Dostał mieszkanie, samochód wszystko na Lenie.

Pan jest straszny, panie Andrzeju! wyszeptał lekarz, trzęsąc palcem w powietrzu. Chce pan włamać się do czyjegoś życia i wszystko zniszczyć!

Przestępstwem jest wykorzystywać chorą żonę dla własnej wygody! Dawid mówił coraz głośniej.

Ile? po chwili zapytał lekarz.

Dawid podał kwotę. Lekarz wyciągnął papiery z torby, Dawid wręczył mu kopertę.

Dzięki. Dokumenty już do was jadą. Pierwsze dostawy sprzętu będą za tydzień.

Lena szła zamyślona uliczką. Jutro znów poliklinika, Janek tak ustawił, muszę się wyrwać z pracy wcześniej. Wieczorem zebranie u Szwedki w szkole, Janek nie zdąży… Za tydzień przyjadą jego rodzice, trzeba przygotować pokój… Może dziś chociaż pooddycham świeżym powietrzem…

Obok przemknął motocykl, dziewczyna obejmowała chłopaka. Lena się uśmiechnęła, wspomniała Dawida.

Lena! usłyszała znajomy głos. Lena, cześć!

Obróciła się. Dawid…

Muszę z tobą porozmawiać. To ważne! pociągnął ją do ławki.

Dawid… szeptała, dotykając jego ramion, policzków. A babcia Marysia nie wierzyła…

Lenka zapłakała, przytuliła się do jego barku. Dawid objął ją delikatnie.

Może do kawiarni? zapytał w końcu.

Po co? Chodź do nas. Janek już z synem w domu. Poznasz naszego syna, Wiktora powiedziała.

Nie mogę u ciebie. To ważna rozmowa, tylko dla ciebie.

Dobrze. Tu jest bar mleczny, chodź.

Zasiedli przy stoliku. Dawid długo się wahał, potem zaczął:

Leno, powinnaś ze mną wyjechać. Trzeba załatwić dokumenty, zgody…

Dokąd? spytała zdziwiona.

Mój kolega lekarz znalazł specjalistę, który leczy twój przypadek. Trzeba poddać się operacji, potem będziesz zdrowa! I Janek przestanie cię zamykać i…

On nie zamyka. Tylko się o mnie troszczy przerwała Lena.

Wiem, jak jest u was naprawdę Zapłaciłem już za wszystko, tylko jedziemy. Tam są świetni specjaliści, współpracują z polskimi szpitalami.

Dawid, powiedz, jak sam? Jesteś żonaty? Co robisz? Lena uśmiechnęła się smutno. Wiesz, zmieniłeś się… Ale nawet ci to pasuje. Taki… tajemniczy. Trochę groźny. Ale nie jesteś przestępcą, prawda?

Bywało różnie. Zaczynałem od drobiazgów, potem małe interesy, podzieliliśmy się dzielnicami. Ale teraz prowadzę poważny biznes. Znam angielski I to duże ułatwienie!

Syn też się uczy, Janek znalazł mu korepetytora. Byłeś w swoim dawnym domu? Co tam?

Nic… Nieważne. Leno, ja już wszystko opłaciłem czekają tylko na ciebie. Weź zwolnienie, a ja wszystko załatwię.

Dawid mówił pospiesznie.

Leno? Wiktor czeka, wracaj na kolację, a ty w barze siedzisz? Janek zjawił się przy ich stole. Dawid? Ty tutaj?

Janek spojrzał twardo, szarpnął Lenę za rękę.

Poczekaj Dawid chciał mi coś zaproponować

Lena poczuła nadchodzącą burzę.

Chodź do domu, powietrze ci pomoże. Weź tabletkę zarządził Janek.

W domu było chłodno, pachniało zupą. Syn Lena, Wiktor, przywitał się z Dawidem.

Wiktor, zjedz u siebie, my musimy porozmawiać zdecydował Janek.

Lena przyniosła chłopcu jedzenie, pocałowała go.

No Dawid, czym się zajmujesz? Żonaty? zaczął Janek, zgryźliwie żując szczypior.

Nie, nie jestem żonaty. Znalazłem dla Leny klinikę za granicą, dofinansują operację, a potem wszystko się zmieni. Znów będzie radosnym człowiekiem! No, Lena?!

Leno, zanieś Wiktorowi herbatę poprosił Janek.

Gdy Lena wyszła, Janek ciągnął:

Co ona może powiedzieć? Skąd się tu nagle pojawiłeś? Chcesz ją gdzieś wywieźć, nie wiadomo za co, ryzykować jej życiem? A my z Wiktorem co? Ty ją zostawiłeś, kiedy była w największej potrzebie, a teraz chcesz być wybawcą? To moja żona, moja rodzina! Ja lepiej wiem, co dla niej dobre. Poza tym kto jej nosił basen w szpitalu, gdy urodziła Wiktora? Ja, nie ty!

Ty tu swoje żale wylewasz, a ona powinna mieć szansę na inne życie! wybuchnął Dawid.

Ja nigdzie nie pojadę, Dawidzie. Boję się. Jestem szczęśliwa tu, z rodziną.

Lena objęła Dawida.

Wypijcie herbatę… A potem Dawid pójdzie. Dobrze?

Nie chciał herbaty, wstał, wyszedł bez słowa.

Idąc ulicą, Dawid nie mógł pojąć: jak można odrzucić lepsze życie? Poświęcił tyle, a wszystko na nic…

Pewnie tylko chciałem udowodnić Jankowi, że jestem lepszy Ale przegrałem! przemknęło mu przez głowę. Został tylko żal…

Irenka czekała na niego, nie spała.

Cześć powiedziała cicho, dalej w bawełnianym szlafroku. Zrobiłam zupę… Spróbujesz? Naprawdę dobra…

Podbiegła, objęła go.

Co jest? zdziwił się Dawid.

Bałam się, że nie wrócisz, zostaniesz tam…

Przywarła do niego. Dawid poczuł nagle lekkość, jakby zdjął z pleców ciężar. Nie musi już niczego udowadniać ani innym, ani sobie. Może po prostu żyć dalej, pokochać Irenkę, założyć rodzinę, wychować dzieci… I pozwolić innym żyć po swojemu.

Szczęście to czasem pozwolenie sobie na wolność bycia sobą.

Irena patrzyła, jak Dawid z apetytem je jej zupę. Uśmiechała się wierzyła, że teraz i w ich domu zagości w końcu prawdziwa rodzina.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Wolne szczęście