Katarzyna od dwóch godzin czeka w kolejce do szeptuchy Babci Niny. Ta znachorka jest ostatnią nadzieją młodej kobiety. Od kilku lat Kasia bezskutecznie stara się donosić ciążę, lecz z niewiadomych powodów dotąd jej się to nie udało.

Karolina już od dwóch godzin siedziała w kolejce do babci Julii. Ta szeptucha była dla niej ostatnią nadzieją. Od kilku lat razem z mężem próbowała mieć dziecko, ale z niewiadomych przyczyn nigdy nie udało się jej donosić ciąży.
Wie pani co, sama już nie wiem co powiedzieć Wyniki świetne, żadnych nieprawidłowości rozłożyła ręce lekarka.
No ale przecież jakaś przyczyna musi być. Skoro jestem całkiem zdrowa, to czemu nie mogę urodzić dziecka? Karolina próbowała to wszystko zrozumieć.
Nie wiem Tu medycyna jest bezsilna. Może pójdzie pani do kościoła… szepnęła lekko lekarz.

***
Karolina i Paweł byli małżeństwem od pięciu lat. Mieli wszystko: stabilną pracę, piękne własne mieszkanie w Warszawie, miłość i zrozumienie. Tylko tego dziecięcego śmiechu brakowało w ich dużym domu.
Karolina już wcześniej podejrzewała, że może ciąży na nich jakieś fatum, a po tych słowach od ginekolożki tylko bardziej się w tym utwierdziła.
Kościół to dobrze, ale w twoim przypadku to tylko szeptucha pomoże! poradziła jej przyjaciółka, podając namiar na babcię Julię. Jedź, nie zastanawiaj się! Im szybciej, tym lepiej!

W końcu Karolina się doczekała była już jej kolej. Trochę przestraszona przestąpiła próg małego, przytulnego domku na wschodnim Mazowszu. Zobaczyła drobną starszą panią w białym chustce i kolorowej sukience, która przywitała ją ciepłym uśmiechem. Karolina zawsze wyobrażała sobie, że szeptucha musi wyglądać strasznie może nawet mieć czarnego kota na ramieniu. Tymczasem babcia Julia wyglądała najsympatyczniej na świecie.
Witaj córeczko, usiądź sobie przy ikonie powiedziała łagodnym głosem.
Bo wie pani, ja mam taki problem Karolina się rozpłakała.
Wszystko wiem, kochanie. Pomogę ci, jak tylko będę mogła uśmiechnęła się ciepło babcia Julia.

Karolina usiadła na miękkim krześle obok dużej ikony Matki Boskiej. Szeptucha zaczęła szeptać modlitwę i okrążała ją świecą. Cały rytuał trwał około dwudziestu minut. Po wszystkim babcia Julia usiadła naprzeciw Karoliny, chwyciła ją za rękę:
Nie dasz rady urodzić dziecka. Musisz odmodlić klątwę, która ciągnie się za tobą od dzieciństwa powiedziała spokojnie.
Jaką klątwę? Kto miałby mnie przekląć? Ja nikomu nic złego nie zrobiłam… wykrztusiła Karolina.
Nie ty. To twoja mama wzięła na siebie ciężki grzech, a ty za niego teraz pokutujesz wyjaśniła szeptucha.
Ale przecież to niesprawiedliwe! Moja mama nie żyje już od dawna, czemu ja mam cierpieć za jej błędy? nie dawała za wygraną Karolina.
Takie jest prawo wszechświata. Tego nikt z nas nie zmieni…
Może mi pani pomóc? spytała z nadzieją Karolina.
Nie, tu jestem bezsilna. Gdybyś miała chociaż urok, coś by się dało zrobić, ale z klątwą tak łatwo nie jest. Musisz dowiedzieć się, komu twoja matka tak bardzo zaszkodziła, i spróbować naprawić jej błąd. I pamiętaj, módl się nie tylko za siebie, ale i za swoich wrogów.

Karolina wyszła z domku i zadzwoniła do męża.
Paweł, nie będzie mnie dziś wieczorem. Muszę pilnie pojechać do ciotki. Wszystko ci potem opowiem, dobrze?

Uruchomiła samochód i ruszyła do rodzinnej wsi.

Karolinka! Czemu nie zadzwoniłaś wcześniej? Zrobiłabym ci kąpiel w baniach! ucieszyła się ciotka Halina.
Ciociu, musisz mi powiedzieć prawdę. Co takiego zrobiła moja mama? Dlaczego ja cierpię za jej winy?
Skąd ci to do głowy przyszło? ciotka zaniemówiła.
Karolina opowiedziała jej o wizycie u szeptuchy, cały przebieg rozmowy.
Kto by się tego spodziewał Dobrze, słuchaj

Halina wyznała Karolinie, że jej mama, Danuta, była najpiękniejszą dziewczyną we wsi. Wielu chłopaków za nią szalało, ale ona zakochała się w żonatym. Bez skrupułów zabrała Zbyszka z domu. Jego żona, Maria, została sama z niemowlakiem na rękach.
Maria bardzo to przeżyła, aż pewnego dnia poszła do Danuty, upadła na kolana i błagała, żeby oddała jej męża. Danuta wysłała ją z drwiną za drzwi.
Przed odejściem Maria w rozpaczy przeklęła Danutę i jej nienarodzone jeszcze dzieci

No i co potem było? wyszeptała przerażona Karolina.
Mama wyszła za mąż za Zbyszka, potem urodziłaś się ty. Ale życie jakoś im nie wyszło Najpierw zmarł Zbyszek, potem twoja mama. Zbieg okoliczności, czy jednak klątwa Marii? Teraz ty nie możesz urodzić

Powiedz, Maria ciągle mieszka we wsi? Chciałabym ją przeprosić, za winy mamy.
Z Marią nie najlepiej Po pewnym czasie bardzo podupadła psychicznie. Najpierw była spokojna, potem któregoś dnia zaatakowała przypadkowego sąsiada i musiano ją umieścić w szpitalu psychiatrycznym, a jej syna, Tomka, oddali do domu dziecka.
Tomek jest starszy ode mnie, tak? To mój brat przyrodni po ojcu? domyśliła się Karolina.
Tak. Ale i jego życie się nie ułożyło westchnęła ciężko Halina. Wrócił do wsi po domu dziecka, zaczął pić i wpakował się w kłopoty. Pewnej zimy zgubił się w lesie, cudem go znaleziono, ale stracił nogi. Teraz żyje w rozpadającej się chałupie na wózku inwalidzkim.

Czyli mama nie tylko zabrała ojca rodzinie, ale i zniszczyła życie niewinnym ludziom podsumowała smutno Karolina.
Tak wyszło Halina potwierdziła.

Ciociu, zaprowadź mnie do Tomka. Muszę z nim porozmawiać powiedziała zdecydowanie Karolina.
Oszalałaś? On ciągle pijany chodzi! Nie wiadomo co mu się przyśni! Zostaw to!
Jeśli mi nie pokażesz, sama kogoś we wsi zapytam.

Halina machnęła ręką i poszły razem przez zaśnieżoną wiejską ścieżkę. Dom Tomka ledwo zasługiwał na tę nazwę połowa płotu zgniła i leży na ziemi, chałupa waląca się, prąd odcięty. Jedynie światło lampy naftowej w brudnym oknie. Karolina niepewnie zapukała.
Nie zamknięte! usłyszała chrapliwy głos.

Karola, jeśli co, to krzycz szepnęła ciotka Halina.
Karolina weszła do środka. W powietrzu ciężki zapach papierosów, wódki, wszędzie butelki i pety. Przy stole siedział mężczyzna na wózku, obok niego na stole spała biała kotka jedyny jaśniejszy punkt całej tej sceny.
Pana kot śpi na stole wydusiła z siebie Karolina.
Co ci do tego, Biała tu rządzi, to jej dom wymamrotał Tomek zmęczonym głosem. Patrzył na nią zmęczonym wzrokiem. Po co przyszłaś? Jeśli z opieki społecznej, to sobie idź, w przytułek mnie nie oddadzą!
Nie, nie w tej sprawie. Mam na imię Karolina, jestem twoją siostrą po ojcu wyrzuciła z siebie jednym tchem.
No proszę, siostrzyczka się znalazła! szydził Tomek. Czego chcesz? Spadku? A nie mamy, dom formalnie do matki należy!

Tomek, chciałam cię poprosić o przebaczenie. Jak mogę ci pomóc?
Tomek parsknął śmiechem i spojrzał na nią z pogardą, lecz w jego oczach widać było smutek i pustkę. Im dłużej Karolina na niego patrzyła, tym bardziej widziała w nim rysy ojca.
Masz stówkę? nagle zapytał.
Karolina bez słowa wyjęła z torebki pięć stówek pięćset złotych i położyła mu na stole.
Dzięki! Spadaj, wybaczyłem! Jak będziesz chciała przepraszać znowu, wiesz gdzie mnie znaleźć roześmiał się gorzko Tomek.
Potrzebujesz lekarza? Może czegoś ci trzeba?
Na razie wystarczy, idź już, spać chcę!

Karolina wyszła cicho z domu, cała się trzęsła, łzy leciały jej po policzkach. Nie spodziewała się aż tak strasznej nędzy i pustki u brata.
I co? Pogadałaś? dogoniła ją ciotka Halina.
Tak.
Tomek ci wybaczył?
Tak! ucięła krótko Karolina. Dziękuję za pomoc, wracam do domu.
Może zostaniesz do rana, już noc, a mroźno.
Nie, muszę wracać do Warszawy

Najbardziej na świecie Karolina chciała być sama. Tyle na nią spadło jednego dnia, że musiała to wszystko poukładać.

Przez cały kolejny tydzień była nie do życia. Myśli o Tomku nie dawały jej spokoju ani w dzień, ani w nocy. Był przecież jedyną bliską osobą, która jej została. Nie wiedząc co robić, poszła do kościoła. Po mszy szczerze pomodliła się za wszystkich tak jak uczyła babcia Julia.
Ciężko ci, dziecko? spytał proboszcz.
Oprócz niej nikogo już nie było w kościele.
Przepraszam, że tak długo siedzę Chciałam już iść szepnęła.
Może warto się wyspowiadać? Ulży duszy.
Karolina popłakała się i wyznała wszystko proboszczowi całą historię, krok po kroku.
Co ci mogę powiedzieć? zamyślił się ksiądz. Do szeptuchy niepotrzebnie jechałaś. Dzieci nie powinny odpowiadać za grzechy rodziców. Jedyne co dobrze powiedziała ta szeptucha, to byś się modliła za siebie i innych. To zawsze warto.
Ale co zrobić z bratem? Chcę go zabrać stąd, ale boję się jak Paweł do tego podejdzie.
Zrób tak, jak ci sumienie i serce podpowiada.

Następnego dnia znowu pojechała do brata.
Po co znowu przyszłaś? Chcesz kasę dać? mruknął Tomek.
Tym razem był trzeźwy, ale wyraźnie rozbity.
Nie, nie dam ci pieniędzy. Pakuj się, jedziesz ze mną. Bez dyskusji! Jesteś moim bratem i nie mogę patrzeć jak się tu marnujesz. Jeśli ci nie zależy na mnie, to mnie zależy na tobie.
Ale gdzie? Miniesz mnie za tydzień
Jedziemy najpierw do szpitala, potem do mnie do Warszawy. Mam duży dom z ogrodem, miejsca dla wszystkich starczy!
Tomek nie wiedział co powiedzieć. Z jednej strony miał dość takiego życia, z drugiej siostry prawie nie znał.
Dajmy sobie miesiąc. Nie spodoba ci się, zawiozę cię z powrotem. Nikt nikogo nie będzie do niczego zmuszał.
Ale jeden warunek Biała jedzie ze mną! mrugnął w stronę swojej kotki.
Zgoda! Od zawsze marzyłam o kocie uśmiechnęła się Karolina.

***
Minęły trzy miesiące. Tomek szybko się zaaklimatyzował w nowym domu. Okazało się, że jest świetnym człowiekiem pogodnym, zabawnym i szczerym. Zafascynował się komputerami i postanowił uczyć się programowania.
Tomek, jutro przywiozą ci protezy z Niemiec. Za kilka miesięcy zaczniesz chodzić! poklepał go po ramieniu Paweł.
Dzięki! Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś stanę na nogach wzruszył się Tomek.
Ja tu niewiele, to wszystko Karola Cieszy się, że ma brata uśmiechnął się Paweł.

Pół roku później Paweł i Tomek stali pod oknami szpitala na Inflanckiej, skąd Karolina pokazywała im przez szybę nowo narodzone bliźniaki.
No, wesoło tu wkrótce będzie! zaśmiał się Paweł.
I co, wujku, gotowy na dwójkę maluchów?
Możesz na mnie liczyć! roześmiał się Tomek. Razem damy radę!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Katarzyna od dwóch godzin czeka w kolejce do szeptuchy Babci Niny. Ta znachorka jest ostatnią nadzieją młodej kobiety. Od kilku lat Kasia bezskutecznie stara się donosić ciążę, lecz z niewiadomych powodów dotąd jej się to nie udało.