W przydrożnym zagłębieniu w śniegu, niedaleko szosy, ktoś porzucił nowo narodzone szczeniaki. Bez pomocy miałyby przed sobą zaledwie kilka godzin życia.
Maleńkie psiaki desperacko walczyły o przetrwanie, tuląc się mocno do siebie, by choć trochę się ogrzać. Dzisiaj rano w internecie błyskawicznie rozeszła się wiadomość: tuż przy drodze, na gołym śniegu, znaleziono porzucone maluchy.
Drżące kuleczki starały się trzymać razem, by nie zamarznąć na mrozie. Mimo że kalendarz wskazywał już na przedwiośnie, zima nie zamierzała odpuścić. W Warszawie termometry pokazywały 7°C, poza miastem, na otwartych przestrzeniach, temperatura spadała do 10°C i jeszcze niżej. Ile jeszcze dałyby radę przetrwać w tej małej jamce w śniegu?
Dołek w śniegu miał około dwadzieścia centymetrów głębokości, a pod szczeniętami śnieg lekko się roztopił tak długo tam leżały, ogrzewając się nawzajem. Na szczęście los zdecydował inaczej. Właściciel warsztatu samochodowego, pan Bartosz Nowak, przy którym znaleziono maluchy, nie przeszedł obojętnie zabrał je do środka. Chociaż początkowo nie wiedział, co robić dalej, najważniejsze, że nie zostawił ich na pastwę losu. Ogromne podziękowania dla pana Bartosza za jego wrażliwość i dobre serce.
Szczeniaczki były naprawdę maleńkie.
Pięć żywych istotek. Trzech chłopców i dwie dziewczynki, choć może czterech chłopców i jedna dziewczynka trudno było to dokładnie stwierdzić. Bartosz obdzwonił okolicznych wolontariuszy, ale nikt nie miał możliwości przyjąć psiaków. Schronisko również nie wchodziło w grę są zbyt malutkie, mają zaledwie dwatrzy tygodnie. O szczepieniach także trzeba zapomnieć, bo przed ukończeniem dwóch miesięcy nie podaje się im żadnych preparatów.
Oddanie tych drobinek do schroniska byłoby dla nich jak wyrok. Łatwo mogą się przeziębić, a nawet tego nie przeżyć niestety, takie tragiczne przypadki już się zdarzały. Sprawdzone domy tymczasowe z opieką weterynaryjną też nie mogły ich przyjąć, bo ostatnio leczono tam inne szczeniaki po parwowirozie.
Tej nocy maluchy spędziły więc pod opieką w warsztacie Bartosza Nowaka. Z nagrań monitoringu wynikało, że pewna kobieta (ciężko ją tak nazwać) pod osłoną nocy wyniosła je i zostawiła bezbronne w śniegu. Wyszła tylko na chwilę, zostawiając te kruche istoty skazane na mróz.
Jak musiały się czuć te szczeniaczki, brutalnie zabrane od matki i porzucone na pewną śmierć? Można tylko ufać, że sprawiedliwość jej nie minie.
Zrobimy wszystko, by te maluchy mogły odnaleźć prawdziwy dom i kochających właścicieli. Zasługują na szansę na życie i ciepło nie tylko to fizyczne, lecz przede wszystkim ludzką troskę i miłość.
Ta historia przypomina nam, że najważniejsze to nie być obojętnym wobec cudzej krzywdy. Dobro wraca i czasem jedno dobre serce może uratować całe życie.







