Upał. Katarzyna
Tomasz i Elżbieta pobrali się dopiero dwa lata po swoim pierwszym spotkaniu.
Do wspólnego szczęścia szli bardzo ostrożnie, jakby na palcach, oglądając się na każdy gest i wypowiadane słowo. Rozumieli, że życie bywa przewrotne, uczucia mylące, a miłość nie zawsze zjawia się od razu i na zawsze. Po bolesnych przejściach chcieli sprawdzić, czy to nowe uczucie jest warte zaufania i czy nie rozczaruje ich tak jak poprzednie.
Anna Malinowska, matka Tomasza, również była powściągliwa. Nie chciała zburzyć szczęścia syna, który odżył, nabrał pewności w ruchach i błysku w oczach, a na randki szykował się, jakby miał zaraz stanąć przed urzędnikiem stanu cywilnego.
Tomasz przedstawił Elżbietę swojej mamie niemal od razu. Anna przyglądała się przyszłej synowej z troską, nie dostrzegając w niej jednak niczego, co mogłoby przypomnieć Tomaszowi o jego byłej, Agacie. Nawet gdy Tomasz zaproponował Elżbiecie wspólne zamieszkanie, zanim się pobiorą, ona stanowczo odmówiła.
Nie, Tomku. To niepotrzebne. Pani Jadwiga by tego nie zrozumiała. Bardzo ją cenię, pomogła mi tyle razy. Poza tym ostatnio choruje, potrzebuje wsparcia. Zostawmy wszystko tak, jak jest. Po co się spieszyć?
Tomasz musiał się zgodzić. Nie zaszkodziło to jednak ich relacji wręcz przeciwnie, ten przedłużający się czas narzeczeństwa stał się okazją, by jeszcze lepiej się poznać.
Elżbieta przeprowadziła się do Anny Malinowskiej tuż przed ślubem i to raczej z konieczności niż własnej woli. Powód był bardzo smutny.
Odeszła Jadwiga.
Od kilku miesięcy skarżyła się na serce. Elżbieta prowadzała ją po lekarzach, zwalniała z domowych obowiązków, otaczała opieką, co jednak dawało tylko chwilowe efekty. Pewnego razu po pracy zastała Jadwigę siedzącą w altance, którą dla niej zbudowali synowie. Miała w rękach list od wnuka. Elżbieta nie od razu zorientowała się, co się stało. Dopiero, gdy podeszła bliżej, zrozumiała, że starsza pani już nie żyje.
Wezwała karetkę, ale lekarze już nie mogli pomóc.
Dzwoniąc do Tomasza i synów Jadwigi, Elżbieta płakała długo, siedząc przed altanką i wspominając wspólne wieczorne spacery nad Wisłą, gotowanie powideł na letniej kuchni i śpiewane przed snem piosenki. Jadwiga była tą, która bez pytań i wnikliwości przyjęła ją pod swój dach, gdy Elżbieta najbardziej potrzebowała pomocy, a nie miała się do kogo zwrócić.
Dziękuję szeptała wciąż, oddając hołd tej, która pierwsza nią się zaopiekowała i otworzyła serce, gdy było to najważniejsze.
Synowie Jadwigi przyjechali z rodzinami następnego dnia. Starszy z nich, gdy już najpilniejsze sprawy zostały załatwione, poprosił Elżbietę na bok.
Mama bardzo chciała, żebyś odziedziczyła część domu. Żebyś tutaj mieszkała i dbała o wszystko, bo żaden z nas nie planuje tu wracać. Zostawiła testament. Ja i brat nie mamy nic przeciwko. Gdyby nie ty, mama byłaby tu całkiem sama. Jesteśmy ci bardzo wdzięczni.
Nie, nie mogę tego przyjąć, pokręciła głową Elżbieta. To wasz dom, wasza mama bardzo was kochała. Jeśli trzeba, przypilnuję domu, ale dziedziczyć powinniście tylko wy.
Wiem
Zostali przy tym. Z czasem Elżbieta znalazła lokatorów, gotowych wynająć dom na stałe, i utrzymywała kontakt z rodzinami synów Jadwigi, gdy przyjeżdżali latem na wakacje.
To właśnie jedna z tych rodzin pomogła Elżbiecie, kiedy pół roku po ślubie wylądowała w szpitalu.
Ciąża pozamaciczna. Powinna pani zadbać o swoje zdrowie! upominał ją lekarz. Szczęście, że teściowa była z panią! Mogło się skończyć naprawdę tragicznie!
To właściwie moja teściowa, chociaż jest jak mama.
To dobrze. Miała pani podobne problemy wcześniej?
Tak.
Jeśli marzy pani o dziecku, koniecznie trzeba znaleźć przyczynę i ją leczyć. W innym razie jedyną opcją zostanie in vitro.
Rozumiem
Elżbieta nie płakała. Łzy zostawiła na później. Teraz musiała działać, myśleć, jak naprawić to, co się zepsuło. Chciała zostać mamą, nawet zaczynała zamartwiać się, że to się nigdy nie uda.
Wtedy interweniowała Anna Malinowska.
Elżbieto, możemy porozmawiać? przyszła wieczorem, gdy Tomasz wyjechał służbowo do Poznania.
Już mieszkali osobno. Po ślubie kupili niewielkie mieszkanie. Tomasz dobrze sobie radził, aż Anna zaczęła nawet myśleć, czy nie wznowić planu otwarcia pensjonatu.
Rodzice Elżbiety też chcieli się zaangażować, ale Tomasz stanowczo odmówił.
Elu, sami sobie poradzimy. Rodziców twoich bardzo lubię, ale mieszkanie dla żony chcę kupić sam.
Elżbieta nie oponowała. Delikatnie porozmawiała z ojcem, który z uznaniem poklepał zięcia po ramieniu.
Szacun, synu! Twoja matka ma powód do dumy.
Anna Malinowska pochwaliła decyzję syna. Tak samo, jak poparła ich decyzję, by nie zwlekać z powiększeniem rodziny.
Jednak Anna widziała, jak Tomasz znowu marszczy czoło, a Elżbieta biega po klinikach, nie mogąc pogodzić się z trudnościami. Postanowiła zareagować.
Elżbieto, nie gniewaj się, ale czy nie powinnaś mi powiedzieć, co cię gryzie? Widzę, że coś jest nie tak. Przecież chcę wam pomóc.
Mamo, nie udaje się A jeśli nie mogę mieć dzieci?! Wtedy odejdę od Tomka. Nie mogę być ciężarem, przy którym nie zazna szczęścia
Nie mów tak! Tomkowi dałaś drugie życie. Bez ciebie był cieniem siebie! A dzieci Oczywiście, to wielkie szczęście. Ale nie jest wszystkim! My z mężem długo o Tomka walczyliśmy, prosiliśmy o dziecko, rozdzielało nas to. Ja sądziłam, że mąż zostaje przy mnie, bo chce syna, a jak nie będę mogła mieć dzieci, to mnie opuści. Zwątpiłam w niego. On nie mógł mi wybaczyć. Przez rok żyliśmy oddzielnie. Dopiero potem zrozumieliśmy, jak bardzo się myliliśmy! Małżeństwo to coś więcej niż rodzicielstwo. A Tomek naprawdę jest podobny do taty Rozumiesz mnie?
Chyba tak
Nie niszczcie tego, co macie. Bez siebie byście nie istnieli. Uczycie się miłości, która wszystko wytrzyma. Jeśli tylko jej to umożliwicie.
A jak udało się pani zajść w ciążę?
Sama nie wiem, Anna zaśmiała się przez łzy. Długo nie miałam pojęcia, że jestem w ciąży, myślałam, że coś źle ze zdrowiem. Przestaliśmy się starać, a wtedy los nas zaskoczył!
Oby i mnie dane było taki cud przeżyć westchnęła Elżbieta.
Czemu nie skonsultujesz się z synową Jadwigi? Pamiętam, że jest świetną lekarką.
Elżbieta aż się uderzyła w czoło.
O matko, przecież masz rację! Rzeczywiście!
Tydzień później poleciała na konsultację do Krakowa, gdzie już na nią czekała.
A po roku w jej domu pojawiły się bliźnięta.
Szczęście wyraźnie zapukało do drzwi rodziny Tomasza i Elżbiety weszło i postanowiło zostać.
A potem Elżbieta została mamą kolejnej cudownej dziewczynki, którą wraz z Tomaszem adoptowali, gdy już wiedzieli, że nie mogą mieć więcej własnych dzieci. Długo się nad tym zastanawiali, lecz życie samo podsunęło rozwiązanie. Koleżanka Tomasza z liceum, świeżo upieczona mama, okazała się ciężko chora. Wiadomość przyniósł do ich domu przyjaciel, Arkadiusz.
Biedna Marzenka Zbieramy dla niej pieniądze, chcemy ją wysłać do Warszawy. Może tam uda się pomóc? Prawie wszyscy już wpłacili.
Zrozumiałem Zaraz przeleję.
Kwota, którą Tomasz przelał, była niemała. Po kilku dniach Marzena wyjechała z Anną Malinowską do stolicy. Niestety, leczenie mogło jedynie złagodzić ból i dać jej czas, by zadbała o przyszłość dziecka.
Marzena poprosiła Annę, by ta zapytała Elżbietę z Tomaszem, czy zaopiekują się jej córeczką. Nie odmówili.
Tak pojawiła się u nich córka.
W niewielkim mieszkaniu miejsca szybko zabrakło. Dzieci rosły, trzeba było myśleć o większym lokum.
Znów pomogła Anna Malinowska.
Tomku, mamy jeszcze pieniądze odkładane na pensjonat! Kupcie sobie coś większego.
Mamo, a co z twoim marzeniem?
Tu jest moje marzenie! Anna pocałowała w czółko rozchichotaną wnuczkę i wskazała bliźnięta. Czego mi więcej trzeba? Chcę być z wnukami! Wy pracujcie, ja będę pomagać przy dzieciach. Znajdźcie takie mieszkanie, żeby każdemu starczyło miejsca.
Udało się. Przestronne, pełne światła. Chłopcy biegają, grając w echo, Elżbieta uśmiecha się, patrząc jak uczą siostrę wołać halo.
Bierzemy! zdecydował Tomasz.
Jedyny problem pojawił się wraz z Katarzyną starszą w bloku. Uznała, że wielodzietne rodziny zawsze coś ukrywają i wymagają szczególnego nadzoru ze strony sąsiadów oraz służb socjalnych.
Ciągle u nich ktoś się kręci! Dzieci biegają boso! Najmłodsza śpi, gdy matka wychodzi same dziwności!
Może przesadzasz, Kasiu? Wakacje, gorąco, a bosonogie dzieci to przecież samo zdrowie! Gości się nie upijają, nie hałasują, to o co chodzi? odpowiadały sąsiadki, patrząc na rumianych chłopców wracających z piłki.
Wszyscy bywają mili, do czasu, a później tragedie Nie wierzę w takie idealne rodziny. Muszę się dowiedzieć, co się u nich dzieje naprawdę! Bo życie nie może być tak piękne!
Sąsiadki potrząsały głowami, lecz Katarzyna nie odpuszczała. Jej własne dzieciństwo było koszmarem: rodzice surowi, zimni, ślepi na krzywdę. Choć na zewnątrz nienaganna rodzina, w środku przemoc i lęk, którego nie zapominają nawet jako dorośli. Katarzyna wraz z braćmi, gdy tylko nadeszła okazja, uciekli z domu, nigdy nie wracając ani nie kontaktując się z rodzicami.
Z braćmi nie miała kontaktu, własnej rodziny nie założyła. Jedyny związek zakończyła, widząc, jak jej partner chce uderzyć psa za niewielkie przewinienie.
Nie rusz jej! wrzasnęła Katarzyna i zabrała psa, którego jej bez żalu oddano.
Babcia, u której mieszkała, była równie apodyktyczna i złośliwa, jak matka. Opieka nad nią była gehenną. Gdy babci zabrakło, Katarzyna w końcu odetchnęła.
Nie lubiła ludzi życie ją tego nauczyło. Teraz próbowała, jak umiała, naprawić cudze krzywdy, których tak niegdyś zaznała od dorosłych. Rodzina Elżbiety i Tomasza stała się dla niej przypadkiem szczególnym, obserwowała ich z maniakalną wręcz skrupulatnością.
Elżbieta siedziała z chłopcami na ławce przed blokiem, patrzyła na zegarek. Trzeba już było wracać zaraz miała obudzić się córeczka, chłopcy musieli szykować się na zajęcia do klubu piłkarskiego i przedszkola.
Przy wejściu czekała na nią Katarzyna.
Znowu twoje dzieci bose po placu biegały?! Nie stać cię na porządne buty?
Elżbieta uśmiechnęła się z politowaniem. Buty chłopców były droższe niż najlepsze adidasy Tomasza, bo mąż uważał, że na tym nie wolno oszczędzać chłopcy trenowali dużo.
Znów się śmiejesz? Co w tym śmiesznego? Dzieci trzeba pielęgnować, dbać o nie, karmić, ubierać, a ty?
Katarzyna zaczerwieniła się ze złości, widząc, jak Elżbieta spokojnie na nią patrzy bez grymasu, nawet bez próby tłumaczenia się.
Mamo, daj pani Kasi wodę! chłopcy wyciągnęli z torby butelkę, i właśnie wtedy Katarzynie zrobiło się słabo wszystko pociemniało, usłyszała dziwne brzęczenie i przewróciłaby się, gdyby nie szybka reakcja Elżbiety.
Karetkę wezwano natychmiast. Katarzynę odwieziono do szpitala. Gdy odzyskała przytomność, przy łóżku czuwała Elżbieta. Dzieci zostały pod opieką Anny, którą Elżbieta szybko sprowadziła na pomoc.
Co się stało? próbowała spytać Katarzyna, z trudem układając słowa.
Spokojnie! Elżbieta pogładziła ją po ręce i poprawiła poduszkę. Przeszła pani udar. Lekarze zrobili, co mogli. To przez upały Ale niech się pani nie martwi. Wszystko będzie dobrze. Ja nigdzie nie idę, będę pilnować! Proszę odpocząć, bardzo pani tego potrzeba.
Elżbieta dotrzymała słowa. Opiekowała się Katarzyną, wiedząc dobrze, że kobieta ta, przez wszystkich uznawana za surową sąsiadkę, jest w rzeczywistości dramatycznie samotna. Nie miała nikogo poza mieszkańcami bloku i swoimi różami, których kwitnącego palisadku zazdrościła cała okolica.
Dlaczego? Katarzyna dukała powoli, a Elżbieta nie potrzebowała wyjaśnień.
Bo tak trzeba. Bo źle być samemu. Ja coś o tym wiem
Skąd?
Zdołałam poznać samotność. Nie polecam.
Jak to?
Myśli pani, że teraz zostawię? Nie ma szans! Pora, żeby ktoś się panią zaopiekował.
Elżbieta udawała, że nie widzi łez Katarzyny. Ważniejsze było, że po raz pierwszy ta kobieta patrzyła na nią nie z wrogością, ale łagodniej, po ludzku. Teraz Katarzyna była po prostu starszą, schorowaną sąsiadką, równie samotną jak matka czy teściowa Elżbiety. Żal ściskał serce Elżbiety, myśląc, czym mogło być życie Katarzyny, gdyby los nie był tak surowy i gdyby ktoś ktokolwiek spróbował wyciągnąć do niej rękę wcześniej.
Dwa lata później.
Ach, Elżbieto! Jak ty z nimi sobie radzisz?! Twoja córka to spokój, a chłopcy istny żywioł! Katarzyna siedziała na ławce, obserwując ulubioną dziewczynkę.
O, pani Kasiu, jeszcze nie widziała pani dzieci Arka on ma czworo! Jego żona modli się, by piąte nie było chłopcem.
Już wiedzą, kto się urodzi?
Ukrywa się maluch! Arkowi wszystko jedno śmieje się tylko.
Boże, znowu taki skwar Katarzyna przesłoniła oczy dłonią. Powiedz mi jesteś szczęśliwa?
Elżbieta zamyśliła się.
Czego potrzeba do szczęścia? Bliskich? Ma to. Zdrowia? Na szczęście, wszyscy zdrowi. Szczęśliwe dzieci? Chyba im się to z Tomaszem udaje. Znaczy tak, jest szczęśliwa.
Tak.
Uśmiecha się. Katarzyna patrzy na to z zachwytem. Ta szczerość tej kobiety zmienia wszystko dookoła.
Nawet upał, który gnębił Warszawę całe lato, zdawał się nagle mniej dotkliwy, a powietrze przyniosło lekki powiew orzeźwienia.







