Ukochane Jabłuszko

Jabłuszko

Taka sama jesteś jak twoja matka!

Jaka, babciu? Kasia odruchowo się wyprostowała, po czym zaraz się zganiła, bo przed kim tu się bronić?

Kombinatorka! Twoja matka też nigdy nikogo nie słuchała! Ty jesteś dokładnie taka sama!

A czego mam słuchać?

Mnie! Powinnaś mnie słuchać! I szanować! Bo jestem starsza i więcej wiem o życiu! Rozumiesz?

Kasia patrzyła ze zdziwieniem na nieco rozczochraną, zarumienioną ze złości kobietę, która wymachiwała palcem przed jej nosem.

Dziwne, pomyślała Kasia. I dlaczego ona żąda, by ją słuchać? Idzie za tobą, jak cień, a zmyć jej nie sposób!

Kasia poruszyła nieco palcami, jakby miała w nich gumkę do ścierania. Ach, gdyby można było poprawić ten dzień! Wymazać trochę cieni tu, rozjaśnić tam… Nie lubiła ciemności! Nie znosiła kłótni, awantur, podniesionych głosów Z mamą nigdy tak nie rozmawiała. Mama zawsze powtarzała, że porządni ludzie potrafią zarówno słuchać, jak i słyszeć.

Otwieramy uszka, Kasiu, i słuchamy uważnie! Jak króliczki! Wiesz, dlaczego króliczek tak dobrze słyszy? Bo lisek chodzi cicho-ciuteńko. Jak króliczek się zamyśli, źle słucha, to zaraz lisek cap! i zje!

Nie chcę! mała Kasia zamierała, wpatrując się w mamę.

Oczywiście, że nie chcesz! Dlatego króliczek jest mądry. Słucha uszami pilnie-pilnie i biega szybko-szybko! Żaden lisek go nie dopadnie!

To było dawno. Kasia już prawie dorosła, a wszystkie bajki i nauki mamy wciąż tkwiły w jej pamięci.

Zadziwiające, myślała teraz Kasia. Gdy była młodsza, uważała, że mama przesadza lub coś myli. Teraz widziała, jak bardzo miała rację!

Weźmy choćby tę babcię. Katarzyna nie znała jej do zeszłego roku. Mieszkała z mamą w małym miasteczku nad Bałtykiem, chodziła do przedszkola, kłóciła się z Marysią i Leną, potem się z nimi godziła i biegła po lody na maleńką promenadę. Później była szkoła, Michał, pierwsze pocałunki na plaży o zachodzie słońca.

I była mama…

Kasia odruchowo ścisnęła palcami dużą, sztuczną turkusową kulkę na bransolecie, którą zrobiła dla niej mama.

No bo co z tego, że sztuczna? Zobacz, jak ładnie wygląda! mawiała mama. Wiesz, dziewczynko, czasem to, co prawdziwe, jest gorzkie i trudne. I choćbyś bardzo chciała, nie ogrzeje cię i nie ucieszy. A zamiennik może wcale nie być taki zły.

Jak to?

No popatrz! Parę tygodni temu, o co posprzeczałaś się z Marysią?

Powiedziała, że jesteśmy biedne, bo ty kupiłaś mi podrabiane adidasy, a nie te oryginalne. Twierdziła, że ona wie, jak powinny wyglądać i jej są inne.

Miała rację. Te adidasy uszył ci pan Roman, ale nikt nie mówił, że są markowe, prawda?

Prawda.

Za to są ze skóry, ładne i zrobione z sercem. Wiesz przecież, że pan Roman inaczej nie umie. Lubisz je?

Bardzo!

To jaka różnica, markowe czy nie? Ludzie lubią tworzyć podziały, żeby poczuć się lepiej od innych. Widzisz, ja mam taką ściereczkę, a ty nie masz więc jestem lepsza! Ale czy to słuszne? Czy to jest dobre?

Nie…

No właśnie! Najważniejsze, żeby człowiek w środku nie był podróbką, a reszta… Jednych interesują metki, inni potrafią cieszyć się tym, co mają. I jestem pewna, że szczęśliwsi są ci, dla których to nie metki liczą się najbardziej.

Kasia długo potem myślała. Umyła nawet podłogę w swoim i w maminych pokoju. Potem poszła do kuchni, gdzie mama gotowała jej ulubioną konfiturę z moreli, i spytała:

To znaczy, Marysia nie jest moją najlepszą przyjaciółką? Mówi mi raz miłe rzeczy, a potem nagle wyskakuje z przykrościami? Przecież widziałam, że moje adidasy jej się podobały. Po prostu nie chciała tego przyznać.

Skąd wiesz?

Lena mi powiedziała. Marysia urządziła awanturę swojej mamie, domagając się butów jeszcze lepszych niż moje.

Ojej, Kasiu! Irmina, mama Kasi, odstawiła drewnianą łyżkę i objęła córkę. Nie ścinaj mostów. Marysia jest jeszcze dzieckiem, zupełnie jak ty

Ja nie jestem dzieckiem!

Kasia wykręciła się z objęć matki i uniosła głowę. Miała złość w oczach, lecz Irmina wiedziała, że Kasia gniewa się na samą siebie źle pomyślała o przyjaciółce.

Dla mnie jesteś mała powiedziała łagodnie mama. Ty i Marysia. Dla matek dzieci zawsze pozostają dziećmi. Co w tym złego? Mojej mamy już od lat nie ma, a ja tak bym chciała jeszcze raz poczuć się malutką Żeby ktoś mnie przytulił A nie ma już komu

Zmarszczyła brwi i pocałowała Kasię w głowę.

No dobrze! Co ja tu gadam O tobie mowa i o Marysi. Daj jej trochę czasu. Przypomnij sobie, jak cię zaprowadziła do domu, gdy spadłaś z huśtawki? Widziałam, że bardziej się bała o ciebie, niż o siebie! A sama też kolana zdarła, bo skoczyła za tobą. I wyła w szpitalu tak, że pani doktor zaproponowała jej zastrzyk, żeby się uspokoiła. Pamiętasz?

Pamiętam…

A jak ci oddała nowe flamastry, które ojciec przywiózł? Po prostu ci je wręczyła, bo byłaś chora i nie pozwoliłam jej cię odwiedzać. Kazała ci narysować najładniejszy obrazek i obiecała powiesić go na ścianie, czekając, aż wyzdrowiejesz. Pamiętasz?

Pamiętam…

No właśnie! A ty się zadręczasz butami… To głupstwa! Zrozumiecie kiedyś, że to wszystko jest nieważne. Na razie nie zaprzepaśćcie tego, co jest naprawdę istotne.

Ona już była.

Po co?

Pogodzić się. Prosiła o wybaczenie.

A ty?

Powiedziałam, że nie chcę jej widzieć i że nie jesteśmy biedne!

Byłaś zła?

Bardzo!

A teraz?

Nadal jestem. Ale mniej…

To poczekaj, aż złość całkiem minie, wtedy się pogodzicie. Jak pójdziesz za wcześnie, nie przebaczysz do końca i tylko znowu się pokłócicie.

Jakże Kasi teraz brakowało mamy Mama na pewno by wiedziała, co zrobić. Szczególnie teraz, gdy pojawiła się babcia…

Babcia zjawiła się jak burza.

Kasia nie wiedziała ani o tym, że mama jest poważnie chora, ani że nawiązała kontakt ze swoją dawną teściową i poprosiła ją, by przyjechała.

No dzień dobry, Irmino! Nie przypuszczałam, że się jeszcze zobaczymy! zamaszysta, zarumieniona kobieta zamknęła furtkę i oparła się o nią, próbując złapać oddech. Niemiłosiernie gorąco! Nie wiem, jak to przetrwam!

Dzień dobry, pani Jadwigo!

Kasia spojrzała na matkę, słysząc w jej głosie coś dziwnego.

To Kasia? Jadwiga westchnęła, przypatrując się dziewczynce. Nic wspólnego! Pewna jesteś, że to córka Szymona?

Ty się nie zmieniasz!

Tym razem w głosie mamy była nuta śmiechu i Kasi trochę ulżyło. Więc nie jest tak źle. Zobaczymy, jak mama powtarzała.

Babcia nie przypadła Kasi do gustu. Głośna, roztrzęsiona, impulsywna. Od razu wprowadziła w domu zamęt i papierowy niepokój.

Bałagan, jak zawsze! Tak trudno tu zaprowadzić porządek, Irmina?! Przecież masz dziecko! I to dziewczynkę! Co ma z ciebie brać przykład, jak kobietą ma zostać? Jeszcze jej mąż wyrzuci ją z domu pierwszego dnia po ślubie! I słusznie!

Kasia nie rozumiała, dlaczego mama milczy. Ukrywa uśmiech, nie komentuje, patrzy jedynie, jak babcia przemieszcza się chaotycznie po domu, niczego jej nie zabraniając ani nie zatrzymując.

Koty, zwykle zuchwałe, pochowały się po kątach, a Grześ, pies, którego Kasi sprezentował pan Roman, wymknął się do ogrodu i położył w cieniu altanki, tylko czasem warcząc, gdy Jadwiga zbyt głośno podnosiła głos.

O, psiak to jedyne rozumne stworzenie w tym domu! Wie, że lepiej go tu nie być! Zwierzętom nie miejsce w domu!

Koty, słysząc to i widząc mop w rękach Jadwigi, czmychnęły na dwór.

Wtedy pierwszy raz Kasia pokazała charakter. Złapała swojego ulubieńca Pączka i ostentacyjnie powędrowała z nim do swojego pokoju.

Co to ma znaczyć?! Katarzyno! groźny głos Jadwigi wywołał u Grzesia szczeknięcie w ogrodzie.

To mój kot! Kasia odwróciła się leniwie i spojrzała na babcię. Koty zostają w domu. I Grześ też! Byliśmy tu przed panią. Jak chce pani porządku, to go przestrzegajmy! To nasz dom! Pani jest gościem! U siebie może pani robić co chce.

Kasia! Irmina z wrażenia zasłoniła usta dłonią. Nigdy dotąd nie słyszała, by córka rozmawiała tak z dorosłymi.

Ku jej zaskoczeniu Jadwiga wcale się nie obraziła. Przymrużyła oczy, uśmiechnęła się pod nosem i rzuciła:

Nasza krew! Jabłuszko od jabłoni… Irmina! Mogłabyś lepiej wychować wnuczkę!

Od tego czasu kotów już nie przeganiała. Odganiała je tylko nogą, jeśli stanęły jej na drodze, ale z domu nie wyrzucała.

Ale nikt nie miał głowy do zwierząt. Wszystko działo się za szybko, Kasia patrzyła na stare zegary na komodzie i chciała zatrzymać wskazówki.

Dokąd tak się śpieszy to wredne życie?! Po co?! Mama taka jeszcze młoda! Tak bardzo potrzebna Kasi! To niesprawiedliwe!

Czas jednak nie zamierzał Kasi wysłuchać. Nieubłaganie uciekał, nie dając krzty nadziei na zatrzymanie.

Lekarze, leki, szpital…

Irmina odeszła wczesnym wiosennym świtem.

Poprzedniego dnia Kasia po raz pierwszy otworzyła szeroko okna, wpuszczając morski wiatr po długiej zimie i wyszeptała:

Mamusiu, zaraz twoja wiśnia zakwitnie! Już niedługo!

Postaram się poczekać, Kasiu Też bardzo chcę ją jeszcze zobaczyć.

Gdy dowiedziała się, że mamy nie ma, Kasia, targana rozpaczą, złamała gałązkę, sięgającą okna mamy. Po co ona tutaj?! Skoro nie ma już komu przez nią patrzeć…

Jadwiga nie pieściła się z Kasią. Mocno ją przytuliła, wyjęła z kieszeni olbrzymią chustkę, którą można by nazwać prześcieradłem, i rozkazała:

Płacz! Krzycz! Wyrzuć z siebie wszystko! Nie potrzebne ci to! Nie miałaś na nic wpływu Na każdego przyjdzie kiedyś czas

Skąd ona znała te słowa? Skąd wiedziała, co Kasia czuje? Kasię najbardziej bolało, że mama tak dużo pracowała i mało odpoczywała Wszystko dla niej, dla córki Liczyła na to, by Kasia poszła na studia, zdobyła wykształcenie…

A Kasieńka? Chodziła z Michałem i koleżankami na spacery, zamiast ślęczeć nad książkami i sztalugami. Zjechała z ocenami, wiedząc, że do matury zostało tylko trochę. Ocknęła się w ostatniej chwili i starała się poprawić, ale nie zdążyła powiedzieć o tym mamie. Nie chciała martwić…

List, który mama napisała dla córki, Jadwiga oddała Kasi na czterdziesty dzień.

Trzymaj! Teraz możesz już czytać. Ważne słowa od matki.

Czemu koperta otwarta? Kasia obracała białą kopertę bez znaczka.

Dla Kasi to jedyne, co mama napisała na odwrocie.

Za kogo mnie masz? Owszem, aniołem nie jestem i możesz mnie nie lubić, ale cudzego listu nie czytam Jadwiga pokręciła głową. Idź już. Sprzątać muszę do nocy. Jak będziesz chciała, przyjdź pomóc. Mam roboty!

Poczuła żal Kasia zrozumiała to od razu, gdy babcia odwróciła się i weszła do kuchni. Nie kłóciła się, nie sprzeczała, tylko westchnęła, odwróciła wzrok i zamknęła za sobą drzwi. Kasia przytuliła czoło do framugi, gdzie wciąż były kreski robione przez mamę, gdy mierzyła jej wzrost.

Jak urosłaś, Kasiu! Jaka jesteś już duża!

Głos mamy brzmiał tak wyraźnie, że Kasia aż się odsunęła od drzwi.
Duża Właśnie! Gdyby była duża byłaby mądrzejsza! Nie raniłaby ludzi bez powodu. Mama na pewno nie pochwaliłaby jej zachowania.

Kasia zamknęła drzwi do swojego pokoju, usiadła na podłodze i położyła kopertę na kolanach, nie mogąc zdobyć się na otwarcie jej. Tyle by chciała powiedzieć mamie. Tyle nie zdążyła usłyszeć

Koperta wypchana, ciasno wsunięte kartki wyrwane ze starego zeszytu w kratkę. Kasia objęła leżącego obok Pączka i zaczęła czytać.

Kasieńko! Przestań płakać! Jesteś moją silną dziewczynką! Płakać nie ma powodu, bo życie jest piękne! I jest w nim tyle dobrego! Więc doceń je! Nie marnuj czasu nawet na żal za tym, co nie było ci dane. Powiesz, że nie miałyśmy za wiele wspólnego czasu? A ja ci powiem, że miałyśmy go bardzo dużo! Nawet nie wiesz, jak wiele nam było dane! Chociaż Może nie rozumiesz Opowiem ci wszystko od początku. Masz prawo wiedzieć, bo to twoja historia.

Od czego tu zacząć Może od tego, jak poznałam twojego ojca. Był wyjątkowy. Gdy go pierwszy raz zobaczyłam, od razu się zakochałam. Moje przyjaciółki pukały się w czoło: ‘Jak to? Przecież jest rudy!’ Nie rozumiały, co w nim widzę. Dla mnie był jak słońce taki jasny i tak ciepły. Bardzo go przypominasz, choć raczej z piegów, oczu i nosa. Reszta to po mnie. Po narodzinach wciąż cię oglądał i marzył, że będziesz miała takie same loki jak jego mama, twoja babcia Jadwiga.

Kasia! Ona jest dobrą kobietą! Nie bierz sobie do serca jej ekspresji. Zawsze taka była impulsywna, głośna, czasem gruboskórna, a przy tym niezwykle dobra i niezawodna.

Pewnie się zastanawiasz, czemu jej nie znałaś. To moja wina. Byłam młoda i głupia. Nie potrafiłam jej zrozumieć.

Przepraszam

Bardzo się pokłóciłyśmy, gdy byłaś mała. Twój tata był dobrym człowiekiem i mężem, póki nie pojawiła się w jego życiu inna miłość Tak się czasem zdarza

To nie znaczyło, że już mnie nie kochał albo ciebie już nie potrzebował. Po prostu trafił na kobietę, która stała się dla niego całym światem…

Możesz zapytać: ‘A co z tamtym światem?’ Cóż, czasem po prostu coś odchodzi. Myślę, że to ja zawsze bardziej kochałam. On był dobrym ojcem mieszkał ze mną dla ciebie, gdy miłość już wygasła. A gdy pojawiła się ona, nie dał rady dalej udawać. Zawsze był uczciwy

Tyle że ja wtedy tego nie rozumiałam. Było mi bardzo ciężko. Tak, że miałam kłopot z oddychaniem. I właśnie wtedy przyjechała Jadwiga.

Dziś już wiem, że przyjechała, by przemówić synowi do rozumu. Chciała ocalić rodzinę. Nie rozumiała tej sytuacji. Zaczęła od swojego numeru: Gdzie porządek?. Puściły mi nerwy. Powiedziałyśmy sobie tyle przykrych rzeczy, że wstyd mi do dziś. Ona krzyczała, oskarżając mnie, ja odpowiadałam, obwiniając ją i twojego ojca. Powiedziałam nawet, że nie jesteś jej wnuczką…

Boże, Kasiu! Jaka głupia byłam! Tak łatwo zrobić błąd a jak trudno potem go naprawić!

Mogłam przecież pamiętać, jak przyjeżdżała do nas podczas mojej ciąży, kiedy lekarze straszyli, że możesz się nie urodzić. Zajęła się mną, gotowała parowane klopsiki, ogarnęła cały nasz zaśmiecony mieszkanko, że potem długo nie mogłam się odnaleźć. Do siebie pojechała dopiero, kiedy uznała, że jesteśmy bezpieczne.

Nie wiedziałam, że spotykała się z tamtą kobietą. Próbowała ją przekonać, groziła nawet, że jej nie zaakceptuje. Ale zaakceptowała. I pokochała dzieci, które ona mu urodziła, równie mocno jak ciebie. Tak, Kasiu masz brata i siostrę. Jeśli zechcesz, babcia cię z nimi pozna. Rozmawiałyśmy o tym. Źle być samemu. Im więcej bliskich obok, tym lepiej. Wtedy będę spokojna, rozumiesz?

Pomyśl o tym.

A teraz o tym, co cię czeka. Kasiu, ucz się! Chcę, żebyś miała przyszłość! Ale wybierz ją sama! Nie pozwól nikomu decydować za ciebie! Pamiętasz nasze rozmowy o tym, gdzie warto studiować, jak wykorzystać twój talent? Masz dar, Skarbie! Wykorzystaj go! Nie każdy ma szczęście być obdarowanym więc działaj! Będzie trudno. Poprosiłam Jadwigę, by ci pomogła. Mam trochę oszczędności niewiele, bo wiele wydałam, lecz wystarczy ci na rok lub dwa. Potem poradzisz sobie sama Przecież już wcześniej potrafiłaś dorabiać. Twoje torby malowane farbami i obrazy turystom bardzo się podobały. Myślę, że w Gdańsku lub Warszawie jeszcze łatwiej je sprzedasz. Nie porzucaj marzeń! Niech się spełnią! Wierzę, że kiedyś po twoim wernisażu w stolicy wszyscy będą o tobie mówić. I będę się cieszyć nawet stamtąd, gdzie będę już tylko duchem. Wiem, że będę wszystko widzieć.

Kocham cię! Martwię się o ciebie! Ale wierzę, że dasz sobie radę! Jesteś silna, mądra dziewczyna!

Wytrzyj łzy!

Mama

Kasia długo siedziała ze schyloną głową, walcząc ze łzami. Mama kazała nie płakać!

Pączek dawno spał zwinięty na dywanie, czasem podrygując we śnie, a Kasia siedziała dalej, próbując zdecydować, co robić dalej.

Odpowiedź przyszła w postaci Jadwigi, która zajrzała do pokoju, zapaliła światło i zarządziła:

Wstawaj! Dosyć czekania w półmroku. Chodź, napijemy się herbaty i porozmawiamy. Robota czeka, a nie łzy!

Pomysł z malarstwem nie przypadł Jadwidze do gustu. Wypominała Kasi, że lepiej mieć porządny zawód, ale Kasia nie chciała nawet słuchać. Wtedy babcia rzuciła:

Uparciuch z ciebie, jak osioł! Zupełnie jak twoja matka, co przez lata nie umiała przyznać się, że jednym słowem można odebrać bliskim ciepło, miłość i dom.

Przez tyle lat milczała! Ani słowa, ani kartki! A ja was szukałam! Gdzie się dało pisałam pisma! Skąd miałam wiedzieć, że twoja mama zmieniła ci i imię, i nazwisko? Przecież mogła wrócić do panieńskiego, a nie całkiem nowe! Jak jej to się udało?!

Pomagał jej pan Roman.

Z nim się policzę! Pan Pomocnik! Przez niego nie miałam nadziei na odnalezienie wnuczki! Jak go dorwę, to mu nie podaruję!

Nie wolno! On był dobry! Przez lata nam pomagał! Nawet mamę namawiał, by za niego wyszła…

I co?

Nie chciała. Zawsze mówiła, że kocha mojego ojca. Nawet nie wiedziałam, że on żyje! Gdyby znała ich historię, może przekonałabym ją…

Ale żal, popatrz Jadwiga trzasnęła talerzem przed Kasią. No, jedz! I zastanów się, co mówiłam! Co to za zawód malarka?! Księgowa byłabyś! Byłabyś syta i miała pieniądze!

Babciu! Przy obcych!

A co? Najpierw liczysz cudze, potem i na swoje przyjdzie czas!

Nie chcę! To nie dla mnie! Rozumiesz?

Skądże bym rozumiała!

Nie chcę cię ranić! Uwierz! Chcę robić w życiu to, co lubię! Mama powiedziała, że oddała ci moje pieniądze? Za miesiąc mam osiemnastkę. Dostanę je i wyjadę. Nie będę ci już sprawiać kłopotu. Sama sobie poradzę!

Jadwigę prawie zatkało z wrażenia. Wystawiła słynny palec, lecz nagle rozmyśliła się. Spojrzała na Kasię z ukosa, skręciła palce w dziecięcy znak pokazujący figę.

Oj tam! Z tobą pojadę! I przypilnuję, żeby z ciebie była porządna malarka! Dałam twojej matce słowo, że cię nie zostawię! Cisza już tam! Jedz, bo ci zupę stygnie!

Minęły lata…

W małej galerii na ulicy w centrum Warszawy przechadzała się osobliwa grupka.

Rudowłosa, rozczochrana, pulchna kobieta, rosły, niezdarny chłopak w designerskich okularach, i Kasia z rocznym synkiem na rękach.

No i co? spyta w końcu, choć zarzekała się, że nie zapyta o opinię tej osoby, która naprawdę ją tu doprowadziła.

Jadwiga obrzuci wnuczkę uważnym spojrzeniem, prychnie, odgarnie włosy i zabierze malca z rąk Katarzyny. Otarze mu nos, przełoży wygodniej na ramię i wreszcie kiwnie głową:

O, dobrze jest! I ramy porządne, i w ogóle! Ale i tak farby tracisz, dziewczyno niech cię ręka boska broni! Kasiu! Mogło być mniejsze, co? I w pracowni bałagan jak zwykle! Byłam rano masakra! Maciek! zawoła do okularnika. A ty gdzie patrzysz?

Co jest nie tak, pani Jadwigo?

Ona ma takie wory pod oczami, że strach! Nie dosypia! Tak być nie może! Zabieram dziś Szymka! A wy się wysypiacie, odpoczywacie, dochodzicie do siebie i po weekendzie przyjeżdżacie! Jasne? No to chodź, maluchu!

Przechodząc obok Kasi, Jadwiga zatrzyma się na moment, pogładzi ją po policzku i szepnie:

Mama jest z ciebie bardzo dumna, moja dziewczyno! Ja też! Wiesz o tym? No właśnie! Moje jabłuszkoKasia patrzyła za babcią, jak ta z energią, której mógłby jej pozazdrościć niejedno dziecko, wyprowadzała Szymka na zmianę pieluchy i plotki z innymi babciami spod galerii. Przez szybę widziała, jak rudowłosa postać rozmawia już z kimś po drodze, pokazuje wnuczka, a potem posyła w stronę Kasi szeroki, porozumiewawczy uśmiech.

Maciek nachylił się, musnął Kasię w czubek głowy.

Trudna ta twoja banda szepnął ale chyba tylko dzięki nim masz tyle odwagi w sobie.

Kasia uśmiechnęła się, w oczach zakręciło jej się słońce i morze wspomnień. Tak wiele się zmieniło a przecież mama wciąż była blisko, i w każdym obrazie, i w cichym szmerze wieczornej herbaty. W każdej kociej łapie, która przebiegła przez światło na podłodze.

Przymknęła na chwilę powieki, wsłuchując się w cichy gwar galerii i myśli.

Dziękuję ci, Mamusiu. Wiem już, że nawet jeśli jabłuszko upadnie daleko od jabłoni, to i tak zatrzyma w sobie jej smak. I ziarno.

Wyprostowała się, poprawiła niesforny kosmyk włosów i, zanim świat zacznie się toczyć jeszcze szybciej, wyszła przed galerię, by dołączyć do swojej rodziny tej, którą wybrało dla niej życie i ona sama. Bo nie ważne, gdzie przyjdzie szukać korzeni, dopóki w sercu jest miejsce i dla matki, i dla babci, i dla nowego dnia, który właśnie się zaczyna.

A nad głowami cicho rozbrzmiało stare, mamine: Otwieramy uszka i słuchamy uważnie! Może świat chce ci właśnie opowiedzieć kolejną bajkę

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Ukochane Jabłuszko