Znalezienie winnego okazało się nie lada wyzwaniem. Dzieci, wybiegając nad rzekę, zapomniały zamknąć papugę w klatce. Babcia, wracając z targu, szeroko otworzyła okno. W efekcie, kiedy wieczorem zaczęliśmy szukać Filipki, stało się jasne, że nasza piękność amazońska papuga odleciała w nieznanym kierunku. Przez trzy dni i trzy noce, rzucając wszystko na bok, biegaliśmy po ogródkach działkowych w poszukiwaniu zguby. Na nic to jednak się zdało. Filipki nikt nie widział. Dzieci ocierały łzy z policzków, babcia z westchnieniami powtarzała oj, oj, oj, a my z mężem zrzucaliśmy winę raz na starszych, raz na młodszych.
W te dni trudno było nawet “zwrócić uwagę” naszej własnej psinie, airedale terierce o imieniu Misia. Misia popadła w smutek. Pies dawał oznaki życia jedynie, gdy ktoś dzwonił do drzwi. Wtedy wbijała się w korytarz z głośnym szczekaniem, lecz już po chwili milkła, zdezorientowana swoją samotnością i powłócząc łapami wracała na swój kocyk. Przez cztery lata gości w naszym domu witało psie wielogłosie. Filipka szczekała po mistrzowsku, czasem zdawało się, że potrafi to jeszcze lepiej niż sama Misia.
Szczekanie psa było pierwszym papugowaniem Filipki w życiu. Gdy była jeszcze bardzo zielona dosłownie i w przenośni upodobała sobie drażnienie kota. Skradając się do zwiniętej w kłębek Mruczki, szczekała jej prosto do ucha. Mruczka, przestraszona, podskakiwała z przeciągłym miau, co przyciągało Misię z jeszcze większym szczekaniem, a w domu wybuchało całe zamieszanie.
Mruczka znosiła Filipkę, choć czasami można było odnieść wrażenie, że miała jej dość. Zupełnie inaczej miała się sprawa z Misią ta autentycznie pokochała ptaka. Papuga zasiadała jej na głowie, czasem nawet dosłownie. Często Filipka prowadziła z Misią długie pogadanki, powtarzając babcine tony przez pół godziny, nękając psa pytaniem:
– Kto tę kaszę zje?
Po teatralnej pauzie, dodawała z wyrzutem:
– U nas świń nie ma!
Misia na przemowy ptaka reagowała dokładnie tak, jak dzieci na moralizowanie babci czyli wcale. Czasem, gdy Filipka była zbyt natarczywa, Misia delikatnie strącała ją z głowy szorstkim językiem.
Zniknięcie Filipki okazało się dla wszystkich, oprócz Mruczki, osobistą tragedią. Po kilku tygodniach, pogodziliśmy się już z myślą, że nigdy więcej nie zobaczymy naszej papuziej gaduły, gdy działkowym szlakiem zaczęły krążyć pogłoski w stadzie wron, które oblatywało okoliczne sady, pojawiło się coś nowego. Jaskrawozielony ptak z czerwoną twarzą był wyjątkowo bezczelny. Nie tylko krakał, ale też potrafił zaszczekać, a nawet rzucić siarczystym przekleństwem w iście ludzkim stylu. Ten fakt niemal ostudził nasze kiełkujące nadzieje: owszem, w rodzinie każdy znał te słowa, ale starał się ich przy dzieciach nie używać. Jednak po chwili refleksji uznaliśmy, że na wolności nasz pupil mógł się zachować i gorszych rzeczy, niż Mruczka pulgów, i rozpoczęliśmy poszukiwania na nowo.
Po dziesięciu dniach los się do nas uśmiechnął. Pochylając się nad marchewką, usłyszałam znajome:
No i co?
Na wiśni, otoczona kilkoma czarnymi wronami żerującymi na owocach, siedziała moja papuga.
Filipko, chodź tu do mamy! Mama cię przytuli i da pyszne pestki
Filipka z namysłem przekrzywiła główkę.
Filipko, wszyscy za tobą tęsknią: i tata, i Zosia z Michałem, i Misia. Chodź, kochanie
Wyciągając rękę, ostrożnie zbliżałam się do drzewa. Byłam już blisko, ale
Phi… dzieci śliwkowej roboty! rzekła prześmiewczym tonem Filipka, naśladując przewodniczącego ogrodowego komitetu, po czym razem z wronami odleciała z podwórka.
Wolne życie Filipki trwało aż do pierwszych przymrozków. Kilka razy jeszcze pojawiała się przy domu, lecz na nasze prośby powrotu reagowała filozoficznym krakaniem i odlatując w swoją stronę.
Późną jesienią ludzie coraz częściej widywali ją samotnie. Coraz częściej zaglądała na podwórko smutna, napuszona, siedziała na płocie lub drzewach, ale wziąć się nie dawała. Wtedy sięgnęliśmy po ciężką artylerię. Misia. Co jej powiedziała, tego się nie dowiemy, ale do domu Filipka wróciła z dumnie podniesioną głową, na grzbiecie rudej psiny.
Takie historie uczą nas, że wolność jest kusząca, czasem niezbędna, ale najbardziej cenimy to, co daje nam ciepło domu i bliskość najbliższych. Nawet jeśli czasem się gubimy, dobrze wiedzieć, do kogo zawsze można wrócić.







