To przecież mama
Jaki to zaległy rachunek? Coś się państwu pomyliło, przecież nie mamy żadnych kredytów Tak, Jankowscy, zgadza się adres, ale Ile? To niemożliwe. Na czyje nazwisko jest ten kredyt? dopytywała się Zofia.
Na Wojciecha Stanisławowicza Jankowskiego usłyszała w słuchawce.
To mój mąż, ale jak to możliwe? Po co miałby brać kredyt? zupełnie osłupiała kobieta.
Współczuję głos po drugiej stronie złagodniał ale są przepisy: terminy zostały przekroczone, dziś przypomnienie, następnym razem inne kroki.
Zofia nie pamiętała nawet, jak przeszła do pokoju, jak usiadła przed komputerem chyba szok jeszcze trzymał ją w uścisku. Nie, sama musiała najpierw dowiedzieć się, skąd ten dług.
Karty kredytowej u męża nigdy nie widziała, więc pieniądze nie były przeznaczone dla rodziny. Co tu się dzieje? O pracy mogła zapomnieć, bo myśli krążyły wyłącznie wokół tej dziwnej rozmowy.
Z trudem doczekała powrotu Wojciecha do domu.
Dla kogo te pieniądze? Kto cię namówił na kredyt?!
Nie zdążyłem, już zadzwonili mruknął zły mąż. A potem, uświadomiwszy sobie, że się wygadał, rzucił się na żonę: No czego się patrzysz? Mamie pieniądze, mamie. Prosiła mnie o pomoc, jest sama…
I po co jej taka kwota? My dajemy radę za mniej, chociaż pracujemy oboje.
Na urlop, rozumiesz?
Gdzie ona się wybiera? Do Dubaju czy na Seszele?
Mama mnie sama wychowywała, ma prawo. Po to chyba jestem jej synem. Nie spodziewałem się tego po tobie…
Obrażony Wojciech przeniósł się do pokoju, demonstracyjnie opadł na fotel i odwrócił się do ściany. Tak zwykle robił, gdy chciał wymusić coś na żonie. Jednak tym razem ten scenariusz nie zadziałał.
Zofia po prostu milczała. Teściowej i tak było w ich życiu aż nadto. Wiktoria Stanisławowna uwielbiała żądać. I to od pierwszego spotkania z narzeczoną syna. Ledwo zobaczyła kolczyki w uszach Zofii, od razu zapytała z zachwytem, czy to prawdziwe kamienie, czy zwykła biżuteria?
Dowiedziawszy się, że Zofia nie znosi podróbek, zaraz się zasmuciła:
I po co takie pieniądze wydawać? Lepiej byście do domu coś pożytecznego kupili
To był prezent Zofia była nieprzyjemnie zaskoczona takim podejściem.
A, no to w porządku błyskawicznie się uspokoiła przyszła teściowa.
Po tygodniu Wojciech poprosił nieśmiało, by Zofia nie nosiła kolczyków, idąc do jego mamy. Teściowa była ponoć smutna, że nie stać ją na takie ozdoby.
Już wtedy Zofia poczuła, że ta relacja jest osobliwa, ale zakochana wypierała złe myśli. A potem był ślub. Wiktoria Stanisławowna błyszczała: elegancki strój, wspaniały prezent. Dopiero po miesiącu panna młoda przypadkiem dowiedziała się, że wszystko kupił Wojciech, bo inaczej matka nie pojawiłaby się na ślubie.
I poszło dalej: mama domaga się nowego telewizora, jak u koleżanki, raz potrzebuje suszarki do włosów, innym razem opłat za salon urody, a wszystko natychmiast. Inaczej Wiktoria zaczynała płakać i narzekać na zdrowie, sugestywnie wywierając presję. Wojciech nie mógł znieść łez mamy i pędził spełniać jej zachcianki:
To przecież mama… Jak można inaczej!
Tylko że teraz miał jeszcze rodzinę. A pieniędzy wciąż brakowało na najważniejsze potrzeby. Zofia nie rozumiała: jak to możliwe, że oboje pracują, zarabiają dobrze, a pieniędzy ledwie starcza? Na pytania żony Wojciech tylko rozkładał ręce:
Widocznie, Zosiu, nie umiesz gospodarować budżetem. Moja mama potrafi.
Tylko że Zofia nie chciała się od teściowej uczyć. Znała aż za dobrze ten typ mamusi, dlatego od początku relacji trzymała teściową na dystans.
Aż przyszła ostatnia kropla mama zażądała opłacenia wakacji. Suma, którą syn wziął na kredyt, oszołomiła Zofię. Starczyłoby za to nie tylko na spłatę kilku rat kredytu hipotecznego, ale i na nowe meble, sprzęt domowy oraz porządną imprezę na ten temat, i to w najlepszej restauracji w Warszawie.
Wyglądało na to, że Wojciech nie zamierza nic zmieniać: mama przede wszystkim. Zofia, choćby i pogodziłaby się z takim układem w końcu to mama lecz gdyby tylko powiedział o kredycie. A gdyby mu się coś stało? Kto by ten dług spłacał? Zapewne ona, a Wiktoria byłaby znowu niewinna.
Tu już trzeba było poważnej rozmowy. Czas wybrać, co ważniejsze. Lub przynajmniej wytłumaczyć mamie, żeby zmniejszyła wymagania. Ale rozmowa się nie udała. Wojciech wpadł w furię, zarzucając żonie bezduszność i materializm:
Przecież spłaciłem już wszystkie zaległości! Mama nie chce tanich sanatoriów, chce najlepsze hotele. I dobrze! Dała mi życie, robiła dla mnie wszystko! Czy nie mogę jej opłacić porządnych wakacji?!
A że to przekracza nasze możliwości? Może trzeba jej to wyjaśnić?
Lepiej ja ci powiem: mama to święta kobieta…
Zofia zrozumiała: Wojciech niczego w życiu nie zamierza zmieniać. Że teściowa jest zazdrosna o syna, wiedziała od dawna: Wiktoria codziennie dzwoniła, błagając, by Iwoś do niej przyjechał, bo bardzo się za nim stęskniła I syn rzucał wszystko, jechał na drugi koniec miasta, bo przecież mama prosi!
Po wczorajszej kłótni Jankowscy poszli do pracy bez zgody. Przed południem Zofia poczuła się bardzo źle.
Zmartwione jej wyglądem koleżanki wymogły wizytę u lekarza. Tam dowiedziała się, że jest w ciąży. Jakże nie podzielić się taką nowiną z przyszłym tatą? Zofia czuła nawet, że to szansa, aby ustalić nowe zasady w domowym budżecie.
Niestety, radość była przedwczesna. Wojciech jęczał, że się tego nie spodziewał, błagał o odłożenie dzieci, proponował aborcję. Potem zatelefonowała teściowa. Jednak w przeciwieństwie do syna nie prosiła, tylko żądała:
Nie życzę sobie być babką! Co ty kombinujesz? Myślisz, że dziecko zatrzyma przy tobie mojego syna? I tak cię zostawi!
Dlaczego miałby odejść? Skąd takie przypuszczenia?
Daj spokój, matką jestem, znam syna. On już dawno rozgląda się za kimś innym Lepiej zrób, jak mówi. I tak na alimenty nie licz.
Zofii pociemniało przed oczami. Otrzeźwiała już w szpitalu.
Zosieńko, nareszcie się obudziłaś usłyszała znajomy głos. Po chwili zobaczyła obok pielęgniarkę sąsiadkę teściowej.
O, pani Danuto Nie wiedziałam, że pani tu pracuje
I dobrze, jakbyś więcej nie musiała wiedzieć uśmiechnęła się Danuta. Myśleliśmy już, że trzeba będzie wybierać: ty czy dziecko.
Co takiego?!
Spokojnie, z tobą i dzieckiem wszystko w porządku. Ale powiedz, co się takiego stało?
Po wysłuchaniu historii Danuta zmarszczyła brwi, po czym doradziła Zofii:
Rzuć tę rodzinę w diabły. Wojciecha nie zmienisz, a jego mama zawsze będzie zatruwać życie. Jest święcie przekonana, że syn jej wszystko zawdzięcza. Ojca Wojciecha wykończyła żądaniami, a syn pójdzie tak jak ojciec matce nie odmówi.
Ale przecież się ożenił
Sama się dziwię. Wiesz, ile dziewczyn uciekło po pierwszej wizycie u Wiktorii? Sama zdecyduj, co dalej. A co Wojciech o dziecku myśli?
Po odpowiedzi Zofii Danuta rzuciła pod nosem nieprzyjemne słowa o maminsynku, a Zofia czuła, że słowa te są jak zaklęcie. Właśnie wtedy zdecydowała: poradzi sobie sama. Wojciech już wybrał nawet jeśli o tym nie wie.
Pozew rozwodowy Zofia złożyła zaraz po powrocie do pracy. Wojciech nie próbował ratować małżeństwa. O tym, że dziecko przeżyło, również nic nie powiedziała.
Od odzyskania wolności minął rok. Zofia spacerowała z córką po skwerze obok domu.
Kogoż to spotkałam! usłyszała dobrze znany głos. Czemu nie pozwalasz mi widywać wnuczki?
Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała spokojnie Zofia. Tamto dziecko jak pani i Wojciech radzili, nie przyszło na świat. To jest wyłącznie moja córeczka. Babci już ma.
Jak ty możesz
Po prostu mogę. Tak bardzo zależy pani na statusie babci? Proszę znaleźć Wojciechowi nową wybrankę.
Odeszła z uśmiechem, nie zważając na wyzwiska rzucane za plecami. Zrozumiała, że dobrze zrobiła, zostawiając w przeszłości uzależnionego od mamy męża i rozbestwioną teściową. Wszystko ułożyła właściwie.







