Tato, jak to możliwe?! Jak mogłeś zrobić coś takiego mamie?!

Tatusiu, jak to możliwe?! Jak mogłeś tak postąpić z mamą?!

Jagoda spacerowała z przyjaciółką w parku. Wszystko było otulone lekkością snu. Aleje ciągnęły się niby nieskończone serpentyny, a nad głowami fruwały chmury w kształcie pierogów z kapustą. I nagle zobaczyły parę: mężczyznę obejmującego kobietę, szeptał jej coś do ucha jakby rzucał zaklęcia prosto z książki Sienkiewicza. Kobieta śmiała się miękko, jakby pod powiekami trzymała krople miodu. Jagoda patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, z których zamiast łez wypadały drobne bursztynki.

Jagodo, co się dzieje? Halo, ziemia do Jagody! wyszeptała przyjaciółka, Celinka.

Nic, idźmy odpowiedziała nagle Jagoda, oddychając ciężko jak po przebiegnięciu maratonu. Pożegnały się pod kasztanem i każda ruszyła w swoją oniryczną stronę.

Pod domem Jagoda czuła się, jakby wszystko było snem. Drzewa były ze szkła, a ptaki śpiewały hejnał mariacki do tyłu.

Tatusiu, jak to?! Ty z mamą w jej głowie powracał widok z parku niczym refren nieznanej piosenki. Nie potrafiła przestać o tym myśleć.

***

Jagoda wyszła ze szkoły razem z Celinką. Nie chciały wracać do domów, więc padła propozycja:
Celinko, chodźmy na spacer do parku!
Idźmy, zanim słońce zacznie się chować! zgodziła się Celinka.

Park był jakby wyjęty z innej bajki. Wszędzie otaczały je cienie zakochanych, których głosy brzmiały jak echo z daleka. Skręciły w boczną, opustoszałą alejkę tam czas płynął wolniej, a dźwięki rozmywały się w powietrzu.

I właśnie tam zobaczyły tę parę. Mężczyzna, starszy już, obejmował kobietę, która wydawała się unosić kilka centymetrów nad ziemią. On szeptał coś do niej, a ona uśmiechała się przez łzy, jakby rozumiejąc wszystko i nic. Choć stał do nich tyłem, Jagoda rozpoznała ten gest, to nachylenie głowy to był jej tata, Piotr.

Celinka wzruszyła ramionami, ale zauważyła, że Jagoda wpatruje się w nich, jakby widziała duchy nad Wisłą.

Jagodo, halo?!

Ej nic się nie dzieje. Chodźmy odpowiedziała dziewczyna, odwracając się nagle i ruszając szybkim krokiem, jakby czegoś szukała.

Kiedy wróciła do domu, wszystko wydawało się obce. Stara kamienica szeptała coś pod nosem, a klatka schodowa powtarzała wróć, wróć, wróć.

***

Po powrocie matka, Krystyna, powiedziała szorstko:
Szybko, kolacja wystygnie! Czekałam z twoim ojcem, ale kogo to obchodzi?!

Zaraz, tylko ręce opłuczę odpowiedziała półprzytomnie Jagoda.

Długo siedziała w łazience, patrząc w lustro, jakby spodziewała się tam zobaczyć kogoś innego. Kiedy wyszła, ojca Piotra dalej nie było. Skubnęła kilka pierogów z talerza i zamknęła się w swoim pokoju.

Włączyła laptopa, ale ekran tylko odbijał surrealistyczny obraz zapętlonej sytuacji. Pytania kłębiły się w głowie:

Czy naprawdę dorośli zajmują się tylko kłamstwem i zdradą? Przecież tata był zawsze taki idealny Czy zostawi nas mnie i mamę dla tamtej kobiety? Nie, nie pozwolę na to.

W końcu usłyszała trzask drzwi.

Przepraszam, kochana! rozbrzmiał głos taty, niosący tony zmęczenia.

Kiedyś miałeś ciężkie dni tylko na koniec miesiąca, a teraz masz je codziennie! rzuciła matka z kuchni.

Krysiu no wiesz, jak to bywa

Ojciec wszedł jak co wieczór, chciał ucałować córkę na dobranoc, ale Jagoda odsunęła się gwałtownie:
Idź, kolacja ci stygnie!

Córeczko, coś się stało?

U mnie wszystko okej. A u ciebie?

Ojciec spojrzał na nią z uwagą, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu poszedł do kuchni.

Przez cały wieczór Jagoda miała w głowie plan. Miała go i kiedy zasypiała z twarzą ojca rozmywającą się w śnie jak mżawka na szybie.

***

Ranek. Głosy rodziców, których nie mogła odróżnić od plusku mleka w kuchni.

Piotrze, dokąd idziesz?

Do pracy, coś ważnego.

Dziś sobota! Z rodziną czas spędzić!

Wracam na obiad, wyjdziemy razem gdzieś.

Jagoda wyszła z pokoju, udając ziewanie.

A ty gdzie? dopytywała matka.

Na korepetycje, spóźnię się! rzuciła, wciskając stopy w pantofle.

W łazience przemywa twarz jakby zmywała maskę pajaca. Ojciec już czekał w przedpokoju.

Odprowadzę cię na tramwaj, co ty na to?

Jagodo, wypij przynajmniej herbatę! usłyszała z kuchni. Już zaparzyłam.

Napij się, ja poczekam Piotr patrzył na nią z uśmiechem, trochę nieśmiało.

Jagoda wypiła gorący napar, w którym unosiły się listki mięty, i wyskoczyła do ojca.

Przeszli kilka ulic, chodząc cicho, jakby oboje uczestniczyli w grze, w której nie wiedzą, kto rozdaje karty.

Córko, obraziłaś się na mnie? spytał w końcu Piotr.

Nie, tatusiu! Chyba po prostu dojrzewam. Ale wiesz co? Kocham cię bardzo!

I ja ciebie, kochanie!

Najmocniej na świecie?

Ojciec przez moment się zawahał, ale odpowiedział twardo:
Najmocniej na świecie!

Uśmiechali się, ale nie mogli spotkać się spojrzeniami.

Tutaj już idę sama. Do zobaczenia na obiedzie! Obiecałeś rodzinny dzień!

Jagoda ruszyła w stronę szkoły. Za rogiem obejrzała się i schowała za rosnącymi w śnie lilakami. Gdy tylko była pewna, że tata nie patrzy, zaczęła za nim podążać jak cień, jak cień kogoś śniącego.

Ojciec zamiast do pracy poszedł w przeciwnym kierunku. Chodził szybko, po obcych uliczkach, które wiły się niczym spaghetti z baru mlecznego.

W końcu stanął pod obcym blokiem, zadzwonił telefonem. Po chwili z klatki wyszła kobieta piękna jak wiosenna burza nad Tatrami. Jagoda patrzyła na nią z fascynacją i zawodem:
Taka ładna Czy dla niej zostawi mamę i mnie?
Kobieta położyła rękę na ramieniu Piotra, pocałowała go, a razem poszli w stronę malutkiego skweru, usiedli na ławce i rozmawiali. Potem długi pocałunek. Jagoda patrzyła z daleka, a jej żal w snach pęczniał jak makowiec.

W końcu para wróciła do bloku. Ostatni pocałunek, ostatnie spojrzenie. Piotr odszedł, kobieta zniknęła w bramie.

Jagoda stała niepewnie, aż ujrzała, że kobieta znowu wychodzi, tym razem z reklamówką pełną śmieci może wyrzucała stare marzenia. Dziewczyna pobiegła za nią na podwórko.

Dzień dobry! zastąpiła jej drogę na chwilę przed kontenerem.

O, cześć! zdziwiła się kobieta. O co chodzi?

Słuchaj, jeśli jeszcze raz spotkasz się z Piotrem, będziesz miała problem

Kim ty właściwie jesteś?

Nie zrozumiałaś? Wyjmij telefon.

Proszę.

Dzwoń do niego i powiedz, że to koniec! Jestem jego córką, a on kocha moją mamę!

Kobieta wystukała numer, Jagoda usłyszała głos ojca:

Anno, coś się stało?

Piotrze, nie możemy się więcej widywać.

Dlaczego?

Masz rodzinę, ja zaraz kończę studia i wyjeżdżam z Warszawy. Tak będzie dobrze.

Anno, jeśli

Ale Anna przerwała i zdecydowanie powiedziała:
Koniec Piotrze, nie dzwoń już.

Dobrze, Anno. Żegnaj!

***

Kiedy Jagoda wróciła do domu, w kuchni rodzice zjedli obiad, rozmawiając spokojnie jakby nic się nie stało.

Co taka radosna dziś jesteś? zapytała matka, zerkając czujnie znad miski z barszczem. Jesz?

Jasne!

Córciu, powiedz, co tak cię cieszy? spytał ojciec.

Tatusiu, kochasz mnie? odpowiedziała pytaniem na pytanie.

Kocham!

A mamę?

Zapadła cisza, którą przerywały tylko odległe bicie dzwonów z pobliskiego kościoła.

Mamę też kocham, bardzo. Naprawdę dodał dziwnie serdecznie ojciec.

Wiedziałam! zaśmiała się Jagoda, a z jej ust uleciały motyle.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Tato, jak to możliwe?! Jak mogłeś zrobić coś takiego mamie?!