Tamara Iwanowna dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, gdy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.

Dzisiaj był jeden z tych dni, które na zawsze zostają w pamięci. Dowiedziałam się, że mój mąż, Wacław, spotyka się z naszą sąsiadką z działki, kiedy przyszłam do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków. Drzwi otworzył Wacek. Mój Wacek. W samej koszulce i bokserkach z biedronkami.

Wacek? zdołałam tylko wyszeptać.

Wybladł, potem się zaczerwienił, znowu zbielał, jak dziecko przyłapane na wybryku.

Tamara… zaraz ci wszystko wyjaśnię…

Za jego plecami wyłoniła się Klaudia, sąsiadka wdowa, od lat sama. Miała na sobie szlafrok, ewidentnie zarzucony na nagie ciało.

Wacek, kto to? spytała, po czym spojrzała na mnie. O matko…

Staliśmy tak troje, patrząc na siebie. Potem odwróciłam się i wybiegłam za furtkę. Szybko, niemal biegiem.

Tamara! Czekaj! Wacek pobiegł za mną, kompletnie zapominając o swoim stroju.

Cała działkowa aleja, dwanaście ogródków, wybiegła się gapić.

Wacław Nowak, szanowany człowiek, przewodniczący ogrodów działkowych, leci bez spodni za żoną.

Cyrk przyjechał skomentował sąsiad z lewej, Michał.

Zamknęłam się w altanie na klucz, a Wacek walił w drzwi.

Tamara, otwórz! Daj wytłumaczyć!

Ile lat? krzyknęłam przez zamknięte drzwi.

Co?

Ile lat to trwa?

Zamilkł. Po chwili odpowiedział cicho:

Osiemnaście.

Osunęłam się po drzwiach na podłogę. Osiemnaście lat. Akurat tyle skończył nasz młodszy syn, Sławek.

Furtka skrzypnęła, weszła Klaudia, już ubrana, uczesana, jakby nigdy nic.

Tamara, musimy pogadać.

Idź, wężu!

Tamara, jesteśmy dorosłe… Bez histerii.

Pozbierałam się, wyszłam. Usiedliśmy na schodkach. Wacek kręcił się obok.

Osiemnaście lat powiedziałam. Jak to się w ogóle stało?

Pamiętasz, jak miałaś problemy z kręgosłupem? Byłaś dwa miesiące w szpitalu.

Pamiętałam dobrze. Operacja, długie leczenie. Wacek wtedy przypalił wszystkie ogórki, pomidory mu zgniły. Zastanawiałam się, jak on sobie radzi.

Pomagałam mu kontynuowała Klaudia. Jak umiałam, przy ogrodzie, przy gotowaniu. No i…

I się zaczęło burknął Wacek.

Osiemnaście lat! zerwałam się. Całe osiemnaście lat robiliście ze mnie głupka!

Nigdy cię za głupią nie uważałam Klaudia też wstała. Ty żyłaś swoim życiem, my swoim.

Jakim swoim?! To mój mąż! Ojciec moich dzieci!

A co, przestał być mężem? Dzieci głodne? Działka zaniedbana?

Zamachnęłam się, ale Wacek chwycił mnie za rękę.

Tamara, nie rób scen…

Nie dotykaj mnie!

Wyrwałam się i wróciłam do domu. Przed domem już zbierał się tłumek. Działkowe wiadomości rozchodzą się szybko, szybciej niż w telewizji.

Rozejść się! wrzasnął Wacek. Przedstawienie skończone!

Nikt się nie rozszedł. Stali, komentowali. Ludka z trzeciej działki wrzeszczała:

Ja to od zawsze wiedziałam! Widziałam ich razem!

Kłamiesz odezwał się jej mąż. Nic nie widziałaś, ślepa jesteś!

Ty jesteś ślepy! Ja wszystko widzę!

Wieczorem siedziałam na werandzie. Wacek chodził nerwowo.

Tamara, odezwij się.

Co mam powiedzieć? Rozwód!?

Jaki rozwód? Przecież mamy po sześćdziesiąt!

Po sześćdziesiątce nie można się rozwieść?

Tamara, nie bądź dziecinna! Przeżyliśmy razem czterdzieści lat!

Z czego osiemnaście lat z Klaudią.

Z tobą żyłem! Do niej czasem chodziłem.

“Czasem”? Dwa razy w tygodniu przez osiemnaście lat, Wacek, to nie “czasem”. To system.

Usiadł naprzeciwko.

Tamara, zrozum. Kocham cię. Ale z Klaudią… jest inaczej.

Lepiej?

Nie. Po prostu inaczej. Z tobą dom, dzieci, codzienność. Z nią odpoczywam… Od wszystkiego.

Ty odpoczywasz, a ja ogórki kiszę!

No widzisz! Ty zawsze zajęta, ogórki, pomidory, dżemy! A ja czasem chciałem sobie po prostu posiedzieć, wypić, pogadać.

Ze mną nie pogadasz?

Z tobą rozmowa to o dzieciach, wnukach, ogrodzie. Z nią rozmawiam o życiu, o książkach.

Ona czyta książki? zdziwiłam się.

Znałam ją jako prostą kobietę z małego miasta.

Czyta i wiersze zna. Lubi klasykę.

Prawie się roześmiałam. Wacek i klasyka.

I co teraz?

Nie wiem. Jak zdecydujesz.

Ja? A ty?

Ja… Tamara, mam sześćdziesiąt dwa lata. Jakie ja mam decyzje podejmować? Chcę spokojnej starości.

Z kim? Ze mną czy z nią?

Milczał. W końcu mruknął:

Może można z obiema?

Pierwszy w rękę wpadł mi słoik ogórków. Rzuciłam nim w niego. Nie trafiłam. Słoik rozbił się o ścianę.

Wynoś się!

Wacek poszedł. Wiadomo dokąd do Klaudii.

W nocy nie spałam. Przeżyliśmy razem czterdzieści lat. Dwójka dzieci, wnuki. Działkę razem stawialiśmy.

I osiemnaście lat kłamstwa.

Chociaż… czy to w ogóle kłamstwo? Przecież nie przysięgał dozgonnej wierności. Po prostu żył ze mną i z Klaudią.

Rano przyszła Zosia z piątej działki, przyniosła placek.

Tamara, trzymaj się.

Dzięki.

Jak chcesz, mój mąż może Wackowi mordę obić.

Daj spokój. My nie dzieci.

I co teraz? Co zrobisz?

Na razie nic.

Ja bym wygnała. Zdrajca!

Zosia, a twój mąż nie włóczy się przypadkiem do Ludki z trzeciej działki?

Zosia poczerwieniała.

Skąd ci to przyszło?

Widziałam ich w malinach.

To… to nie to!

A co?

O grządkach gadali!

W objęciach?

Zosia zatrzasnęła drzwi i poszła.

Przed południem przyszedł Michał.

Pani Tamaro, może trzeba ziemię przekopać, pomóc w czymś?

Dziękuję.

A Wacław kazał przypomnieć, że wieczorem przyjdzie po rzeczy.

Jakie rzeczy? Bokserki w biedronki?

Yyy… nie wiem. Przekazałem…

No dobra, dzięki.

Wieczorem faktycznie przyszedł. Ze spuszczoną głową.

Zabieram swoje rzeczy.

Proszę.

Wszedł do domu, poszłam za nim.

Wacek, czemu akurat Klaudia? Co jest w niej innego?

Zatrzymał się.

Nie wiem. Po prostu… z nią jest łatwo.

A ze mną trudno?

Nie trudno. Ale… ty zawsze wiesz najlepiej. Jak kiszić ogórki, kiedy sadzić ziemniaki, ile wnukom dać na Dzień Dziecka. Ona nie wie, pyta mnie o wszystko.

I czujesz się przez to mądrzejszy?

Bardziej… potrzebny.

Usiadłam na łóżku.

Wacek, ja też nie wiem wszystkiego. Na przykład nie wiem, jak żyć, gdy mąż spotyka się z sąsiadką przez osiemnaście lat.

Tamara…

Nie wiem, jak spojrzeć w oczy dzieciom. Jak tłumaczyć wnukom, że dziadek mieszka teraz u sąsiadki.

Nie musisz tłumaczyć!

Muszę, Wacek. Jutro przyjeżdża Andrzej z żoną i dzieciakiem. Co mam im powiedzieć?

Powiedz, że się pokłóciliśmy.

Usiadł obok.

Tamara, spróbujmy o tym zapomnieć.

Jak to?

Udawajmy, że nic się nie stało.

Haha. Klaudia za płotem, ty ją widzisz, ja ją widzę i wszyscy udajemy, że to tylko przypadek?

A co ty proponujesz?

Podeszłam do okna. Za płotem Klaudia podlewała ogórki. W tym samym szlafroku.

Słuchaj, żyj gdzie chcesz, ale wnukom sam opowiesz.

Tamara!

I w tym roku ogórki sam zakisisz.

Nie umiem!

Klaudia pomoże. Przecież jest oczytana. Poradzi sobie i z ogórkami.

Wacek odszedł z tobołkiem rzeczy. Cała ulica znowu patrzyła.

Nocą ktoś kręcił się w ogrodzie. Wyszłam. Przy szklarni stał Wacek.

Co ty tu robisz?

Sprawdzam pomidory. Ma być upał, trzeba przewietrzyć.

Przecież się wyniosłeś.

Wyniosłem. Ale to moje pomidory. Ja je hodowałem.

No i?

No i nie dam im zdechnąć!

Otworzył szklarnię i wrócił przez płot.

Rano przyjechał Andrzej z rodziną.

Mamo, gdzie tata?

U Klaudii.

W gościach?

Mieszka tam.

Andrzej usiadł.

Jak to?

Opowiedziałam mu wszystko, bez szczegółów.

Osiemnaście lat?! Mamo, to znaczy, że jak Sławek się urodził, oni już…?

No właśnie.

Andrzej poszedł do Klaudii. Słyszałam krzyki, trzaskającą furtkę. Wrócił.

Tata mówi, że kocha was obie.

Szczęściarze z nas…

Mamo, może naprawdę kocha? Może na swój sposób?

Andrzej, potrafiłbyś kochać dwie kobiety naraz?

Ja? Nie. Ale tata jest… tata jest inny.

Fakt.

Wnuk wbiegł na ganek.

Babciu, czemu dziadek mieszka u pani Klaudii?

Bo jej pomaga z ogródkiem odpowiedziałam.

Andrzej się roześmiał.

Mamo, jesteś niesamowita…

Znowu nocą słyszę hałas. Wacek podlewa grządki.

Wacek, jesteś zdrowy?

Susza! Wszystko padnie!

Nowa rodzina czeka, podlewaj u Klaudii.

U niej mam własny ogródek!

No to podlewaj, a ten zostaw!

Ale tego mi szkoda…

Wzięłam wąż do podlewania.

Daj, pomogę, bo do południa nie skończysz.

Podlewaliśmy w milczeniu. Potem usiedliśmy na ławce.

Wacek, kogo tak naprawdę kochasz?

Tamara, co za pytanie…

Normalne. Kogo?

Zastanowił się.

Was obie. Ale inaczej.

Jak to?

Ty jesteś dla mnie jak prawa ręka pewna, niezawodna. Bez ciebie nic. A ona jak święto. Rzadko, ale radośnie.

A gdyby mnie nie było?

Nie gadaj tak! Co ty mówisz…

Gdyby. Ożeniłbyś się z nią?

Nie wiem. Chyba nie.

Czemu?

Bo wtedy ona też stałaby się prawą ręką, a święta by już nie było.

Czyli musisz mieć obie?

Chyba tak.

Siedzieliśmy w ciszy, patrząc na gwiazdy.

Wacek, a może i ja sobie jakieś święto zrobię?

Wacek aż się podniósł.

Co?! Jakie święto?!

Może z kimś zatańczę. Michał, na przykład, oferował pomoc…

Michał?! Ja mu pokażę!

A co mu zrobisz? Przecież mieszkasz u Klaudii.

To co innego!

Co innego?

Tamara, ty nie jesteś taka!

Skąd wiesz, jaka jestem? Może też lubię klasykę?

Nie lubisz.

To zacznę.

Wstał.

Tamara, powiedz szczerze, co chcesz?

A ja właściwie czego chcę? Żeby wszystko było jak dawniej? A przecież już nie będzie.

Chcę po prostu spokojnie żyć. Kiszę ogórki, bawię wnuki.

I?

I tyle. Mieszkaj, gdzie chcesz.

Naprawdę?

Tak. Chcesz być u Klaudii idź. Chcesz wrócić wracaj. Tylko nie okłamuj mnie więcej.

A jeśli Michał przyjdzie do ciebie?

Nie przyjdzie. Ma Natalię z dziewiątej działki.

Skąd wiesz?

Wacek, ja nie jestem ślepa. Po prostu milczałam, jak wszyscy.

Rano Wacek przyszedł z rzeczami.

Tamara, mogę wrócić?

Łóżko jest w komórce. Nadmuchaj materac, zmieścisz się.

Położył torbę i poszedł po materac.

Sąsiedzi patrzyli przez firanki, szeptali. Klaudia podlewała ogórki, udając, że nic nie widzi.

Andrzej wyszedł na ganek.

Mamo, tata wraca?

Materac w komórce nadmuchuje.

Jesteś święta, że mu wybaczasz?

Głupia, nie święta. I na zmiany już za późno.

Po tygodniu Wacek przeniósł się z komórki do domu. Po miesiącu przestałam zauważać, że dwa razy w tygodniu znika do sąsiadki. Rok później już nikt na działkach o tej historii nie wspominał.

Pojawiły się nowe. Ludka z trzeciej działki uciekła do Piotra z piątej, a Zosia do męża Ludki.

Kisiłam ogórki. Wacek stawiał nową szklarnię. Klaudia za płotem czytała książkę.

Na końcu czym, u licha, jest miłość? Przeżyć razem czterdzieści lat, wychować dzieci, dom postawić, ogród zasadzić.

I pogodzić się z myślą, że nic nie jest idealne. Nawet miłość.

Zwłaszcza miłość.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Tamara Iwanowna dowiedziała się, że jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, gdy przyszła do niej pożyczyć sól do kiszenia ogórków.