Dobre intencje
Tosiu! Nareszcie! Już całkiem nie wiem, co robić! Barbara Wiśniewska otworzyła drzwi i objęła siostrę. Głowa mi pęka, nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić!
Najpierw spokojnie usiądź! Tośka Wysocka, krępa, pełna spokoju jak sto żubrów, weszła do przedpokoju, z powagą przywdziewając domową aurę. A ta twoja w domu?
Nie, rano zabrała dzieci i wyjechała! Barbara bezradnie rozłożyła ręce. Na nic nie chce słuchać rad czy próśb. Zakochana, widzisz.
Co ja ci mogę powiedzieć, Basiu? Przegapiłaś już dziewczynę, to teraz tylko się z tym pogódź, a nie płacz. Siadamy, opowiesz mi wszystko od początku do końca i będziemy myśleć, co dalej.
Tośka weszła energicznie do kuchni i przysiadła za stołem, uważnie obserwując, jak Barbara przygotowuje herbatę.
Przelej czajnik wrzątkiem! Ile razy można ci to powtarzać, a ty jak zawsze swoje!
Barbara podskoczyła, złapała czajnik i parząc sobie palce, przeklęła pod nosem, potem złapała się za ucho.
Mamo jedyna! Jak byłam gapą, tak zostało! Daj, zrobię Usiądź, bo zaraz się roztrzęsiesz i sama siebie uszkodzisz.
Tośka odsunęła siostrę i pewnym ruchem parzyła herbatę.
No! Teraz zdaj raport. Wszystko, od początku, bez omijania! Kto on jest i co Lena sobie wyobraża?
Barbara objęła kubek rękami. Co ma powiedzieć siostrze? Sama nie wiedziała, dlaczego cała ta sprawa tak ją martwi. Przecież facet, którego przyprowadziła jej młodsza córka, w sumie był w porządku. Bez alkoholizmu, pracował, grzeczny, uprzejmy, własną działalność miał nie, że jakaś super, bo warsztat samochodowy, ale jednak fach. Zresztą, ręce miał złote kran naprawił w minutę, chociaż wszyscy hydraulicy polegli. Ale Barbara tak się już przyzwyczaiła, że z tą młodszą to zawsze kłopot, więc wciąż się zamartwiała, czy to aby na pewno dobra decyzja. A i ta historia poznania była dziwna facet, który zarabia na naprawach, tak po prostu pomaga pierwszej lepszej kobiecie na mrozie, za friko? Rozumiem, zima i małe dzieci w aucie… Ale żeby tak bezinteresownie? A potem na weekend przyjeżdża, żeby sprawdzić, czy dzieci zdrowe i czy z autem wszystko gra. Już pół roku to ciągnie, a Lena jakby całkiem głowę straciła, nie myśli o dzieciach, o matce, tylko ślub jej w głowie! Jeden raz to za mało było?
To wszystko Barbara opowiedziała siostrze i zamilkła, czekając na wyrok Tośki, bo jej ufała bardziej niż sobie. Od dzieciństwa była dla niej autorytetem właściwie Tośka ją wychowała. Ojciec wcześnie zmarł, a mama, pracując po nocach, zrzucała część obowiązków na starszą córkę:
Tosiuniu, jesteś już duża! Pomóż mi!
Była między nimi różnica ośmiu lat. Gdy mama dowiedziała się, że spodziewa się Barbary, najpierw wybuchnęła śmiechem, potem się przestraszyła czasy były trudne, ledwo z jedną radziła. Ale mąż i Tośka zgodnie twierdzili:
Damy radę!
I Katarzyna uwierzyła. Barbara urodziła się chorowita, długo dochodziła do siebie. Cały czas obok była Tośka.
Aniołem stróżem jesteś dla niej, choć mówią, że takich nie ma plotła warkocze matka. Nie wiem, Tosiu, co bym bez ciebie zrobiła!
Tośka brała ją za rękę, prowadziła do przedszkola, potem pomagała w nauce. Do pierwszej klasy Barbara poszła, umiejąc pisać i czytać, program też miała opanowany. Chorowała potem niemal cały rok i tylko dzięki siostrze nie została w tyle. Mama ciągała po lekarzach, ale oni mówili tylko:
Dać czas. Dziewczynka krucha, nabierze odporności.
Tośka pilnowała leków, snu, zadawała tonu w domu.
Nie wymyślaj! Przez to mleko musisz przejść!
Barbara płakała, narzekała, piła do ostatniej kropli. W końcu lekarze mieli rację wyrosła na zdrową, tylko czasem jeszcze opuszczała lekcje. Nauka szła dobrze, do matury to już starsza siostra pytała matkę:
Co z nią dalej? Musi się dalej uczyć, szkoda głowy!
Ja sama nie dam rady.
A kto powiedział, że sama?! Tosi duma nie pozwalała się poddać.
Stypendium było skromne, ale siostra wspierała, raz w miesiącu przywoziła siatki i sprawdzała, czy jest czysto w pokoju w akademiku.
Co tu za kurz? Jeszcze świnia by się zawstydziła!
Barbara zawsze sprzątała więcej na jej przyjazd.
Katarzyna zachorowała, gdy Barbara była na drugim roku. Akurat opowiadała jej o chłopaku A tu diagnoza i całe życie wywrócone.
Tosia, co robić?
Ty? Uczyć się i nic nie gadać przy mamie. Reszta na mnie.
Barbara tylko spędziła przy matce ostatni tydzień. Starała się nie płakać. Tośka była spokojniejsza, miała twardą rękę. W końcu Katarzyna odeszła, trzymając młodszą za rękę. Dopiero wtedy poleciały łzy…
Dziewczyny zdecydowały się zamienić mieszkanie rodziców. Barbarze przypadła kawalerka obok siostry.
Dobrze się trafiło, będziesz blisko oceniała Tośka ściany. Nikogo nie zapraszaj, sama ci tu wszystko zrobię.
Za czasów przemian Tośka założyła firmę budowlaną, dobrze jej szło, ale potem przyszły kryzysy…
Sama głowy każdemu nie przyszyję, a potem się tłumaczę przed klientami! Utyskiwała, ale pytała o dzieci u Barbary.
Barbara czuła się winna, bo wyszła wbrew opinii siostry za Pawła. Paweł zdobył uznanie Tośki dopiero po latach. Kochał dzieci, dom, oddawał każdą złotówkę. Co prawda, Tośkę raziło jego zaangażowanie w opiekę nad dziewczynkami.
Zbytnio rozpuszczasz, potem nie ogarniesz!
Barbara kiwnęła głową, myślała jednak, że Tośka po prostu trochę zazdrości jej Aleksander nie chciał zajmować się domem i dziećmi. Gdy syn zaczął sprawiać kłopoty, Tośka sama musiała interweniować. Aleksander stwierdził tylko:
Sama wychowałaś, sama rób porządek.
Wysłała syna do wojska. Dziecku się spodobało.
Mama generałem, to syn do armii!
Córka Tośki też nie szczędziła niespodzianek.
Mamo, będę miała dziecko!
Jak to? Przecież jesteś ledwo pełnoletnia!
To już dorosła. Nie pouczaj, dobra?
Co tu mówić? Trzeba ślub zrobić.
Ale chłopak nie chciał się żenić. Tośka zapowiedziała, że da sobie radę, wnuk wychowywać się bez ojca nie będzie. Tak było ślub po miesiącu, nowa kawalerka, wsparcie matki. I udało się.
Barbara miała dwie cudowne córki: Justynę i Łucję. Mocne, zdrowe, kompletnie niepodobne do matki z dzieciństwa.
Mówiłam, że zdrowe jak konie! chwaliła się Barbara, patrząc jak dziewczynki grają z Pawłem. W życiu nie chorują!
I dobrze! Jeszcze tylko rozumu trochę i będzie idealnie.
Justynę i Łucję posłała do tej samej klasy, łatwiej było Justynie. Uczyła się słabiej, Łucja wręcz przeciwnie śmigała z nauką i pomagała siostrze.
Niestety, Pawła zabrakło, gdy dziewczynki były w szóstej klasie. Był wypadek, tygodniami czekano w szpitalu na wieści, ale nie udało się. Zostały same, kompletnie rozbite, Barbara przestała zwracać uwagę na córki. Znów Tośka musiała interweniować.
Twoje dziewczyny ojca straciły, teraz jeszcze matkę im zabierasz? Ogarnij się!
Dopiero po czasie Barbara się pozbierała, powoli życie wracało. Dziewczyny znowu widziały uśmiech matki. Może nie taki, jak dawniej, ale jednak.
Wtedy, pod koniec liceum, obie się zakochały. Justyna, posłuszna, porzuciła miłosne mrzonki. To ciocia powiedziała, że jeszcze ma czas. Łucja zaś postawiła na swoim.
Kocham go!
I co z tej miłości? Przecież to dzieci jeszcze. Było coś między wami? dopytywała Tośka ostro.
Ale to nasza sprawa Łucja uniosła głowę.
Duma była, ale i rozum przyszedł. Z przyszłym mężem postawiła sprawę jasno:
Jak mnie kochasz żenisz się.
Po roku był ślub, Barbara płakała, Tośka ledwo powstrzymała złość.
Po co tak wcześnie?!
Ale Łucja szybko podjęła studia, urodziła pierwszego syna dwa lata później. Z pomocą matki i siostry uczyła się i pracowała, mąż na zaoczne, dorabiał. Przyszło drugie dziecko, rodzina się powiększała, a Barbara pękała z dumy. Trochę jej przeszkadzało tylko wieczne narzekanie Tośki.
Za dobrze im wszystko idzie, Lena (bo wszyscy mówili na Łucję Lena) jak nie zrobi czegoś głupiego, to będzie cud! A ty będziesz wszystko odkręcać.
Barbara starała się już nie wspominać, co u córek, bo Tośka ciągle krytykowała, a nie cieszyła się z sukcesów młodszych. Wiedziała, że Tośka sama przeżywa z dziećmi swoje kłopoty.
Pech przyszedł z niespodziewanej strony mąż Łucji, Marcin, zrobił jej dziecko za plecami. O wszystkim dowiedziała się w najgorszy możliwy sposób. Próbowała naprawić relacje, ale kiedy poznała prawdę od kochanki męża, w ciąży, nie wytrzymała.
Rozwód był trudny. Marcin się zmienił, jakby grał w grę, spierał się o pieniądze, mieszkanie, alimenty. I jeszcze teściowie kazali jej odejść z pracy.
Rozumiesz chyba usłyszała.
Chcecie widzieć wnuki dzwońcie.
Nie kłóciła się, pozwoliła synom bywać u dziadków, z ojcem przestali się szybko spotykać.
Barbara pomagała jak mogła, siedziała przy wnukach, a Lena szukała pracy. Tośka krytykowała, że Lena zostawia dzieci wieczorami.
Wychodzi o dziewiątej, gdzie ona tak pracuje? dopytywała podejrzliwie.
Dobrze zarabia, awansuje tłumaczyła Barbara.
Zamiast dzieci, kariera. Będzie nowy facet, a małe zostaną na głowie babki!
Barbara nie wierzyła, lecz kiedy pojawił się Leon, wszystkie lęki wyszły.
Co teraz?
Musisz przemówić jej do rozumu! Dwoje dzieci, a ona zakochana! Może to cwaniak, poluje na pieniądze i mieszkanie!
Tośka
Trzeba to sprawdzić!
Jak?
Pogadać z Lenką.
Ale nie chce! Próbowałam, śmieje się i powtarza, że wszystko w porządku.
Widać, nie dojrzała. Zadzwoń do niej, niech przyjedzie! A może lepiej ja…
Halo, Lena? Twoja mama jest w kiepskim stanie. Dobrze, że przyjeżdżasz.
Lena w panice, myśląc, że matka ciężko chora, zostawiła wszystko i pojechała do Barbary. Na pytania Tośki odpowiadała najpierw spokojnie, potem coraz ostrzej. W końcu nie wytrzymała.
Moje życie nikogo nie powinno już obchodzić, jestem dorosła i odpowiadam za siebie. Macie swoje dzieci, zajmijcie się nimi powiedziała ciotce, a mama nie próbowała przerwać. Macie swoje wzory i ideały, a ja się do nich nie zaliczam. Ile można być kozłem ofiarnym?
Czym?! zdziwiła się Barbara.
Tym, na kogo zrzuca się wszystkie winy. Ale ja już mam dosyć.
Może jednak trzeba cię sprawdzić rzuciła Tośka.
Dość Barbara pobladła, chwyciła się za serce i osunęła na podłogę. Lena szybko wezwała pogotowie.
W szpitalu zebrała się cała rodzina. Tośka podeszła po nocy do Leny.
Przepraszam…
Przyjęte. Teraz najważniejsze, żeby mama wyzdrowiała.
Barbara wyszła z kryzysu, pogodziła się z siostrą, ale więcej nie pozwalała na krytykę swoich córek. Tośka z czasem się uspokoiła, a na weselu Leny i Leona (po rozwodzie Lena odnalazła prawdziwą miłość), pierwsza wykrzyknęła Gorzko!, potem uścisnęła ją, szepcząc: Wybacz mi!.
Życie powoli zaczęło się układać. To Lena i Leon pomagali Tośce po operacjach, Lena trzymała ją za rękę do końca, a Tośka, patrząc na nią, wyszeptała ostatnie słowo:
Dziękuję!







