Synowa

NIEWOWNA

Anna Kowalska postawiła na elegancko nakrytym stole wielką brytfannę z pieczoną kaczką i westchnęła głęboko. Każdej chwili mieli przyjechać synowie z żonami.

Niedawno ożenił się najmłodszy. Ślub był skromny, cichy wśród najbliższych. Cóż, teraz młodzi tak to robią. Sama przygotowałaby huczną uroczystość. Z mężem tylko pobiegli kiedyś do urzędu stanu cywilnego, obrączki udało się uzbierać dopiero po roku dwa cieniutkie złote krążki. Marzyło jej się, by dzieci mogły bawić się bez trosk. Ale zdecydowali jak chcieli.

Jedną ma wadę za bardzo taka zadbana! wyznała kiedyś sama sobie. Ale synowa już szykowała się z nią poważnie porozmawiać.

Synowa Ola dziewczyna miła, sympatyczna. Na syna Maćka działa wyjątkowo korzystnie. Dzięki niej znalazł dobrą pracę i nadal go motywuje by się rozwijał, awansował. Do trzydziestki żył beztrosko, nie miał specjalnych ambicji. Anna już zaczynała się martwić, ale wszystko się poukładało, na szczęście.

Tylko jedną rzecz miała Ola w sobie, co matce Maćka leżało na sercu bardzo dbała o siebie. Ciągle chodziła do kosmetyczki, fryzjerki, na masaże, co chwilę nowy manicure. Ileż to pieniędzy znikało za dużo! A przecież żona, mająca rodzinę, powinna inaczej gospodarować.

A dzieci kiedyś się pojawią? To zamiast nowych trzewików dla synka ona pójdzie na pedicure? Anna takich kobiet nie rozumiała. O własnych potrzebach myślała dopiero, gdy już nie było nikogo do zadbania. Zwłaszcza po śmierci męża, kiedy nawet dorosłym synom trzeba było pomagać.

Rozmyślania przerwał dźwięk domofonu młodzi przyjechali. Ola weszła do salonu jak gwiazda. Włosy idealnie ułożone, paznokcie świeżo zrobione. Prawie wcale makijażu, a twarz dzięki kosmetyczce gładka i zadbana.

Olunia, jaka ty jesteś piękna! wykrzyknęła Anna naprawdę szczerze, ale nutka niezadowolenia przemykała w głosie. Pewnie nowy kostium?

Tak, wczoraj kupiłam Ola uśmiechnęła się lekko. W pracy dostałam niezłą premię.

To lepiej byłoby oszczędzać po prostu musiała skomentować Anna. Każdą premię, trzynastkę, extra przychody zawsze na czarną godzinę! W życiu się przydaje, zobaczysz.

Ola przemilczała. Bardzo lubiła teściową prostą kobietę, co poświęciła dzieciom wszystko. Ale głęboko w duszy czuła, że czarna godzina przychodzi wtedy, gdy się ją tylko wyczekuje.

Wieczór przebiegł miło, chociaż Anna kilka razy próbowała w delikatny sposób podsunąć temat oszczędności. Ola zrozumiała aluzje.

A kiedy ostatnio robiła pani sobie manicure, pani Anno? nie wytrzymała w końcu.

Ja?… zająknęła się Anna. Nigdy. W domu jakoś ogarniam, by czysto. Więcej nie potrzeba.

Nikt szczególnie nie wyłapał tego dialogu. Ale Oli zrobiło się przykro i trochę żal teściowej. Wychować dwóch synów, a żal wydać cokolwiek na siebie!

Maciek, a twoja mama robi w ogóle coś dla siebie? zapytała męża, gdy wracali do domu.

No nie wiem… Gotuje, patrz jaki stół… Telewizję ogląda, do sąsiadek zachodzi. Czemu pytasz?

Bo ona naprawdę w życiu niczego dobrego nie zaznała! Wyciągnęlibyście ją chociaż do kina, do restauracji albo do teatru.

E tam, nie przesadzaj, nie jest jej do szczęścia potrzebne.

Ola zamilkła. Porównała teściową ze swoją mamą, która, choć różnie bywało z pieniędzmi, zawsze pozwalała sobie na nową fryzurę, nową sukienkę, a i karnet do teatru dla przyjemności.

Ola w duchu obiecała sobie, że Anna powinna poczuć, choć przez chwilę, że warto zadbać o siebie, nie tylko czekać na wnuki i poświęcać się bez końca.

Odczekała kilka dni, zadzwoniła do Anny i długo ją namawiała, by razem przeszły się na spacer, kawę. Przy okazji do salonu urody na szybki zabieg. Ola potrzebowała do kosmetyczki, ale chciała, by teściowa wybrała coś dla siebie.

Ale po co? Anna aż się speszyła. Poczekam w holu lub na zewnątrz, jeśli musisz.

Po co tracić czas? Chociaż manicure, masaż dłoni? Zobaczysz, miło!

Anna z oporem w końcu się zgodziła. Ola zadzwoniła zawczasu do salonu, gdzie już ją znano.

Dziewczyny, błagam, zróbcie mojej teściowej najlepiej jak umiecie. I niechętnie, ale zaproponujcie coś jeszcze pedicure, maseczkę, co tam macie. Jak będzie pytać o ceny mówcie, że ja już wszystko opłaciłam. Może stanie się stałą klientką!

W umówionym czasie Ola przyprowadziła wciąż lekko opierającą się Annę. Oddała ją w ręce kosmetyczek.

Tylko pół godzinki, Olunia? I ile mam przygotować pieniędzy? dopytywała Anna.

Gdy miła pracowniczka zabrała ją do salonu, Ola usiadła w poczekalni i zajęła się telefonem. W ten dzień nie planowała dla siebie żadnych zabiegów. Mimo wolnego dnia, mogła nadrobić korespondencję.

Teściowa wróciła dopiero po dwóch godzinach wyraźnie odprężona i odmłodzona. Profesjonalistki zrobiły swoje.

Olu, tyle mi tu zrobili! zaczęła rozpromieniona Anna. I kawka, i herbatka ziołowa, wszyscy tacy mili! Pewnie drogo to wszystko…

Dzisiaj promocja! przerwała jej rozmowę recepcjonistka. Przyprowadzisz koleżankę ona ma zabiegi za darmo. Pani nic nie płaci!

Ola i rozpromieniona jak nigdy teściowa poszły jeszcze na kawę do pobliskiej kawiarni. Anna zamieszkała się wygodnie, pociągnęła łyk cappuccino i uśmiechnęła się lekko.

To może byśmy wyskakiwały czasem na takie damskie wypady? zaproponowała Ola. Bywają fajne rabaty dla stałych klientek. Podobało się pani?

Bardzo przyznała Anna. Nie myślałam, że to tyle przyjemności.

Widzi pani, należało spróbować wcześniej!

No, ale dzieci, dom… A mąż, niech mu ziemia lekką będzie, był szalenie oszczędny, nie pozwalał na takie wydatki. A potem już nie było dla kogo.

A teraz jest żeby mi nie było smutno chodzić samej!

Czasem można ci towarzyszyć.

I tak się stało, że Anna zaczęła z Olą wspólnie pielęgnować siebie. Dyplomatyczna synowa po cichu odświeżała jej garderobę, każdorazowo celowo zaniżając kwoty.

Namówiła męża, żeby raz zabrał mamę do dobrej restauracji. Potem razem poszli do kina, a na Boże Narodzenie Ola wręczyła Annie karnet do teatru.

Ale ty wypiękniałaś! zachwycały się sąsiadki Anny.

Co tam, młodzi wyciągają za sobą uśmiechała się skromnie.

Rzeczywiście, po raz pierwszy, w wieku matki dwóch dorosłych mężczyzn, Anna poczuła się naprawdę młodo, jakby teraz dopiero zaczynała się jej wiosna życia. Kiedy pewnego dnia Ola przyniosła bilety na koncert, Anna z rumieńcem na policzkach i świeżą szminką spojrzała w lustro. Zobaczyła w nim już nie tylko matkę i teściową, ale kobietę, którą kiedyś była i którą jeszcze mogła być.

Nagle pojęła, że nigdy nie jest za późno na odrobinę radości. Napisała do starej przyjaciółki, zaprosiła ją do kawiarni, a potem pod wpływem impulsu pobrała z internetu przepis na wykwintne ciasto, które zawsze chciała upiec, choć latami brakowało na nie czasu i odwagi.

Śmiech wypełniał teraz jej dom coraz częściej, a w szafie pojawiła się kolorowa apaszka, na którą kiedyś westchnęła przed wystawą. I kiedy sąsiadki z niedowierzaniem komentowały, że wygląda jak nie ona, Anna wiedziała już, że nie żałuje żadnej chwili.

Bo w końcu zrozumiała, że nawet najpiękniejsze pióra czasem czekają latami, by rozwinąć skrzydła nieważne, ile wiosen jest już za nimi.

A ona dopiero zaczynała latać.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Synowa