Zdarzyła mi się taka historia podczas mojej pracy jako nauczycielka przedszkolna. Do mojej grupy uczęszczał chłopiec, Kuba Nowak. Przyszedł na świat z wieloma problemami zdrowotnymi: miał opóźnienie rozwojowe, kłopoty z sercem, a w dodatku rozszczep wargi i podniebienia.
Do czwartego roku życia trudno było zrozumieć, co mówi; dopiero około szóstego roku, po licznych zajęciach z logopedą i specjalistami, jego mowa stała się w miarę zrozumiała. Mówił mocno przez nos, z gardłowymi tonami, lecz już można było odczytać, co właściwie stara się przekazać.
Nadszedł marzec i Dzień Kobiet ostatni, pożegnalny rok Kuby w przedszkolu. Zdecydowałyśmy z koleżankami, że podarujemy Kubie fragment wiersza do wyrecytowania dla mamy. Zazwyczaj był bardzo nieśmiały z powodu swojej wymowy oraz blizny na ustach, ale uznałam, że musi spróbować, by uwierzył w siebie i poczuł się takim jak inni. Często powtarzałam, że dzieci trzeba czasem wystawić na próbę, by mogły przełamywać własne lęki.
A Kuba bardzo chciał wystąpić. Gdy dzieci mówiły wiersze, on powtarzał je po cichu, poruszając wargami.
Kuba otrzymał fragment wiersza o mamach. Jego mama, Pani Anna Nowak, była niezwykle szczęśliwa nie spodziewała się, że syn dostanie taką szansę. Kuba również nie wierzył, że zostanie wybrany, bo różnił się od reszty dzieci.
Codziennie powtarzali wiersz po kilka razy: przed lustrem, wzajemnie, cicho i głośno, a nawet przed rodziną. Starali się oboje z całych sił.
W końcu nadszedł ten dzień. Przyszła Kuby kolej na recytację. Chłopiec trząsł się ze strachu, ale nie odmówił występu. Powiedział, że przeczyta wiersz tylko dla mamy, bo to dla niej się nauczył.
Wyszła na scenę drobna postać w garniturku z muszką. Zaczął wyraźnie i dobrze. Ale potem albo się zmęczył, albo przestraszył, bo zaczął się mylić. Dotarł do fragmentu:
– Z podestu odpowiedział Wojtek: Mama pilotem? Co w tym dziwnego? A u Kuby, na przykład, mama to… (tu zatrzymał się, próbując sobie przypomnieć trudne słowo) Mama… kon-di-cjo-ner!
Na sali rozległy się chichoty. Kuba zrobił się czerwony, spuścił głowę, schował ręce do kieszeni, spiął usta ale mówił dalej:
A u Toli i u Weroniki mamy są…
I wtedy z tyłu ktoś wykrzyknął z żartem: Kon-dicjo-ner-y!
Ludzie nie wytrzymali i zaczęli się śmiać na głos.
Kuba odwrócił się i wybiegł z sali. Dogoniłam go przy schodach. Stał oparty czołem o ścianę, ocierał łzy rękawem. Pochyliłam się i szepnęłam do jego czerwonego ucha, że ten ktoś się po prostu głupio zachował. Zapytałam, czy nie chciałby spróbować jeszcze raz, tylko dla mamy i dla mnie. Tym razem z właściwym słowem: policjant, a ja mogę podpowiedzieć, jeśli się zatnie.
Kuba pociągał nosem i kręcił głową, ale po chwili powiedział, że chce dla mamy, choć się boi. Obiecałam, że będę trzymać go za rękę i pomogę.
Zgodził się. Oddałam go cioci Teresie, która otarła mu buzię chusteczką, i wróciłam na salę.
Gdy byłam już spokojniejsza, poprosiłam wszystkich o uwagę i powiedziałam:
Kuba, ma sześć lat. Większość swojego krótkiego życia spędził w szpitalach i sanatoriach, miał więcej operacji niż urodzin. Przez długi czas nie umiał rozmawiać, ale w tym roku nauczył się mówić na tyle, by odważyć się wyjść przed państwa i powiedzieć wiersz. Bardzo chce to zrobić dla swojej mamy. Proszę o chwilę ciszy i wsparcie. To dla niego ogromnie trudne.
Nastała cisza. Wyprowadziłam Kubę zza kulis. Stawiał opór, patrzył w ziemię. Mały, krępy chłopaczek z odstającą dolną wargą, cały zapłakany, ale dzielny, postawił się i milczał.
Kuba, dasz radę! krzyknęła jego mama.
No chodź, Kuba! dołączyło dziecięce wołanie z końca sali.
Kucnęłam przy nim i chwyciłam go za rękę.
Dla mamy szepnęłam.
Kuba wziął głęboki oddech i zaczął od początku.
Kiedy doszedł do słów: Z podestu odpowiedział Wojtek: Mama pilotem? Co w tym dziwnego! poczerwieniał, ale mówił dalej:
A u Kuby na przykład mama to Po-li-cjant! A u Toli i u Weroniki obie mamy są in-żynierami!
I wyzywająco spojrzał na widownię.
Takich braw nasza sala jeszcze nie słyszała. Klaskali wszyscy rodzice, dzieci, opiekunki, nawet personel przedszkola. Niektórzy aż wstali z miejsc. Dalsza recytacja nie była już potrzebna, bo Kuba wszystko udowodnił.
Po uroczystości, pani od muzyki podeszła do mnie na korytarzu.
Dałabym ci burę za to, że omal nie zepsułaś nam święta powiedziała ale zwycięzców się nie osądza. A wy z Kubą jesteście zwycięzcami. Przemyj twarz i idź do dzieci.
Czemu wspominam tę historię po trzynastu latach? Bo ostatnio spotkałam panią Annę, mamę Kuby, która rozpoznała mnie na ulicy. Opowiedziała, że Kuba w tym roku dostał się na studia dzienne, na filologię! I to za pierwszym razem, wszystko zdał śpiewająco!
Powiedziała też, że Kuba prosił, bym wiedziała: Gdyby nie tamto wydarzenie w przedszkolu, nigdy bym nie uwierzył, że mogę być taki jak inni.
W tej historii najważniejsze jest to, że nawet największe trudności można pokonać, jeśli damy komuś szansę i otoczymy go wsparciem. Kuba stał się pełnowartościowym człowiekiem nie dzięki łatwemu życiu, ale dzięki temu, że ludzie wokół uwierzyli w niego, wspierali i byli wyrozumiali. Bądźmy dla siebie dobrzy i pomagajmy sobie nawzajem bo każdy z nas może kiedyś potrzebować drugiej ręki.







