Nina Pietrowna doskonale pamięta dzień, w którym musiała zdecydować o losie cudzego dziecka. Była środa, mąż wrócił z pracy wcześniej niż zwykle, ponury jak chmura. Bez słowa Wiktor wręczył jej kopertę.

Janina Wojciechowska do dziś doskonale pamięta dzień, w którym przyszło jej zdecydować o losie nieswojego dziecka. Była środa, mąż wrócił z pracy wcześniej niż zwykle, ponury jak listopadowy poranek. Bez słowa podał jej kopertę.

Co się stało?
Beaty już nie ma. Bez mojej zgody nie mogą oddać Maćka do domu dziecka.

O tym, że Jan żonaty był wcześniej i miał syna, Janina wiedziała jeszcze przed ślubem. Historia dość prosta w wojsku Jan poznał dziewczynę, zakochali się. Po powrocie zamieszkali razem gdzieś w Poznaniu, ale Beata szybko się spakowała i wróciła w rodzinne strony.

Potem tylko przyszła krótka depesza Gratuluję, masz syna. Co się dokładnie wydarzyło, Jan nigdy nie mówił. Janina nie pytała, co minęło, to minęło. Nie lubiła rozdrapywać starych ran.

Kiedy Janina była w czwartym miesiącu ciąży, była żona zjawiła się niespodziewanie z rocznym Maćkiem. Chciała wszystko naprawić, wrócić do przeszłości, ale Jan stanowczo ją odesłał, zostając przy żonie. Janina nie miała żalu przecież to było zanim się poznali, nie jej sprawa.

Beata wystąpiła o alimenty, Jan zawsze uczciwie je płacił. Potem kobieta przestała się odzywać. Dopiero później dowiedzieli się, że dwa razy wyszła za mąż, a po drugim rozwodzie nie zniosła życia i odebrała sobie życie.

W międzyczasie u Janiny i Jana pojawiło się już dwoje dzieci. Syn Wojtek, ledwie młodszy od Maćka, i mała Bożenka, która niedawno skończyła roczek. Drugie dziecko zdecydowali się mieć, gdy udało im się kupić na obrzeżach Warszawy własny, stary domek.

Był drewniany, bez wygód, lecz miał cztery izby, podwórko, szopę i ogródek. Po ciasnej, wynajmowanej kawalerce ten skromny dom jawił się jako prawdziwe szczęście. Przez tydzień Wojtek biegał wszędzie jak oszalały po izbach, po podwórku, wśród jabłonek.

Nie sądziła Janina nigdy, że wychowywać będą cudze dziecko. Chłopca widziała tylko raz, siedem lat temu nic o nim nie wiedziała. Jaki był? Co przeżył? Przerażało ją to. Ze swoim rozrabiaką nieraz miała trudności, a tu jeszcze drugi w podobnym wieku. Czy się dogadają? Jan ciągle w pracy, wszystko spadnie na nią.

Zanim minęła chwila, przez myśli przewinęły się te wszystkie wątpliwości. Jan nie powiedział ani słowa, siedział w korytarzu, blady jak ściana.

Janinie ścisnęło się serce. W myślach postawiła się na jego miejscu jak sama by się czuła, gdyby los przyprowadził do drzwi sierotę, nie daj Boże, w życiu jej Wojtka? Wszystko nagle wydało się oczywiste:

Janku, przecież musimy zabrać chłopca do siebie, nie ma się co zastanawiać. To Twój syn, a dla naszych dzieci brat. Jak moglibyśmy go zostawić? Gdzie dwóch, tam i trzech damy radę, wychowamy!

Miesiąc później Maciek zamieszkał z nimi. Spokojny, cichy, posłuszny. Kompletnie inny od rozbrykanego Wojtka. Może dzięki temu od razu się dogadali nagle starszy brat wcale nie chciał być przywódcą, a chłopcy szybko znaleźli język. A atmosfera w domu zawsze się rozjaśniała dzięki Bożence małej, uroczej, roześmianej. Miała w sobie tyle miłości do świata, że i najgorszy dzień stawał się lżejszy.

Jesienią Maciek poszedł do pierwszej klasy. Uczył się dobrze, najwidoczniej matka przygotowała go do szkoły. Finansowo było trudno, Jan dwoił się i troił, potem i Janina wróciła do pracy. Dzieci podrosły, nauczyły się pomagać w domu. Żyli w zgodzie chłopców nigdy nie dzielili na swoich i nieswoich.

Kiedy Maciej dostał się na uniwersytet w Krakowie, na Janinę spadła ciężka choroba. Długo leżała w szpitalu, przeszła operację. Bała się, ale smutek odpędzała myślą o dzieciach. Pragnęła zobaczyć ich dorosłych, szczęśliwych, koniecznie doczekać wnuków. Dla nich musiała wyzdrowieć. Jan nie wytrzymał tej próby pogrążył się w alkoholowym ciągu.

Maciek, mając osiemnaście lat, stał się podporą rodziny. Przeniósł się na naukę zaoczną, poszedł do pracy. Najwięcej czasu poświęcał matce: przychodził prawie codziennie do szpitala, czytał jej książki, dopytywał jak gotować ulubione dania Wojtka i Bożenki, a potem przynosił spróbować. Do końca ukrywał, że Wojtek wpadł w złe towarzystwo i miał kłopoty z prokuratorem. Na szczęście skończyło się na wyroku w zawieszeniu, nie musiał iść do więzienia.

Janina z czasem wydobrzała. Relacje z mężem już się jednak nie ułożyły nie mogła mu zapomnieć tej słabości, opuszczenia w najtrudniejszym dla niej czasie. Dom mają duży, więc mieszkają jak sąsiedzi. Jan stara się zerwać z nałogiem, ale co chwilę do niego wraca.

Rok temu Maciek przyprowadził do domu synową. Dziewczynę, w której kochał się jeszcze w przedszkolu. Studiuje psychologię i od razu zaczęła działać, żeby pomóc teściowi wyzwolić się od nałogu. Życie płynie dalej. Niedługo w domu rozlegnie się śmiech wnuków młodzi właśnie dowiedzieli się, że spodziewają się bliźniąt.

Każdego dnia Janina dziękuje Bogu za najstarszego syna i wierzy, że nadal żyje tylko dlatego, że kiedyś odnalazła w sercu miejsce dla nieswojego dziecka.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Nina Pietrowna doskonale pamięta dzień, w którym musiała zdecydować o losie cudzego dziecka. Była środa, mąż wrócił z pracy wcześniej niż zwykle, ponury jak chmura. Bez słowa Wiktor wręczył jej kopertę.