Nieurodziwa żona

Biuro huczało jak zawsze, każdy rozmawiał o swoim. Do środka weszła kierowniczka z jakąś niepozorną dziewczyną.
Poznajcie się, dziewczyny. Oto Kinga, będzie teraz pracować z wami zamiast Kostka. Poszedł awansować. Myślę, że się dogadacie. powiedziała Danuta Kwiatkowska i ulotniła się jak mgła po deszczu.

Kinga zajęła wyznaczone jej biurko po Koście. Wyjęła elegancką filiżankę oraz małe zdjęcie jakiegoś mężczyzny, które ustawiła przy monitorze. Od razu zabrała się do pracy, jakby była tu od lat i pamiętała, gdzie co leży.

Rozległ się dzwonek i wszyscy, jak dobrze zgrana orkiestra, ruszyli na biznesowy lunch. Została tylko Marlena, pożerana przez ciekawość kto to taki na tym zdjęciu? Aktor? Piłkarz? Albo chociaż kierowca rajdowy?

Z ramki spoglądał na nią bardzo przystojny mężczyzna, obdarzony śnieżnobiałym uśmiechem, którego nie powstydziłby się żaden dentysta.
Kim on jest? myślała Marlena, Jakaś gwiazda? Może wokalista disco polo?
Pstryknęła szybko fotkę smartfonem, a potem poszła do stołówki.

Przy stole siedziały wszystkie dziewczyny i słuchały Kingi.
Poznaliśmy się z Piotrkiem trzy lata temu, w takich okolicznościach, że tylko w polskich serialach takie rzeczy pokazują, nie uwierzycie!
No opowiadaj, mów, mów! nalegały dziewczyny.

Kinga cofnęła się pamięcią do pracy w dużej firmie, gdzie po staremu logistyka coś poplątała. Przysłali nie ten towar do firmy jej przyszłego męża. Wysłali, oczywiście, właśnie ją, by wyjaśniła sprawę.

Kinga była głową nie od parady konkretna, bystra, umiała negocjować lepiej niż niejeden handlowiec. Z wyglądu jednak? No cóż tak zwana szara myszka: bez makijażu, włos rozpuszczony, ciuchy praktyczne, a nie modne. Ale gdy już zaczynały się rozmowy, zmieniała się w sprytnego węża, owijała rozmówcę dookoła palca, by osiągnąć swoje.

Szef też niegłupi wiedział kogo wysłać. Recepcjonistka w firmie Piotrka wskazała jej:
Pokój 312, inżynier Piotr Zieliński.

Kinga weszła bez pukania, przedstawiła się:
Kinga, przyszłam wyjaśnić sprawę z zamówieniem. Logistyka się machnęła.
I zaczęły się tłumaczenia. Piotr patrzył na nią i nie dowierzał.
Przecież to ona! Dawno temu śniła mi się taka!

Jej rude włosy lekko się kołysały, zielone oczy patrzyły bezpośrednio, bez kombinowania. Gadała spokojnie, rzeczowo.

Kinga już gotowa była na potyczkę, gdy Piotr niespodziewanie rzucił:
Kinga, nie będziemy zgłaszać reklamacji. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.

Skinęła głową i poszła. Dwa dni później czekał na nią pod wejściem do firmy. Kinga wyszła ostatnia.
Kingo! krzyknął, machając ręką, rozmawialiśmy dwa dni temu.
Dobry wieczór, Piotrze, pamiętam odpowiedziała chłodno, bez kokieterii.
Mam dwa bilety do teatru. Pomożesz mi? Mama zachorowała i nie mam z kim pójść wyjaśnił, zmyślając na poczekaniu.

Mogę pójść, a co grają, Piotrze?
Za dwie godziny. Spokojnie zdążysz, jeśli chcesz się przebrać mogę podrzucić.
Sprytnie pomyślała Kinga, ale się uśmiechnęła i zgodziła.

Piotr czekał pod jej klatką. Kiedy wyszła, on osłupiał. Zupełnie inna Kinga! Mała czarna, podkreślająca jej figurę, klasyczne szpilki i delikatny, elegancki makijaż.
Na początku go zamurowało taka metamorfoza! W teatrze siedzieli obok siebie, Piotr zerkał spod oka i widział, że Kinga zna się na rzeczy. Pewnie czytała sztukę wcześniej.

Po spektaklu Piotr zaproponował restaurację, ale Kinga grzecznie odmówiła, tłumacząc trudnymi negocjacjami nazajutrz. Odwiózł ją pod dom i odjechał. Na koniec tygodnia znów czekał. I tak zaczęli się spotykać.

Dwa miesiące później Piotr, jak zwykle, czekał po pracy:
Mama chce cię poznać, nie masz nic przeciwko?
Ja też marzyłam ją poznać.
Mama przywitała ich serdecznie kawa, herbata, ciasto z morelami, domowe dżemy, tak polsko, że nawet słońce jaśniej świeciło. Rozmawiały z mamą Piotra, panią Wiesławą, o rodzinnym przepisie na powidła z rajskich jabłek, wspominały ojca Kingi, który zginął podczas badań naukowych, i jej mamę nauczycielkę historii w szkole.
Piotr odwiózł Kingę pod dom.
Mama bardzo cię polubiła. I ja się cieszę.

Spotykali się prawie codziennie. Rok minął, zrobili wesele jak się patrzy.

Kinga zakończyła swoją opowieść. Dziewczyny słuchały i trochę zazdrościły. Tylko Marlena, ze skrzyżowanymi ramionami, myślała:
Co on w niej widzi? Szara myszka! Ani nogi modelki, ani buzia z żurnala. A mnie to się tylko przyczepią cwaniak, wypiją kawę i po tygodniu okazuje się, że żonaci. I jeszcze każą się cieszyć!

Zadzwonił powrotny dzwonek do biura, dziewczyny znów wyruszyły. Marlena podeszła do Sylwii:
Patrz to jest jej facet! Ty w to wierzysz? Ja nie! Wymyśla, przecież taki nie spojrzy na nią

Wieczorem, kiedy wszyscy schodzili się do wyjścia, Kinga wychodzi, a tu nagle podjeżdża czarny volkswagen. Wysiada z niego ten sam facet, co na zdjęciu.
Kingo, jestem już, chodź! zawołał z uśmiechem.

Marlena stała z rozdziawioną buzią: serio? To jej chłopak? A dlaczego nie mój? Przecież jestem no, lepsza!

Dziewczyny stały na chodniku, każda z własną myślą.
Często, widząc dziwną, niedopasowaną parę, zadajemy sobie pytanie: co on w niej widzi? Widocznie znalazł to, czego szukał. Niektórzy faceci flirtują z pięknościami, ale żenią się z innymi. Dlaczego? Cóż… musielibyśmy ich zapytać. Po polsku oczywiście!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Nieurodziwa żona