Nieurodziwa żona

Zwykły gwar unosił się nad open spacem w biurze, gdy do środka weszła pani menadżer z niepozorną dziewczyną u boku.

Poznajcie się dziewczyny, to Malwina. Teraz będzie pracowała z wami na miejscu Kostka. On dostał awans. Myślę, że się dogadacie powiedziała pani Tamara Domańska i wyszła, nawet nie czekając na reakcję.

Malwina usiadła przy biurku po Kostku, wyjęła elegancki kubek oraz małą ramkę ze zdjęciem mężczyzny, po czym od razu oddała się pracy. Wyglądało to tak, jakby była z nami od lat.

Nadszedł czas lunchu i cała ekipa, jak na komendę, ruszyła do kantyny na biznesowy obiad. W biurze została tylko Marzena. Ciekawość ją zżerała kto był tym przystojnym mężczyzną na zdjęciu na biurku nowej?

Mężczyzna z ramki miał hipnotyzujący uśmiech i rządek idealnych, białych zębów. Marzena podniosła brew: Kim on jest? Aktor, wokalista?

Cichcem pstryknęła fotkę telefonem i ruszyła do jadalni. Dziewczyny usiadły przy wspólnym stole i zaczęły wypytywać nową koleżankę.

Opowiedz, gdzie się poznaliście z tym twoim, bo wygląda jak aktor! zakrzyknęły, nie mogąc się doczekać historii.

Malwina na chwilę zamyśliła się, wracając myślami trzy lata wstecz, do wydarzeń w dużej firmie. Wyszedł wtedy błąd w logistyce wydano nie ten towar, który zamówił obecny mąż Malwiny. Szef wysłał właśnie ją do wyjaśnienia sprawy.

Malwina była bystra, kompetentna, ale przez swój niepozorny wygląd bez makijażu, szczupła, ubrana skromnie koledzy określali ją nawet szarą myszką. Ale w negocjacjach potrafiła zaskoczyć z wdziękiem i spokojem osiągała swoje cele.

Prezes celowo wybrał ją. W recepcji uprzejma dziewczyna wskazała właściwy pokój.

Gabinet 312, pan Szymon Egert.

Malwina weszła, przedstawiła się i zaczęła tłumaczyć.

Proszę pana, to przez logistykę pomyliliśmy produkty. Bardzo przepraszamy

Szymon przyglądał jej się z niedowierzaniem. Od razu przyszło mu do głowy, że przecież już ją widział kiedyś, we śnie. Miała rude włosy i piękne zielone oczy, które patrzyły prosto i szczerze.

Malwina była gotowa na ostry opór drugiej strony, gdy nagle Szymon powiedział:

Proszę się nie martwić, nie będziemy składać reklamacji. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy.

Zaskoczona, podziękowała i wyszła. Po dwóch dniach czekał na nią pod firmą.

Malwinko, spotkaliśmy się dwa dni temu, pamiętasz? zagadnął z uśmiechem.

Dzień dobry panie Szymonie, oczywiście odpowiedziała, spokojnie i bez kokieterii.

Mam dwa bilety do teatru, moja mama nagle zachorowała Może mi pani towarzyszyć?

A na którą godzinę jest spektakl? spytała przezornie.

Za dwie, zdążymy, mogę podwieźć panią do domu na przebranie.

Spryciarz pomyślała, ale zgodziła się. Szymon czekał na nią przy klatce. Gdy wyszła, był pod wrażeniem w stylowej czarnej sukience, subtelny makijaż, szpilki.

Z trudem rozpoznał w tej atrakcyjnej kobiecie skromną i cichą koleżankę z biura. Podczas przedstawienia Szymon spoglądał ukradkiem widać było, że Malwina zna się na teatrze i czytała sztukę.

Po spektaklu zaproponował kolację, jednak Malwina grzecznie odmówiła, tłumacząc się trudnymi negocjacjami nazajutrz. Odwiózł ją pod dom i tyle.

W następny weekend zaprosił na spacer tak zaczęli się spotykać coraz częściej.

Po dwóch miesiącach czekania na zakończenie dniówki Szymon wyznał:

Mama chciałaby cię poznać, nie masz nic przeciwko?

Wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę! odparła Malwina.

U pani Heleny, mamy Szymona, zaczęli popołudnie przy herbacie z konfiturą z rajskich jabłuszek oraz ciastem z morelami i innymi domowymi specjałami. Rozmowa była serdeczna, Malwina opowiedziała o przepisie na dżem od swojej babci, wspomniała o ojcu (zginął podczas testów sprzętu), i mamie nauczycielce historii.

W drodze powrotnej Szymon rzucił:

Mama cię polubiła. Bardzo się cieszę.

Od tej pory widywali się niemal codziennie, a po roku ślub.

Malwina skończyła swoją opowieść. Dziewczyny patrzyły z podziwem, niektóra z nutką zazdrości. Tylko Marzena myślała: Co on w niej widzi? Przecież ona taka szara, niepozorna, a ja jestem atrakcyjna, szczupła. Mężczyźni się mną tylko bawią albo okazuje się, że mają już żony.

Po przerwie lunchowej poszły z powrotem do pracy, jednak Marzena szepnęła do Sylwii:

To naprawdę jej mąż?! Ja nie wierzę, ona wszystko zmyśliła. Taki facet i ona?

Wieczorem, wychodząc z pracy, dziewczyny zobaczyły, jak na Malwinę czeka samochód i ten sam mężczyzna ze zdjęcia wyszedł jej na spotkanie.

Naprawdę on jest jej mężem? Czemu nie ja? Przecież jestem lepsza przemknęło Marzenie przez głowę.

Wróciłem do domu i długo o tym myślałem. Nieraz patrzymy na ludzi i dziwimy się, co los komu przyniósł. Piękno i urok bywają różne, ale do związku potrzeba czegoś więcej. Może prawdziwe szczęście to nie wygląd, lecz to, co w środku? I to właśnie odkryłem najważniejsze jest ciepło serca i prawdziwość, bo z urodą nie zbuduje się życia.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Nieurodziwa żona