W biurze panował zwyczajowy gwar. Weszła kierowniczka, prowadząc ze sobą niepozorną dziewczynę.
Poznajcie się, dziewczyny. To Malwina, będzie teraz z wami pracować zamiast Kuby. On dostał awans. Mam nadzieję, że się dogadacie powiedziała Tamara Kowalska i wyszła.
Malwina usiadła przy biurku po Kubie. Wyjęła elegancką filiżankę i małą ramkę ze zdjęciem mężczyzny. Natychmiast zabrała się do pracy, jakby była częścią zespołu od lat.
Zadzwonił dzwonek na lunch wszyscy, jak jeden mąż, ruszyli na biznesowy obiad. Została tylko Dorota. Ciekawość zżerała ją od środka. Kim był mężczyzna z fotografii, którą nowa koleżanka postawiła na biurku?
Z ramki patrzył na nią przystojny facet z oczarowującym uśmiechem i równymi zębami. Kto to mógł być? zastanawiała się Dorota aktor, muzyk? Zrobiła ukradkiem zdjęcie smartfonem i poszła do stołówki.
Dziewczyny siedziały przy jednym stole, słuchając nowej.
Poznałam się z Piotrem trzy lata temu, to było bardzo dziwne okoliczności, nie uwierzycie, że w ogóle coś takiego mogło się wydarzyć.
No opowiadaj, opowiadaj! ponaglały ją.
Wspomnieniami wróciła o trzy lata wstecz, gdy pracowała w dużej firmie. Albo logistycy pomylili zamówienie, albo Malwina w każdym razie źle wysłano towar do firmy jej przyszłego męża. To właśnie ją wysłano, by sprawę wyjaśnić.
Malwina była mądra, znała się na swojej pracy i potrafiła prowadzić negocjacje. Myliła wszystkich swoim wyglądem niepozorna, bez makijażu, taka zwykła szara myszka. Ale podczas trudnych rozmów zmieniała się bez reszty. Delikatna i łagodna, a potrafiła osiągnąć to, czego chciała.
Szef, znając jej metody, wybrał właśnie ją. Recepcjonistka poinformowała ją:
312, pan Piotr Egiert.
Weszła bez pukania, przedstawiła się:
Malwina, to ja wysłałam wam towar. Logistyka się pomyliła.
Zaczęły się tłumaczenia. Piotr patrzył na nią i nie wierzył własnym oczom. Przecież widziałem ją kiedyś w śnie pomyślał. Jej rude włosy lekko się kołysały, zielone oczy patrzyły prosto i szczerze. Mówiła spokojnym tonem.
Malwina szykowała się, jak zwykle, na spór. Nagle Piotr powiedział:
Malwina, nie będziemy składać reklamacji. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.
Wstała i się pożegnała. Dwa dni później czekał na nią przy wyjściu z firmy. Malwina wyszła jako ostatnia.
Malwinka! zawołał, machając ręką rozmawialiśmy dwa dni temu.
Dobry wieczór, Piotrze, pamiętam odpowiedziała bez kokieterii.
Mam dwa bilety do teatru, może byś się ze mną wybrała? Mama się rozchorowała… skłamał Piotr.
Mogę pójść. Na kiedy są bilety?
Za dwie godziny, masz jeszcze dużo czasu. Jeśli chcesz się przebrać, mogę cię podwieźć.
Cwany pomyślała Malwina, ale przystała na propozycję.
Czekał pod jej blokiem. Kiedy wyszła, nie poznałby jej miała obcisłą, czarną sukienkę do figury, buty na średnim obcasie. Delikatny, ale elegancki makijaż podkreślał jej rysy.
Przy spektaklu siedział obok niej, czasem zerkał ukradkiem. Widać było, że zna się na teatrze, pewnie nawet czytała tę sztukę.
Po przedstawieniu zaproponował kolację w restauracji, ale uprzejmie odmówiła, tłumacząc się trudnymi negocjacjami rano. Odwiózł ją pod dom i wrócił do siebie. Pod koniec tygodnia znów na nią czekał, tym razem na spacer.
Po dwóch miesiącach jak zwykle zjawił się po pracy.
Mama chce cię poznać, nie masz nic przeciwko?
Sama marzyłam o tym spotkaniu.
Matka przywitała ich serdecznie. Pili herbatę z konfiturą z rajskich jabłek, jedli ciasto z morelami i różne domowe smakołyki. Rozmowa toczyła się spokojnie. Malwina opowiadała pani Wandzie o przepisie na konfiturę swojej babci, o ojcu, który zginął podczas prób w pracy, o mamie nauczycielce historii.
Piotr odwiózł Malwinę do domu.
Bardzo się mamie spodobałaś, cieszę się.
I tak zaczęli się spotykać niemal codziennie. Po roku odbył się ślub.
Malwina umilkła. Dziewczyny słuchały jej, niektórzy po cichu zazdrościły. Tylko Dorota myślała:
Co on w niej widzi, w tej szarej myszce? Ani urody, ani niczego wyjątkowego. Dlaczego takim się udaje? Ja ładna, zgrabna, ciągle jakieś nieudane typy, albo żonaci, albo tylko na chwilę…
Zadzwonił dzwonek, dziewczyny siadły z powrotem do komputerów. Dorota podeszła do Małgosi.
Zobacz, to jej mąż! Wierzysz w to? Ja nie. Pewnie ściemnia. Przecież taki by na nią nie poleciał…
Po pracy wszyscy wychodzili z biura. Kiedy Malwina wyszła, zatrąbił samochód. Wyszedł ten sam mężczyzna ze zdjęcia.
Malwinko, jestem tu! pomachał jej ręką.
Naprawdę jest jej mężem? pomyślała Dorota. Dlaczego nie ja? Przecież jestem lepsza…
Dziewczyny patrzyły za nimi, każda z własnymi myślami.
Często patrząc na taką parę, ludzie pytają: Co on w niej znalazł? Najwyraźniej odkrył właśnie to, czego szukał. Uroda nie zawsze jest tym, czego naprawdę szukają mężczyźni. Flirtują z pięknościami, ale żenią się z innymi. Dlaczego? Może to ich trzeba by zapytać…







