Niczego w życiu nie żałuję

– I żeby do mojego powrotu mieszkanie było posprzątane! pani Olga Nowicka wyskoczyła na klatkę schodową i tak mocno trzasnęła drzwiami, że szyby w oknach aż zabrzęczały.

Kasia, która akurat schodziła po schodach, aż podskoczyła od tego trzasku. Zatrzymała się, mając nadzieję, że sąsiadka jej nie zauważy. Niestety nadzieje były płonne. Zobaczyła.

Ach, Kasiu Dzień dobry!

Kobieta niedbale odstawiła na podłogę kartonowe pudło po multicookerze i w pośpiechu zaczęła zapinać płaszcz. Było widać, że bardzo się śpieszy.

Dzień dobry, pani Olgo uśmiechnęła się uprzejmie Kasia. Znowu dzieci coś zbroiły?

To mało powiedziane! Ręce opadają wyrzuciła z siebie sąsiadka, walcząc z ostatnim guzikiem.

W tej chwili pudło na podłodze się poruszyło.

Kasia aż stanęła na baczność od zaskoczenia, choć była w bezpiecznej odległości.

Nie była nigdy tchórzliwa, ale nie przyszło jej do głowy, że w pudełku jest ktoś żywy.

Co tam może być? przemknęło jej przez myśl.

Wyobraźnia od razu podsunęła obraz żywego multicookera, który wybrzydzał na warzywa i za karę trafił na śmietnik.

No zobacz sama powiedziała kobieta i podniosła pudło, by pokazać jego zawartość.

Kasia zeszła kilka schodków, zajrzała do środka.

Oczywiście, wiedziała, że nie będzie żadnego ożywionego sprzętu AGD nie ma się czego bać. Ale to, co zobaczyła, i tak było dla niej totalnym zaskoczeniem.

Miłym zaskoczeniem.

Z dna pudła patrzyły na nią dwie ciekawskie kocie oczy. Malutki kotek.

Jejku, jaki cudny! westchnęła Kasia.

Znalazła się, co się zachwyca burknęła pani Olga, przykrywając pudło.

Skąd się u pani wziął?

To dzieci przyniosły Żałuję, że w ogóle się zgodziłam. Tylko kłopoty z tym kotem. Dałam się zwieść tym jego oczom i ślicznej mordce, jak każdy. Ale nie bez powodu mówi się, że nie wszystko złoto, co się świeci. Z wyglądu słodziak, a charakter jak u mojego byłego.

Spokojnie, pani Olgo, wyrośnie – będzie spokojniejszy pocieszyła ją Kasia. Może do weterynarza go pani zawozi? Szczepienia?

Jeszcze czego! Jaki weterynarz, Kasiu! Mam już go po dziurki w nosie. Wymyśliłam, że zabiorę go na działkę Niech tam siedzi.

Kasia pomyślała przez chwilę, że sąsiadka żartuje, ale po minie pani Olgi widziała, że jej do żartów daleko. A przecież mamy listopad, nie 1 kwietnia.

Na działkę? Pod koniec jesieni?

A co, mam czekać do wiosny? Albo zima, albo jesień, nie robi mi różnicy. To nie kot to jakieś nieporozumienie!

Tak się rozemocjonowała, że aż musiała złapać oddech.

Gdy się uspokoiła, dodała:

Gdybyś widziała, co on wyprawia! Nawet wtedy, jak zostałam sama z dwójką dzieci, nie piłam tyle melisy, co przez tego kota. Moja decyzja nieodwołalna! Na działkę!

Ale

Mogłabym go zostawić pod blokiem, tam go dzieci znalazły. Ale przecież znowu go znajdą, przyniosą, schowają w szafie. A mnie drugi raz nie wciągną. Wystarczy.

Pani Olga spojrzała na telefon i westchnęła.

Zaraz przez ciebie autobus przegapię!

Odwróciła się, przytuliła mocniej pudełko i zaczęła schodzić niżej, mocno trzymając się barierki.

Kasia patrzyła za nią, nie mogąc pojąć, jak można zostawić kotka samego na działce. Przecież nie przeżyje nawet doby

Proszę poczekać! zawołała.

No co jeszcze? Przecież się spieszę!

Niech go pani nie wywozi. Ja spróbuję znaleźć mu dobry dom. Proszę mi go zostawić.

Sąsiadka zatrzymała się i…

obróciła powoli.

W dobry dom? To sugerujesz, że ja mam złe ręce?! zmrużyła oczy. Tym rękom dwójkę dzieci wychowałam!

Absolutnie nie! Po prostu Na działce nie przeżyje.

Przeżyje to przeżyje. Nie to znaczy, że nie miało być. Takie życie.

Po co tak mówić

To kot jest nieprzystosowany do życia w mieszkaniu.

Przecież to jeszcze dziecko! Nauczy się! Kasia nie wytrzymała Gdyby to chodziło o dzieci, nie wywoziłaby ich pani na działkę, choć też ich czasem gania

Dzieci to dzieci! Nie porównuj! A poza tym masz, bierz go sobie.

Postawiła pudło na podłodze.

Mnie to na rękę: nie muszę nigdzie jechać, nie wydam na paliwo czy autobus. I zobaczymy, jak długo wytrzymasz! mruknęła złośliwie pani Olga.

Po czym wróciła do mieszkania, znów trzasnęła drzwiami, a Kasia słyszała tylko krzyk:

Co się dzieje?! Dlaczego jeszcze nie sprzątacie?! Oddawajcie telefony!

Kasia więcej nie słuchała. Podniosła pudełko, sprawdziła, czy kotek nie uciekł, i ruszyła na swoje piętro.

Tak oto została niespodziewanie właścicielem pudełka po multicookerze i

…małego kotka w środku.

Nie planowała mieć puszystego lokatora. Tym bardziej dzisiaj wyszła tylko po kawę, która się skończyła, i zupełnie przypadkiem znalazła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.

Nie szalała za zwierzętami nie miała tego szczególnego uczucia, o jakim chwalą się właściciele psów i kotów.

Ale nie mogła pozwolić, by kotek trafił na działkę.

Bo zobojętnienie to nie jest odczłowieczenie. Bo tak nie wolno!

A przecież zawsze można kogoś znaleźć, kto z radością przyjmie pod dach takiego kotka.

A ten był uroczy. Kasia nie miała wątpliwości ładne zdjęcia, Internet, i w kolejce ustawią się chętni na puchate szczęście.

I już!

*****

Nie czekała długo. Zaraz po powrocie do domu zrobiła kotkowi zdjęcia i wrzuciła na różne fora w kategoriach Oddam kota za darmo i Oddam w dobre ręce.

Potem spokojnie poszła do sklepu kupić kawę i…

…karmę dla kotów (trzeba czymś karmić malucha, zanim ktoś go zabierze).

Z karmą kupiła też kuwetę i żwirek. Nieplanowany wydatek, ale nie mogło być inaczej.

Oddam potem temu, kto zgarnie kota pomyślała, uśmiechając się, bo wiedziała, że robi coś dobrego. Ani odrobiny nie żal pieniędzy.

Według pani Olgi, kot miał na imię Kłębuszek, ale nie reagował, więc Kasia wymyśliła inne imię.

Długo szukała, aż w końcu padło na sto trzydziestą drugą propozycję.

Teraz będziesz Feluś! Zgadzasz się? spytała Kasią kotka.

Miau! odpowiedział i pognał do przedpokoju walczyć z kapciami wielkimi i puszystymi rywalami Felusia.

W końcu to kot powinien być najpuchatszy w domu!

Kasia uśmiechnęła się i zabrała za pracę.

Była fotografem na zlecenie i bardzo lubiła swoją robotę, a co ważniejsze, zarabiała przyzwoicie.

Miała do obrobienia świeże zdjęcia z ostatniej sesji, więc włączyła komputer, otworzyła program i zabrała się do roboty.

Ale Feluś oswoiwszy się z kapciami zaczął galopować po mieszkaniu, nie łapiąc zakrętów.
Hałas niemiłosierny!

Hej, maluchu! rzuciła z fotela pokazując palcem Felusiowi.

Kotek przystanął i zaczął się wpatrywać w Kasię jakby pytał: No co, będziemy się bawić, czy mam biec dalej?

Wiem, że ci się nudzi, ale jesteś tu tylko na chwilę…

Miau!

Nie dyskutuj! Jesteś moim gościem, więc musisz być grzeczny i dać mi popracować!

Nie powinna była tego mówić.

Feluś spojrzał tak żałośnie, że Kasi zrobiło się wstyd. Naprawdę wstyd.

Jak można mieć żal do takiego maleństwa?

Dobrze, baw się, ale po cichu rozczuliła się.

Feluś szczęśliwy rzucił się pędem przez mieszkanie, obijając się o wszystko na trasie.

Widzę cel nie widzę przeszkód! To cały Feluś uśmiechnęła się.

Założyła słuchawki, włączyła muzykę, wróciła do zdjęć. Po pięciu minutach Feluś, osiągnąwszy prędkość światła, wskoczył pod stół, pacnął łapką za kabel od komputera i nagle monitor zgasł. Kot błyskawicznie zniknął i próbuj tu udowodnić, czyja to wina.

O rety Jak to możliwe?! tylko westchnęła Kasia patrząc na czarny ekran.

Przez następne pół godziny po mieszkaniu latała już nie tylko Feluś, ale i ona próbując go złapać.

Bez efektu.

Za to nabiła sobie palec i dwa razy wpadła kolanem w krzesło.

Uruchamiając komputer, zerkając na tik w lewym oku, zaczęła przeglądać fora, na których zamieściła zdjęcia Felusia.

Ucieszyła się na widok setek lajków, ale po lekturze komentarzy szybko się rozczarowała.

Wszyscy pisali: Wow, cudny!, Ale masz szczęście z takim kotkiem!, Cud, nie kotek!.
Nikt jednak nie chciał go zabrać.

Nie było żadnych telefonów ani dzwonka do drzwi.

Dopisała więc pod każdym postem, że zawiezie kota osobiście: nawet na drugi koniec miasta, a nawet kraju.

Może ludzie mają trudność z dojazdem, teraz na pewno ktoś się odezwie! wmawiała sobie.

Tymczasem kotek, zmęczony bieganiem, wskoczył na kanapę i rozłożył się jak król do głaskania. Kasia przyszła, siadła obok i długo głaskała puchate brzuszysko, aż Feluś usnął.

Ona przysnęła obok.

Tak przeleżały do wieczora. O pracy tego dnia można było zapomnieć.

*****

Po tygodniu Kasia zaczęła rozumieć, że znalezienie kotu dobrego domu nie jest takie łatwe, jak się wydawało. Lajki były, komentarze, a dalej nic. Zero wiadomości, zero telefonów.

Po trzech kolejnych dniach zaczęła się zastanawiać:

A jak się nikt nie zgłosi, to kot zostanie na stałe?

A tego mi brakowało! fuknęła do siebie, a potem się zganiła.

Feluś spał właśnie przy klawiaturze, tuląc myszkę (przez co Kasia nie mogła pracować od czterdziestu minut). Usłyszawszy jej okrzyk, otworzył oko, spojrzał urażony Godzina spokoju, a ty gadasz!

Kasia westchnęła, wyciągnęła telefon i przejrzała jeszcze raz komentarze.

Nic nowego. Ludzie wciąż zachwycali się Felusiem i podkreślali jej szczęście, a ona…

ona z każdym komentarzem traciła nadzieję na nowego właściciela dla Felusia.

Wtedy przypomniała sobie ostatnią wizytę u psychologa próbowała wyjaśnić tam, czego jej brakuje do pełni szczęścia.

Miała pracę, nie narzekała na pieniądze, mieszkała na swoim (dzięki pomocy rodziców). Powinna się cieszyć życiem.

Ale ostatnio czuła, że czegoś jej brakuje.
Nie chodziło o facetów uciszyła życie osobiste, by odpocząć.

Ale co ją gryzie?

Nie potrafiła odkryć. Stąd psycholog. Nie pomógł wszystko skończyło się szklanką wody i tabletką na ból głowy.

Zawiedziona, poradziła się przyjaciółek.

Przesadzasz z luksusem, Kasiu rzuciła z przekąsem Ela, trochę zazdrosna o jej los.

Ale przecież pracuję jak ty, czasami na okrągło! To żaden luksus

Może tego ci brak? podsunęła zamyślona Magda. Słodkiej bułki do śniadania, bo jesteś taka chuda!

Rozmowa nie dała efektu, więc postanowiła już się nie zamartwiać.

Ale teraz znów o tym myślała.

Tego mi tylko brakowało A może rzeczywiście? Może dla szczęścia brakowało mi Felusia? szepnęła do siebie.

*****

Od dnia, kiedy Kasia przygarnęła puchatego lokatora, minął miesiąc. Zleciało jak z bicza strzelił.

Nikt się nie zgłosił po kota. Zastanawiała się nawet jak z ponad tysiąca lajków nikt nie chciał go zabrać?

Dziś już wiedziała, dlaczego

W ciągu tego miesiąca wydarzyło się tyle, że można by z tego napisać całą powieść.

Najważniejsze Feluś okazał się bardzo bystrym kociakiem.

Na przykład ze słów rozumiał swoje imię zwłaszcza gdy Kasia dziesiąty raz powtarzała, by odpuścił jej kanapę.

Próbował nawet nowych profesji, by być użytecznym.

Zaczął od aranżacji wnętrz Kasia przez kota wymieniła cztery pary firanek. Potem uznała, że firanki są zbędne.

Gdy znudził się aranżacją, zabrał się za gotowanie próbował wszystkiego z kuchni i… odpluwał. Lepiej iść na gotowe do miski.

Ostatecznie stanęło na tym, że Feluś dostarczał Kasi czystej radości i szczęścia.

Czym innym była radość dla Felusia, czym innym dla niej.

Cieszyć się snem czy spokojem? To już przeszłość. Odkąd Feluś zamieszkał u niej, spokój był tylko marzeniem.

Ktoś tam, na górze, uznał, że zbyt cicho u niej trzeba posłać kota.

Wystarczyło, że usiadła lub położyła się, a już Feluś był obok, pytając spojrzeniem czy się pobawią.

A potem robił cyrk, jakiego trudno opisać.

Teraz coraz mocniej rozumiała panią Olgę, choć do jej rozwiązania by nigdy się nie posunęła. Za bardzo przywykła do tego szaleństwa.

Były też plusy o których trzeba wspomnieć.

Po pierwsze, Kasia przestała rozmyślać, czego jej w życiu brakuje to pytanie zniknęło.

Po drugie sprząta szybciej, bo musi się spieszyć, zanim kotek się obudzi.

A ile śmiechu, ile emocji przez ten miesiąc!

Jak matka cieszy się z pierwszych kroków dziecka, tak Kasia cieszyła się, gdy Feluś samodzielnie zaczął korzystać z kuwety. Był czas, kiedy musiała go zanosić o każdej porze, nawet w środku nocy.

Taka prosta rzecz, a jaka radość o dwie godziny więcej snu! Czasem łzy jej stawały w oczach.

Oczywiście potem Feluś wymyślał nowe zabawy: np. włączanie i wyłączanie lampki nocnej przez pół nocy. Lampka trafiła do szafy, podobnie jak niepotrzebne już firanki.

Tak czy siak da się do wszystkiego przyzwyczaić.

Kasia się przyzwyczaiła.

Po miesiącu zrobiła niezwykłe odkrycie: to nie Feluś mieszka u niej, tylko ona bywa gościem w jego świecie. Od rana do wieczora ją nie ma, a to on jest domownikiem. To on ją wita i żegna jak prawdziwy gospodarz.

I zrozumiała nie ma co już szukać innych, lepszych rąk. Bo to ona jest tą dobrą i kochającą ręką, która przyjmie wszystko, co Feluś wymyśli!

Jest na wszystko gotowa. Chce się z nim bawić zawsze, o każdej porze. Gotowa głaskać go całe wieczory, choć zabiera pół łóżka.

I nie żałuje niczego. Bo go kocha. Bo nie da się go nie kochać.
A Feluś ją też kocha…

Już nie budzi jej wcześnie rano, by mogła odespać. Ułoży się cicho obok i czeka, aż się obudzi.

Czeka w ciszy, choć czasem w jego oczach jest nieme pytanie: Ile można spać, pani Kasiu? Ja tęsknię

Codzienność zmieniła się zupełnie i wiecie co? Absolutnie tego nie żałuję. Każdemu, kto myśli, że obojętność to wygoda, powiem jedno: życie bez kogoś, kogo można pokochać, nie ma smaku. Moje wreszcie je odzyskało. Dziękuję, Felusiu.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Niczego w życiu nie żałuję