Jedyny syn zaskoczył nas wiadomością, że chce się ożenić ma dopiero 22 lata. Jednak z żoną stwierdziliśmy, że nie będziemy mu się sprzeciwiać, bo sami także pobraliśmy się dość młodo. Mąż miał niewiele ponad 22 lata, a ja zaledwie 19. Widać, taka już kolej rzeczy. Przyszła narzeczona od razu przypadła nam do gustu Jagoda studiowała z naszym synem w tej samej grupie na uniwersytecie. Gdy już było jasne, że decyzja zapadła, rozpoczęliśmy przygotowania do wesela. Skoro Wiktor to nasz jedyny syn, uznaliśmy, że urządzimy mu porządne wesele.
Jak to w Polsce bywa, wybraliśmy się z żoną z wizytą do rodziców Jagody, naszej przyszłej synowej. O dziewczynie nie wiedzieliśmy zbyt wiele, jedynie widywaliśmy ją parę razy z naszym synem. Opowiadała, że mieszka z mamą w niewielkiej wiosce pod Krakowem. Ustaliliśmy zatem termin wizyty i pojechaliśmy się oficjalnie oświadczyć.
Mąż kupił kwiaty, ja upiekłem sernik i ruszyliśmy w odwiedziny do przyszłej rodziny. Od razu zwróciłem uwagę na schludne, czyste podwórko.
Sam dom, choć stary, był zadbany i bardzo przytulny. Przywitała nas w progu przyszła teściowa pani Halina. Na pierwszy rzut oka bardzo sympatyczna, miła kobieta. Halina zaprosiła nas do stołu. Zaserwowała przepyszne potrawy, od razu było widać, że porządnie się przygotowała. Spędziliśmy miło czas, rozmowa się kleiła, ale o samym weselu jakoś niewiele powiedzieliśmy. Halina od razu jednak uprzedziła nas, że nie ma pieniędzy na wyprawienie wesela. Po tych słowach Jagoda wyraźnie się skrępowała. Wiktor również był rozczarowany. Wesele chciał zrobić w zasadzie dla niej dobrze wiedział, jak bardzo o nim marzy. Z żoną uznaliśmy, że nie będziemy rezygnować. Obiecaliśmy synowi, że sami wszystko zorganizujemy i pokryjemy koszty, a co dalej czas pokaże.
Halina mogła zaprosić najważniejszych gości ze swojej strony. Przecież nikt nie przyjdzie z pustymi rękami. To, co przyniosą w kopertach, pokryje koszty ich talerzy w restauracji. Choć długo się wahała, ostatecznie przekonaliśmy ją, by poparła dzieci i zgodziła się na naszą propozycję.
W środę, tuż przed weselem, zadzwonił do naszych drzwi dzwonek. W progu stanęła Halina. Byliśmy zdziwieni niespodziewaną wizytą, zaprosiliśmy ją na herbatę. Długo nie mogła znaleźć właściwych słów, aż w końcu wyjęła z torebki biały kopertę, a z niej pieniądze. Okazało się, że zaciągnęła kredyt w banku, bo było jej niezręcznie z naszej oferty i chciała dorzucić się do kosztów. Prosiliśmy, żeby oddała pieniądze do banku, bo widzieliśmy, jak skromnie z córką żyją. Halina była jednak nieugięta powiedziała, że to jej decyzja. Wesele wyszło wyśmienicie.
Dzieci były bardzo szczęśliwe. Już podczas samej uroczystości Halina jeszcze raz nas zaskoczyła wtedy zobaczyłem, jak jest nie tylko rozsądną i zaradną, ale też piękną kobietą. Miała 45 lat, od dawna była rozwiedziona i sama wychowywała córkę. Na weselu dosłownie rozkwitła fryzura, makijaż, sukienka zrobiły swoje. Dostrzegli to wszyscy goście, a szczególnie mój młodszy brat Tomasz. Tomasz ma 46 lat, również rozwiedziony, od dziesięciu lat mieszka i pracuje w Niemczech. Tym razem jednak specjalnie przyjechał do Krakowa na wesele siostrzeńca. Cały wieczór Tomasz nie mógł oderwać oczu od Haliny, a po weselu powiedział, że zamierza jeszcze trochę pobyć w kraju. Domyśliłem się, dlaczego…
Już w następną niedzielę znów jechaliśmy do Haliny na wieś, ale tym razem po to, by się oświadczyć tym razem Tomaszowi. Wszystko ułożyło się wspaniale, pobrali się i po kilku miesiącach brat zabrał swoją żonę do Niemiec. Tak oto moja przyszła teściowa została moją rodziną. Cenię ją ogromnie i wierzę, że naprawdę zasługuje na szczęście.
Patrząc na tę historię, utwierdziłem się w przekonaniu dobro zawsze wraca, a szczęście przychodzi, gdy najmniej się go spodziewamy.






