Moja rodzina
O rany, Zosieńko, jaka Ty jesteś śliczna! Basia westchnęła z podziwem, wchodząc do pokoju córki.
Zosia stała przed lustrem i cierpliwie czekała, aż jej przyjaciółka i zarazem stylistka, Kinga, skończy upinać welon. Ostatnie wsuwki zostały wpięte, więc Zosia odwróciła się w stronę mamy.
Naprawdę, mamo? Dobrze wyglądam?
Pięknie, córeczko! Najpiękniejsza panna młoda na świecie! Basia uśmiechnęła się do niej szeroko, przypominając sobie, jak jej mama powiedziała jej kiedyś to samo. Może każda matka patrząc na córkę w sukni ślubnej czuje dokładnie to samo.
Sukni szukały długo, bo Zosia była dość wybredna. Nie przejmowała się modą czy opiniami innych, najważniejsze było, żeby jej się podobało. Miała świetny gust i dobrą figurę, więc nikt nigdy nie powiedział, że wybiera coś nieodpowiedniego. I tak też było z suknią ślubną nie szukała cudów z magazynów mody, tylko czegoś wyjątkowego dla siebie. Konsultantki w salonie załamywały ręce. Jak dogodzić takiej pannie młodej? Pomoc przyszła niespodziewanie, od szefowej salonu, Karoliny.
Chyba mam właśnie coś, co Ci się spodoba.
Karolina wyszła na zaplecze, po chwili wróciła z nowym pokrowcem. Gdy go rozpięła, Zosia aż wstrzymała oddech. To była ta sukienka!
Minimalistyczna, żadnych zdobień. Luksusowy materiał. Zosia obejrzała się w lustrze bez dwóch zdań, o to jej chodziło! Suknia leżała idealnie, nic nie wymagało poprawienia.
I jak?
Biorę!
Karolina uśmiechnęła się, a jej twarz na moment przeszedł smutek, który szybko zniknął. Nie musiała Zosi wiedzieć, że suknia była szyta pierwotnie dla niej samej… Ale Karolina nie wyszła za mąż. Nie da się bez miłości i zaufania. A jak nie ma jednego, to i drugiego być nie może. Ach, Mariusz… po co tak? Można było mieć rodzinę, dzieci… Ale wybrałeś inaczej. Karolina otrząsnęła się, odpędzając od siebie smutki. Po co żałować?
Do tej sukienki jest cudowny welon, zaraz przyniosę.
Zosia puściła oko mamie:
Mówiłam przecież, że znajdę coś swojego!
Basia pokiwała głową, z radości ściskało ją w środku. Później będzie wspominać te chwile jako najpiękniejsze w życiu. Sama też pamiętała swoje przygotowania do ślubu; nie można wtedy było kupić dowolnej sukni. Były tylko te z salonu albo szyte przez kogoś znajomego. Jej suknię szyła przyjaciółka mamy, ciocie zdobywały materiał albo dodatki, co nie było łatwe. Suknia wyszła wspaniale, ale szczęścia nie przyniosła. Z mężem się rozeszli, gdy Zosia miała niecałe dwa lata. Nowa miłość, nowe życie Ale Zosia dorastała bez ojca, który z czasem ograniczył się do regularnych alimentów, by nikt nie miał mu nic do zarzucenia. Zajmował się nową rodziną, a kontakt z Zosią odrzucał.
Mnie dodatkowe problemy nie są potrzebne.
Basia nie nalegała. Lepiej już żaden ojciec, niż taki, który nie kocha.
Próbowała później stworzyć córce dom z prawdziwego zdarzenia, znaleźć kogoś, kto stałby się dobrym tatą. Ale z nowym partnerem nie wyszło dzieci nie lubił, kochał Basię, ale jej córkę był gotów oddać do ojca. Gdy któregoś dnia to zasugerował, Basia spakowała mu rzeczy i pożegnała się na zawsze.
Poradzimy sobie, córcia. Wystarczymy sobie.
Zosia niewiele wtedy rozumiała. Zapamiętała tylko jedno mama wybrała ją. To wspomnienie mocno w niej zostało. Może dlatego przez całe dorastanie nigdy nie sprawiała mamie kłopotów. Basia była dla niej najważniejszą osobą.
Zosiu, już czas. Bo się spóźnicie. Basia poprawiła welon i pocałowała córkę w czoło. Bądź szczęśliwa!
Zosia rozłożyła ręce:
Mamo! Jeszcze się rozkleję, a Kinga mnie pogoni. Umalowała mnie godzinę tak, żebym wyglądała naturalnie, zaraz wszystko spłynie!
Wtuliła się w Basię i szepnęła:
Postaram się…
Dzień ślubu minął w mgnieniu oka. Basia wróciła do pustego mieszkania, usiadła na ławce w korytarzu i przymknęła oczy. No i się stało. Została sama. Zosia od teraz będzie mieszkała z mężem w mieszkaniu po babci, które im przekazała. Jej świeżo upieczony zięć Tomek nie miał własnego mieszkania, więc gdy córka wspomniała, że mają zamieszkać z jego rodzicami, Basia nic nie powiedziała, ale wieczorem, gdy Tomek wrócił do siebie, podsunęła Zosi klucze.
Nie trzeba, kochanie. Mieszkajcie sami, odrębnie.
Ale co z lokatorami?
Już dawno z nimi ustaliłam. Wyprowadzą się przed ślubem.
Ale to przecież dla Ciebie pieniądze… A my mieliśmy wynajmować coś na początek
Ależ ile ja potrzebuję? Poradzę sobie, jeszcze pracuję, dam radę. A wy, korzystajcie masz własny kąt.
Zosia aż zatańczyła z radości, ściskając klucze.
Mamusiu, dziękuję! Moje marzenie o własnym domu jest coraz bliżej!
Domu?
No jasne! Duży, jasny, żeby dla wszystkich wystarczyło miejsca. I trzy pokoje dziecięce, minimum! Zosia się zarumieniła i tuliła do mamy. Za dużo?
Zosieńko, choćby i pięcioro! Ważne, byście z dziećmi byli zdrowi.
Dobrze, że mnie rozumiesz…
I dobrze, że twoje dzieci będą miały młodą jeszcze babcię roześmiała się Basia, całując Zosię w głowę. Dom musi być domem. Żyjcie, jak chcecie, po swojemu!
Basia nie wspominała córce o rozmowie z przyszłymi teściami, która miała miejsce dzień wcześniej.
Zaręczyny postanowili zrobić, jak trzeba w domu panny młodej. Basia cały dzień gotowała. Uwielbiała to i choć z Zosią jadły skromnie, przy okazji uroczystości mogła się wykazać. Rodzice Tomka na początku zrobili miłe wrażenie, ale szybko się ono rozwiało, zwłaszcza gdy przyszła teściowa Zosi wykrzywiła usta nad talerzem:
Dziwne… Wszystko takie… nie nasze.
Basia podniosła brwi zapiekana ryba po przepisie babci nigdy nie pozostawiała nikogo obojętnym, podobnie jak mięso, które przyrządzała prawie dobę. Ojciec Tomka jadł w milczeniu, dokładka za dokładką, zadowolony. Ale pani Wanda, matka Tomka, kręciła nosem.
A Zosia to gotować też nie umie? skrzywiła się. Będzie ją trzeba wszystkiego nauczyć. No, jakoś się uporamy, miejsca mamy dużo. Nawet dobrze, że zamieszkają z nami. Panna się nauczy, jak dbać o Tomka. Bo on rozpuszczony, jedyny syn, cóż poradzić A Zosia też jedynaczka?
Tak.
I sama pani ją wychowała? Bez ojca?
Tak się złożyło.
No właśnie, rodzinny wzór się liczy. Trudniej dziewczynie nauczyć się życia rodzinnego bez męskiego przykładu. Zosia bardzo nam się podoba, ale wiadomo, samotna matka to nie to samo, co pełna rodzina.
Basia słuchała w milczeniu, powstrzymując się od ciętej riposty, bo Zosia już trzy razy szturchnęła ją pod stołem. Mama, nic nie mów Już wcześniej uprzedzała Basię, że Tomek niewiele ma wspólnego z rodzicami.
Jest fajny, mamo, zobaczysz. Przetrwaj tylko tę kolację, proszę
Podczas gdy zmywała naczynia, przyszła teściowa, Wanda, podeszła do niej do kuchni.
Możemy teraz porozmawiać na spokojnie?
Jej mąż, Henryk, patrzył na Basię nieco przepraszająco. Nie podobało mu się to, co mówi żona, ale nie interweniował. Basia więc tylko pokiwała głową i słuchała dalej.
Pani Basieńko już możemy sobie darować formalności. Ja po prostu muszę wiedzieć, co Zosia ma w rodowodzie, tak na przyszłość, jak zdrowotnie, i czy była wychowana w dobrych warunkach… To bardzo ważne, zwłaszcza dla Tomka.
Basia pamiętała, żeby w takich sytuacjach pozwolić mówić rozmówcy wtedy wyjdzie z niego więcej niż sam zaplanował. To się jej sprawdzało w pracy, jako kierowniczki przychodni.
Słucham panią ucięła dyplomatycznie.
Wiadomo, ojciec Zosi się nie udziela, ale czy wie pani coś o jego rodzinie? Czy były poważne choroby, skąd rozwód, czy pił, źle się prowadził?
Nic takiego się nie działo.
Ale dobrze by było znać szczegóły, genetyka jest ważna, sama pani rozumie jako osoba ze służby zdrowia Ja już przymknę oko na wychowanie w niepełnej rodzinie
Basia poczuła, że ma już dość. Właściwie była gotowa zakończyć rozmowę, choć wiedziała, że to może zniszczyć plany Zosi. Zamierzała odpowiedzieć ostro, gdy w progu kuchni pojawiła się przestraszona Zosia.
Mamusiu?
Tak, córeczko. Zaraz kończę, możesz już wyjąć babciny serwis.
Basia się uspokoiła. Kiedy Zosia wyszła, zwróciła się cicho do Wandy:
Zosia ma dobrą genetykę. Jeśli pani chce, mogę dostarczyć dokumenty. Nie zamierzam się wypytywać o wasze drzewo rodzinne, niech dzieci same się dogadają. Rozumiem wasz niepokój, ale mam nadzieję, że to nie zdecyduje, czy Tomek będzie szczęśliwy.
Zabrała talerz z domowym Miodownikiem i podała go Wandzie:
Pomogłaby mi pani znieść? Dzieci czekają.
Pod koniec wieczoru starała się jasno dać do zrozumienia, że do tej rozmowy nie wrócą. Więcej już się nie widziały aż do ślubu. Zarówno Zosia, jak i Tomek pracowali i sami wszystko finansowali, więc o pomoc rodziców nie zabiegali.
Dom zaczęli budować dwa lata później. Sprzedali mieszkanie po babci i za uzyskane złote kupili działkę. Zosia wtedy już w ciąży tak się wkręciła w rolę kierowniczki budowy, że nawet doświadczeni majstrowie żartowali, że szefowa wie najlepiej. Oczywiście, nie zdążyli wykończyć domu przed porodem, więc Zosia, ku niezadowoleniu Wandy, wróciła z niemowlakiem do Basi.
Przepraszam, że do pani, a nie do siebie Tomek delikatnie położył zawiniątko z córeczką na łóżku w pokoju Basi, którą jej odstąpiła. Ale tak nam spokojniej.
Dobrze zrobiłeś, Tomku Basia uśmiechnęła się Czego się boisz, tato? Przewijaj, bo jej gorąco.
Boję się zawahał się Tomek.
Niepotrzebnie. To twoje dziecko, dasz radę. Instynkt uruchom.
Basia szybko szepnęła Zosi, która weszła:
Nie przeszkadzaj mu!
I z kąpielą, i ze spacerami Tomek poradził sobie doskonale. Wanda, która przyszła na drugi dzień odwiedzić wnuczkę, cmoknęła:
To nie jest męska robota.
Taki stereotyp odparła Basia ciężko, posyłając zięciowi uśmiech, gdy trzymał maleńką Hanię na rękach.
Tego, jak Basia miała ochotę zabrać małą Hanię i wyręczyć nieporadnych rodziców, już nie zdradziła. Każda babcia tak ma wie wszystko najlepiej i zapomina, że sama kiedyś też się bała.
Haneczka rosła zdrowa i silna. Udało się nawet urządzić parapetówkę w nowym domu, a po półtora roku Zosia zaczęła myśleć o rodzeństwie dla córki, gdy przyszła niespodziewana tragedia.
Mamo, Hania ma gorączkę Zosia niemal szlochała przez telefon.
Wysoką?
Tak. I nie spada.
Dzwoń po pogotowie. Już jadę!
Basia pędziła przez nocny Kraków, modląc się w duchu, by wszystko skończyło się dobrze.
Niestety, karetka, oddział intensywnej terapii i dwie doby czekania na korytarzu po słowach lekarza:
Robimy, co się da. Proszę czekać
Zosia stała pod drzwiami jak skamieniała. Basia nie próbowała jej przekonywać, tylko przynosiła na zmianę kawę albo herbatę i zmuszała, by coś zjadła.
Będziesz jej potrzebna, gdy wyjdzie z oddziału.
Tomek biegał między pracą, a szpitalem. Basia przytulała go, gdy był bliski załamania:
Wytrzymaj, bo jak ty padniesz, to Zosię rozsadzi.
Wanda przyjechała do szpitala zaraz po Hannie.
Co się stało? Skąd to? To genetyczne czy infekcja?
Daj już spokój, Wanda, proszę Basia po raz pierwszy nie wytrzymała. Jakie to ma znaczenie?
Ale jak to Wanda popatrzyła na wykończoną Zosię, na Tomka ściskającego jej dłoń, na Basię z surową miną i zamilkła. Przepraszam…
Hania triumfalnie wygrzebała się z choroby po dwóch dniach i od razu zawołała mamę. Przenieśli ją na salę i Basia odetchnęła z ulgą.
Po kilku dniach odwiedziła wnuczkę ponownie. Kiedy zobaczyła, że Zosia zjadła obiad, już szykowała się do wyjścia, gdy córka ją zatrzymała.
Mamusiu, poczekaj… Chcemy z Tomkiem o coś zapytać.
Usłyszawszy prośbę, Basia zamknęła na moment oczy ze wzruszenia. Szczęście…
Pomogę, jasne! Nie musiałaś się pytać!
Dziękuję! Zosia odetchnęła. Przy dwójce dzieci i tak przy Hani tyle zachodu… Sama nie dam rady.
Dasz radę, z takim mężem!
Tomek wystawił rozczochraną głowę spod kołdry, pod którą schowała go bawiąca się córka.
A Ty się zgadzasz? zapytał nieśmiało.
Wprowadzać się do was? Oj, nie, ale pomogę, jasne. Ale tylko na trochę. Tymczasowo.
Mamusiu!
Co? Ja już stara i wolę własny kąt. Ale i tak jestem najbliżej, zawsze się liczycie. Każda rodzina powinna mieć swój dom, a babcie to tylko pomoc, nie lokator.
W domu Basia zaczęła pakować rzeczy, gdy zadzwoniła Wanda.
Basia? To nie dziwne, że Ty, a nie ja? była, jak zwykle, konkretna. Przecież ja wolna, wiem o dzieciach więcej, Ty masz pracę.
Wando, to nie ja decydowałam, tylko dzieci. Jak proszą o pomoc, to pomagam.
Tomek nawet nie chciał słuchać! Nie wiem, czym go przyciągnęłaś. Własna matka na boczny tor, co?
Spytaj go sama, Wanda Basia westchnęła Może to czas by dzieci wybierały?
Z Tobą nie da się normalnie rozmawiać! Wanda była już rozdrażniona. Powinnaś im odmówić, bo jesteś zajęta.
Przemyśl może, kiedy ostatni raz byłaś u Hani? Nawet nie dabrałaś być jej zawieźć obiad, bo już był.
No właśnie! burknęła Wanda.
Basia odłożyła słuchawkę i pomyślała, że dom można szybko poróżnić, ale trudniej potem naprawić. I nawet jeśli Wanda tego jeszcze nie rozumie, ona to wie coraz mocniej. Basia wykręciła numer Tomka.
Tomek, musimy pogadać.
Trzy lata później.
Babciu, dziś Ty mnie odwozisz na taniec, czy babcia Wanda?
Dziś ja. A babcia Wanda idzie z Pawłem do parku, bo mama musi do pracy.
To dzisiaj jem obiad u Ciebie?
Tak!
Super! A będą te Twoje bułeczki, co ostatnio robiłaś?
Skoro polubiłaś, to będą. Basia prowadziła samochód, zerkała w lusterko na wnuczkę w foteliku.
Babciu…
Tak, skarbie?
A do zoo pójdziemy na weekend z Tobą czy z babcią Wandą?
Pójdziemy wszyscy razem. I dziadka zabierzemy, bo też mu się przyda spacer.
A kupisz mi baloniki?
I lody, i watę cukrową!
Ekstra! ucieszyła się Hania. Tylko Pawłowi też musisz balonika kupić, dobrze?
Oczywiście!
Babciu…
Tak?
A mogę Ci zdradzić tajemnicę? Taką najważniejszą?
Jasne!
Będę miała jeszcze jednego brata albo siostrę.
Basia zamrugała zaskoczona. No, tego się nie spodziewała! Rzeczywiście Zosia ostatnio chodziła bardziej uśmiechnięta, ale nic nie mówiła. Odkąd Basia nie zgodziła się przeprowadzić do nich, dbając raczej o pomoc na żądanie i dzieląc się obowiązkami z Wandą, Zosia jeszcze bardziej ją szanowała, ale największe nowiny opowiadała już najpierw Tomkowi.
Na początku nie było łatwo, obyło się nie bez zgrzytów, musieli się dopasować. Najważniejsze było zdrowie Hani i przyszłego dziecka. Tak się złożyło, że Hania i Paweł mają obecnie dwie babcie i jednego dziadka.
Skąd wiesz? Basia przyciszyła radio.
Mama z tatą wczoraj rozmawiali, myśleli, że śpię. Babciu, a mogę chcieć siostrę?
A czemu pytasz?
Bo jak będzie brat, to będzie mu przykro, że nie chciałam.
Basia się uśmiechnęła. Takie dobre dziecko im rośnie!
Haniu, czy Pawła kochasz?
Bardzo!
To i nowego brata, jak będzie chłopak, pokochasz. On Ciebie też.
No dobrze…
A wiesz co?
Co?
Zawsze marzyłam, żeby mieć brata, a najlepiej dwóch.
Naprawdę?
Naprawdę!
To poczekam i na braciszka.
I wiesz co jeszcze? Basia skręciła w uliczkę, gdzie mieszkali Zosia i Tomek. To jak prezent na Nowy Rok. Dopóki nie otworzysz pudełka, nie wiesz, co tam jest!
Kupiłaś mi już prezent? Hania popatrzyła figlarnie, gdy Basia odpinała jej pasy.
Na Nowy Rok? Jeszcze nie! Ale na urodziny już tak. Chcesz wiedzieć tajemnicę?
Tak!
Babcia Wanda też kupiła. Co nie powiem!
Phi! oburzyła się wnuczka.
Przestań, urodziny tuż-tuż, zaraz się dowiesz.
Dobra! i zajączka w łapkę, do furtki marsz.
Basia wyjęła plecaczek z bagażnika, a na przeciw wyszła Wanda z Pawłem na rękach.
Witaj, babciu!
Hej, kochana! Wanda odwzajemniła uśmiech. My do parku.
A my na taniec. Najpierw tylko się przebierzemy.
Basia patrzyła, jak wnuczka wtulona w Wandę coś jej szybko opowiada, i myślała sobie, że kochać tych, co blisko, tak naprawdę wystarczy. Po prostu być rodziną.







