Mama tuliła do siebie córeczkę, całowała ją i w głowie miała jedno pytanie: Do kogo ona jest podobna? Wzdychała przy tym ciężko. Znajomi też się dziwili i zadawali te same pytania. Raz ktoś podpuścił jej męża, raz teściowa coś zasugerowała, może nawet sam Marcin zaczął w końcu podejrzewać coś niedobrego, bo któregoś dnia wrócił z pracy wyraźnie przygnębiony.
Marcin, co my zrobimy? To jeszcze za wcześnie Jagódka dopiero skończyła dwa i pół roku, ledwo co odstawiłam pieluchy. Ja nawet nie zdążyłam porządnie odpocząć mówiła zmartwiona Renata. Cały czas praktycznie z urlopu macierzyńskiego na kolejny urlop Jagódka jeszcze malutka, ciągle chce na ręce. Jak ja ją będę nosić z brzuszkiem?
Będzie nas czworo, a ty pracujesz sam jeden. Może poczekajmy jeszcze z kolejnym dzieckiem, co? zapytała niepewnie i przeraziła się swojej odwagi.
Co ty wygadujesz! Wyrzuć te głupoty z głowy. Marcin spojrzał surowo, ale zaraz zmiękł. Przepraszam, to moja wina, ale damy radę. Znajdę coś dodatkowo, będziemy się dzielić.
Jeśli będzie dziewczynka, nic się nie martw: ciuszków po Jagódce mamy całe sterty, nawet wózka kupować nie trzeba będzie. Różnica niewielka, będą się dogadywać. A jak chłopiec zawiesił głos no to złożę wniosek o większe mieszkanie zaśmiał się do Renaty i tak już postanowili.
Renata rozpieszczała Jagódkę. To była jej pierwsza, długo wyczekiwana córeczka. Nie mogła sobie odmówić, aby choćby raz dziennie nie wziąć jej na ręce, przytulić do siebie czy pocałować, nawet kiedy już wyraźnie było widać ciążowy brzuszek. Cichutko liczyła nawet, że może drugim razem się nie uda, bo przecież była naprawdę wymęczona, ale sama przed sobą tego nie przyznawała.
Nie miała wyboru natura zdecydowała inaczej. Druga ciąża przebiegła lekko i w terminie w rodzinie Mazurów pojawiła się kolejna dziewczynka.
Gdy po raz pierwszy przynieśli ją do karmienia, Renata aż się zatrzymała wzrokiem na jasnych włoskach na czubku główki maleństwa. Przecież i ona, i Marcin, oboje mieli ciemne włosy. Jagódka też była czarnowłosa po urodzeniu i dopiero później nieco się jej rozjaśniły. Może i u tej same się przyciemnią pomyślała Renata.
Błękitnookie, jasne dziecko zachwycało każdego, kto je widział. Z imieniem długo się nie namyślali: dali jej Zosia. Imię dość rzadkie, a inicjały dzieci będą takie same. Rodzice widzieli w tym jakiś swój własny sens.
Nikt nie potrafił zrozumieć, jak to się stało, że w jednej rodzinie urodziły się dwie tak różne dziewczynki. Zosia nie tylko była zupełnie inna niż siostra, ale i odmienna od rodziców.
Im była starsza, tym bardziej wychodziły na jaw te różnice. Tak jakby jakiś wiatr podrzucił ją nie do swoich.
Z czasem jej włosy przyciemniały do słomkowego blondu, była spokojna, pulchniutka, z niebieskimi jak niebo, szeroko otwartymi oczami patrzącymi z zaciekawieniem na świat.
Mama tuliła ją do siebie, całowała i znów myślała: No na kogo ona jest podobna? I znów westchnienie, a znajomi zadawali te same pytania.
Może mążowi ktoś nagadał, może teściowa siała zamęt, a może Marcin sam zaczął się niepokoić Pewnego dnia wrócił z pracy naburmuszony.
Milczał długo, co zaniepokoiło Renatę, a potem zażądał wyjaśnień, oskarżając ją o zdradę. Przypomniał sobie, jak kiedyś koło Renaty kręcił się sympatyczny blondyn Może to przez niego? Czy na stare znajomości?
A może w szpitalu dzieci się zamieniły? Rzadko się to zdarza, ale przecież bywa.
Nie zdradziłam cię z nikim. To nasza córka, nikt jej nie podmienił tłumaczyła zapłakana Renata, urażona niesprawiedliwością tych podejrzeń.
Kłócili się coraz częściej, atmosfera się zagęszczała, aż Renata zaczęła nawet się pakować z zamiarem odejścia. Wtedy Marcin się obudził. Kochał żonę, a gdyby ją zostawił, zabrałaby dzieci, zostałby sam. Bał się tego. Chciał tylko znać prawdę.
Było mu wstyd tych wszystkich westchnień i szeptów: Od kogo ona taka jasna? Ani po mamie, ani po tacie
Czuł się jakby wszyscy widzieli mu nad głową wyimaginowane rogi. Błagał Renatę, żeby została, ale uprzedził, że zrobi test na ojcostwo. Renata znowu się rozpłakała.
Jak mam zostać, skoro mi nie wierzysz? Skoro robisz test, to sprawdź też Jagódkę, może i ją nawędziłam. Najlepiej od razu się rozejdźmy.
Marcin sam zebrał ślinę młodszej córki do próbki, wyciął włos starszej, osobiście zaniósł materiał do laboratorium. Wypytywał, czy na pewno niczego nie pomylą, czy można podmienić próbki, czy wynik może być zły. Zapewniono go, że to niewykonalne. Trochę się uspokoił.
Dziewczynki słyszały kłótnie. Zosi była co prawda tylko cztery lata, ale i ona rozumiała, że coś jest nie tak przez nią. Jagódka powiedziała jej nawet prosto z mostu:
Nie jesteś moją siostrą. Ciebie tu podrzucono. To przez ciebie mama z tatą się kłócą i przez ciebie się rozwiodą.
Zosia rozpłakała się, mama długo nie mogła jej uspokoić.
Jagódka zaczęła się zastanawiać, jakby się tu pozbyć siostry. Gdyby jej nie było, rodzice byliby szczęśliwi i nie chcieliby się rozstać.
Raz, gdy mama wyszła do sklepu i trochę się zasiedziała, a tata był w pracy, Jagódka ubrała siostrę i zabrała ją na spacer. Szły coraz dalej od domu
Renata wróciła, dzieci nie było. Wybiegła na podwórko, ale i tam ich nie było. Sąsiadka z pierwszego piętra widziała, że poszły gdzieś razem, ale się nie wtrąciła, bo zaraz miał się zacząć jej ulubiony serial.
Rozpaczliwie biegała po blokach szukając dziewczynek. Potem dołączył do niej Marcin. Zapadał wieczór, a dziewczynek nie było. Wezwali policję.
Po godzinie znalazły się obie. Najpierw Zosia jakaś kobieta zadzwoniła na komisariat, że w jej podwórku płacze malutka dziewczynka sama. Po chwili znaleziono też Jagódkę, która zabłądziła i nie mogła trafić do domu.
Rodzice tak odetchnęli z ulgą, że nawet nie mieli do dzieci siły się złościć. Jagódka oczywiście nie wyznała, co planowała naprawdę.
Znów zaczęli się kłócić: Marcin zarzucał Renacie, że zostawiła dzieci same, a ona jemu, że cały czas go nie ma.
A jakby pod samochód wpadły, albo ktoś je porwał?!
Wreszcie przyszły wyniki testów. Marcin był ojcem obu dziewczynek, żadnej zdrady ani pomyłki nie było.
Powiedziano mu, że czasami ujawniają się ukryte geny i tak to może wyglądać. Nawet jasna Polka czasem urodzi ciemne dziecko i odwrotnie. Taka zagadka przodków.
Powoli rodzinny spokój wracał. Ale Zosia i tak czuła się niepotrzebna, niekochana. Siostry nie były zżyte. Jagódka miała do niej żal. Gdy się spierały, Jagódka wypominała Zosi, że nikt jej nie kocha i że nie jest jej prawdziwą siostrą.
Mnie kupują nowe sukienki, a ty masz moje znoszone, bo nie jesteś moją siostrą rzucała niepodważalny argument.
Zosia płakała, mamie się nie skarżyła. Jagódka często ją podpuszczała, sama rozrabiała, a potem zganiała wszystko na młodszą siostrę.
No w kogo ty jesteś? Zobacz na Jagódkę, taka grzeczna, siedzi cicho, nie broi wzdychała mama.
Po takich słowach Zosia zaczęła się chować po kątach. Zamknęła się w sobie, czasem siadała w rogu, zamykała oczy. Udawała przed sobą, że jeśli nie widzi pokoju, mamy, to jej tu nie ma.
Jagódka pierwsza skończyła podstawówkę, do liceum iść nie chciała po co ładnej dziewczynie studia? Na potańcówkach poznała chłopaka, wyszła za niego szybko, bo miał swoje mieszkanie w Krakowie i razem z ojcem handlował używanymi samochodami.
Mama Renata, mimo wszystko kochała Zosię, ale nieświadomie ciągle stawiała starszą córkę za wzór. Ta czuła się porównywana nie na swoją korzyść. W głowie dźwięczały jej słowa z dzieciństwa: rzeczywiście donaszała ubrania po siostrze.
No zobacz, jaka Jagoda sprytna, jakiego chłopaka sobie złapała Ucz się, a nie siedzisz całymi dniami w domu, rysujesz i marzysz o nie wiadomo czym. Może byś się przeszła na spacer? narzekała mama.
Gdy w liceum zainteresował się nią chłopak, Zosia pozwoliła sobie na chwile szczęścia. Chciała tylko jednej rzeczy żeby ktoś ją kochał.
Nie od razu zorientowała się, że jest w ciąży. Kiedy to do niej dotarło, przestraszyła się i powiedziała chłopakowi. Jemu też zależało, więc postanowił powiedzieć rodzicom.
Wtedy wszystko wyszło na jaw. Jego matka przyszła do Mazurów przekonać Zosię, by usunęła ciążę, bo nie będzie niszczyć przyszłości jej syna.
W obronie córki stanął nieoczekiwanie Marcin. Pewnie chciał nadrobić swoje stare błędy, a może po prostu mu jej żal było.
Nie dam zrobić jej krzywdy, urodzi i sama sobie da radę. Jak wam nie pasuje, to wychowamy dziecko bez was powiedział.
Chłopaka wysłali rodzice na studia do Poznania. Zosię przeniesiono na nauczanie indywidualne. W szkole całą sprawę starali się zamieść pod dywan, żeby nie było kłopotów. Egzamin zdawała w domu pod nadzorem nauczycieli, a nie wśród innych uczniów.
Nauczycielka angielskiego okazała jej dużo wsparcia, pomogła dobrze zdać egzamin.
Niedługo potem Marcin dostał zawału. Pracował dużo, stres dał mu się we znaki serce nie wytrzymało. Położył się na chwilę odpocząć przy telewizorze i już się nie obudził. Renata zorientowała się przy kolacji, że nie żyje. Krzyk i płacz, pogotowie i formalności
Dla Zosi to był dodatkowy cios tego samego dnia, w którym odszedł tata, na świat przyszedł jej syn. Taki sam jak ona: jasny meszek, niebieskie oczy.
Na pogrzeb nie mogła iść leżała w szpitalu. Mama, przybita rozpaczą, przyszła po nią do szpitala, a w domu rzuciła, że to Zosia zajechała ojca, że od niej tylko kłopoty od urodzenia. Ale wnuka pokochała od pierwszego wejrzenia.
Co miała zrobić? Dziecko jak aniołek, aż serce się ściska. Tylko stale powtarzała, że teraz już nikt nie weźmie Zosi za żonę.
Ja już nikogo nie potrzebuję Skoro własny ojciec się wahał, to już żaden cudzy nie pokocha mojego syna odpowiadała Zosia.
Chłopiec rósł spokojny, bystry, dorósł do pięciu lat, kiedy w życie Zosi znów chciała wtrącić się siostra. Jagódka, w przeciwieństwie do niej, nigdy nie mogła mieć dzieci. Teściowie wywierali presję na męża, żeby szukał innej kobiety. Zaczął zdradzać Jagodę, ale ona nie chciała wracać do domu do nędzy i wstydu, tym bardziej że Zosia z synem tam mieszkała. Zosia pracowała już jako fryzjerka, Serduszko poszedł do przedszkola.
Jagoda znowu wymyśliła, żeby pozbyć się siostry, ale jak tu dorosłą kobietę pogonić? Wymyśliła, że znajdzie jej męża.
Do niej często przychodził do domu informatyk ustawiać komputer. Młody, przystojny, kawaler. Sama miała chęć się do niego zbliżyć i zrobić na złość mężowi, ale został przez niego odrzucony. No to go podsunie Zosi. Powiedziała informatyczowi, że chce pogadać, umówiła się z nim w kawiarni, a siostrze powiedziała, że chce ją z kimś poznać nie można być wiecznie samą.
Była pewna, że Zosia go nie zainteresuje: zestresuje się, będzie niezręczna. Zresztą, informatyk czekałby raczej na nią a nie Zosię. A jeśli jednak się dogadają, to siostra się wyprowadzi, a Jagoda wróci do mamy. Tak czy siak wygrana.
Zosia ubrała się ładnie, uczesała włosy, ale makijażu nie nakładała niech widzi ją naturalną.
W kawiarni od razu go zauważyła siedział sam przy stoliku, zapatrzony w telefon.
Pan Damian? zapytała nieśmiało.
Tak, a pani to?
Jestem siostrą Jagody. Zosia.
Był zaskoczony, ale zaproponował kawę.
Tu mają dobre serniki, zamówić coś? spytał.
Skąd pan wie?
Często tu czekam na klientów. Znów popatrzył w telefon, próbując dodzwonić się do Jagody.
Zosia przyglądała mu się z uwagą. Podkrążone oczy, kilkudniowy zarost, dłuższe potargane włosy.
Kusiło ją, żeby go postrzyc. Czuła się niezręcznie, a Damian nie zwracał na nią uwagi.
Przeszkadzam panu? zapytała w końcu.
Nie, raczej nie. Czy siostra nie przyjdzie?
Nie wiem. Jagoda mówiła, że dziś się pan ze mną spotyka. Może najlepiej pójdę już do domu
Przynieśli kawę.
No, wypijmy kawę, skoro już pani przyszła.
Ja podziękuję. Zosia odsunęła ciasto.
Boisz się, że przytyjesz? Dobrze wyglądasz, nie martw się powiedział Damian.
Ale podobno faceci lubią szczupłe dziewczyny
Skąd ten pomysł? Co ty wiesz o facetach?
Nic wyznała Zosia. Mam synka, ma pięć lat. Jagoda nie mówiła?
Nie musiała odparł spokojnie Damian.
Mimo, że Zosia przeczuła podstęp Jagody, Damian odprowadził ją do domu. Rozmawiali całą drogę głównie on, ona słuchała.
Poprosił o numer telefonu.
Po co? zdziwiona.
Chcę się dalej spotykać, o sobie tyle powiedziałem, o tobie nic nie wiem. Zadzwonię.
Odezwał się dopiero tydzień później.
Przepraszam, miałem dużo pracy. Dzisiaj wieczorem jestem wolny. Spotkamy się?
Zosia się zawahała miała synka, on podjął decyzję bez pytania Ale postanowiła dać mu szansę.
Znów spotkali się w kawiarni. Zosia nieśmiało zaczęła opowiadać mu o swoim dzieciństwie, kłótniach rodziców, życiu w cieniu Jagody. Opowiadając, sama spojrzała na siebie jakby jego oczami. To było oczyszczające.
Wychodząc z kawiarni, zaczepił ich bezpański pies. Weszli do sklepu, Damian kupił mu chleb i parówki.
Przed kasą starsza pani liczyła grosiki. Damian zapłacił za jej zakupy, dorzucił czekoladę, parówkę i loda.
A lody po co? spytała Zosia.
Wiesz, moja babcia je uwielbiała, ale rzadko sobie pozwalała. Żal mi starszych ludzi i zwierząt. Jeśli mam pieniądze, czemu nie mogę pomóc?
A mnie też tak traktujesz? Z litości jak psa czy staruszkę? zapytała z wahaniem.
Zwariowałaś? Jesteś świetna. Naprawdę. Zwierząt i starszych ludzi mi żal. Ciebie serio polubiłem.
Pies zjadł, co miał zjeść, i pobiegł gdzieś dalej.
Wieczorem zadzwoniła Jagoda.
I jak? pytała z zazdrością.
Dobrze odpowiedziała Zosia.
Co takiego dobrego?
Spotykam się z Damianem. Dzięki, że nas przedstawiłaś.
Co? Naprawdę ci się spodobał ten gbur?
Jest bardzo dobry. Z nim czuję się swobodnie. Powiedział, że się mu podobam.
Jagoda coś mruknęła i się rozłączyła, ale chwilę później była pod drzwiami. Zosia położyła synka, dołączyła do nich w kuchni, ale usłyszała rozmowę przez uchylone drzwi
Tej zawsze jej się trafi! Ja chciałam tylko go oszukać, a on się we mnie nie zakochał i poszedł w tę tłustą sierotę!
Co ty mówisz, dziecko? Masz męża, a gadasz takie rzeczy! krzyknęła Renata.
Ten mąż to się już ze mną rozstaje, szuka żony, ja nie mogę mieć dzieci! Czemu to jej się udaje? A ja mnie do kanału mogłabym kiedyś popchnąć!
Co ty bredzisz?!
W tym momencie mama zbladła, złapała się za serce, straciła przytomność. Zosia zadzwoniła po karetkę. Szybko udzielono jej pomocy, więc skutki udaru nie były poważne.
Dwa miesiące później Zosia wyszła za Damiana, razem z synkiem zamieszkali razem.
Mamę odwiedzała niemal codziennie. Jagoda pokłóciła się ze wszystkimi i ponoć wyjechała na drugi koniec Polski.
Rodzice myślą, że dzieci nic nie rozumieją, kłócą się na ich oczach A dzieci słyszą wszystko i wyciągają swoje wnioski.
Często rywalizacja o miłość rodziców i o podziw chłopaków bywa bardzo bolesna. Zemsta zwykle obraca się przeciw temu, kto źle życzy.
Dzieci rzadko słuchają słów dorosłych, ale nigdy nie mylą się ich naśladując.
John Baldwin
Słowa, jakie słyszy córka czy wyrażają wsparcie i troskę, czy ranią zapisują się w niej jako prawda o sobie samej i relacjach z innymi ludźmi.







