Mama jest zmęczona

Mama jest zmęczona

Krystyna tak krzyczała na kasjerkę w Biedronce, że biedna kobieta aż miała drżące dłonie.

Długo jeszcze będzie pani grzebać tymi produktami?! Nie umie pani pracować, to niech siedzi w domu!

Przepraszam, starsza pani już i tak szybko skanowała towary, ale udało jej się jeszcze przyśpieszyć.

Krystyna, mąż łagodnie dotknął jej łokcia, już wystarczy, chodźmy.

Żona odwróciła się gwałtownie:

Ty się nie wtrącaj! Kto cię pytał?

Mirosław odwrócił wzrok i zamilkł. Zawsze milczał.

***

W domu pachniało ziołowym kurczakiem. Teściowa, Wanda, stała przy kuchence i mieszała rosół.

O, przyszliście! Ugotowałam rosół z makaronem. Chodźcie, zaraz nałożę.

Ile razy mam prosić, żeby nie wchodzić do mojej kuchni, syknęła Krystyna. Wy tutaj mieszkacie czy jesteście tylko gośćmi?

Wanda pobladła, odstawiła łyżkę.

Przecież chciałam tylko pomóc

Nie trzeba mi pomocy! Poradzę sobie!

Z pokoju wybiegł siedmioletni Kuba:

Mamo, cześć! Wiktor z drugiej klatki mówi, że jestem cienias! Ale nie jestem, prawda?

Daj mi spokój, warknęła Krystyna, nie widzisz, że jestem zajęta?!

Kuba się zatrzymał. Spojrzał na babcię. Ta odwróciła wzrok.

Krystyna zamknęła się w pokoju, mocno trzaskając drzwiami.

***

Tak było zawsze.

Każdy dzień wyglądał podobnie. Krystyna budziła się zła, zasypiała zła, a w międzyczasie krzyczała na wszystkich: na męża, teściową, syna, kasjerki, współpracowników, przypadkowych ludzi.

Czasami, choć rzadko, miała przebłyski: Boże, co ja robię? Ale te myśli wpadały w czarną dziurę, z której nie było wyjścia.

Mąż znosił. Przyzwyczaił się. Dziesięć lat małżeństwa nauczyły go jednego milczeć.

Pracował na dwóch etatach, przynosił pieniądze, robił wszystko, czego Krystyna chciała. Nocami, gdy ona już spała, wychodził do kuchni, parzył herbatę i wpatrywał się w jeden punkt przez dłuższą chwilę. Myślał.

Wanda przyjechała trzy miesiące temu, pomagać przy Kubie, gdy rodzice byli w pracy. Zgodziła się, ale codziennie czuła na sobie spojrzenie pełne niechęci.

Kuba… Kuba po prostu żył. Biegał, bawił się, zadawał pytania. Za każdym razem, gdy zbliżał się do mamy, natrafiał na mur.

Na początku płakał. Potem już nie. Siadał cichutko obok babci tak było lepiej.

***

W piątek było jak zwykle.

Krystyna wróciła po pracy wyjątkowo rozdrażniona: szef nawrzeszczał, koleżanka podłożyła jej nogę, w tramwaju ktoś wszedł jej na nowo kupione buty.

Tuż przed jej powrotem Kuba wylał sok na nową, beżową kanapę kupioną na raty.

Stał przerażony obok pustej szklanki, patrząc na narastającą czerwoną plamę.

Co ty zrobiłeś?! wrzasnęła Krystyna, wchodząc do mieszkania, wiesz, ile kosztowała ta kanapa?! To chyba nie złotówka!

Mamo, to przez przypadek, przepraszam… Tylko nie krzycz, bo ja się ciebie boję

Boisz się?! Krystyna rozjuszyła się jeszcze bardziej tylko psuć potrafisz! Przez ciebie nie da się żyć!

Mamusiu, przepraszam

Idź do swojego pokoju! Nie chcę cię widzieć!

Kuba odszedł. Krystyna jeszcze długo krzyczała w pustkę, aż ochrypła.

***

Tej nocy nie mogła zasnąć. Poszła do kuchni, usiadła przy oknie. Za oknem mżył deszcz.

Gapiła się na krople na szybie. Miała wszystkiego dość. Marzyła, by to się skończyło. By wszyscy dali jej spokój. By w końcu nastała cisza.

Nie zauważyła, kiedy zasnęła ze zmęczenia przy stole.

Obudził ją chłód o czwartej nad ranem.

W mieszkaniu panowała cisza. Mirek spał, Wanda spała, Kuba spał.

Poszła do łazienki. Przechodząc obok pokoju Kuby, zobaczyła uchylone drzwi. Zerknęła czy nie rozkopał się w nocy.

Kuba spał skulony, obejmując poduszkę. Na biurku obok łóżka leżał otwarty zeszyt w kratkę, z okładką porysowaną czołgami.

Krystyna już chciała odejść, ale zauważyła na stronie słowo:

Mama.

Wzięła zeszyt, usiadła na brzegu łóżka i zaczęła czytać.

To był dziennik.

Pierwszy wpis z września.

Dziś mama znowu krzyczała. Tata mówi, że jest zmęczona. Chciałem ją przytulić, ale się odsunęła. To chyba dlatego, że jestem niedobry.

Krystyna przełknęła ślinę. Przekręciła stronę.

Październik. Dziś babcia ma urodziny. Narysowałem dla niej kartkę z kwiatkami. Chciałem dać rano, ale mama krzyczała na tatę, więc schowałem pod poduszkę. Może dam jutro, gdy mama wyjdzie do pracy.

Kolejna notatka.

Listopad. Zepsułem autko, które dał mi tata. Specjalnie. Pomyślałem, że jak zniszczę coś swojego, mama nie będzie krzyczeć. Ale i tak krzyczała. Powiedziała, że niczego nie szanuję. I że jestem głupi.

Ręce Krystyny zaczęły się trząść.

Grudzień. Zaraz święta. Napisałem list do Mikołaja. Poprosiłem, żeby mama przestała krzyczeć. Szkoda, że takiego prezentu się nie dostaje.

Styczeń. W szkole kazali napisać kim chcę być jak dorosnę. Napisałem, że chcę być niewidzialny. Żeby mama mnie nie widziała i nie krzyczała. Pani była zdziwiona i dzwoniła do taty. Tata przyszedł, porozmawiał. Powiedział, że mama jest dobra, tylko ma ciężko. Wiem. Pamiętam, jaka była dawniej. Przytulała mnie i się śmiała. Teraz już się nie śmieje. Nigdy.

Krystyna siedziała, nie mogąc się ruszyć. Łzy kapały na zeszyt, rozmywając atrament.

Luty. Dzisiaj rozlałem sok na kanapę. Mama krzyczała bardzo długo.
Kiedy krzyczy, czuję, jakbym trochę umierał. Najpierw uszy, potem serce, potem dusza. Położyłem się i zamknąłem oczy. Myślałem: ciekawe, gdybym umarł we śnie, to mama by płakała? Czy tylko powiedziałaby: mniej problemów?

Zeszyt wypadł Krystynie z rąk. Ramiona jej drżały, lecz nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Bała się obudzić syna. Bała się, że zobaczy, jaka jest. Bała się wszystkiego.

Siedziała tak długo, może dwadzieścia minut, może godzinę. W końcu podniosła zeszyt, położyła go na miejsce. Wyszła.

Wróciła do sypialni, położyła się obok Mirka. Gapiła się w sufit do świtu.

***

Kuba obudził się pierwszy.

Otworzył oczy, przeciągnął się, usiadł. Zobaczył uchylone drzwi i wspomniał wczorajszy wieczór. Westchnął.

Wyszedł na korytarz, nasłuchiwał. Cisza. Ciekawe. Zazwyczaj o tej porze mama już rzuca garnkami i narzeka, że wszyscy to śpiochy.

Zajrzał do kuchni.

Mama siedziała przy stole. Nie krzyczała, nie grzechotała naczyniami. Po prostu patrzyła przez okno. Przed nią stał kubek z herbatą, dawno wystygłą.

Mamo? szepnął Kuba.

Krystyna spojrzała. Miała dziwną minę nie była zła ani zmęczona, tylko jakaś inna. Kuba nie rozumiał, jaka.

Dzień dobry, powiedziała cicho. Chodź na śniadanie.

Usiadł przy stole. Mama postawiła przed nim miskę owsianki. Usiadła naprzeciwko.

Kuba jadł i zerkał na mamę. Czekał, aż zacznie się zwyczajowa litania. Ale nic się nie działo.

Mamo, zagadnął nieśmiało, co się stało?

Nic.

Dlaczego nic nie mówisz?

Myślę.

O czym?

Krystyna spojrzała długo na syna. Potem wyciągnęła rękę i pogłaskała go po głowie. Tak po prostu, bez powodu.

Myślę o tobie. O nas.

Kuba zamarł z łyżką w ustach.

Mamo, czy ty jesteś chora?

Nie, synku. Wręcz przeciwnie może w końcu zdrowieję.

Nie zrozumiał, ale pokiwał głową. Dla niego i tak najważniejsze było, że nie krzyczy.

Jedz, powiedziała Krystyna. Zaraz trzeba iść do szkoły.

Kuba wypił herbatę, wstał, poszedł się przygotować. Przy drzwiach przystanął.

Mamo, zapytał cicho a wieczorem znów nie będziesz krzyczeć?

Krystyna podeszła, przykucnęła przed nim.

Słuchaj. Nie wiem, czy dam radę. Ale bardzo się postaram nie krzyczeć. Tak, żebyś już nigdy się mnie nie bał. Rozumiesz?

Kuba przytaknął.

A jeśli jednak się nie uda? wyszeptał.

Jeśli nie uda powiedz mi. Powiedz: Znowu?. I przypomnę sobie.

Co sobie przypomnisz?

Wszystko, pocałowała go w czoło. Biegnij.

Kuba wyszedł.

Krystyna została w przedpokoju. Słyszała, jak trzaska drzwi windy. Potem zapadła cisza.

Z pokoju wyszedł Mirosław, rozczochrany, jeszcze zaspany.

Co ty tak wcześnie? spytał.

Nie spałam.

Spojrzał na nią uważnie.

Wszystko w porządku?

Tak, odparła. Idź na śniadanie.

Mąż poszedł do kuchni, Krystyna razem z nim.

Usiedli razem. Mirosław nalał sobie herbaty

Mirku, zapytała nagle Krystyna. Za co ty mnie kochasz?

Zakrztusił się.

Co?

Za co mnie kochasz? Przecież jestem potworem.

Mirosław odstawił kubek. Spojrzał jej prosto w oczy.

Nie jesteś potworem, powiedział. Po prostu zapomniałaś, jaka byłaś.

A jaka byłam?

Różna, uśmiechnął się lekko. Pamiętam. Byłaś ciepła, zabawna, czuła. Przytulałaś tak, że aż człowieka bolało! Ja wszystko pamiętam, Krysia. Ty po prostu zapomniałaś

Nie odpowiedziała.

Wiesz, bardzo bym chciał, żebyś znów taka była, dodał Mirosław. Poczekam tyle, ile trzeba.

Krystyna wyciągnęła rękę i ścisnęła jego dłoń.

***

Tego dnia ani razu nie nakrzyczała na nikogo.

Kuba wrócił ze szkoły. Rzucił plecak, podbiegł, objął ją bez powodu.

Mamo! Dostałem dziś piątkę!

Super, pochwaliła go. Jestem dumna!

Zamarł. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

Naprawdę?

Naprawdę.

Kuba się uśmiechnął. Tak szeroko, jak nie uśmiechał się od dawna.

Mamo, wiesz dziś w szkole wymyśliłem, że może wieczorem mnie przytulisz. I naprawdę to zrobiłaś.

Głuptasie, Krystyna przytuliła syna mocno. Od teraz będę cię tulić. Codziennie!

***

Wieczorem weszła do jego pokoju. Kuba już spał. Na biurku leżał ten sam zeszyt.

Krystyna wzięła go, otworzyła na ostatniej stronie. Wyjęła długopis, dodała pod wpisami syna:

Synku, bardzo cię kocham. Przepraszam. Będę robić wszystko, żeby być lepsza.
Mama.

***

Piszę to wszystko dziś, już spokojny. Nauczyłem się, że nawet najgorszy gniew można przezwyciężyć, jeśli tylko znajdzie się w sobie odwagę spojrzeć w lustro i powiedzieć: Stop. Spróbuję inaczej. I nigdy nie jest za późno, by przestać ranić bliskich i siebie. Każdego dnia warto próbować być lepszym człowiekiem.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Mama jest zmęczona