Kosztowna przyjemność

Drogi pamiętniku,

– Pola, znowu? Ile razy można? Ja pracuję tylko na twojego kota!

Kotek, którego Pola właśnie próbowała wcisnąć do transporterka, ponownie jej się wyślizgnął, z głośnym plask lądując na podłodze i uciekł w kąt przedpokoju, głośno zawodząc. Po jego minie widać było, że ten kot, któremu Pola już wiele lat temu nadała romantyczne imię Fryderyk postanowił jak najdrożej sprzedać swoje, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebne życie.

To było dawno, bo Frycek, jak Pola pieszczotliwie nazywała swojego futrzastego przyjaciela, mieszkał u niej już ponad dziesięć lat. Ile tak naprawdę miał lat, Pola nie wiedziała dokładnie. Zgarnęła go z ulicy i na pewno nie był wtedy kociakiem. Już wtedy był dorosłym kotem, choć jak powiedzieli lekarze w klinice weterynaryjnej, do której poszła z nim matka Poli, Marianna jeszcze młodym.

Marianna przyszła wtedy razem z córką, mocno przyciskając do siebie futrzastą kulkę zawiniętą w stare dziecięce kocyki.

– Proszę, niech mi go pani uratuje!

– Skąd pani tego cudaka wzięła? pani weterynarz aż się skrzywiła. Przecież to typowy dachowiec!

– A co to za różnica? To mój kot! Pomóżcie mu! Widać przecież, jak bardzo cierpi! Na co tu czekać? Moje pieniądze są jakieś gorsze niż tych, co tu przychodzą z rodowodowymi kotami?!

Marianna była wtedy tak wściekła, że weterynarz nie zamierzała się z nią wykłócać. I dobrze zrobiła.

Marianna Sławińska była wyjątkowo upartą kobietą. A co? Takie życie. Spróbujcie wychować dziecko bez ojca i żadnego wsparcia, opiekując się dwójką starych rodziców, i to wszystko z pensji przedszkolanki To nie takie proste można zahartować zęby.

Była stanowcza, ale miała ogromne, dobre serce. Kochała dzieci, koty, i nawet czasem psy, choć tych od małego zawsze się bała.

Nie dawała sobie w kaszę dmuchać nikomu ani sąsiadkom z podwórka, ani rodzicom dzieci z jej grupy, ani zupełnie obcym ludziom, którzy uważali, że ona, drobna i samotna, będzie łatwym celem.

Jednak zamiast awantur, umiała zawsze znaleźć argument, który włączał u rozmówcy jakiś ukryty przełącznik i rozmowa skręcała na zupełnie inny tor. Często osoba, która jeszcze przed chwilą podnosiła głos czy nawet zwyzywała, nagle zaczynała opowiadać o sobie, żalić się, otwierać. A Marianna tylko kiwała głową, współczuła i słuchała, aż w końcu zawsze jej potem dziękowali i przepraszali.

Nie wiedziała, jak i dlaczego to działa po prostu potrafiła zrozumieć, co naprawdę boli ludzi. Tylko z bliskimi nigdy nie umiała się tak dogadać.

Męża wystraszyła tak skutecznie, że uciekł po tygodniu od ślubu. Jej mama często żartowała, że długo jeszcze wytrzymał. Przykro było, ale Marianna musiała przyznać rację. Sama czuła, że nie była idealna kobieta, może nic dziwnego, że mąż przy wyjściu rzucił jej z ironicznym uśmieszkiem:

– Z ciebie taka kobieta jak ze mnie baletnica!

Oczywiście, bardzo to ją zabolało.

Ale po kilku miesiącach dowiedziała się, że jest w ciąży. Uspokoiła się. Kobietą jest jakby nie patrzeć! Mężczyźni przecież nie rodzą!

Na córkę czekała bardziej niż na własne urodziny czy Wigilię. Jej życie, szare i raczej bez fajerwerków, niezbyt rozpieszczało ją świętami. Czekała i na to, że będzie wreszcie za coś odpowiedzialna.

Matka Marianny nie wsparła jej w decyzji zatrzymania dziecka.

– Po co ci to, Maria? Obciążenie! Jesteś młoda, ładna, jakieś perspektywy masz. Urodzisz? I co? Będziesz jadła makaron i kaszę! I dziecko skazujesz na to samo! Dzieci to bardzo drogie hobby, Mario! Tylko ty jeszcze tego nie rozumiesz. Zrozumiesz

– Mamo, a my inaczej żyłyśmy?

– Właśnie! I co z tego wynika?

Marianna się nad tym poważnie zastanowiła. Zazwyczaj słuchała matki. Tym razem jednak coś się w niej postawiło. Myśl o aborcji sprawiała jej niemal fizyczny ból. To nie był jeszcze ktoś, ale świadomość, że mogłaby pozbawić się macierzyństwa, bolała ją bardziej niż wszystko inne. Nie myślała o tym, że tylko od niej zależy ta decyzja, nie. Poczuła, że broni siebie.

Ostatecznie rozmowę rozstrzygnęła babcia. Pojawiła się nagle z walizką i elegancką, świąteczną chustką na głowie.

– Rodź, Marysiu! Pomogę.

– Babciu! Dziadek sam w wiosce sobie nie poradzi!

– Marzenko, on jeszcze silny! Zaopiekujemy się nim, jak trzeba będzie, zabierzemy go do nas.

Na stole pojawił się schludny tobołek, a Marianna rozpoznała ulubiony ręcznik, wyhaftowany przez siebie na imieniny babci.

– Pamiętasz? Otwieraj!

Takiej ilości pieniędzy nie widziała w rękach nigdy wcześniej i nigdy potem.

– Dziadek sprzedał dom rodzinny. Przez wieś prowadzą nową trasę i ziemia jest teraz warta fortunę. I wszystkie nasze oszczędności tu są. Na mieszkanie wystarczy. Dalej już będziesz wiedzieć, co robić.

– Babciu, no nie mogę

– Możesz, Marysiu! Nie dyskutuj! Nie dla ciebie, to dla dziecka. Kto o nim zadba, jeśli nie matka?!

Ten gest był ostatnią kroplą w oceanie nieporozumień między Marianną a jej matką.

– No proszę Jak ja prosiłam o pomoc, to nie było! A teraz to co, babcia z czekiem przyjechała?! Dobrze, nic nie mówię.

Babcia wygoniła wtedy matkę do drugiego pokoju i przez długą chwilę o czymś poważnie rozmawiały.

Nie udało się jednak do końca ich pogodzić. Matka nie mogła zrozumieć, dlaczego Mariannie los tak sprzyja dostała wsparcie, mieszkanie, nawet babcią do pomocy.

Marianna nie pojmowała, czemu była winna. Nie szalała, porządnie żyła, wpadka przez męża normalne. Ale miał rację dziadek: “Jak nie wyszło, to oboje winni! Nie może być tak, że w zaprzęgu jeden koń ciągnie, a drugi tylko siedzi!”

Nie odzywała się za wiele, ale babci dziękowała bez końca.

Kawalerka była mała, ale po gruntownym remoncie, który babcia przeprowadziła z pomocą ekipy robotników i własnej siły przekonywania, zamieniła się w wygodny dom z dziecięcym łóżeczkiem.

– Czego płaczesz, głupia dziewczyno? Czas cieszyć się! babcia szybko wytarła jej łzy i zaraz pogoniła dzieci do nowej kuchni.

Córka, Pola, urodziła się trochę przed terminem, ale zdrowa i silna. Rosła delikatna i pogodna nie było się czemu dziwić. Marianna po doświadczeniach ze swoją matką postanowiła nigdy nie być taka dla własnego dziecka.

– Babcia ci najbliższa! Wiadomo, mieszkanie kupiła, z wnuczką siedzi, a ja? Mnie nie wpuszczacie nawet, żebym z nią pobyła!

– Mamo, kto ci bronił? Przyjdź, tylko nie podnoś głosu, bo Pola się boi

– Ona się boi! w głosie babki był tylko żal. Jest jeszcze dzieckiem! Co ją miało przestraszyć? To, że mówię głośno?

– Mamo, ty nie mówisz, ty krzyczysz – Marianna prawie się rozpłakała.

Najbliższa osoba nie chciała jej słuchać.

– Zobaczysz, twoja córka ci się jeszcze odpłaci takim samym tonem!

– Nie odpłaci! łzy zniknęły.

– Odpłaci! Wszystko przez wychowanie! Ja cię rozpieszczałam i teraz piję z tego kielicha. Zawsze Marysia, Marysia! A ona tak mi się odpłaca, córka ukochana! Na głowie mi siedzi! Teraz Ty już mnie nie potrzebujesz!

– Dziękuję, mamo. Głos Marianny zrobił się nagle zupełnie spokojny.

– Za co?

– Za naukę. Teraz wiem, jak nie postępować. Dziękuję, uratowałaś mnie przed błędem.

Zamilkła, a w głowie dudniła myśl: Ja będę inną mamą!

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

Marianna wcale nie była pewna, że postępuje właściwie, ucząc Polę odpowiednich wartości. Pola nie była kapryśna, ale miała charakter, którego mógłby jej pozazdrościć niejeden dorosły. Nawet jako mała dziewczynka potrafiła się uprzeć, wiedziała, czego chce i umiała to uzyskać.

– Mamusiu, mogę cukierka?

– Polciu, po obiedzie!

– Ale tak zupełnie nie mogę?

– Nie.

– No dobrze, mamusiu, a jak zjem cały obiad, to dostanę dwa?

– Jasne!

I tak budował się charakter Poli. Szybko się nauczyła, że krzyk nic nie znaczy, a nawet babcię umiała przekonać, prosząc ją słodkim głosikiem:

– Babciu, nie złość się! To takie nieładne. A ty jesteś taka ładna! Chodź!

– Po co? Matka Marianny milkła. Pola sadzała ją w fotelu, wdrapywała się na kolana i gładziła palcem jej czoło.

– O, tak! Widzisz wszystko gładziutkie! Będziesz jeszcze piękniejsza!

Z czasem w rodzinie wszystko się poukładało.

Marianna pracowała, a babcia z dziadkiem (który sprzedał gospodarstwo i przeprowadził się do miasta), opiekowali się Polą.

Choć był spokój, wszystko zmieniło się, gdy babcia zachorowała. Lekarze nie dawali nadziei, Marianna rozumiała.

– Może pojedziemy do Warszawy, babciu?

– A po co, Marianno? Nie ma co. Żyłam, nie boję się, tylko was mi żal zostawiać. I dziadka On taki smutny teraz. Dbajcie o niego!

Właśnie wtedy Pola przyniosła do domu kota.

Dzień, w którym pojawił się Frycek, był też dniem, kiedy prawie stracili córkę. Pola wyszła ze szkoły, skręciła ścieżką do domu i zniknęła.

Dziadek, który spieszył po nią, minął się z wnuczką o minuty.

Całe osiedle szukało Poli dzieci, sąsiedzi, Marianna, nawet babcia.

Znalazła się sama. Wpadła do domu, cała we łzach i już tylko Marianna ją przytuliła.

– Nic ci nie jest? Wszystko dobrze?

– Tak Ale jemu nie!

Zwinęła kota w kocyk i pobiegły do najbliższej kliniki weterynaryjnej.

Psiaki pod szkołą, które odstraszyli robotnicy z piwnicy, zdążyły poharatać kota, który był na skraju wyczerpania. Na szczęście kilka zastrzyków i rekonwalescencja wystarczyły kociak był cały. Lekarz wydał go Mariannie.

– Proszę pilnować szczepień! A jak twierdzicie, że domowy, to wypadałoby mieć paszport.

Marianna zerknęła na rachunek i aż sapnęła.

– Za tyle to dwa rasowe koty można kupić – wymruczała, ale zapłaciła za leczenie.

W domu, patrząc w pusty portfel, przez chwilę się zamyśliła. Było po wypłacie, a do końca miesiąca już brakowało. A jeszcze potrzebne były leki dla kota, babci, prezent dla Poli a zbliżały się jej urodziny. Chociaż w dzieciństwie rzadko dostawała prezenty, starała się, by córka miała lepsze wspomnienia.

– Mamusiu, mogę cię o coś prosić? Pola obejmowała ją cicho.

– O co?

– Nie chcę żadnego prezentu. Mogę? Zostawmy go, to będzie mój prezent

Marianna przytuliła ją i spojrzała na gruby, szary kłębek, który spał przy jej nodze. Próbowała zrobić dla kota pudło, ale on i tak zawsze wracał i kładł się obok, przytulał nosem do kapcia i mruczał jak stary lodówka.

Trzeba mówić, że została przekonana? Frycek został u nich na dobre.

Co ciekawe, ten obity koci lump szybko przystosował się do mieszkania, był bardzo grzeczny, nie trudził ani Marianny, ani Poli, chętnie pałętał się przy babci. Z babcią spędzał najwięcej czasu.

Coś się wtedy zmieniło. Marianna miała już dość wynagradzania tylko z pensji przedszkolanki i dwóch emerytur, ale brakowało jej odwagi aż do czasu Frycka.

Odeszła z pracy. Znalazła etat niani, poleconą przez znajomą i już po chwili żałowała, że nie zrobiła tego wcześniej. Później zawsze miała etaty, przekazywana z rąk do rąk, a zarobki rosły, bo coraz więcej rodzin doceniało prawdziwą opiekunkę.

Każdego wieczoru, wracając do domu, głaskała Frycka po zdrowym już uchu.

– Frycu, dziękuję. Gdyby nie ty

On mruczał i łapką dotykał jej ręki, zerkał na Polę. Mariannę lubił, ale ogon nosił tylko za Polą.

Towarzyszył Poli przy odrabianiu lekcji, przy chorobie babci, przy śmierci dziadka, który odszedł cicho, kilka miesięcy po babci.

Był z nimi, gdy Marianna po wielu latach znalazła miłość i znowu wyszła za mąż za człowieka, który docenił ją i zapewnił jej bezpieczeństwo. Znalazł wspólny język także z jej mamą i podarował jej własny samochód z kierowcą.

Teraz matka Marianny spacerowała przez podwórko z sadzonkami na działkę i chwaliła się sąsiadkom: – Zięć mnie wiezie!

Pola była już studentką, usamodzielniła się, z ojczymem mieli dobre relacje, ale została w rodzinnym mieszkaniu.

Tam właśnie przyprowadziła swojego narzeczonego.

– Oho, ale tu masz przestrzeń!

– Co tam No, patrz!

Z pokoju Poli wybiegł Frycek, sycząc i warcząc na nieproszonego gościa. Chłopak podskoczył, a kotek rzucał się, polując na jego nogawkę.

– Weź go odsuń! Oszalał!

Pola go uspokoiła, ale relacje między Fryckiem a narzeczonym nigdy się nie poprawiły.

Kot nie znosił chłopaka Poli. Gonił go kiedy tylko mógł, starając się, by Pola nie widziała.

Minął rok, został ślub. Pola została żoną, ale w ich małżeństwie coś zaczęło zgrzytać. Nowy mąż, Bartek, coraz częściej krytykował ją, czasem powtarzając dokładnie to, co kiedyś matka Marianny słyszała od swojego męża.

– Co z ciebie za kobieta, Pola? To twoja zupa? Przecież to woda z dodatkiem buraków! Gotować nie potrafisz! Jaka z ciebie żona?

Gotowania uczyła ją babcia. Pierwszy barszcz zrobiła jako dziesięciolatka. Bartek poza kuchnią nie miał się do czego przyczepić aż do momentu problemów z Fryckiem.

– Co mu niby jest?! krzyknął, widząc rachunek z kliniki. Oszalałaś?! Ja na siebie tyle nie wydaję, a to tylko sierść w kłębku!

– Bartek, Frycek to nie sierść, to członek rodziny!

– Mojej na pewno nie! Takich krewnych nie potrzebuję!

– Co ty wygadujesz?

– Słyszałaś! Jeszcze raz to się powtórzy, sam go za drzwi wyniosę!

Tego ranka Pola właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Nie skomentowała, myśląc, że porozmawia z mężem później.

Ale Frycek, już stary, znów nie zdążył do kuwety i musiała go zabrać do lecznicy. Bartek wrócił z porannego joggingu akurat w tym momencie. Był maniakiem zdrowia biegał, dbał o dietę, całe dnie mówił Poli, że zdrowie najważniejsze.

Gdy usłyszał, że znów trzeba zapłacić za leczenie kota, w złości rzucił butem o ścianę:

– Dosyć! Trzeba się tego kota pozbyć! Jeszcze nie będę wydawał masy pieniędzy na taką nieużyteczną futrzaną poduszkę! Precz z mojego domu!

– Chyba razem ze mną! Pola, zwykle spokojna, wybuchnęła.

– To razem z tobą! Czemu mam to znosić!

Coś się wtedy zmieniło bezpowrotnie. Pola, która jeszcze wczoraj chciała ratować związek, zrozumiała, że nie o to teraz jej chodzi.

Nie przypominała mu, że to jej mieszkanie. Nie kłóciła się.

Cisza. Wyciągnęła klucze z jego kurtki i powiedziała:

– Jestem w ciąży. Nie mogę się denerwować. Kot to rozumie, ty nie. Wyjdź, proszę. Dziś. Pogadamy, gdy ochłoniesz. Ale razem dalej żyć Wybacz, nie chcę. Jeśli tak łatwo wyrzuciłbyś mojego kota, który jest częścią mojego życia, to co ze mną zrobisz, jeśli ci się znudzę? Moje uczucia cię nie obchodzą, prawda? Mieliśmy sporo dobrego, ale teraz jest za dużo złego. To już za dużo. Wyjdź, proszę. Rzeczy odbierzesz później. Teraz idę z kotem do lekarza. On choruje. I jestem za niego odpowiedzialna. Więc, tak trzeba. I to jest właściwe.

Bartek nie dyskutował. Wrzucił papiery i kurtkę do torby i trzaskając drzwiami wyszedł.

Wiedziała, że nie dotarło do niego, że zostanie ojcem. Myślał tylko o kocie.

Pola włożyła Frycka do transporterka. Ten sam wszedł bez protestów.

– Gotowy? Jedziemy! Czas coś zmienić! Zaczynamy od twojego zdrowia!

Kotek wydobrzał. Wiecznie młody nie będzie jeszcze nie raz przyjdzie wracać z nim do kliniki. Ale już wiadomo, że gdy na świat przyjdzie córeczka Poli, kocur będzie pozwalał jej na wszystko, czego innym nie pozwalał nigdy.

Dla Poli nie będzie lepszej niani Frycek w pięć minut potrafi uśpić dziecko, przytulając je do poduszki pazurkiem.

Córka Poli będzie tak podobna do Marianny, że i Pola będzie chciała ją nazwać Marianną, ale mama ją odradzi.

– Może spytasz Bartka. To wasze dziecko. Nie będziecie żyć razem, a to cud zostanie z wami. Zrobiliście wszystko, żeby mieć chociaż pozory normalnych relacji. Czas na więcej. Nie będzie lekko, ale dla dziecka warto.

Pola posłucha matki. Ku zdumieniu byłego męża.

– Nigdy nie sądziłem, że masz w sobie aż tyle kobiecej mądrości.

– Cóż, człowiek dojrzewa. I co powiesz?

– Powiem dziękuję ci.

– Za co?

– Że nie postawiłaś swojego uporu ponad dobro dziecka. Pomogę, Pola.

I Bartek dotrzyma słowa.

Mała Alinka będzie miała dwa domy, dwie kołyski i dwa ukochane króliki jeden u taty, drugi u mamy. Będzie babcia Marianna i babcia Wiola, matka Bartka. Ale miłość jedna na wszystkich. I ta miłość będzie spinać całą rodzinę, a Alinka da im wszystkim zrozumienie.

A stary kot, jak to stary kot, będzie wiedział o niej wszystko. Ale nikomu nie powie ani słowa, bo i po co

Przecież to oczywiste jeśli matka-kotka jest łagodna, jej kocięta też takie będą.

A u Alinki wszystko z miłością jest w porządku. I być może kiedyś sama pochyli się nad swoim dzieckiem, pogładzi go po policzku i szepnie: Czekałam na ciebie tak długo

I to jest moje życie, mój dziennik. Z tego wszystkiego nauczyłem się, że prawdziwa rodzina to nie tylko więzy krwi, ale ci, o których nie przestaje się dbać nawet wtedy, gdy kosztuje to bardzo dużo, pieniędzy i serca.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Kosztowna przyjemność