Klucze

– Ja go kocham! A ty mi tu o jakichś głupotach! Nawet nie chcę tego słuchać! Po prostu mi zazdrościsz i dlatego się wtrącasz! Daj mi w końcu spokój! Zajmij się sobą!

Malwina nie mówiła podniesionym głosem. Ona wręcz wrzeszczała tak głośno, że aż pan Wiktor Pietrzyk, lekko przygłuchy sąsiad, który majsterkował właśnie przy swoim garażu, odwrócił się i nasłuchiwał. Był z natury mało ciekawski, więc to oznaczało tylko jedno Malwina krzyczała naprawdę za głośno.

Powodów do tego miała

No, miała. Przynajmniej według siebie.

Bo stan zakochania dla Malwiny to stan duszy. Przerwy, jeśli w ogóle się zdarzały, były tak krótkie, że zauważały je tylko te osoby, które znały Malwinę jak własną kieszeń. A takich były dwie mama Malwiny i siostra. Ale mamy już nie ma, a siostra, Lidka, nie chciała Malwiny rozumieć.

A przecież bez tego cudownego stanu Malwina nie żyje, tylko egzystuje. Jej wzrok robi się nieobecny, myśli rozbiegane, nie może się skupić, a nerwy szarpią tak, że koleżanki z pracy odsuwają się z niepokojącym:

– Może powinnaś coś na uspokojenie brać? Ciężko się z tobą ostatnio rozmawia, Malwinko.

Malwinka tylko zaciskała wargi, zgrzytała zębami w myślach i miała swoje nieprzyjemne przemyślenia na temat tych dziwnych kobiet.

Im to pewnie wszystko się układa! Mężowie w domu, dzieci rozbrykane na podwórkach… A ona? Ani domu, ani męża! I nie zanosi się na zmianę! Syn niby jest ale czy to sukces wychowawczy? Niestety, nawet w porównaniu do kuzynostwa, jej Pawełek wypadał no, gorzej. U Lidki dzieci wydawały się mądrzejsze, bardziej poukładane. Starszy, Szymek, był najlepszy w piłce nożnej i miał wzorowe oceny, obalając przesąd, że sportowiec nie może być mądry. Młodsza, Weronka, śpiewała, tańczyła w zespole, jeździła na konkursy i festiwale. W wieku niespełna dziesięciu lat zobaczyła już więcej niż Malwina przez całe życie.

I to bolało! Dlaczego? Przecież Malwina jako dziecko też chodziła na kółka i zajęcia, ale nigdzie nie osiągnęła nic wielkiego, bo szybko się nudziła i zmieniała zainteresowania. Co miała zrobić? Serca nie oszukasz! Jak się nudzi, szuka czegoś nowego.

I tak powinno być! Trzeba słuchać swojego serca! Nie będzie drugiego życia. Nikt nie przyniesie szczęścia na złotej tacy: Bierz, Malwinko! Nie wstydź się! To wszystko dla ciebie!

To Malwina wiedziała od dawna. Patrzyła, jak Lidka kuje do późna, a sama szykowała się na dyskotekę:

– Lidka, ty wszystko zakuwać musisz! Kto cię potem za żonę weźmie? Przecież babcia mówiła, że kobieta nie może być mądrzejsza od mężczyzny! Nawet chłopaki na ciebie nie patrzą!

– I dobrze! Po co mi teraz chłopaki? I babcia wcale tak nie mówiła!

– Co niby mówiła? Ja pamiętam!

– To źle pamiętasz. Babcia mówiła, że mądra kobieta nigdy nie pokazuje wyższości, jeśli kocha. To dwie różne rzeczy.

– Ojej, zostaw mnie! Pomóż lepiej zrobić fryzurę! Witek już czeka pod blokiem!

Malwina biegła na spotkanie, a Lidka zanurzała się w kolejnej książce na kanapie. Dwie godziny ciszy w domu były świętem.

Siostrę Lidkę Malwina oczywiście kochała. Nie miała wyboru była jedyna. Znała Malwinę, jak samą siebie. Malwina nie była zła raczej zagubiona, roztrzepana, niepewna siebie, ale dobra i miękka. Zawsze przynosiła do domu zwierzęta z ulicy. Dzięki jej opiece dwa koty i pies, których przywlokła z płaczem i prośbą o pomoc, przeżyły długo. Rodzice, wiedząc, że Malwina nie ustąpi, pozwolili zatrzymać zwierzaki pod warunkiem, że nie zrobi z domu zoo i nie weźmie więcej. Malwina dotrzymała słowa i sama się nimi zajmowała. Czasem Lidce wydawało się, że Malwina bardziej kocha zwierzęta niż ludzi.

– Malwinka, mama prosiła, żeby do babci pojechać, pomóc z porządkami.

– Jedź sama, ja mam sprawy!

– Jakie znowu sprawy?

– A co za różnica? Ważne! Burek kuleje, muszę go do weterynarza zabrać.

– On kuleje już tydzień!

– I co z tego? Myślisz, że to powód, żeby zamienić go na babcine porządki? Babcia jest jeszcze sprawna! A Burek to tylko pies!

Kłóciły się, szły w swoje strony Lidka do babci, Malwina do szafy po swoją najlepszą bluzkę na spotkanie z Witkiem. Kulejący Burek był tylko wymówką, by nie męczyć się znienawidzoną robotą.

Szkołę skończyły zupełnie inaczej. Lidka ze świadectwem z paskiem, Malwina jakoś tam. Po prostu. Tak jak większość.

O wybór zawodu nie musiała się martwić. Malwina od dziecka marzyła o byciu cukierniczką. Uwielbiała ciastka i torty, zawsze zastygała przy ladzie ze słodkościami. Jadła je rzadko, ważniejsze były kolorowe kremowe róże, które potem sama lepiła z plasteliny.

I znowu drogi sióstr się rozeszły.

Lidka przeprowadziła się do babci, która podupadła na zdrowiu i potrzebowała pomocy. Mieszkanie było blisko uczelni Lidki. Babcia miała opiekę, a Lidka rano mogła pospać godzinę dłużej. I poczuła spokój bardzo kochała babcię, martwiła się o nią. Gdy poznała swojego partnera, Janka, pierwsza przedstawiła go babci.

– Mieszkajcie, dzieci! Starczy miejsca dla wszystkich!

Szybko była kameralna, wesoła uroczystość ślubna. Lidka i Janek zamieszkali u babci, która nie kryła, że ma plany co do mieszkania:

– Tak będzie najlepiej, Lideczko. Malwinie dam pokój dziadka ten z kamienicy. A wam z Jankiem mieszkanie. Szkoda, że nie doczekam wnuków Ale bardzo bym chciała!

Pierwszego prawnuka babcia i zobaczyła, i nawet trzymała na rękach. Odeszła, gdy Szymek miał dwa lata. Rok walczyła po udarze, próbując wrócić do sprawności i mowy, ale serce odmówiło posłuszeństwa. Lidka wypłakała się za wszystkich.

Rodzice nie protestowali, uznali słuszność decyzji babci Lidka zasłużyła na mieszkanie.

Malwina nie miała nic przeciwko. Akurat była zakochana i było jej wszystko jedno. Miała miłość!

Tylko co to za miłość Malwina się paliła, a wybranek patrzył wszędzie, tylko nie na nią. Było mu wygodnie, gdy Malwina sprzątała, gotowała, prała w jego mieszkaniu, ale nigdy nie zostawała na noc.

– Jestem starym kawalerem, Malwinko. Nie jest mi łatwo.

Oczami przewracał z westchnieniem, prosił, by posprzątała pracownię, potem odprowadzał do drzwi, tłumacząc:

– Sztuka, Malwinko, wymaga ofiar. Muszę dać jej wszystko! W życiu mam tyle spraw! Miłość, obowiązki, praca Mam dość!

Malwina potakiwała z żalem, pamiętając własny krzywy portret, kurzący się w rogu. Nikt jej wcześniej nie malował. Portret był dowodem, że może kogoś zainspirować.

Portret dostała w prezencie, kiedy oznajmiła mu, że będzie dziecko.

Szła wtedy przez miasto, mrużąc oczy w słońcu. Czuła, że unosi się nad ziemią, tak była szczęśliwa. Nowe życie, tak niespodziewane i jednocześnie upragnione cud.

Ale cud się skończył, gdy ukochany skrzywił się i przerwał jej monolog:

– Jakie dziecko? Zgłupiałaś?!

Dalej historia potoczyła się zwyczajnie. Malwina się rozsypała po tamtej rozmowie. Marzenia zgasły, pokruszone na drobne kawałki, których nie posklejałby nawet najlepszy konserwator. Godności już nie ratowała. Kiwnęła głową, poprosiła tylko:

– Mogę wziąć portret na pamiątkę?

Pozwolił. Wieczorem Malwina pocięła obraz na kawałki, powtarzając:

– Ja jeszcze będę szczęśliwa! Ty raczej nie!

Co się stało z jej byłym, nie wie i nie obchodzi jej to. Miała inne zmartwienia. Dziecko, o którym tak marzyła, pojawiło się. Niestety, nie cieszyło jej bardzo. Szukała rysów ojca, tej genialności, a nie widziała niczego. Pawełek był spokojny, cichy, nie wykazywał żadnych artystycznych zdolności. Lubił kopać piłkę z chłopakami, grał w szachy i sam znalazł kółko, na które uczęszczał po szkole. Gdy matka dopytywała:

– Co cię tam tak przyciąga? Przecież to nudne!

Wcale mu się nie nudziło szachy kojarzył z pięknym tańcem, zagadkowym, wciągającym. Czasem, analizując szczególnie ładne partie, wstawał i figurując tańczył po pokoju. Ale robił to tylko wtedy, gdy matka nie patrzyła. Malwina nie rozumiała jego tańców.

– Tańce nie są dla chłopaków! Uspokój się!

Jedyną, która rozumiała Pawła w tym jego widzeniu świata, była kuzynka Weronka. Napięte relacje mam z ciotką nie mieściły się Pawłowi w głowie, babcia tylko powtarzała, że rodzina to rodzina i nie należy wyrzekać się swoich. Pawłowi to nie rozjaśniało spraw, ale słowa babci zapamiętał. Z Szymkiem miał poprawne relacje, ale Weronkę kochał miała talent docierać do niego i z uwagą słuchać jego zwierzeń.

– Ty ją słyszysz? pytała zaczarowana Weronka.

– Tak, cichutko, ale pięknie

– Ja chyba też Pokażę ci!

I dziewczyna wirowała po pokoju, starając się oddać dźwięki z duszy, a Paweł czuł, że nie jest sam. Ma kogoś, kto go zawsze zrozumie.

Ale dzieci nie decydują, z kim mogą się spotykać. Zależy to od kaprysów rodziców, a Malwinę nachodziły kaprysy dość często. Po kolejnej kłótni z siostrą potrafiła zabronić synowi kontaktów z kuzynostwem.

Paweł był wobec takiej samowoli bezsilny. Walczył, jak umiał robił afery, odmawiał jedzenia, wiedząc, że matka w końcu powie:

– Rób, co chcesz! Mam dość twojego zrzędzenia!

Dlaczego mama kłóciła się z siostrą, długo nie wiedział. Nie wiedział, że po jego narodzinach Lidka bardzo Malwinie pomagała, ale została wyrzucona, gdy tylko kolejny związek Malwiny się skończył i wyszły na jaw babcine testamenty.

– To niesprawiedliwe! Też jestem wnuczką!

– Malwina, ja nie prosiłam babci o mieszkanie! Chcesz, sprzedajmy je i podzielmy się pieniędzmi na pół! Nie chcę się kłócić!

– Nie! Nie chcę twoich łask! Babcia ciebie zawsze bardziej kochała! Tobie wszystko! Mnie… mnie nikt i nigdy nie kochał!

– Malwina, nie masz racji! A ja? A rodzice?

– Co to za miłość, skoro mnie nie rozumiecie? Sądzisz, że mi zależy na mieszkaniu? Ważne, żebym poczuła, że choć w rodzinie jestem kochana!

– Malwina

– Dość! Nie chcę więcej słuchać!

Żal zagnieździł się między siostrami. Wijąc gniazdo szturchał to jedną, to drugą, wyciągał stare urazy.

No zobacz, Malwinko! Pamiętasz, jak Lidce kupili lalkę? Taką samą, ale w różowej sukience. Ty miałaś w zielonej. Wydaje się błahostką? Ty chciałaś tę w różowym! Zapomniałaś? Przypomnę ci! Lidka się nie zamieniła! Wredna była! W takich drobiazgach kryje się całe życie. I te lalki, ciuchy, tusz do rzęs, którą dostała Lidka, a nie ty, mimo protestów, Janek, niezależne mieszkanie czy mądra praca, dzieci tak różne od twojego spokojnego Pawełka… Z tego cegiełki! Z nich powstał dom twoich marzeń. Krzywy, brzydki i pusty. Bo wszystko, co mogło go ozdobić, dostała siostra! Czy była lepsza? Oczywiście nie! W niej nie ma tego, co w tobie polotu! Marzeń! Życia na pełnej petardzie! Ona nie zna miłości! Tej prawdziwej, którą znasz tylko ty, Malwinko! To ty masz klucze do szczęścia i prawie nikt ich nie dostaje! Czy Lidka wie o tych kluczach? Nie!

Lidka czasem czuła żal, ale jej gniazdo z urazów było byle jakie; Malwiny mocno splecione, szczelne. Wystarczyło dmuchnąć, by gniazdo Lidki się rozpadło, odblokowując jej serce do siostry. I naprawdę próbowała. Po kolejnych słowach Malwiny:

– Nie jesteś mi siostrą! Kto tak postępuje?! Z rodziną się tak nie postępuje?!

Barki Lidki opadały dusiła się niesprawiedliwością, czuła się jak ryba wyrzucona na brzeg. Woda tuż obok, ale sięgnąć nie sposób. Więź między nią a Malwiną można łatwo zerwać, a odbudować bardzo trudno.

Odeszli rodzice. Oboje w jednym roku, jakby umówieni. Ogień rozpaczy ogarnął siostry.

– Lidka, dlaczego tak? Przecież byli tacy młodzi! Chcieli jeszcze żyć!

– Malwinko, los nie pyta o zgodę. Dbaliśmy, jak mogliśmy. Reszta nie w naszej mocy tuliła zapłakaną siostrę.

– To niesprawiedliwe!

– Życie nie jest sprawiedliwe. Wydaje się, że nagradza zasługi. W rzeczywistości

– Tak! W rzeczywistości jest inaczej

Zrzeczenie się spadku na rzecz siostry dało Lidce trochę spokoju. Malwina zajęła się formalnościami po rodzicach.

– Myślałam, że i to weźmiesz.

Rzuciła o to, nerwowo poprawiając kaptur, nie patrząc na Lidkę. Stały przed notariuszem, czekały na Janka, który miał je odebrać.

– Dlaczego tak, Malwina? Jesteśmy rodziną.

– Nie wiem, Lidka. Chyba. Ale ty nigdy mnie nie rozumiałaś.

– A ty mnie. Czy to naprawdę najważniejsze?

– Jasne! Malwina oburzyła się. Skoro ludzie się nie rozumieją, po co mają być razem?

– Może po to, żeby spróbować się jednak zrozumieć? Nikt niczego nie dostaje za darmo o tym powinnaś najlepiej wiedzieć!

– O, to na pewno wiem lepiej niż ty! Ty to masz prosto mąż, dom, dzieci. Ja zawsze sama!

– Malwina, przesadzasz No dobrze. A co z Pawłem?

– Paweł? On żyje swoim życiem! Już jest duży. Prawie go nie widuję. Ty się nim zajmujesz!

– Jest u nas, bo lubi nasz dom.

– No właśnie! A ja? Ty jesteś nieznośna! Dlaczego nazywasz mnie złą matką? Co ci zrobiłam?!

– Malwina, nie krzycz! Kiedy cię nazwałam złą matką? Skąd to bierzesz?!

– Cały czas! Ty idealna! Dzieci wzorowe! A ja inne! I Pawełek mój też nie taki! Zamiast siedzieć w domu ciągle gdzie indziej!

– O, Malwina! Co ty wygadujesz?! Słyszysz siebie?!

Janek zastał żonę w podwórku, zapłakaną i roztrzęsioną.

– Czemu ona mi to robi? Za co?

Przytulił żonę mocniej, pocierając policzek.

– Taki charakter. Życie jeszcze jej nie przygięło.

Lidka przestała płakać. Nie mów tak! Może naprawdę jej się coś stanie? Janku, jest mi jej żal

– I to dobrze.

– Co?

– Że jej żałujesz. Jeszcze nie rozumie, kto ją po naprawdę kocha. Może nigdy nie zrozumie.

– Może i tak. Ale to moja siostra i będę ją kochać! Lidka ociera łzy. Kto, jak nie ja? Pawełek jeszcze dziecko.

Zgoda gorsza od kłótni, ale i tak lepsza niż nic. Lidka starała się naprawić relację z Malwiną. Nitka, która je jakoś łączyła, była już bardzo cienka, postrzępiona. Ale istniała i Lidka nie pozwalała jej się zerwać.

Mężczyźni w życiu Malwiny pojawiali się i znikali, zostawiając po sobie tylko gorycz i niezrozumienie. Co jest w niej złego, że na jej oddanie reagują jedynie uśmiechem i:

– Malwinko, nie komplikuj! To luźny układ, pamiętasz? Tak się umawialiśmy.

To była prawda. Każdy adorator ostrzegał:

– Nie jestem gotów na poważne zobowiązania. Sprawy są zawiłe. Wiesz o co chodzi.

Oczywiście Malwina kiwnęła głową, współczując. Szybko jednak zapominała, że się zgodziła na takie warunki, i potem wciąż nie rozumiała, czemu została sama bez słowa.

Serce ją rwało. Gotowa była poświęcić się dla kogoś bez reszty. Dostosowywała się, starała być interesująca. Jeśli ktoś łowił ryby znała przynęty i robiła wspaniałe muchy. Gdy facet polował Malwina uczyła się strzelać i znała się na licencjach.

Próbowała przekazać komuś klucze do swojego szczęścia, ale nikt ich brać nie chciał

Paweł w czasie romansów matki większość czasu spędzał u ciotki. Ani Janek, ani Lidka nie mieli nic przeciwko. Dawno traktowali chłopca jak własnego syna, odpowiednio się nim zajmowali. Pokój Szymka miał piętrowe łóżko. Na dużym biurku, które Janek własnoręcznie zrobił, mieściły się dwa komputery i chłopcy godzinami grali, pokrzykując głośno:

– Weronka! Tak się nie gra! Za szybka jesteś! Chodź do drużyny! Grać przeciwko tobie mija się z celem!

Lidka informując Malwinę, mówiła:

– Jest naprawdę zdolny, Malwinko. Powinien iść do matematycznej klasy.

– Jest dobrze, jak jest! Dobrze, że z Szymkiem razem do szkoły chodzą. Mam w razie czego kontakt, a ty czuwasz!

– Za daleko ma Pawełek, jak u nas nocuje. Słabo się wysypia.

– Niech chwilę u was pomieszka. Ty znasz moją sytuację dopiero się układa.

– Jasne, nie ma problemu. Może zostać.

– Dzięki! Krzysztof cudowny! Polubił Pawła, chce tworzyć razem rodzinę!

– Oświadczył ci się?

– Jeszcze nie. Ale do tego idzie! Potrzebuję tylko waszego wsparcia, nie przeszkadzajcie! To moja życiowa szansa!

– Malwina, oczywiście!

W duchu Lidka była ostrożna. Nowy partner siostry nie budził jej zaufania. Trochę zbyt pewny siebie, ironiczny, z dziwnym poczuciem humoru. Jego żarty były tak dwuznaczne, że Lidka czasami nie wiedziała czy się śmiać, czy poczuć urażona. Dla niej albo Janka to pół biedy. Ale Paweł? Malwinę oślepiło uczucie. Nie dostrzegała, że syn coraz bardziej wycofuje się z relacji, a czas spędza u ciotki.

Lidka chroniła bratanka, z siostrą kłócić się unikała, ale wybuch musiał nadejść. Od samego początku było widać Krzysztof czegoś chce od Malwiny.

Że Krzysztof nalega na sprzedaż mieszkania rodziców Lidka dowiedziała się przypadkiem.

Wróciwszy z pracy, westchnęła na widok rozrzuconych butów w przedpokoju. Szymka buty leżały razem z Pawłowymi, całe brudne. Nawet pokrzyczała:

– Chłopaki! Kto jest w domu?! Co to ma być?!

Weronka, wychodząc z pokoju chłopców, zatrzasnęła drzwi z miną lekko przestraszoną.

– Mamo

– Co jest? zaniepokoiła się Lidka. Mina dziecka była inna niż zwykle pomieszanie winy i strachu.

– Mamo, tylko się nie denerwuj, dobrze? Tam

– Co?! Weronka! No już, bo mnie zemdli!

– Tam Paweł Weronka się rozpłakała, jak małe dziecko przytuliła się do matki. Daliśmy mu lód, ale nie pomaga

Nie słuchała dalej. Przytuliła córkę i lekko odsunęła.

– Gdzie on?

Paweł leżał na górze łóżka, twarzą do ściany, przykładając opuchnięty policzek do woreczka z lodem dzieło Weronki.

– Pawełku! zawołała cicho. Co się stało?

– Nic

Głos miał przygaszony, urażony. A Lidka wiedziała musiało się stać coś poważnego. Paweł zawsze otwarcie mówił, co myśli. Nie miał przed nią tajemnic.

Stanęła na drabince piętrowego łóżka, pogłaskała go po głowie:

– Zejdź. Pogadamy. Proszę

– Nie chcę!

To już poważne. Westchnęła, zeszła i poprosiła dzieci:

– Idźcie do kuchni. Wyjmijcie zakupy, schowajcie do lodówki, co trzeba. Zaraz przyjdę.

Chwilę potem założyła dres, wróciła do chłopaków, zamknęła drzwi.

– Przesuń się! weszła na łóżko, położyła się obok Pawła, objęła go lekko, dotknęła powstającego sińca. Krzysztof?

Odpowiedź była oczywista. Paweł wtulił się w ciotkę i płakał. Wiedział, że ona go zrozumie. Bo nie ma sprawiedliwości, gdy broni matki, a dorosły mężczyzna go uderza, mówiąc:

– Ty mnie będziesz pouczał? Kim ty w ogóle jesteś?! Otarj nos! I nie wtrącaj się w rozmowy dorosłych!

Nigdy jeszcze Paweł nie widział Krzysztofa takim. Nagle zrzucił maskę, pokazał złość i wykręcał matce rękę. Paweł zrozumiał ten facet też jej nie kocha. Tylko interes, żaden zamiar dawania szczęścia. Jak mówiła Weronka?

– Jak się kocha widać to. To naprawdę trudne, Pawle?

– Bardzo

– Dziwne. Ty widzisz muzykę, wiem to.

– Widzę?

– No umiesz ją czuć, słyszysz A miłość, ona jak muzyka. Gdy ją słyszysz wiesz, jaki następny krok.

– Widać nie dla wszystkich

– Myślisz, że twoja mama jej nie słyszy?

– Nie słyszy, nie widzi. Bardzo chce, ale jej to nie wychodzi.

– Szkoda mi jej

– Też mi szkoda!

Paweł rzucił się na Krzysztofa, broniąc mamy. Szybko został odciągnięty, przed oczami pociemniało. Następne, co pamiętał, to oczy mamy i jej szept:

– Pawle, po co to zrobiłeś?

Już nic więcej nie powiedziała. Paweł i tak by nie słuchał. Ostry żal jak tysiąc szklanych igieł przeciął duszę. Paweł długo siedział sam w pokoju, walcząc ze łzami. Chłopakom nie wolno płakać. Krzysztof na każdą emocję reagował:

– Co, nie jesteś facetem? Przestań ryczeć! Posprzątaj!

Trochę się uspokoił, spakował książki, nowe bluzy od ciotki i poszedł do Lidki. Tam nie musiał się wstydzić. Tam rozumieli i przytulali.

Lidka, wysłuchawszy bratanka, od razu zadzwoniła do siostry. W słuchawce długo były sygnały, więc próbowała się uspokoić. Kłótnia nie pomoże, a relacje trzeba naprawić. Paweł kocha mamę, a ona go odtrąciła dla faceta to nie do przyjęcia!

Nie doczekała się odpowiedzi, więc wybrała numer męża.

– Janku, jesteś w domu? Dobrze! Nie wchodź. Zawieź mnie do Malwiny. Schodzę.

Dzieci wysłała do Pawła, kazała nie zostawiać go samego. Chwilę potem wybiegła z domu tak, jak stała.

– Co się stało? Janek spytał, gdy żona wsiadła do auta i zatrzasnęła drzwi.

– W drodze ci opowiem. Jedź!

Rozmowa z Malwiną nawet się nie zaczęła. Wyszła zapłakana i roztrzęsiona Krzysztof, rzucając przekleństwa, właśnie spakował się i wyszedł.

– Ty nie rozumiesz! Ja go kocham! ryczała, nie chcąc rozmawiać i nie wiedząc, jak się wytłumaczyć.

– Kogo, Malwina?! Człowieka, który uderzył twoje dziecko?! Ty rozumu nie masz? Ile można?! Ty ciągle biegasz za szczęściem, którego nie widzisz, że już je masz! A Pawełek za co musi cierpieć?! Przecież to twój syn!

– Już dawno nie mój, tylko twój! Zabrałaś mi go! W domu prawie nie bywa! Tylko twoja wina! Wszystko zabrałaś!

– Co ci niby zabrałam?!

– Moje życie! Moje klucze!

– Jakie klucze?

Lidka zamilkła. Patrzyła na siebie i siostrę, krzyczącą pod blokiem. Czy tego chciałaby mama? Albo babcia? Gdzie podziało się to, co je łączyło? Czuła, że nitka pęka właśnie teraz czy to sprawiedliwe?

Jej głos nagle zrobił się spokojniejszy i zapytała cicho:

– Jakie klucze, Malwina? O co chodzi?

– Klucze do szczęścia – Malwina łkała. Ty je masz! A ja?

Lidka zaczęła pojmować, o czym mówi siostra. Westchnęła, potem podeszła do niej, objęła, jak kiedyś mama.

– Chodź tu! Oj, Malwinko! Co ja mam z tobą

– Głupią? Chciałaś powiedzieć? Malwina chciała się wyrwać, ale Lidka trzymała ją mocniej.

– Nie! Przestań! Chciałam powiedzieć bardzo jesteś wrażliwa. Bardzo delikatna Wiecznie ci mało miłości Ale jednej rzeczy nie mogę pojąć jak można poświęcić dziecko dla kogoś? To nie do pomyślenia, Malwinko! A klucze nic ci nie zabrałam! Z moimi ledwo sobie radzę. Po co mi jeszcze twoje? Ale różnica między nami, owszem, jest.

– Jaka? Malwina objęła siostrę, wtulając mokrą twarz w jej ramię.

– Ty zawsze chcesz klucze oddać, a ja swoje trzymam przy sobie.

– I jak jest lepiej?

– Nie wiem. Życie pokaże.

– Już pokazało – Malwina szepnęła. Jak mam dalej żyć? Przecież nikomu nie jestem potrzebna!

– Mnie jesteś. Wystarczy? Pawłowi jesteś! To nic?

– Nie wiem

– Zacznij od tego. Reszta przyjdzie, Malwinko.

– A jeśli nie?

– Twój klucz po prostu nie pasuje do tych drzwi, do których chcesz go wsadzić. I nigdy ich nie otworzysz. Ale są inne drzwi może do nich zadziała. Chcesz całe życie spędzić w korytarzu?

– Nie!

– To dobrze! Po syna pojedziesz?

– Nie wybaczy mi

– Oj, Malwina! Twój Paweł wie o życiu więcej niż jego mama. Mówię ci. Ale łatwo nie będzie. Jest rozżalony.

– Domyślam się

– To działaj! Jesteś matką, nie obcą kobietą!

– Lidka!

– No co? W drogę! Ile można się z tobą cackać?! Janku, daj jej chusteczki! Są w schowku. Niech się ogarnie! Jedziemy! Czekają na nas dzieci!

Ojczym Pawła zjawi się, ale dużo później. Malwina wreszcie znajdzie to, o czym marzyła. Paweł zostanie u Lidki na stałe, wybierze jej dom, a nie nowe mieszkanie mamy, gdzie pojawi się nowa siostrzyczka. Malwina jednak postara się, by syn wiedział kocha go i czeka. Mężczyzna, którego zwiąże ze sobą, będzie dużo mądrzejszy od niej. Daje Pawłowi czas, buduje więź powoli, aż stanie się silniejsza niż więzy krwi.

A gdy Paweł będzie żegnał się na dworcu przed wyjazdem na służbę, mocno uściśnie ojczyma i poprosi:

– Tato, dbaj o mamę!

A wysoki mężczyzna z lekkimi siwymi włosami poważnie pokiwa głową, ściskając mu dłoń:

– Ty uważaj na siebie, synu! My czekamy!

– Wiem!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Klucze