Powiem Ci coś bardzo osobistego, bo ostatnio dużo myślę o tej historii. Wyobraź sobie, że kiedy Basia powiedziała swojemu chłopakowi, że jest w ciąży, od razu zobaczyła wszystko w oczach Pawła. Cała jego twarz mówiła, że nie spodziewał się dziecka i raczej w ogóle nie myślał o ślubie w tak młodym wieku
Basia zakochała się, zanim jeszcze skończyła osiemnaście lat. Paweł, chłopak z jej wioski pod Lublinem, podobał jej się już od dawna. Całą wiosnę spędzili razem chodzili na spacery po łąkach, bawili się nad Bystrzycą, ganiali po polach i podziwiali zachody słońca.
Basia miała iść po maturze do technikum w Lublinie. Ale pewnego dnia, zorientowała się, że jest w ciąży. Cały świat jej się wtedy zawalił. Nie miała pojęcia, co robić.
Co powie mama, siostra, sąsiedzi? myślała, roztrzęsiona
Trochę osłupiała ze strachu.
Zdecydowała stanowczo nie będzie teraz rodzić dziecka. Powiedziała o wszystkim mamie i ze łzami pojechały razem do miasta. Matka nie zatrzymywała córki
W rodzinie Basi wychowywała się też młodsza siostra, mama i tak ledwie wiązała koniec z końcem, a tu starsza córka z takim prezentem wyskoczyła
Zabieg przeszedł szybko i cicho w Lublinie. Potem Basia zerwała kontakt z Pawłem. On zresztą się nie upierał
W jej duszy zagościła pustka i ogromny żal. Nie mogła się na niczym skupić, nie liczyła na wsparcie mamy, która długo jeszcze była na nią zła.
Musiała jak najszybciej znaleźć jakąś pracę i miejsce do mieszkania w tym dużym, obcym mieście. Wracać na wieś do plotek i szeptów sąsiadek nie zamierzała.
Zupełnie przez przypadek trafiła na taką starą tablicę ogłoszeń na przystanku. Świeżutkie ogłoszenie poszukiwana opiekunka do trzyletniego chłopca z zamieszkaniem. Idealnie!
Basię przyjęli do pracy w rodzinie nauczycieli akademickich pana Marcina i pani Krystyny. Mały Michałek był oczkiem w głowie rodziców, późne dziecko. Tak polubił Basię, że płakał za nią, gdy czasem wyjeżdżała na weekend do mamy i siostry na wieś.
Mijały lata, Basia zadomowiła się w nowej rodzinie. Krystyna i Marcin oboje pracowali na UMCS-ie, byli zapracowanymi, ciepłymi ludźmi. Basia stopniowo przejęła wszystkie domowe obowiązki sprzątała, prała, prasowała, chodziła z Michałkiem na spacery, robiła zakupy i gotowała obiady jak u mamy.
Kiedy Michałek zaczął szkołę i przestał potrzebować opiekunki, Basia po prostu została pomagała w domu dalej. Dostała niedużą pensję, miała mieszkanie i jedzenie u państwa i jej to w pełni wystarczało. Tam znalazła spokój, azyl, dobre traktowanie.
Tylko jedno ją bolało. Parę miesięcy temu poznała Igora z sąsiedniego bloku. Najpierw krótkie spotkania, potem zaczęło ich łączyć coś więcej. Trochę ze sobą byli, ale z czasem Basia wiedziała, że dzieci już nie będzie Powiedziała Igorowi prawdę. Znów została sama. I znowu ten smutek, pustka
Praca u Krystyny i Marcina była jej jedynym schronieniem. Troszczyła się o starzejącą się Krystynę, pomagała Marcinowi, jakby byli jej własną rodziną.
W praktyce była jej członkiem. Po drugiej nieudanej miłości uspokoiła się. Przestała wierzyć, że kiedykolwiek wyjdzie za mąż.
Czas mijał spokojnie. Michałek skończył studia na Politechnice, pięknie mówił po angielsku. Dostał świetne oferty pracy i wyjechał do Londynu. Basia nawet czasem śmiała się przez łzy, że wypuściła własną jaskółkę w świat.
Ale potem pani Krystyna bardzo zachorowała. Basia troskliwie się nią opiekowała, całymi miesiącami niemal nie wychodziła z domu. Pan Marcin pracował jeszcze więcej, żeby utrzymać rodzinę i wspierać syna w Anglii.
Kiedy przyszła ostatnia godzina pani Krystyny, Basia była przy niej. Usłyszała wtedy:
Nie odchodź od Marcina, nie zostawiaj go tutaj…
Po śmierci Krystyny dom wypełniła cisza. Pan Marcin był cichy, smutny przy kolacji, zamyślony.
Basia poczuła się nagle zbędna. Wiedziała, że powinna coś zmienić znaleźć nową pracę, tylko że w sumie nie miała żadnego fachu, albo wracać na wieś, ale tam czekało tylko to samo
Pewnego wieczoru zebrała się na odwagę, podeszła do Marcina i powiedziała:
Panie Marcinie, będę się musiała wyprowadzić. Już chyba nie jestem tu nikomu potrzebna. Dziękuję za wszystko
Wtedy jakby przebudził się z letargu. Podszedł do niej, złapał ją za rękę i pierwszy raz w życiu pocałował w policzek.
Basiu, przecież ty nie jesteś tu tylko pomocą domową, dla nas jesteś rodziną. Nie odchodź. Tak długo razem żyliśmy w tym domu Zostań ze mną, dobrze? Ja będę dbał o ciebie, a ty o mnie.
Oboje popłakali się przy kuchennym oknie. Ale ulżyło im. I tak ruszyły ich ciche, dobre, codzienne dni. Basia czekała na Marcina po pracy, dbała o dom, czasem zadzwonił Michałek z Londynu i obiecywał odwiedziny
Mijały kolejne lata. W końcu, tuż przed urodzinami Basi, pan Marcin podjął rozmowę, że bardzo mu na niej zależy, że chce wziąć z nią ślub żeby wszystko było uregulowane także prawnie. Ona była dużo młodsza, on potrzebował opieki na starość i tak naprawdę byli już rodziną.
Basia była wzruszona i wdzięczna, ale postanowiła poczekać na powrót Michałka. Gdy przyjechał, pan Marcin wszystko z nim ustalił, a Michałek był zachwycony, bo traktował Basię niemal jak mamę. On miał żonę i mieszkanie w Londynie, był szczęśliwy.
Tak Basia wreszcie została żoną Marcina. Kochali się tak głęboko i spokojnie, jak czasem tylko ludzie, którzy razem przeszli przez pół życia.
Basia wciąż mówiła do niego z czułością i szacunkiem, a on wołał ją po dawnemu Basiu. Jeszcze nigdy nie czuła się tak szczęśliwa. Modliła się codziennie o zdrowie męża i o długie wspólne lata.
Gdybyś ich zobaczył spacerujących po Saskim Ogrodzie, nigdy byś nie uwierzył, jak wiele ich łączy i jakie piękne uczucie rozkwitło pomiędzy nimi.







