JAK WADZIO PRZEDSTAWIŁ SWOJĄ DZIEWCZYNĘ MAMIE…

Mamo, to jest moja dziewczyna Malwina Włodek próbował powiedzieć to od niechcenia, ale w głosie drżała mu nutka niepokoju. I my chcielibyśmy no tego eh wiecie takiego

Tak, tak Ja już dawno wiem, czego ty chcesz Mama z uwagą wpatrzyła się w wybrankę syna, mrużąc oczy tak, jakby chciała wypatrzyć na niej datę ważności. Ale czy dziewczyna też tego chce? Malwinko, ty dobrze znasz mojego syna?

Oczywiście, znam go Malwina nawet powieką nie mrugnęła. Znam jak rozkrojony placek z truskawkami.

Słucham? Mama aż przesunęła się na krześle, by zachować odpowiednią dystancję. Takie rzeczy dziewczyny mówią?

Dlaczego nie? Taki zwrot jest w naszym pięknym języku znać kogoś jak stary barszcz. Ale nie szukajmy w nim Włodka. Nam wypada lepiej się poznać no, bo może wcale nie będziemy do siebie pasować!

Co masz na myśli? Mama aż pomachała rękoma, przerażona.

Mam na myśli, że będziemy razem nocami czekać, aż Włodek wróci z tych swoich zabaw. I wspólnie będziemy słuchały jego poalkoholowego chrapania.

Zaraz, a ja gdzie tu jestem? Mama próbowała ratować sytuację. Przecież będziecie spać osobno Prawda?

Ale to pani będzie się zamartwiać za drzwiami wszystkie mamy tak mają!

Ej, chwileczkę Włodek patrzył, jak przez sen na karuzele z piernika Co wy tam we dwie o mnie opowiadacie?

Cisza! przyszłe krewne odparły jednym szeptem, zupełnie tak, jakby chóralnie śniły o wielobarwnych papugach.

No więc, Pani Grażyno, ja chciałabym wiedzieć Wy się czasem nie bijecie w domu? Bo Włodek mi mówić nie chce.

Co takiego?! Mama zrobiła oczy jak wietrzone pierniki. Kobiety się biją?

Oczywiście, że tak! roześmiała się Malwina. Znam takie, co potrafią dokładnie wyprasować męża taboretem.

O mój Boże! Mama zakryła twarz dłońmi, jakby musiała przeczekać burzę śliwkową na jarmarku. Co za słowa Co za potworności

Niech się pani nie martwi Malwina spojrzała porozumiewawczo na przyszłą teściową. Proszę przyznać, przecież czasem by się chciało przyłożyć swojemu mężowi? Albo synkowi?

No może i tak, ale Mama już miała przyznać się swej marzeniu, ale natychmiast się zamknęła. Nie! Nigdy w życiu!

Widzę, że ceni pani grzeczny wizerunek uśmiechnęła się Malwina. Ale trudno mi uwierzyć. Kto mógłby być mamą takiego chłopaka i nie chcieć go czasem zdzielić? Tak z ciekawości, w dzieciństwie lała go pani po pupie pasem?

Broń Boże! Tym razem Grażyna mówiła szczerze.

Ej znowu próbował zaistnieć Włodek, ale natychmiast został zgaszony szeptem:

Cisza!

Szkoda, że go pani oszczędzała, Pani Grażyno Malwina poklepała Włodka po siedzeniu. Taka pupa zawsze szuka przygody i nie powinna być pobłażliwa Trzeba jej czasem dać to, o czym marzy. Ale w sumie wasz Włodek to porządny chłopak. Jeszcze go można dobrze wychować. A może napijemy się herbatki, Pani Grażyno? Podczas herbatki rozmowy są szczersze. Nawet ciastko na tę okazję kupiłam

Wieczorem, gdy pan Zbigniew wrócił z pracy, Grażyna oznajmiła mężowi przy synu:

Kochany! Nasz Włodek wreszcie się żeni!

Panie na niebie, niemożliwe! wykrzyknął tata jakby wyglądał przez okno i widział lecące bociany w krawatach.

Spokojnie, ja się jeszcze zastanowię poprawił rodziców Włodek.

A gdzie tam, synu Grażyna zabrzmiała groźnie. Tym razem ożenisz się na pewno. A jak się rozmyślisz, to Malwinę adoptuję.

Mamo, ona ma rodziców zaśmiał się Włodek. Nie jest sierotą!

No i dobrze odparła Grażyna z powagą. To wtedy ciebie oddam z powrotem do szpitala i powiem, że podrzuciliście mi cudze dziecko A tata twój będzie mnie wspierał.

Jak będzie trzeba przysięgam! kiwnął głową Zbigniew, pokazując synowi pięść jak zrobioną z piernika.

A w kuchni, tuż za oknem, wielkie marchewki tańczyły w nocnej rosie poloneza.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
JAK WADZIO PRZEDSTAWIŁ SWOJĄ DZIEWCZYNĘ MAMIE…