Mamo, to jest moja dziewczyna, Zosia… Wojtek starał się przedstawić to niby od niechcenia, ale trudno było nie wyczuć zdenerwowania w jego głosie. I my byśmy chcieli… no… to znaczy… w sumie… tego…
Tak, tak… Czego ty chcesz, to ja wiem już od dawna… Mama dokładnie przyglądała się wybrance syna. Ale czy Zosia chce tego samego? Zosiu, dobrze znasz mojego syna?
Jeszcze jak! odpowiedziała przyszła panna młoda bez cienia skrępowania. Znam go jak własną kieszeń.
Jak powiedziałaś? Mama aż przeszła na Pani, zaskoczona odpowiedzią. To dziewczyny tak się wyrażają?
A czemu nie? To stałe powiedzenie w języku polskim: znać kogoś jak własną kieszeń. Ale może nie o Wojtku teraz rozmawiajmy, tylko poznajmy się lepiej. Bo może to my z panią do siebie nie pasujemy.
Jak to do siebie nie pasujemy? zdezorientowała się mama.
No bo wie pani, będziemy razem czekać nocami na Wojtka, aż wróci z imprez. A potem razem będziemy słuchać jak chrapie po piwie.
Ale co ja mam do tego? Mama próbowała odzyskać kontrolę nad rozmową. Przecież wy będziecie spać osobno… Chyba… mam nadzieję…
Ale przecież pani będzie czuwać pod drzwiami, jak każda mama.
Ej no… Wojtek słuchał wszystkiego z coraz większym zdumieniem. O czym wy tu gadacie?
Cisza! przyszłe powinowate zawołały razem.
To powiedz mi, Heleno, chciałabym wiedzieć pani się może z mężem kłóci albo nawet bije? Bo Wojtek tematu unika.
Jak to biję? Mama zrobiła wielkie oczy. Kobiety biją się?
Oj, jeszcze jak! zaśmiała się Zosia. Znam takie, co mężów potrafią nieźle przetrzepać.
Ojej, jakie ty masz określenia… Co za historie! mama aż zakryła twarz dłońmi.
Daj pani spokój Zosia mrugnęła porozumiewawczo do mamy Wojtka. Przyznaj się, nieraz miałaś chęć swojego ślubnego trzepnąć? Albo Wojtka, jak przyniósł kolejny egzamin poprawkowy?
No… już chciała się przyznać, ale szybko się opanowała Nie. Nigdy.
Doceniam, że chcesz uchodzić za dystyngowaną uśmiechnęła się Zosia ale trudno uwierzyć. Jak można być matką takiego łobuziaka i nigdy nie chcieć mu przyłożyć? A z dzieciństwa po pasku to nie dostawał?
No oczywiście, że nie! Tym razem mama była szczera.
Hej… znów chciał coś powiedzieć Wojtek, ale usłyszał tylko:
Cicho bądź!
Szkoda, Heleno, że go oszczędzałaś Zosia pogłaskała Wojtka po plecach. Taka pupa aż się prosi o nauczkę, szczególnie jak sama szuka kłopotów. Ale powiem jedno twój Wojtek jest porządny. Jeszcze można mu nadać kierunek. A może, Heleno, napijemy się herbaty? Najlepsze rozmowy przy herbacie. A do herbaty mam ciasto!
Wieczorem, gdy z pracy wrócił mąż, Helena przy synu oznajmiła:
Kochanie! Nasz Wojtek wreszcie bierze ślub!
Matko Boska! Niemożliwe! zawołał entuzjastycznie ojciec.
Spokojnie! Jeszcze się zastanawiam sprostował syn.
Nie, synu powiedziała groźnym tonem mama Tym razem to pewne! A jeśli się rozmyślisz, to Zosię adoptuję.
Mamo, ona ma rodziców zaśmiał się Wojtek. Nie jest sierotą.
To nic mama pokiwała poważnie głową. To ja cię zawiozę z powrotem do szpitala i powiem, że podmienili mi dziecko… A tata cię poprze.
Jeśli będzie trzeba, przysięgnę! kiwnął ojciec i pokazał synowi pięść.
W życiu trzeba nauczyć się rozumieć nie tylko swoją drugą połówkę, ale też jej rodzinę, bo często właśnie tam zaczyna się prawdziwa szkoła życia.







