Jak Agnieszka została mamą dzięki swojemu dobremu sercu
Agnieszka wraca do swojego bloku na warszawskim Mokotowie i na klatce schodowej przed drzwiami swojego mieszkania zauważa karton. Kobieta patrzy na niego z niedowierzaniem. W środku skulone leżą piesek i kot. Patrzą przestraszeni i drżą z niepokoju.
Co się tutaj dzieje? Kim wy jesteście? pyta Agnieszka półżartem, półpoważnie, jakby zwierzęta mogły jej odpowiedzieć.
W tym momencie otwiera się drzwi sąsiedniego mieszkania i wychyla się sąsiadka, pani Genowefa.
Ach, Agnieszko, dobry wieczór. Wyobraź sobie! Pani Wiesia z drugiego piętra zmarła, a jej zwierzaków nikt nie chciał przygarnąć, nawet siostrzenica.
Proponowała wszystkim nikt nie chciał. U mnie własny kot, obcych nie znosi, inni z osiedla mają alergię Może ty z Krzyśkiem weźmiecie? Dzieci nie macie, młodzi jesteście, dobrze zarabiacie.
Szczęśliwie jakoś nie planowaliśmy zwierząt, a już na pewno nie dwóch na raz zająknęła się Agnieszka.
Lepiej ich nie rozdzielać. Są bardzo zżyci, trudno by im było osobno. Nawet spały razem Wiesia wyprowadzała psa, a kot sam wychodził na dwór, nie sprawiają kłopotów.
Zastanówcie się, może weźmiecie? zaczęła prosić pani Genowefa smutnym głosem.
A jak nie weźmiemy? pyta Agnieszka. Co wtedy z nimi będzie?
Słyszałam, że pojadą na uśpienie. Karton już przygotowany. Mieszkanie prawie sprzedane, nowi właściciele nikogo nie chcą westchnęła sąsiadka.
W tym momencie do klatki schodowej wszedł pan i spojrzał na Agnieszkę. On także wskazał karton.
Nie chcieliby państwo przygarnąć? Są spokojne, mało jedzą i już raczej wiekowe. Nie pożyją długo Nikomu niepotrzebne. A szkoda. Pani Wiesia je kochała.
No dobrze, trudno. Nie mogę sobie wyobrazić, że je uśpicie Jak się nazywają? Dopiero dwa lata tu mieszkamy, z sąsiadami mało rozmawialiśmy odpowiedziała Agnieszka. Pan aż się ucieszył i wniósł karton do ich przedpokoju.
Pies to Reksio, a kot Bonifacy. Dziękuję wam położył na komodzie sto złotych i smycz, to na początek, chociaż odrobinę. Jeszcze raz dziękuję
Agnieszka zamknęła drzwi, rozebrała się i przysiadła przy kartonie, by porozmawiać ze swoimi nowymi gośćmi.
No i co, chłopaki? Krzysiek będzie w szoku. Zaraz się zdziwi. Mam nadzieję, że nas wszystkich nie wyrzuci z domu Ale on jest dobry, na pewno się przekona.
Nie bójcie się, nie pozwolę wam zrobić krzywdy. Jak można na uśpienie! Co za pomysł
Kot jakby rozumiał sytuację ostrożnie wyszedł z kartonu i zaczął eksplorować mieszkanie. Pies przez chwilę jeszcze siedział nieruchomo, z trudem obserwując Agnieszkę i futrzastego kolegę.
Agnieszka poszła do kuchni, zajrzała do lodówki. Oczywiście karmy dla zwierząt nie miała. Zrobiła więc kaszę, dodała porcję mięsa, uznając, że na pierwszy głód wystarczy.
Na szczęście kot, po krótkim zwiadzie po mieszkaniu, przyszedł do kuchni i zainteresował się miską z kaszą. Agnieszka zaprosiła do kuchni także Reksia.
On nie od razu podszedł, ale gdy zobaczył, że Bonifacy z apetytem wcina mięso, podszedł i spojrzał na nową panią smutnymi oczami.
Wrócił Krzysiek z pracy, mąż Agnieszki. Rzeczywiście był bardzo zaskoczony, ale para zdecydowała się szukać zwierzakom, choćby tymczasowo, nowego, większego domu.
Agnieszka i Krzysiek byli małżeństwem od czterech lat. Mieszkanie na Mokotowie kupili dwa lata temu. Kochali się i żyli w zgodzie, tylko brak dziecka sprawiał im troski.
Ty przecież taka pedantka, sama nie chciałaś żadnych zwierząt dziwił się Krzysiek.
Myślałam, że niebawem będzie u nas dziecko. A tu takie biedaki Na uśpienie! Nie mogłam przejść obojętnie łzy zakręciły się w oczach Agnieszki.
Kocham zwierzęta. Zobaczymy, jutro w pracy popytam kolegów, może ktoś by wziął objął ją Krzysiek.
Od tego dnia wszystko się zmieniło w ich życiu. Kot i pies szybko się zaaklimatyzowały. Okazało się, że wcześniej mieszkali dokładnie nad Agnieszką i Krzyśkiem, układ mieszkania był ten sam, to samo podwórze.
No, moje misie, jakbyście zawsze z nami mieszkali mówiła Agnieszka.
Wyprowadzała Reksia trzy razy dziennie, a Bonifacy przez okno kuchenne szedł “na polowanie” i wracał tak samo, co było wygodne również dla gospodyni.
Pani Genowefa cieszyła się i pomagała Agnieszce, przynosiła chrząstki z rosołu dla Reksia i dawała resztki kaszy Bonifacemu.
Wieczorami Krzysiek i Agnieszka śmiali się do łez, widząc jak kot gania za piłką, a piesek śpi błogo na swoim nowym legowisku.
Futrzaki spały zawsze razem kochały się i para przekonała się, jak bardzo nie wolno ich rozdzielać.
Po kilku miesiącach Agnieszka i Krzysiek już nawet nie szukali im innych domów. Tak się do nich przyzwyczaili, że nie chcieli ich już oddawać.
Mama Agnieszki, która mieszkała niedaleko, coraz częściej przychodziła w odwiedziny i też polubiła zwierzęta, chociaż na początku była lekko zaskoczona takim “nabytkiem”.
Wzięłabym kotka, ale mieszkam na trzecim piętrze, a on przyzwyczajony do swobody tłumaczyła córce.
Na co Agnieszka stanowczo odmawiała:
Nie, mamo, będziesz wpadać tu do nich, jak pojedziemy na urlop. Wtedy twoja pomoc się bardzo przyda! Nakarmisz je, kwiatki podlejesz i popilnujesz domu.
Gdy przyszło lato, pojechali nad Bałtyk. Agnieszka dzwoniła codziennie, troszcząc się o pupile i mamę.
Wszystko w porządku, zwierzaki szczęśliwe, jedzą, śpią razem, wychodzimy na dwór każdego dnia. Odpoczywajcie! uspokajała mama przez telefon.
Kiedy wrócili z urlopu, Agnieszka była w szoku, jak radośnie Reksio i Bonifacy ich przywitali. Pies skakał, merdał ogonem, popiskiwał ze szczęścia.
Kot po emocjonującej powitance od psa, podszedł do Krzyśka, nastroszył ogon i mrucząc cicho, ocierał się o jego nogę.
No no, kochają nas nasze futrzaki zaśmiał się Krzysiek. Agnieszka pogłaskała Reksia i natychmiast zaczęła karmić pupilki.
Teraz codzienność wyglądała inaczej Agnieszka wstawała wcześniej, żeby wyjść z Reksiem na poranny spacer i nakarmić swoich przyjaciół.
A kilka miesięcy później, Agnieszka, cała w emocjach, przekazuje Krzyśkowi szczęśliwą nowinę będą mieli dziecko. To najbardziej wyczekiwany i radosny moment.
Mama Agnieszki tylko kiwnęła głową:
Widzisz, córcia, po coś ci były dane Reksio i Bonifacy. To taka próba od Pana Boga na twoje serce. Los cię wynagrodził, teraz przygotuj się na macierzyństwo.
Masz rację, mamo. Niby nie wierzę w takie znaki, ale odkąd są u nas futrzaki, nauczyłam się, jak to jest być potrzebną.
Opieka, troska, czułość, porządek To naprawdę jak z dziećmi!
Chcesz, zabiorę je na jakiś czas, jak urodzi się maluszek? zaproponowała mama.
Nie, mamo. Zostaną z nami. Poradzimy sobie. Będziesz przychodziła i chodziła na spacery z wózkiem, gdy maluszek zaśnie, albo pomożesz w domu.
Przytuliły się mocno.
Ciąża Agnieszki przebiegała spokojnie. Na świat przyszedł zdrowy synek. Krzysiek był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, tak jak Agnieszka i cała rodzina.
Reksio ze względu na wiek i spokojny charakter nie szczekał prawie wcale. Bonifacy nigdy nie sprawiał kłopotów, w cieplejsze dni siedział na podwórku, wśród kwiatów albo na starej lipie. I tak wszyscy żyli razem, a rodzina była kompletna.
A stare sąsiadki, dzięki pani Genowefie, rozpowiadały po całej ulicy historię, jak Agnieszka została mamą dzięki swojemu dobremu sercu.
Genowefa przedstawiała to jako prawdziwą opowieść i dowód na to, że dobro zawsze wraca
A ty, co o tym sądzisz? Zgadzacie się z panią Genowefą? Napiszcie w komentarzach i zostawcie lajka.







