Kiedy powiedziała swojemu ukochanemu, że spodziewa się dziecka, wszystko zobaczyła w jego oczach. Od razu było widać, że Piotr nie planował zostać ojcem, a ślub w tak młodym wieku chyba nawet mu się nie śnił
Gosia zakochała się, zanim jeszcze stuknęło jej osiemnaście lat. Piotr z ich wsi od dawna wpadał jej w oko, i całą wiosnę spędzali razem chodzili nad rzeką, spacerowali po polach, podziwiali zachody słońca.
Gosia miała właśnie zdawać na ekonomię w technikum w Krakowie. I wtedy nagle zorientowała się, że jest w ciąży. Kompletnie nie wiedziała, co robić.
Co powie mama? Siostra? Ludzie na wsi?
Zupełnie się pogubiła Ale podjęła decyzję nie była gotowa zostać mamą. Powiedziała o wszystkim mamie, spakowała się ze łzami w oczach i pojechała do miasta. Mama nawet nie próbowała jej zatrzymać
W jej rodzinie nie było ojca, a młodsza siostra dopiero co podrosła, więc mamie i tak nie było łatwo, a tutaj jeszcze starsza córka z takim prezentem
W Krakowie wszystko potoczyło się bez komplikacji. Po tym wszystkim Gosia zerwała kontakt z Piotrem. On też nie nalegał
Pozostał tylko żal i straszna pustka. Gosia nie umiała wrócić do nauki, liczyć na wsparcie mamy nie mogła mama długo miała do niej żal.
Trzeba było kombinować znaleźć pracę i wynająć pokój, żeby w ogóle mieć za co żyć. Do wsi wracać nie chciała wszyscy tam już plotkowali
Jakby przeznaczenie pokierowało ją pod tablicę ogłoszeń. Zobaczyła całkiem nowe ogłoszenie poszukiwana była niania do trzyletniego chłopca z zamieszkaniem. Dokładnie to, czego potrzebowała!
Gosię przyjęła rodzina nauczycieli pan profesor Jan i pani Helena. Chłopczyk, Maciuś późny, wyczekany syn od razu się do niej przywiązał. Kiedy wyjeżdżała na wieś odwiedzić mamę i siostrę, chłopiec pytał, kiedy wróci.
Lata mijały, a Gosia zadomowiła się w tej miejskiej rodzinie. Jan i Helena uczyli na uniwersytecie. Z czasem Gosia zajęła się całym domem robiła pranie, gotowała, pomagała Maciusiowi w nauce angielskiego, robiła zakupy, ogarniała wszystko, co trzeba. I kiedy Maciuś podrósł i nie potrzebował już niani, pani Helena zaproponowała jej, żeby została u nich jako pomoc domowa.
Zarobki nie były duże, ale dzięki jedzeniu i mieszkaniu Gosia nie narzekała. Tutaj wreszcie znalazła spokój i ludzkie ciepło.
Jedno tylko jej doskwierało. Kilka miesięcy temu poznała Artura z sąsiedniej kamienicy. Najpierw krótkie spotkania, potem wieczorne spacery rodziło się coś więcej. Po kilku latach związku Artur zapragnął dziecka, ale Gosia nie mogła już mieć dzieci
Nie kryła się z tym powiedziała mu prawdę. I znów została sama. Znów bolało, znów pustka i samotność
Jej drugim domem pozostał więc dom profesora Jana i Heleny. Opiekowała się nimi z sercem, jakby byli rodziną. Z biegiem lat stała się częścią tej rodziny. Po drugiej nieudanej miłości serce się wyciszyło. Przestała liczyć na to, że kiedykolwiek wyjdzie za mąż.
Kolejne lata płynęły spokojnie. Maciuś skończył studia, świetnie znał angielski; znalazł dobrą pracę i wyjechał za granicę.
Ale wtedy zachorowała pani Helena. Gosia z oddaniem się nią opiekowała, a pan Jan coraz więcej pracował, żeby wspierać Maciusia. Niestety, pani Helena odeszła. Przed śmiercią wyszeptała do Gosi:
Nie zostaw Jana, proszę cię bądź tu, przy nim
Po odejściu pani Heleny w domu zrobiło się bardzo cicho i smutno. Profesor Jan prawie się nie odzywał podczas kolacji patrzył martwo w talerz.
Gosia czuła się zbędna. Myślała o nowej pracy, ale poza domem niewiele potrafiła, bez wykształcenia. Powrót na wieś? Też nie bardzo tam pracy też nie było
Pewnego wieczoru, po kolacji, stanęła przed Janem i cichutko rzekła:
Panie Janie, chyba czas się żegnać. Dziękuję za wszystko, pora mi iść dalej. I tak tyle mi daliście
Jakby się wtedy obudził. Zdziwiony patrzył na nią:
Co ty mówisz, Gosiu? Dokąd? Naprawdę chcesz mnie zostawić? Wszyscy mnie zostawiają?
Gosia westchnęła, a on podszedł, ujął jej dłoń i pierwszy raz w życiu pocałował.
Posłuchaj, Gosiula, dla nas jesteś kimś więcej niż pomocą domową. Jesteś członkiem rodziny i nie mogę cię ot tak wypuścić. Zostań proszę.
Wzruszenie ujęło ich oboje. Łzy popłynęły same.
Po śmierci pani Heleny wszystko się zmieniło, ale choć na początku było im trudno, powoli złapali wspólny rytm. Gosia czekała na Jana, dbała o dom, Maciuś od czasu do czasu dzwonił z Anglii
Minął rok, potem drugi. I nagle, tuż przed urodzinami Gosi, Jan powiedział jej, jak bardzo jest mu bliska i że chciałby, by w końcu byli rodziną oficjalnie.
Chociaż nie byli parą od zawsze, wiedział, że musi zatroszczyć się o Gosię i ona o niego. Zdawał sobie sprawę, że ona jest dużo młodsza i że na stare lata też ktoś musi zadbać o niego.
Gosia była mu wdzięczna, choć nie chciała niczego przesądzać bez zgody Maciusia. Kiedy przyjechał z wizytą, Jan jeszcze raz to poruszył. I syn poparł ich decyzję, bo kochał Gosię jak mamę.
Dziś widujesz ich razem w parku szczęśliwi, spokojni, trzymają się za ręce. Gosia mówi do niego z szacunkiem, on do niej zawsze czule Gosiula. Ona nigdy wcześniej nie była tak szczęśliwa.
Codziennie modli się za zdrowie swojego męża, żeby długie lata jeszcze byli razem.
Kto by pomyślał, patrząc na nich, że łączy ich całe życie i takie czyste, piękne uczucie?







