Fałszywe piękno

Fałszywe piękno

To niemożliwe! Naprawdę zerwaliście? Nie wierzę! Żaneta patrzyła na przyjaciela z takim niedowierzaniem, że aż zrobiło mu się niezręcznie. Jej oczy powiększyły się do granic, brwi uniosły się do samej linii włosów, a usta lekko się rozchyliły tak bardzo ta wiadomość ją zszokowała. Przecież nosiłeś Kasię na rękach! Stawiałam Was zawsze za wzór! Sama marzyłam o takiej relacji, jak Wasza!

Naprawdę, Żanka, bardzo możliwe chłopak posłał ponure spojrzenie za okno. Po drugiej stronie szyby szalała wichura; strugi deszczu siekały szkło, spływały wąskimi rzeczkami i rozbijały się w kropelki. Ten obraz idealnie oddawał stan jego duszy. Marek czuł się kompletnie pusty. Tęsknota za pięcioma latami ich związku nie dawała mu spokoju i szarzyła cały świat. W piersi pojawiła się próżnia ta sama, którą kiedyś wypełniały czułe spojrzenia, delikatne objęcia i wspólne marzenia o przyszłości. Zacisnął knykcie, aż pobielały mu palce, a w głosie usłyszała drżenie, gdy dodał: To już koniec, rozumiesz? Koniec.

Ale dlaczego? nie odpuszczała Żaneta, pochylając się ku niemu i wpatrując się w jego twarz. Kasia czekała na Ciebie pół roku, jak byłeś na delegacji! Była wierna, nie szukała żadnych przygód, nie dała się skusić prezentom i komplementom.

A Ty skąd to wszystko wiesz? Przecież mieszkasz w innym mieście Marek uśmiechnął się z goryczą. To kolejny przykład solidarności kobiet?

Mieszkam paręset kilometrów od Twojej Ukochanej, ale chyba o czymś zapomniałeś odpowiedziała z figlarnym uśmiechem, a w jej oczach błyszczała autentyczna troska. Mam znajomych, którzy mieli na nią oko. Wiem, że poważnie wzięła się za siebie, choć szczegółów nie znam. Zmieniła fryzurę, chodziła regularnie na fitness, odnowiła szafę. I wszystko to, zauważ, kiedy Ciebie nie było. Bardzo się starała, Marek.

No i właśnie o to chodzi. Przez to się rozstaliśmy! Marek niemal wybiegł do przedpokoju, gdzie w kurtce zostawił telefon. Jego ruchy były nerwowe, gwałtowne, jakby chciał uciec od własnych myśli. Szybko wygrzebał smartfona, po chwili wrócił i niemal wsadził Żanecie pod nos. Pamiętasz, jak wyglądała Kasia przed moim wyjazdem?

Jasne, że pamiętam przewróciła oczami Żaneta, choć jej głos lekko zadrżał; przez chwilę przywoływała obraz przyjaciółki. Delikatna, ładna dziewczyna. Proste, jasnoblond włosy za łopatki, wielkie niebieskie oczy, zgrabny nos Nie miała może idealnej figury, ale Tobie to chyba nie przeszkadzało?

Dokładnie, dla mnie była idealna! głos Marka przeszedł z krzyku do chrapliwego szeptu. Ścisnął telefon w dłoni, jego spojrzenie stwardniało. Kochałem ją taką, jaką była. Ale wystarczyło, że wyjechałem, i głupie koleżanki natychmiast przemyły jej mózg. Wkręciły jej, że jeśli się nie zmieni, rzucę ją przy pierwszej okazji. I ona ona im uwierzyła! Uwiedzione tym, zaczęła się zmieniać nie dlatego, że tego sama chciała, ale że wmówiono jej, że tylko tak mnie zatrzyma.

I aż tak źle? zapytała z wahaniem Żaneta, coraz silniej czując rosnący niepokój. Ścisnęła ręką podłokietnik fotela, marszcząc brwi. Próbowała sobie wyobrazić, co się wydarzyło, ale nie docierało do niej, jak wielkie to musiały być zmiany.

Sama zobacz! Marek podał jej telefon, niemal przykładając ekran do oczu. Na fotografii widniała Kasia już całkiem inna, niż Żaneta ją znała.

Dawniej piękne, gęste włosy były teraz obcięte na krótko i przefarbowane na mocno platynowy blond. Fryzura odsłaniała kark i uszy, ale nie dodawała jej uroku wręcz przeciwnie, wyglądała surowo i obco. Usta powiększone przez specjalistę stały się nienaturalnie pulchne, psując całą harmonię twarzy.

Kasia schudła co najmniej dziesięć kilo przez co jej ciało stało się wyraźnie wychudzone: wystające obojczyki, żebra pod skórą, kruche ramiona, cera niemal przeźroczysta, a pod oczami ciemne, głębokie sińce niczym po nieprzespanych nocach. Najbardziej jednak (wedle Marka) bolało go, że powiększyła sobie biust, choć dobrze wiedziała, jakie ma do takich zabiegów podejście cenił naturalność i nie rozumiał potrzeby radykalnych zmian.

Patrzę na nią, gdy przyszła mnie odebrać z lotniska, i myślę: chyba pomyliłem osoby głos Marka drżał od emocji. Nagle odwrócił się, uderzył pięścią w ścianę, ale zaraz skrzywił się z bólu i potrząsnął dłonią. Jak można było tak się oszpecić w pół roku?! Czemu ona nie widziała, że kocham jej naturalność, że nie chcę tych wszystkich zmian?

Chłopak nie mógł się uspokoić. Przemierzał pokój nerwowo, wymachując rękami, czasem zamierał, po czym znów chodził tam i z powrotem, jak zwierzę zamknięte w klatce. Jego twarz raz czerwieniała, raz bledła, zaciskał pięści, pocierał twarz, jakby chciał zmazać z niej obraz, który utkwił mu pod powiekami.

Żaneta rozumiała Marka lepiej niż ktokolwiek. To jej zwierzał się z narzekań na szefa-tyrana, który wydelegował go na pół roku do Warszawy. Marek bardzo nie chciał zostawiać ukochanej samej, martwił się o nią, ale nie mógł jej zabrać była w trakcie ostatniego roku studiów, do tego praca wymagała ciągłej obecności. Przez cały ten czas dzwonił do Kasi codziennie, wspierał, mówił, jak tęskni. A teraz, wracając, zastał zupełnie inną osobę, jakby zamienioną.

Może po prostu chciała Ci się przypodobać? Żaneta ujęła temat delikatnie, powoli podchodząc do Marka. Może ktoś jej wmówił, że tak będzie lepiej, że wtedy docenisz…

Marek uśmiechnął się gorzko i pokręcił głową.

Przypodobać się Ale zatraciła samą siebie! Kochałem ją, bo była sobą, a teraz… nie wiem, kim przed sobą mam.

Najbardziej bolało go to, że Kasia przez cały wyjazd odmawiała rozmowy przez kamerę. Gdy tylko Marek proponował rozmowę wideo, odmawiała, mówiąc, że to będzie niespodzianka, z której padnie z wrażenia. Brzmiało to miło, ale Mareka niepokój tylko się nasilał. Przez głowę przechodziły mu czarne myśli może znalazła kogoś nowego? Nie dawały mu spokoju.

W końcu poprosił przyjaciela z Krakowa, który mieszkał niedaleko Kasi, by dyskretnie rozeznał się w sytuacji. Ten zgodził się, choć nie bez wahania.

Po dwóch dniach oddzwonił.

Ona zdecydowanie coś szykuje, powiedział przyjaciel ostrożnie. Tylko nie jestem pewny, czy Ci się to spodoba. Będziesz w szoku, ale facetów żadnych nie ma. Wciąż o Tobie mówi, naprawdę czeka na Twój powrót.

To uspokoiło Marka. Odmówił nawet przyjęcia zdjęcia, które chciał mu wysłać kolega nie chcę widzieć, wolę niespodziankę. Dziś wie, że to był błąd. Gdyby ją wtedy zobaczył, rzuciłby wszystko i przyjechał choćby nocnym PolskimBusem, by powstrzymać te przemiany.

W dzień powrotu Marek był na skraju nerwów co chwilę zerkał na zegarek, w samolocie stukał palcami w podłokietnik, w taksówce plątał palce wewnątrz kurtki. Dłonie mu się pociły, serce waliło jak młot. Wyobrażał sobie spotkanie on wychodzi z hali przylotów, widzi Kasię, ona się uśmiecha, biegnie w jego ramiona, pachnąca, ciepła, jak dawniej.

Rzeczywistość była jednak brutalna. Kiedy tylko zobaczył Kasię przy wyjściu z lotniska, dosłownie zamarł. Przed nim stała całkiem inna dziewczyna. Jej obecność tak różna, że na chwilę zwątpił, czy to naprawdę ona. Przebiegło mu przez głowę, że może pomylił osoby.

Marek! Tak się stęskniłam! Kasia rzuciła się z rękami wyciągniętymi do uścisku, ale Marek cofnął się o krok. Jej uśmiech zadrżał, w oczach pojawiło się zdziwienie i żal, a ręce opadły bezradnie wzdłuż ciała.

Co jest? To ja! Czyżby niespodzianka aż tak cię poraziła? w jej głosie słychać było nadzieję zmieszaną z niepokojem. Wkładała za ucho kosmyk włosów, jakby próbowała go do siebie przyciągnąć.

Patrzę i nie widzę mojej Kasi powiedział Marek matowym głosem. W środku gotowało się w nim wszystko: miał ochotę wykrzyczeć całą żal, ale miejsce publiczne i dziesiątki ludzi wokół powstrzymywały go. Odstąpił jeszcze o krok, mierzył Kasię spojrzeniem pełnym niezrozumienia. Zachorowałaś? Zwariowałaś? Gdzie te twoje piękne włosy, gdzie figura? Zawsze byłaś taka naturalna i śliczna

Chciałeś powiedzieć, że byłam gruba, tak? Kasia nadęła usta, a łzy natychmiast napłynęły jej do oczu. Zacisnęła dłonie, raz jeszcze je rozluźniła, starając się opanować. Koleżanki, które najwyraźniej przyszły w charakterze ochrony moralnej, chichotały w kącie, co tylko spotęgowało ból Kasi. Rzuciła im spojrzenie pełne wyrzutu, a one zignorowały je z wyższością.

Przestań. Możesz nie owijać w bawełnę, doskonale wiem, jak się zapuściłam dodała, próbując brzmieć twardo, choć głos jej drżał. Ale już nie będziesz musiał się mnie wstydzić na ulicy! Zobacz, jaka jestem nowoczesna, stylowa. Nie lepiej?

A kto ci powiedział, że teraz gdziekolwiek z tobą pójdę? w głosie Marka zabrzmiała stanowczość, niemal ostra nuta. Pokręcił głową, nawet nie próbując ukrywać rozczarowania. Z ładnej dziewczyny zrobiłaś z siebie kogoś zupełnie innego! Kochałem cię taką, jaka byłaś. Teraz nawet nie wiem, kim jesteś. Dlaczego nie spytałaś mnie o zdanie? Wszystko zawsze omawialiśmy, a tym razem…?

Marek, daj spokój! Kasię możesz wysłać na okładkę magazynu! wtrąciła koleżanka, stając obok i klepiąc Kasię po ramieniu niemal triumfalnie. Wiesz, ilu facetów chce się z nią umawiać od czasu tych zmian? Nie da się zliczyć! zatriumfowała, mierząc dekolt Kasi wyraźnym spojrzeniem. Ciesz się, ona to wszystko zrobiła dla Ciebie!

Marek odwrócił się do niej, rozżalony i wściekły.

Nic nie zrobiła dla mnie burknął, a w jego oczach błyszczały gniew i ból. Nie róbcie ze mnie winnego. To wszystko dla siebie samej!

Zbliżył się do Kasi i zniżył głos, pełen smutku:

Kasiu, dobrze wiesz, co sądzę o takich zmianach. Zawsze ceniłem naturalną urodę. Byłaś najpiękniejsza taka, jaka jesteś. Teraz wszystko wydaje się sztuczne. Jakbym patrzył na kogoś innego.

Westchnął i powiedział już spokojniej:

Jeszcze miesiąc temu miałem pierścionek schowany w szufladzie, bo chciałem mi się oświadczyć. Marzyłem już o tym, żebyśmy byli rodziną Ale teraz wybacz, nie potrafię być z manekinem.

Kasia pobladła, łzy popłynęły jej po policzkach. Chciała coś powiedzieć, ale głos jej zamarł w gardle. Zrobiła krok w stronę Marka, jakby chciała go zatrzymać, wytłumaczyć, że wszystko się da naprawić.

Marek, poczekaj! zawołała, głos jej załamywał się. Chciałam tylko, żebyś był ze mnie dumny

Marek odwrócił się i odszedł szybkim krokiem, nie patrząc za siebie. W środku kipiał ze złości, z żalu, z rozczarowania.

Kasia rzuciła się za nim, lecz koleżanki ją powstrzymały.

Daj spokój, niech idzie! jedna objęła ją ramieniem. Teraz nie rozumie, szok minie, przyjdzie i przeprosi.

No ba, dodała druga zaraz sam będzie błagał o wybaczenie, zobaczysz! Teraz wszystkie się za Tobą obejrzą, znajdziesz lepszego.

Słowa koleżanek trafiały w próżnię. Kasia patrzyła za Markiem, łzy ściekały po twarzy, zostawiając ślady na tuszu. W duszy miała pustkę i bolesną świadomość, że dla zmiany siebie straciła to, co naprawdę ważne

Naprawdę planowałem się jej oświadczyć szeptał potem Marek. Zasłonił twarz dłońmi, ramiona mu drżały. Miałem cały obraz przed oczami Jak się ucieszy, jak się rzuci na szyję, jak będziemy świętować A kiedy ją zobaczyłem wszystko pękło. Nie poznałem własnej dziewczyny. Po prostu jej nie poznałem.

Na chwilę ucichł, westchnął ciężko i patrzył w dal.

Dlaczego wy, dziewczyny, ciągle nie potraficie docenić własnej urody? Codziennie mówiłem Kasi, że jest piękna. Kochałem ją taką, jaka jest z jej uśmiechem, zwyczajami, wszystkimi tymi drobiazgami, które czynią człowieka niepowtarzalnym. Ale ona wszystko przekreśliła, jakby postanowiła wymazać siebie, żeby stać się kimś innym.

Wiesz, co najbardziej boli? gwałtownie opuścił ręce, w jego oczach zalśniły łzy, które szybko przetarł, aż pobielały knykcie. To, że całą intrygę wymyśliła jej koleżanka! I zrobiła to celowo.

Skąd wiesz? Żaneta wysunęła się naprzód, serce jej zakuło.

Przyszła do mnie. Powiedziała otwarcie że jest lepsza od Kasi, że ona stawia na naturalność. O mało co nie wyrzuciłem jej z mieszkania! uderzył pięścią w podłokietnik, potem przejechał drżącą dłonią po włosach.

Marek zgrzytnął zębami, wysapał powietrze, zapatrzył się w pustkę.

A najgorsze, że liczyła, że od razu rzucę się jej w ramiona. Jakbym mógł tak po prostu zapomnieć to, co było z Kasią. Ale ja nie taki. Kochałem Kasię i boli mnie, że pozwoliła komuś tak sobą manipulować.

Żaneta słuchała, nie przerywając. Widziała jego ból, to, jak bardzo przeżywa rozpad związku przez cudzą ingerencję i Kasi brak pewności siebie. Chciała go pocieszyć, ale nie znalazła odpowiednich słów.

I co teraz? Rozmawiałeś z Kasią? Żaneta dotknęła ostrożnie jego ramienia. Jej głos był łagodny, pełen współczucia.

Kasia jest zadowolona z nowego wyglądu, nic nie zamierza zmieniać Marek skrzywił się gorzko i otarł dłońmi twarz. Zadzwoniła, próbowała grać na sumieniu. Mówi, że nie mam prawa jej opuszczać, skoro tyle na mnie czekała! opadł bez sił na kanapę, zgarbił się, łokcie oparł na kolanach, spojrzał w podłogę. Kochałem ją. Bardzo. Ale tej Kasi już nie ma Jest ktoś inny, z tymi sztucznymi ustami, chudością, tą całą fałszywością!

Żaneta położyła rękę na jego dłoni. Ciepło tego gestu na chwilę ulżyło Markowi. Przez moment poczuł się mniej samotny Żaneta po prostu była, nie musiała nic mówić.

Widziała, jak mu drżą ręce, jak kurczowo walczy ze łzami, jak się wstrzymuje. Jego ramiona dygotały, oddech mu się rwał.

Wiesz zaczął nagle cicho, patrząc w dal. Chodziliśmy kiedyś razem po Łazienkach, jesień była. Wiatr niósł żółte liście, ona się śmiała, kaptur jej spadał, co chwilę poprawiałem… Powiedziała wtedy: Marek, chciałabym, żeby tak było zawsze. A ja: Będzie, kochanie, na pewno będzie. I wierzyłem w to

Przerwał, z trudem łykając łzy. Żaneta poczuła, że jej samej coś ściska gardło.

A dziś? Marek mówił już przez łzy, które spływały mu po policzkach. Teraz ona w lustrze widzi piękność, a ja widzę obcą. Jak to się mogło rozpaść przez pół roku? Dlaczego nie rozmawialiśmy szczerze wcześniej?

Już nie powstrzymał łez. Siedział pochylony, cicho płacząc, bezradny jak dziecko. Żaneta przytuliła go delikatnie.

Marek nie obwiniaj się. Byłeś przy niej, wspierałeś, doceniałeś. To nie Twoja wina. Może czyjaś zazdrość, może czyjś błąd, ale nie Twoja…

Marek podniósł na nią czerwone oczy.

A jeśli zawiodłem? wyszeptał. Może trzeba było pozostać Może sobie wmówiła, że nie jestem jej wart? Chciała sprawić mi przyjemność, a ja ją odrzuciłem

W jego oczach trwała walka między rozczarowaniem i nadzieją, między żalem a miłością. Czuł, że gdzieś w środku wciąż jest ta Kasia, którą pokochał z jej śmiechem, z codziennymi rytuałami. Ta, dla której gotował kakao, która poprawiała mu nastrój nawet najgłupszym żartem.

Żaneta ścisnęła mocniej jego rękę.

Masz prawo do swoich uczuć, powiedziała stanowczo. Nie można siebie zmuszać do akceptacji tego, co jest Ci obce. Ale może warto dać jej szansę się wytłumaczyć? Nie dla niej, lecz dla Waszych wspomnień, dla miłości, która nadal gdzieś tam tkwi.

Marek odetchnął głęboko, otarł łzy i popatrzył w okno. Gwałtowny deszcz ustał, zza chmur wychynęły różowe i złote promienie zachodzącego słońca. Patrzył, jak rozświetlają niebo, szukając w tym jakiejś wskazówki.

Może masz rację szepnął. Ale teraz Teraz muszę pobyć sam. Zrozumieć, co dalej. Nie potrafię zapomnieć, ale też nie chcę od razu wszystkiego przekreślać. Jeśli w nas coś jeszcze zostało, może kiedyś o tym porozmawiamyCisza rozgościła się między nimi, niosąc niewypowiedziane myśli. Marek zamknął oczy i przez chwilę nasłuchiwał własnego serca, które znów biło spokojnie, niemal rytmicznie, jakby chciało mu coś podpowiedzieć. Wszystko wokół wydawało się inne: ciche szumy miasta, ustały krople deszczu, ślad zapachu herbaty w powietrzu.

Może czasem łatwiej zmienić fryzurę niż swoje wnętrze, mruknęła Żaneta, z nutą niepokoju, który był równocześnie nadzieją.

Marek roześmiał się cicho pierwszy raz od wielu dni, szczerze, z ulgą.

Może i tak, Żanka Ale ja wolę czekać na ten śmiech, który kiedyś mnie urzekł, niż na kolejną modę z okładki pisma.

Zegar wybijał pełną godzinę. Marek sięgnął po płaszcz i klucze, spojrzał na przyjaciółkę z wdzięcznością i troską.

Dziękuję. Za to, że słuchałaś i nie oceniałaś. Jeszcze wierzę, że prawdziwego piękna się nie gubi. Trzeba tylko dać mu szansę powrócić może czasem w kimś nowym, czasem w kimś, kogo już znaliśmy.

W drzwiach zatrzymał się i uśmiechnął pogodniej, niż wydawało mu się możliwe.

Zawsze będziesz miała moją herbatę i wysłuchasz wszystkich głupot? zapytał zaczepnie.

Zawsze. Może i Ty kiedyś pozwolisz sobie uwierzyć w swoje własne piękno, Marek odpowiedziała, posyłając mu ciepłe spojrzenie.

A gdy odszedł w złotym blasku po burzy, przez chwilę wydawało się, że wszystko choć inne może być jeszcze prawdziwe. Bo choć fałszywe piękno przyciąga na chwilę, prawda i tak w końcu znajduje drogę do lustra, do serca, do życia.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Fałszywe piękno