Starsza pani Leokadia (albo, jak wszyscy mówili, Lola) Zawadzka, westchnęła ciężko, przewracając się z boku na bok. Bóle w stawach doskwierały jej od miesięcy, nogi miała spuchnięte tak, że ledwo mogła chodzić. Była już zmęczona tymi wszystkimi wizytami u lekarzy i ciągłym leczeniem.
Mieszkała sama, nigdy nie była mężatką. Syn przyszedł na świat dawno temu, owoc pierwszej wielkiej miłości. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Z trudem podniosła się z łóżka, otworzyła.
Na progu stanął syn, Paweł, z żoną Zosią. Obok nich stał czteroletni wnuczek Michałek, który ściskał w rączkach mały samochodzik. Przy nodze trzaskał ogonem wielki pies.
Mamo, my tylko na chwilę. Wracamy za parę dni. Michałek i Pączek zostają u ciebie. Najwyżej pięć dni, zobaczysz, szybko zleci! wykrztusił Paweł.
Ale… Ja jestem chora, prawie nie chodzę, nie dam rady, zdołała tylko wyszeptać pani Lola, opierając się o framugę.
Wiem, przepraszamy, naprawdę Ale Michała i psa ciągnąć osiem godzin do Krakowa? Nie daliśmy rady. Moja mama… już jej nie ma Zosia zaczęła płakać.
Michałek rozszlochał się, pies z cichym żalem zawył jakby pod nosem. Lola wiedziała już: trzeba coś zrobić.
Choroba przyszła pół roku wcześniej.
Lola miała dopiero sześćdziesiąt lat, ale kiedy spojrzeć na innych, wielu starszych ludzi podpiera się laską. Zdrowie psuje się w jednej chwili, tylko człowiek się nie spostrzega.
Wiedziała, że druga teściowa, Barbara, ciężko chorowała od miesięcy. Teść Władysław zmarł dawno. A teraz opuściła ich również teściowa Zosi… Tyle nieszczęścia naraz. I młodsza była od niej parę lat.
Syn i Zosia tego samego dnia wyjechali. Teraz Lola, z bólem w barkach i nogach, patrzyła na wnuka i psa.
Mały tulił się do olbrzymiego zwierza, a ten pieścił go językiem i patrzył łagodnie.
Michałek… A on, ten pies nie gryzie? Czemu taki wielki? Po co im taki olbrzym? Lepiej by sobie jamnika albo pudla sprawili! Co to za rasa? stęknęła pani Lola, z trudem formułując myśli.
Babciu, to buldog angielski. Nazywa się Pączek. On bardzo przyjacielski! odpowiedział chłopiec, głaszcząc psa po miękkich uszach.
Ale z takim psem trzeba wychodzić na spacer, prawda? Ja nie dam rady chodzić… Lola aż złapała się za pierś.
Do tej pory trzymała tylko koty, a i te już dawno jej odeszły. Z opieką nad psem nie miała żadnego doświadczenia.
Serce ściskało jej żal do Barbary, która tak nagle zmarła.
Ale jak Lola miała sobie poradzić z bystrym malcem i ogromnym psem, sama ledwo podnosząc się z łóżka?
Babcia, a Pączek je mięso i kaszę. Chodźmy już na dwór! Już pora! westchnął Michałek i zaczął się ubierać w kalosze.
Lola nie pamięta dokładnie, co włożyła. Dziecko wcisnęło jej smycz do ręki, a samo złapało ją za drugą. Tak wyszli razem.
Nie było jej na podwórku od tygodnia, czuła się bardzo słabo. Teraz szła, chociaż z bólem i łzami w oczach. Co robić, Boże? Prosiła w myślach o siłę, tylko ona mogła pomóc. Wnuk i pies liczyli na nią.
Pączek szedł łagodnie, nie ciągnął smyczy, nie szczekał na inne psy.
Lola zaczęła go nawet podziwiać. Wyprostowała się dumnie, kiedy minęły je sąsiadki na ławce, rozmawiające o wszystkim i o wszystkich.
Co, masz gości, Lola? Że niby chora, a z dzieckiem i psem się zabiera! Zaraz cię całkiem połamie! Michałek, a po co ty tu do babci przyjeżdżasz? Ona już ledwo chodzi! I jeszcze psa przywieźli! Wstydu to ty, Pawle, nie masz! Zostawiliście wszystko na chorą staruszkę… a sami na pewno pojechaliście sobie odpocząć! zawołała Zofia z piątego piętra, znana plotkara.
Poczuła, jak wnuk zaciska jej dłoń, a nawet Pączek odwrócił smutno głowę.
Ile można gadać głupoty! Zazdrosne jesteście, bo wam wnuków nie dają! Sama poprosiłam Michałka, by przyjechał! Nie jestem chora, sobie radzę! A pies to mistrz, na wystawach wygrywał. Tylko umiecie gadać, a nawet nie wiecie, po co syn z synową pojechali! Zosi matka zmarła, jadą ją pożegnać, a nie na wakacje! oburzyła się Lola, odchodząc szybciej, zapominając o bólu w nogach.
Nie słuchaj ich, Michałku. Babcia zawsze będzie z tobą! otuliła wnuczka w windzie.
Babciu… A ty nie pójdziesz do nieba jak babcia Basia? Bo mama i tata mówili, że ona tam teraz mieszka. Tylko… dziadek też tam poszedł, i ja tylko ciebie mam… Nie odlatuj babciu, proszę, ja cię tak kocham złapał ją za kolana, płacząc Michałek.
Ojejku, nie płacz! Jeszcze się mnie nabawisz! Nie polecę, moja radości! Do szkoły cię zaprowadzę, potem i na studia! Z armii cię odbiorę! Zawsze będę Twoją babcią, Michaś! tuliła go do siebie pani Lola.
Z wysiłkiem zrobiła kolację. Była w sklepie. Wieczorem prowadziła Pączka na spacer, a pies szedł obok niej, jakby rozumiał jej trud.
Gdy Michałek i pies zasnęli, Lola połknęła lekarstwa. Ból ją rozdzierał, jakby całą noc kopała dół. Wiedziała jednak, że nikt jej nie pomoże. Wciąż słyszała w uszach słowa wnuka, jak płakał. Jak bał się zostać bez niej.
Boże, pomóż mi. Odrobinę mniej bólu. Nie dla siebie dla wnuka proszę! szeptała w ciemności.
Następnego dnia grali w samochodziki, a starsza pani w pewnej chwili uświadomiła sobie, że pełza po podłodze razem z chłopcem, pierwszy raz od lat! Gotowali razem kaszę. Potem myli Pączka, który wytaplał się w kałuży.
Niespodziewanie dla siebie Lola ucałowała psa w łeb.
Ciekawe czemu uważałam, że jest straszny? Jaki piękny i mądry! Prawdziwy cud-pies myślała, susząc Pączka.
Michałek, a czemu pies ma na imię Pączek? spytała wnuczka.
Chłopiec zaśmiał się.
Bo babciu, on kocha pączki! Ale w domu miał mieć imię na literę P, takie poważne, ale Pączek bardziej pasuje! uśmiechnął się Michaś.
Czas minął błyskawicznie. Były i bajki przeczytane, i Michałek pokazał babci bajki na tablecie.
Nauczyli się liter, chłopiec spróbował nawet pierwszych słów. A Pączek chrapał w fotelu i wyżerał babci plasterki sera i od czasu do czasu lizał miskę po lodach.
Mamo, jak tam sobie radzisz? Przepraszamy, byliśmy bez wyjścia Jeszcze dzień czy dwa się spóźnimy. Nie wyobrażam sobie, jak ci idzie z wnukiem i tym kolosem. Ale innego wyjścia nie było martwił się syn przez telefon.
Świetnie daję sobie radę! Przestań się martwić. Ja babcia jestem, przecież! Zostańcie ile trzeba, tylko bądźcie teraz przy Zosi. Bez matki ciężko A zdrowiem się nie przejmuj. Nigdy nie jest za późno, żeby sobie poradzić! powiedziała Lola pewnym głosem.
Gdy Paweł i Zosia podjeżdżali pod blok, wyobraźnia podsuwała im smutne obrazy. Chora Lola, ledwo chodząca, na barkach dziecko i pies. Jak ona wytrzymała te dni?
Paweł, zobacz! To nie twoja mama biegnie tam po boisku?! wyszeptała Zosia.
Ło Matko! To ona! odparł zdumiony Paweł.
Przez podwórko, pchając piłkę, biegła Lola. Wydawało jej się, że nie biegała od stu lat, a teraz ledwie chodziła! Za nią z wrzaskiem pędzili Michałek i Pączek.
Kiedy przyszło się żegnać, dziecko uczepiło się babci i zapłakało.
Michałku, ja przyjadę do ciebie za dwa tygodnie! Do kawiarni pójdziemy, na karuzelę! Poczekaj na babcię podniosła Michałka na ręce, te same, które ostatnio nawet czajnika nie mogły unieść.
Mamo! Przecież on ciężki, odstaw go! oburzył się Paweł.
Przecież sobie radzę! Michałku, wszystko będzie dobrze! Do zobaczenia, Pączku! Babcia wróci i pójdziemy razem na spacer śmiała się Lola.
To moja sąsiadka. Opowiedziała mi całą tę historię. Rzeczywiście, chodziła ledwo, poważnie chorowała. A potem, nie wiedzieć jak zaczęła się ruszać. Do dzisiaj wszyscy na podwórku się dziwią!
Mnie wyleczyli Michałek i Pączek. Coś tam jeszcze boli, ale to drobiazg. Nie wolno leżeć cały czas, bo już się więcej nie wstanie. Szkoda siebie? Wtedy będzie tylko gorzej.
Nie zawsze szpital i leki działają cuda. Ale miłość może! Pomyślałam, kto zostanie z dzieckiem i psem, gdy będę leżeć? Wstałam! I zaczęłam chodzić szybciej, bo ktoś mnie potrzebuje.
Mam dla kogo żyć! Więc choćby było ciężko i bolało wstańcie! Idźcie! Dla tych małych rączek wnuczków, które ufnie się w wasze dłonie wtulają. To najpiękniejsze na świecie!
Dla dzieci i mężów. Dla swoich psów i kotów, które też was kochają.
Pomódlcie się do Boga, zbierzcie siły, człowiek potrafi wszystko! W trudnych sytuacjach organizm otwiera ukryte rezerwy.
I cieszcie się każdym dniem! poradziła wszystkim Lola Zawadzka.
Drodzy, jeśli lubicie takie historie, napiszcie kilka zdań w komentarzach i zostawcie polubienie. To daje nam siłę, by pisać dla was dalej!







