Tego poranka osiemnastoletnia Jagoda Szymczak urodziła córeczkę. Ledwo dziecko przyszło na świat, napisała stosowne oświadczenie, zamówiła taksówkę i wyszła z porodówki, nie oglądając się za siebie. Nie przeczuwała nawet, jak niespodziewany los spotka jej nowo narodzoną dziewczynkę…
Tego wieczoru, gdy razem z mężem, Adamem, dotarliśmy pełni emocji na oddział położniczy szpitala w Warszawie, czuliśmy ekscytację na myśl o naszym czwartym dziecku. Rodzina już teraz była duża i pełna życia.
Nasze drugie i trzecie dziecko bliźniaki, Ignacy i Franciszek były totalnym zaskoczeniem. Nikt w mojej rodzinie nie miał bliźniaków, więc śmialiśmy się często: “A może znów będą bliźniaki?” Kiedy w czasie kolejnej ciąży lekarz podczas drugiego USG zapewnił, że czekamy jedno dziecko, poczuliśmy ulgę.
Na świat przyszedł więc nasz “czwarty ninja” jedno dziecko. Wszystkie niepokoje zniknęły. Adam wcześniej wykupił pojedynczy pokój, żebyśmy mogli spokojnie cieszyć się tymi pierwszymi chwilami.
Po kilku godzinach przywieźli mi córeczkę do karmienia. Nagle do sali wszedł ordynator, z poważnym wyrazem twarzy. Mamy pewien kłopot… powiedział cicho.
Tamtego samego ranka osiemnastoletnia Jagoda Szymczak urodziła dziewczynkę, natychmiast napisała zrzeczenie się praw rodzicielskich i wyjechała ze szpitala taksówką.
Po porodzie Jagoda ledwie mogła chodzić, lecz była zdeterminowana, by nie zostać ani chwili dłużej. Musieliśmy ją wypuścić.
Noworodek Jagody był zdrowy i prześliczny. Przez moment zadrżało mi serce: Tak marzyłaś o bliźniakach… Może mogłabyś przygarnąć tę dziewczynkę?
Możemy napisać, że to ty ją urodziłaś… zagadnęła życzliwie główna pielęgniarka, pani Wanda Ziętek.
Ale ja wiedziałam, że to nielegalne. Nie chcę, żeby ta dziewczynka trafiła do domu dziecka. Jakie życie ją czeka? To rozdziera mi serce… Procedura adopcji trwa miesiącami i niczego nie gwarantuje. Tymczasem dziecko trafi do placówki.
Byłam wstrząśnięta. Z Wandą Ziętek serdeczną i empatyczną kobietą znałam się nawet poza szpitalem. Może właśnie dlatego ona przedstawiła mi ten trudny dylemat.
Młodziutka mama opuściła szpital zaraz po narodzinach bez cienia sentymentu;
Noworodek zdrowy i bez nikogo, kto by się nim zajął;
Adopcja to biurokratyczna droga przez mękę, z niepewnym zakończeniem.
Pielęgniarka człowiek, nie tylko urzędnik proponuje pomoc z samego współczucia.
Trudno o bardziej delikatne i nieprzewidywalne sytuacje niż te związane z narodzinami. Życie często zmusza nas do wyborów między sercem a przepisami, między współczuciem a dystansem. Ta scena z polskiego szpitala przypomina, jak ogromne znaczenie mają człowieczeństwo i odruch serca w życiowych rozdrożach.






