Dziękuję za mojego tatę

Dziękuję za tatę

Co powiedzieli na policji? zapytała szeptem Basia, kiedy mama odłożyła telefon na stół.

Nic dobrego odpowiedziała Antonina Kamińska, biorąc łyk wody. Powiedzieli, że za wcześnie na alarm. Musi minąć chociaż doba. A ja czuję czuję, że coś się stało!

*****

Mamo, hej! Tata jeszcze nie wyjechał? zapytała Basia, wpadając do mieszkania z sernikiem w rękach.

Cześć, kochanie. Już wyjechał. Mówiłam ci przecież, że dzisiaj ma ostatni dzień w pracy, świętują i odprowadzają na emeryturę. No wiesz, nie mógł nie pojechać.

Szkoda zasmuciła się Basia.

Ale obiecał, że wróci na obiad.

No dobra. Akurat na obiad powinien przyjechać też mój Tomek. Cała rodzina będzie. A my z tobą przygotujemy stół, co?

Pewnie! Pomóż mi, bo sama nie dam rady. Ale najpierw napijmy się herbaty. Właśnie się zagotował czajnik. I mam twoje ulubione eklerki. Weźmiesz?

Z wielką chęcią.

Mama i córka siadły przy kuchennym stole, piły herbatę, zajadały eklerki i rozmawiały o pogodzie, o lesie, o tacie, który dziś kończył 50 lat.

Wszystko było jak należy, tylko

Antonina zauważyła, że Basia czymś się niepokoi. Jakby chciała coś powiedzieć, ale się wahała.

Serce jej od razu zaczęło mocniej bić.

Córciu, wszystko u ciebie w porządku?

Tak widać po mnie? zaśmiała się Basia.

Widać Nie masz mi czegoś ważnego do powiedzenia?

Mam. Ale mamo, nie martw się, to dobre wieści.

To opowiadaj szybko.

Wiesz, pomyśleliśmy z Tomkiem, żeby podarować wam działkę, którą kupiliśmy w zeszłym roku.

Podarować?

Od serca i szczerze. Tomek właśnie wyremontował domek, więc można tam wygodnie mieszkać przez cały sezon.

A wy?

Co my? Będziemy was odwiedzać na działce. Wiesz sama, że teraz i tak nie jesteśmy w stanie się nią zająć jak planowaliśmy zawiesiła głos i uśmiechnęła się tajemniczo.

A czemu?

Bo niedługo zostaniecie z tatą dziadkami. Już za osiem miesięcy.

Serio?

Serio!

O Boże! Ależ się cieszę, Basiu! Twój tata będzie wniebowzięty.

Mama zerwała się zza stołu, uściskała córkę i pocałowała ją kilka razy w oba policzki.

Chciałam, żebyście razem się dowiedzieli, ale tata tak wcześnie pojechał.

Nic nie szkodzi, wkrótce wróci i powiesz mu wszystko. A my bierzmy się za gotowanie Antonina spojrzała na zegarek.

Jasne!

W kuchni rozbrzmiały garnki, miski i noże stukające o drewnianą deskę. Mówią, że dwie gospodynie w kuchni się nie dogadają, ale dla Antoniny i Basi to był świetny duet pomagały sobie, a nie przeszkadzały. Wszystko było gotowe szybciej, niż planowały.

Na stole stanęły gorące kurczaki, rybne kotleciki, puree ziemniaczane i aż trzy sałatki.

Antonina przysiadła na chwilę i spojrzała na zegarek.

Nawet przed czasem skończyłyśmy.

No przecież robiłyśmy wszystko czterema rękami śmiała się Basia. Może zadzwonisz do taty, zapytaj kiedy będzie?

Dobry pomysł mama przytaknęła.

A ja zadzwonię do Tomka i też się dowiem.

Basia poszła do przedpokoju po torebkę.

Antonina chwyciła telefon i wybrała numer męża.

Długo słuchała dzwonka, potem raz jeszcze spróbowała. Bez skutku Michał nie odpowiadał. Patrząc na zegarek, po głowie krążyło jej jedno pytanie:

Dlaczego nie odbiera?

Dopiero teraz zrozumiała, że Michał miał zadzwonić, gdy dotrze do pracy, ale telefonu nie było. Przeszedł ją zimny dreszcz.

Mamo, Tomek będzie za godzinę! zameldowała Basia, wracając do kuchni. I co z tatą?

Nie odbiera…

Dziwne.

Dziwne, Basiu Próbowałam kilka razy, dzwoni, ale Michał nie odbiera.

Wiesz, dzisiaj taki dzień Może świętują, nie ma jak odebrać.

Nie, Basia. Powinien być już w drodze do domu. Obiecał przecież wrócić na obiad. A jeśli coś obieca, to zawsze dotrzyma słowa. Nawet nie zadzwonił, że jest w pracy. Zupełnie do niego niepodobne. Dlaczego nie odbiera?

Może zadzwoń do jego szefa? Niech wypuszczą solenizanta do domu, rodzina już czeka!

Dobrze, spróbuję.

Antonina nigdy nie panikowała, ale teraz czuła złe przeczucie. Michał zawsze odbierał. Zawsze.

Cenił żonę ponad wszystko i nie chciał jej martwić.

A dziś szczególnie powinien odebrać. Przecież wie, że czekam i się martwię.

Chociaż, z drugiej strony pomyślała Antonina to jego pożegnanie po tylu latach. Musi mu być ciężko Tak trudno się rozstać.

Halo! przerwał jej rozmyślania męski głos.

Dzień dobry, panie Olegu! Tu Antonina, żona Michała. Chciałam zapytać, kiedy puścicie męża do domu. Już z córką czekamy, zięć też zaraz będzie.

Dzień dobry, pani Antonino odpowiedział szef. Szczerze mówiąc, sam nie wiem, co powiedzieć.

Nie bardzo rozumiem

Powiem wprost, my też na niego czekamy. Dzwoniliśmy kilka razy, ale nie odbiera.

Jak to? Chce pan powiedzieć, że Michał nie pojawił się w pracy? zbaraniała Antonina.

Tak, jeszcze go nie było. Ale dalej czekamy. Jeśli się pojawi, proszę przypomnieć mu, by przyszedł. Musimy go pożegnać taka u nas tradycja.

Dobrze Panie Olegu, niech pan też zadzwoni, gdyby Michał dotarł do pracy.

Antonina, zwilżając drżące ręce wodą, odłożyła telefon na stół i spojrzała na córkę:

Basiu, nie było go w pracy Nie odbiera telefonów. Tyle czasu już minęło Gdzie on może być?

Mamo, spokojnie. Nie panikuj. Spróbujmy razem zadzwonić.

*****

Michał wyszedł z klatki schodowej, uśmiechnął się do porannego słońca, przywitał się z sąsiadkami na ławce i ruszył na przystanek tramwajowy.

Tą samą trasą podążał już dwadzieścia pięć lat. Dziś jechał do pracy po odbiór papierów i pożegnanie z kolegami.

Nie raz żegnał emerytów, teraz przyszła jego kolej.

Niby zwykły dzień, ale chodził cały niespokojny. Noc prawie nie spał, podnosił się i pił krople na serce, ale nic nie pomagało.

Gdy rano Tonia złożyła mu życzenia, uśmiechnął się szeroko.

Jednak o złym samopoczuciu żonie nie powiedział po co miała się martwić?

To nie pierwszy raz, zwykle puszczało po czasie.

Wyszedł z domu wcześniej, by żona niczego nie zauważyła. Nie chciał popsuć święta wiedział, że Tonia by wszystko odwołała, a przecież koledzy czekają.

Przemęczę się i przejdzie pocieszał się, coraz częściej łapiąc się za pierś.

Na przystanku, patrząc na zatłoczony tramwaj, zrezygnował z jazdy. Bał się, że w ścisku zrobi się gorzej.

Zdecydował się pójść piechotą pogoda była ładna, a czasu miał dość. Na świeżym powietrzu będzie łatwiej oddychać.

Nie zadzwonił do żony, jak się umawiali stwierdził, że zadzwoni już z pracy.

Ale do pracy nie dotarł.

Trasa wiodła przez niewielki park. Rano nie było tam nikogo; właśnie tam Michałowi zrobiło się naprawdę źle. Usiadł na ławce, rozpiął koszulę, poluzował krawat i próbował złapać oddech. Ile tam siedział nie pamiętał.

Wiedział tylko, że nie ustępowało, wręcz przeciwnie, czuł się coraz gorzej.

Nie chciał dzwonić po Antoninę, ale kiedy zrozumiał, że to poważniejsze, niż sądził, sięgnął po telefon.

Najpierw zadzwonię do żony, później po pogotowie pomyślał.

Ale nie zdążył.

Ręce się trzęsły, telefon wypadł na chodnik prosto pod ławkę.

Próbował wstać, ale nie dał rady. Ścisnęło go w piersi, z trudem łapał powietrze. Potem zrobiło się ciemno przed oczami.

Jedyne, co mógł zrobić, to położyć się na ławce.

Oto twoje święto, oto emerytura pomyślał z żalem Michał.

Boli nie sam koniec, ale to, że nie zobaczy już ani żony, ani córki

Nie pożegna się z nimi.

*****

Antonina wzięła krople nasercowe, znów zadzwoniła do męża bez skutku. Basia także wielokrotnie próbowała szczęścia nic.

W końcu przyjechał Tomek. Usiedli we trójkę przy świątecznym stole i czekali w milczeniu.

Na co my właściwie czekamy? ocknęła się Antonina. Trzeba zadzwonić na policję. Może pomogą go znaleźć?

Basia i Tomek zgodzili się od razu. Wszyscy przecież wiedzieli, że Michał nie zniknąłby bez powodu.

Tym bardziej że pracował w straży pożarnej i nie raz bywał w kryzysowych sytuacjach. Skoro nie daje znaku życia tak długo, to coś naprawdę musiało się stać.

Co powiedzieli na policji? zapytała Basia, gdy mama odłożyła telefon.

Nic dobrego Antonina ujęła szklankę wody. Uznali, że za wcześnie, musi minąć doba od zaginięcia. Ale czuję czuję, że coś się wydarzyło!

Trzeba samemu szukać! powiedziała Basia zdecydowanie.

Masz rację, córciu. Szukać Miał jechać tramwajem. Przystanek jest niedaleko, trzeba tam pójść i popytać ludzi. Może ktoś go widział. Kierowcy też warto zapytać, może któryś jechał rano.

Mamo, my z Tomkiem pójdziemy, a ty zostań w razie gdyby tata wrócił. Przy okazji obdzwonisz szpitale. Nie chcę przesadzać, ale lepiej być gotowym.

Dobrze

Basia i Tomek szybko się ubrali, wyszli i ruszyli na poszukiwania.

Antonina zamknęła drzwi i zaczęła dzwonić po szpitalach.

Oby nic mu się nie stało powtarzała cicho, żegnając się i modląc.

*****

Michał był jeszcze przytomny, ale coraz trudniej mu się poruszało. Głos więzł w gardle, ręka ledwie mogła się podnieść.

Po-po-móżcie wymamrotał, wyciągając dłoń w stronę dwóch przechodzących kobiet.

Spojrzały na niego krzywo i odwróciły wzrok.

Kolejny pijak oburzyła się jedna.

Ta, od rana już zalany, nawet dojść do domu nie może fuknęła druga.

Michał słyszał te słowa, łzy spływały mu po policzkach. Bolało, że nie może nic zrobić: ani sobie pomóc, ani zawołać o ratunek. Sam tyle razy ratował cudze życie, nawet zwierzęta a teraz bezradny.

Dlaczego akurat dziś?

Kiedy odgłos butów ucichł, zamknął oczy, pogodzony, że nikt nie przyjdzie z pomocą. Jednak nagle

Obok siebie usłyszał głośne szczekanie, niemal przy samym uchu.

I poczuł na sobie łapy i mokry język liżący podbródek.

Pies! Pies! Michał ucieszył się. Jeśli jest pies, musi być i właściciel.

Otworzył oczy i zobaczył starego kundla.

I nagle go poznał.

Przypłynęły wspomnienia.

Widzi dom jednorodzinny w ogniu, ludzi ratowanych przez strażaków, potem szczekanie dochodzące z okna.

W domu pies?! zapytał Michał właściciela, który siedział już w karetce.

Tak! Nasz pies Nie zdążyliśmy go zabrać

Dlaczego nie powiedzieliście?! Michał krzyknął, a potem wbiegł w płomienie.

Chcieli go zatrzymać groziło zawalenie stropu nie posłuchał nawet dowódcy.

Po dziesięciu minutach wybiegł, zakasłany, z psem pod pachą.

Oddał zwierzaka właścicielowi, ale długo nie mógł oderwać wzroku od psich oczu.

Dziękowały. Była w nich Wdzięczność przez wielkie W.

Wspomnienie zniknęło, znowu nastała ciemność i chłód.

Hau, hau! pies szczekał, liżąc Michała na ławce.

Poznał go. Teraz przyszła kolej, by pomóc człowiekowi.

Jeśli możesz wyszeptał Michał. Sprowadź ludzi. Proszę

Stracił przytomność.

A pies pies zrozumiał.

Pobiegł ile sił do wyjścia z parku, by znaleźć pomoc. Najpierw podskoczył do studenta pod pawilonem, potem do kobiety z dzieckiem na pasach, potem do mężczyzny przy kiosku.

Ale nikt

Nikt nie domyślił się, o co mu chodzi. Odganiali go od siebie, myśląc naiwnie, że może być groźny. A on tylko prosił o ratunek

*****

Na przystanku Basia i Tomek niczego się nie dowiedzieli nikt nie widział mężczyzny ze zdjęcia. Basia zabrała ze sobą rodzinne zdjęcie taty z nadzieją, że ktoś go rozpozna.

Nikt.

Zrozumiała, że czas jest na wagę złota. Ruszyli od sklepu do sklepu, obeszli okoliczne podwórka.

Tatę jakby ziemia wchłonęła. Nie odbierał telefonu. Gdzie jesteś, tatusiu?! Gdzie?

Przebiegając obok parku, Basia usłyszała głośne szczekanie. Zatrzymała się i zauważyła starego kundla, który szczekał na przechodniów i uskakiwał, gdy ktoś na niego podnosił rękę.

Idźże stąd, psie! krzyknął emeryt z laską. Pełno was tu, nie da się przejść!

Basiu, co ci? zapytał Tomek, widząc, że żona zamarła, choć biegnęli przecież w stronę taksówek, licząc że może tam ktoś widział tatę.

Sama nie wiem Ten pies zamyśliła się, wskazując na zwierzaka. On nie szczeka tak sobie. Jakby wołał o pomoc Czuję to

Pies spojrzał na Basię, ich spojrzenia się spotkały. W oczach psa nie było prośby, była rozpaczliwa potrzeba ratunku.

Basiu, gdzie idziesz? zapytał zaskoczony Tomek.

Ale Basia już go nie słyszała.

Poszła za psem, a pies, szczekając, pobiegł do parku. Tam, na ławce, leżał człowiek, któremu winien był życie. Basia, słuchając intuicji, pobiegła za nim. Tomek za nią.

Po pięciu minutach byli przy ławce. Michał był nieprzytomny. Ale jeszcze oddychał.

Żył!

Tato! zawołała Basia, podnosząc mu głowę. Tomek, dzwoń po pogotowie!

*****

Karetka przyjechała bardzo szybko. Michała przewieziono do szpitala z oddziałem kardiologicznym.

Basia, zabrawszy psa, pobiegła z Tomkiem do samochodu. Po drodze zadzwoniła do mamy, zdążyła powiedzieć tylko najważniejsze i obiecała, że da znać później.

Pani ojciec miał szczęście powiedział lekarz po wyjściu z reanimacji. Gdyby nie szybka pomoc, pół godziny później byłoby za późno.

Będzie żył?! zapytała Basia przez łzy.

Będzie.

Basia wyszła przed szpital, przyklękła przy psie i przytuliła go mocno.

Dziękuję ci Dziękuję za tatę.

Co z tatą? zapytał Tomek.

Wszystko dobrze, będzie żył odpowiedziała Basia zmęczonym głosem. I wszystko dzięki niemu wskazała na psa.

Ma obrożę. Pewnie miał właściciela.

Ma. Ale wiesz powinniśmy go zabrać tymczasem do siebie. Skoro uratował mojego tatę, nie mogę zostawić go na ulicy.

Masz rację, kochanie.

*****

Antonina, Tomek i Bartek (imię psa było wygrawerowane na medalionie przy obroży) czekali przed szpitalem, patrząc na główne wejście.

Po chwili drzwi się otworzyły i wyszła Basia z tatą.

Bartek od razu podbiegł radośnie i merdał ogonem, skacząc wkoło Michała. W oczach psa była radość.

Tato, to on cię uratował. Sprawił ci najcenniejszy prezent urodzinowy życie.

Dzięki, przyjacielu wyszeptał Michał, ostrożnie głaszcząc go po głowie. Basiu, gdzie jego właściciele? Na pewno ich ma.

Szukaliśmy, ogłaszaliśmy w internecie, ale nikt się nie zgłosił przez cały czas twojego pobytu w szpitalu.

Podszedł do niego Antonina. Po jej policzkach płynęły łzy, ręce drżały, ale na twarzy była radość.

Dziękuję ci, Michał, że żyjesz.

Przepraszam, Tonia. Przepraszam, że nie powiedziałem o złym samopoczuciu. Myślałem, że przejdzie, a wyszło, jak wyszło.

Wybaczam. Jedziemy do domu? Świętować twój drugi dzień narodzin? ocierając łzy, zapytała Antonina.

Jedziemy.

*****

Bartek miał właścicieli, ale Michał sam ich szukał. Pojechał nawet pod ten spalony dom sprzed roku.

Ale dawno nikogo tam nie mieszkało. Sąsiedzi powiedzieli, że wyprowadzili się do innego miasta, psa zostawili. Widać nie chcieli się nim zajmować

Bartek został więc z rodziną Michała i był bardzo szczęśliwy.

Michał także.

Z psem Bartek jeździł do pracy po odbiór papierów, spędzał czas na działce, odbierał z Tomkiem swoją córkę z noworodkiem ze szpitala.

Gratulacje, tato! powiedziała Basia ze łzami w oczach. Teraz jesteś dziadkiem, masz dwie wnuczki!

Ale się cieszę, córciu!

Hau, hau! odezwał się Bartek, także szczęśliwy, że bliskim ludziom wszystko się ułożyło.

Michał odzyskał radość życia. Stało się ono jaśniejsze i pełniejsze. I już zawsze był wdzięczny Bartkowi, że podarował mu to najważniejsze drugą szansę na życie.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Dziękuję za mojego tatę