Dzieciaki myślały, że staną się niezależne, a skończyły z długami i bez własnego mieszkania – histor…

No wiesz co, muszę Ci opowiedzieć, co się u nas ostatnio wydarzyło, bo aż nie wiem czy się śmiać czy płakać. Marta i Piotrek, nasza córka i zięć, jak się pobrali, to wiadomo rodzice z obu stron chcieli im pomóc na start. My z Wojtkiem mieliśmy trochę odłożonych złotówek, teściowie zresztą tak samo. Zebraliśmy wszystko razem i uzbierało się całkiem sporo akurat na małe mieszkanie w Warszawie czy innym większym mieście.

Ale jak to młodzi stwierdzili, że sami, że są niezależni i oni MUSZĄ wszystko po swojemu. No i po czasie okazało się, że rzeczywiście kupili mieszkanie, tylko nie dwupokojowe, ale od razu z rozmachem trzy pokoje! A skąd kasa? Ano z kredytu w banku! My pytamy: Kto będzie spłacał raty? oni: No jak to, przecież damy sobie radę!

Potem jeszcze się okazało, że im samochód potrzebny, bo przecież nowe mieszkanie daleko od pracy i nie będą się tłoczyć w autobusach. Kupili, uwaga nie używany, ale nowiutki w salonie, no i też na kredyt. Próbowaliśmy im tłumaczyć, że może lepiej po taniości, coś z rynku wtórnego Ale nie, niezależność górą, wiedzą lepiej.

A potem zachciało im się dziecka, i to najlepiej, żeby urodziło się za granicą, bo wtedy łatwiej z obywatelstwem i podobno to taki prestiż. Żeby córka mogła rodzić w najlepszych warunkach, wzięli kolejny kredyt na porodówkę i lekarza na wyłączność. No po prostu ręce opadają.

Jak się Małgosia czyli wnuczka urodziła, wymyślili znowu, że pokój dziecięcy trzeba wyremontować oczywiście kolejne zadłużenie. Pytamy: Kto za to płaci? odpowiedź zawsze ta sama: My, przecież jesteśmy samodzielni.

I akurat wtedy los postanowił dać im szkołę życia: Piotrek wyleciał z pracy, Marta na urlopie macierzyńskim, więc kasy zero. Zaczęły się schody raty, kredyty, a tu żadnych oszczędności. Przyszli do nas błagalnie, żebyśmy sprzedali działkę pod Warszawą, żeby jakoś to wszystko spłacić. Nie chcieliśmy, ale nie było wyjścia, żeby nie wpadli w długi po uszy. Niestety i tak to nie rozwiązało sprawy.

W końcu musieli sprzedać mieszkanie i auto. Teraz mieszkają u teściów Marty i narzekają, że nie mają nic swojego. No jasne, bo przecież nie słuchali się nikogo. Kredyty jeszcze długo będą spłacać. Smutno na to patrzeć, łzy w oczach, ale co zrobić życie.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Dzieciaki myślały, że staną się niezależne, a skończyły z długami i bez własnego mieszkania – histor…