Diagnoza zdrada
Joasiu, wy już chyba jesteście na takim etapie powiedziała donośnie, z naciskiem, pani Teresa, patrząc bystro na kandydatkę na synową. No, kiedy planujecie ślub?
Chyba jednak jeszcze za wcześnie odpowiedziała dziewczyna z wymuszonym uśmiechem, siląc się na grzeczność. Przecież dopiero od miesiąca razem mieszkamy, warto się lepiej poznać w codzienności Kto wie, może za chwilę zaczniemy się kłócić o skarpetki na środku podłogi?
Brwi Teresy nieznacznie powędrowały w górę, ale jej determinacja w przesłuchaniu przyszłej synowej była niezłomna. Generalnie Asia jej się podobała i to nawet dużo bardziej niż poprzednia dziewczyna Tomka. Ta nieprzystępna, zarozumiała Marzena! Na szczęście Tomek w końcu zrobił czystki.
A jak Mati się trzyma? zagadnęła Teresa, zmieniając temat, ale bystre oczy cały czas skanowały Asię. Chłopak już prawie dorosły, ale jednak matka zawsze się martwi
Asia poczuła ciepełko na sercu na myśl o nastoletnim synu Tomka. Przypomniała sobie, jak go poznała. Miała wtedy duszę na ramieniu: co będzie, jeśli on zobaczy w niej złowrogą ciotkę, która zaraz każe jeść warzywa i patrzeć na nią jak na zło konieczne?
Jest fantastyczny! powiedziała szczerze, tym razem już uśmiechając się całkiem naturalnie. Na początku trochę się bałam, że Matiek będzie do mnie wrogo nastawiony No wie pani, tak jak dzieciaki potrafią. Ale dogadaliśmy się świetnie! Jest otwarty, sympatyczny i jak to mówią, chłopak z głową na karku.
Zawiesiła głos, wspominając moment, kiedy Mati po powrocie ze szkoły spróbował jej szarlotki i od razu obwieścił, że teraz w domu będzie nareszcie coś jadalnego.
Ba, dodała z lekko ironicznym uśmieszkiem on wręcz się cieszy, że kucharzę lepiej niż jego tata. Czasem prosi mnie, żebym nauczyła go jakiegoś przepisu!
Tomek, który całą rozmowę dotąd grzecznie milczał, uniósł kącik ust, jakby mówił: no widzisz, mówiłem, że się dogadacie. Z wyrazu twarzy ewidentnie świtała duma i ulga, że obie jego najważniejsze osoby są zgodne przynajmniej w sprawie ciasta.
Ale braciszka jeszcze nie żąda? spytała Teresa, bez skrupułów rzucając temat od razu na głęboką wodę.
Tomek skrzywił się lekko i posłał matce wymowne spojrzenie, pełne ukrytego mamo, serio?. Doskonale znał jej styl subtelność była cnotą, której nigdy nie opanowała.
A co w tym złego? rzuciła Teresa, ani trochę nie zmieszana. W jej głosie brzmiała lekkość i ton, jakby pytała o pogodę, a nie planowanie dziecka. Matiek uwielbia małe dzieci, rozczula się nad kuzynami. A ty, dziewczyno, masz dopiero trzydzieści pięć lat spokojnie dwóch się dorobisz!
Asia poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Było jej nie na rękę omawiać tak intymny temat w obecności przyszłej teściowej osoby zaledwie odrobinę mniej obcej niż pani z mięsnego. Ścisnęła nerwowo palce pod stołem, robiąc wszystko, by z zachować pokerową twarz.
Niestety, to wykluczone powiedziała stonowanym głosem, starając się nie wyjść na lodowatą. Lekarze zdecydowanie odradzają mi dzieci.
Na chwilę zapadła cisza gęsta jak śmietana z wiejskiej mleczarni. Twarz Teresy natychmiast przybrała chłodniejszy wyraz, jakby ktoś przestawił ją z opcji do schrupania na dystans w sekundę.
Kobiece sprawy, tak? mruknęła, udając współczucie z nutką pobłażania, jakby za chwilkę miała powiedzieć, że medycyna to se ne wrati, ale warto próbować. Proszę się nie załamywać, proszę pani! Teraz technologia taka, że zaraz leczenie znajdą!
Asia westchnęła cicho. Miała szczerą ochotę zakończyć temat, ale wiedziała, że jeśli przemilczy, zaraz powstaną plotki typu na pewno nie chce, bo ma inne plany. Rzuciła okiem na Tomka, który tylko wzruszył ramionami sama się tłumacz, kotku.
U mnie to nie przejdzie, odezwała się cicho, patrząc uparcie przed siebie. Mam poważne problemy ze wzrokiem. Diagnozę dostałam jako osiemnastolatka i już z tym żyję Dzieci mieć nie mogę. Pogodziłam się z tym dawno temu.
Twarz Teresy zastygła z uniesioną brwią, jakby próbowała się zorientować, czy żartuje. Odgarnęła włosy za ucho i spojrzała na Asię z autentycznym zdumieniem wg niej, oko to oko, szkła i po temacie.
Ale co ma jedno do drugiego? spytała, szczerze nie rozumiejąc. Przez chwilę wyglądała, jakby podejrzewała ją o wymigiwanie się od obowiązku.
Asia wzięła leciutko drżący oddech. Nie miała ochoty opowiadać szczegółów medycznych, ale powrót do milczenia nie wchodził w grę.
W moim przypadku prawie pewne, że stracę wzrok, wyjaśniła rzeczowo, spokojnie. Ciąża oznacza dla mojego organizmu stres, którego nie jestem w stanie znieść. Ryzyko jest zbyt duże. Jakie to ma znaczenie mieć dziecko, którego nie będzie się w stanie nawet zobaczyć?
Poprawiła swoje okulary, czując napięcie w powietrzu, jakby za moment miała spaść wichura z Mazur. Chciała, żeby Teresa zrozumiała: to nie kokieteria, nie fobia przed zmianą figury po prostu tak trzeba.
Mogła się założyć o połowę pensji, że w głowie przyszłej teściowej pod hasłem ideał synowej wyświetlał się obraz kogoś zupełnie innego: zdrowa jak rydz kobitka, która lada chwila da wnuki i ulepki z plasteliny. A Asia? Była za trudna w obsłudze.
Nie czuła się winna ani nie planowała się tłumaczyć. Z Tomkiem od dawna ustalili wspólną strategię: konsultacje z lekarzami, dłuuugie dyskusje, gorączkowe przeglądanie forów i rozmowy. Doszli do wniosku gra niewarta świeczki. Ostatecznie można przecież adoptować dziecko czy skorzystać z matki zastępczej XXI wiek, można wszystko.
Gdy wreszcie wyszli, powietrze wydawało się bardziej ożywcze niż po burzy z gradem. Teresa pocałowała syna, Asii kiwnęła głową taki gest, bo wypada, ale z ciepłem miało to niewiele wspólnego. Zakładając buty w przedpokoju, Asia spotkała spojrzenie Tomka jego oczy mówiły nieme: sorry.
Na chodniku oboje odetchnęli głębiej. Asia złapała Tomka za rękę, on ścisnął jej palce. Po tym wieczorze wiedzieli, że debiut rodzinny raczej nie był spektakularny, ale najważniejsze, że byli razem, wbrew cudzym oczekiwaniom i planom.
*****
Trzy miesiące później
Asia zaczęła czuć się osobliwie. Najpierw winę zwaliła na pracę, potem na kapryśną pogodę albo wirusa. Ale kiedy codzienna niemoc zaczęła ją atakować z premedytacją od rana mdłości, wszystko pachniało jakoś dziwnie, ciągle była zmęczona zrobiło się niepokojąco.
Walcząc jak prawdziwa polska kobieta czosnek, rutinoscorbin, spać z kurami przeczekała kilka dni, ale poprawy nie odnotowano. W pracy potrafiła zastanawiać się na serio, po co ktoś wymyślił Excela, a wieczorami padała bez sensu, jakby przebiegła maraton.
Kiedy wieczorem gadała z mamą, wypaliła z rozbrajającą szczerością, że coś jest nie tak.
Joasiu, a może hm, jesteś w ciąży? zapytała mama na półgłosem.
Asia o mało się nie roześmiała.
Mamo, niemożliwe. Przecież biorę tabletki, co do minuty! Ginekolożka kazała prowadzić kalendarzyk Wszystko jak w zegarku.
Ale mama była nieugięta jak każda mama na świecie:
Kup test. Nie grzech sprawdzić. Masz być pewna!
Asia już, już chciała szlachetnie się spierać, ale coś w tonie matki sprawiło, że sięgnęła po płaszcz i szybko wyskoczyła do apteki dwa bloki dalej.
W aptece nagle wpadła w rozterkę: ten z niebieskimi kropeczkami czy różowym napisem? I czemu jest aż tyle testów?. Chwyciła dwa pośrednie cenowo w końcu swojego losu się nie oszuka, a Janosik nie zabierze jej złotówek.
W domu przez dziesięć minut przeżywała trening cierpliwości. Kiedy jej oczom ukazały się dwie GRUBAŚNE, czerwone kreski, powiedziała półgłosem:
No ładnie, cyrk na kółkach.
Poczuła, jak w środku wszystko jej się przekręca, a przed oczami błysnęły wykresy sprzed lat. Próbowała ochłonąć, bo za chwilę spodziewała się wracającego ze szkoły Matiego. Czym prędzej cisnęła testy do kosza, poprawiła włosy i pobiegła otworzyć, jak tylko chłopak zadzwonił dzwonkiem.
Klucze znowu zapomniałeś? uśmiechnęła się zmęczona.
No tak jakoś wyszło zawstydził się chłopak.
W tym czasie, jeszcze nie wiedziała, że jeden z testów zamiast lądować w śmieciach ulotnił się strategicznie pod kuchnię
****
Tomek, jadę na parę dni do mamy powiedziała Asia nie patrząc w oczy narzeczonemu. Kłamać nie znosiła, ale na razie nie widziała innego wyjścia.
Tomek natychmiast oderwał się od laptopa, spojrzał zaniepokojony:
Chcesz, żebym pojechał z tobą? Może potrzeba leków, zakupów?
Asia odruchowo się uśmiechnęła Tomek zawsze miał serce na dłoni, co tylko komplikowało całą sprawę.
Nie trzeba, naprawdę, mamo ktoś się zajmie, dam sobie radę. Jakby co, zadzwonię powiedziała, pakując nerwowo torbę.
Drogę na dworzec przebyła trochę, jakby szła w zamglonej mgle, trzymając się z planu: pojechać, skonsultować sprawę z lekarzem i potem wyjaśnić wszystko Tomkowi byle na spokojnie, byle z głową.
Następnego dnia poszła prywatnie na wizytę. Pani doktor, miła kobieta w wieku jej własnej matki, potwierdziła: Asia jest w ciąży, szacunkowo 56 tygodni. Kobieta próbowała zachować pokerową twarz, ale w środku aż huczało, że coś się wykrzaczyło przecież wszystko było pod kontrolą!
Ale brałam tabletki! Jak to możliwe? zdołała wydusić.
Czasem wystarczy infekcja, antybiotyk, nieregularność. Zawsze istnieje ułamek ryzyka odpowiedziała lekarka rzeczowo, jakby dyktowała paragraf z regulaminu.
Czy w takim razie myśli pani o przerwaniu ciąży? spytała cicho, rzeczowo.
Asia zacisnęła powieki i westchnęła. Wspominała słowa lekarzy, swoje własne powody i czarne scenariusze przewijające się przez głowę od miesięcy. Chciała mieć pewność, że podejmie właściwą decyzję.
Ryzyko prawie pewnej utraty wzroku dziewięć do jednego. Co pani by zrobiła na moim miejscu? wykrztusiła.
Lekarka już wyczytała wszystko z karty. Rozumiem pani decyzję, to naprawdę niemały ciężar.
Wyszła z gabinetu półprzytomna. Z nową porcją skierowań i listą badań. Zatrzymała się w holu, opierając czoło o zimną ścianę. Jutro zabierasz się do działania. Jutro.
***
Asia! rozbrzmiał w słuchawce głos Tomka. Ciężko stwierdzić, czy był bardziej uradowany, czy podniecony, ale na pewno nie podejrzliwy.
W żołądku Asii zawiązał się supełek.
O czym mówisz? odezwała się ostrożnie, udając spokój.
O ciąży! Znalazłem test Z dwiema kreskami! Asia, już cię umówiłem do świetnej lekarki Chodźmy razem, chcę być przy tobie.
Asia wykręciła oczami w stylu czołówka Na dobre i na złe.
Nie napalaj się, Tomek. To na bank pomyłka. Tabletki brałam jak w zegarku. To niemożliwe.
Chwila ciszy, w której oboje mogli usłyszeć muchę latającą po Mławie.
Wiesz Mama była ostatnio u nas. Trochę pogadała ze mną. Że ty przesadzasz, że z takim problemem dzieci się mają, że teraz wszystko da się ogarnąć, bo medycyna, przecież ona zna ludzi zająknął się Tomek.
Asia złapała głębszy wdech, czując nadciągającą burzę.
Sugerujesz, że poza wykładem, było coś jeszcze?
No Przypadkiem wywaliłem twoje tabletki. Jakoś mi się rozsypały, potem tak głupio zgarnąłem z podłogi Wiesz, mama przekonywała, że można trochę poluzować i spróbować. I zamieniłem część na witaminy bo w sumie, chciałbym, żebyśmy mieli dziecko.
Asia poczuła, jak krew ucieka jej z twarzy, a myśli galopują jak stado dzikich bizonów. To się nie dzieje naprawdę. Dosłownie nie dzieje!
Ty chyba żartujesz? wyszeptała, ściskając dłoń w pięść.
Chciałem, żeby było dobrze! stęknął Tomek, głosem ofiary własnych decyzji.
Dla kogo? Dla siebie? Bo ja miałam rację, że powinnam cię rozgryźć przy pierwszym bigosie zawyrokowała, choć dysząc mocniej niż podczas pierwszego jogingu w podstawówce. Pogadamy w niedzielę. Spotkamy się PO LUDZKU, w parku, w południe.
Jasne, będę! rozpromienił się z ulgą Tomek.
Asia nie odpowiedziała. Nerwy dosięgły jej szpiku facet który podmienia jej leki na witaminy, słuchając własnej matki, to nie jest materiał na męża. Nawet na piątkowego kumpla z pizzerii nie bardzo.
***
W niedzielę Tomek przyszedł do parku pół godziny przed czasem z bukietem białych róż Asia podobno lubi, chociaż ostatnio mówiła coś o obronie wilków i że woli kaktusy.
Gdy Asia pojawiła się z bratem, twarz miała lodowatą, lodołamacz Arktyka by się nie powstydził. Mruknęła tylko:
To zaświadczenie od lekarza. Nie będzie dziecka. Znaliście ryzyko, wiedzieliście, że może się to skończyć dramatem. Dlatego zabiorę rzeczy jutro, z pomocą brata. Proszę o ciszę i spokój.
Trzymała się dzielnie. Tomek próbował coś wydukać, ale brat Asii Wojtek stanął naprzeciw niego w stylu co pan od mojej siostry chce?. Zdecydowanie nie wyglądał, jakby miał ochotę na dialog.
Ty wszystko zmyślasz! rzucił Tomek w akcie desperacji. Byłem przecież u lekarza, pytłem, oni mówią, że są możliwości, nowoczesne leki, że przecież ludzie rodzą dzieci ślepe i bywa, że widzą
Asia popatrzyła na niego tak, że czuł się mniejszy niż szczupak wyłowiony na wędkę. Rozmawiałeś z lekarzami o moim zdrowiu BEZ MOJEJ ZGODY? Znasz chociaż szczegółowy opis mojego przypadku?
Cisza.
Chciałem mieć rodzinę! wymamrotał Tomek słabym głosem.
To nie Rodzina zastępcza! To moje zdrowie, MOJE ŻYCIE! powiedziała Asia ze spokojem płaczącym w środku. Nie chcę cały czas bać się, że Ty albo Twoja mama wiecie lepiej niż ja i lekarze. To koniec.
Tomek stał przez chwilę, z bukietem, który zdążył już zwiędnąć z rozpaczy. Asia odwróciła się i ruszyła pewnym krokiem z bratem w stronę wyjścia z parku. Tomek próbował ją zatrzymać, zawołał coś za nią, ale Wojtek nie pozwolił mu się nawet zbliżyć. Ochrona level brat-foka.
Patrzył, jak oddalają się, aż całkiem znikną. Został na ławce ze zwiędłymi kwiatami i głupim pytaniem w głowie: Może miała rację?. Ale było już za późnoPrzeszli przez park w milczeniu, tylko gałązki chrupały pod nogami i wrony komentowały ciszę. Asia czuła w sobie pustkę, ale też po raz pierwszy od miesięcy dziwną lekkość. Jakby zrzuciła z ramion nie tylko ciężar cudzych oczekiwań, ale całą przeszłość przykutą do Tomka i jego mamy, jak do kotwicy na dnie jeziora.
W domu jej brat zrobił kakao i zostawił w salonie ciepły koc. Nagrałem ci te włoskie komedie, co lubisz. Obejrzymy coś po obiedzie rzucił po prostu.
Asia usiadła na kanapie, otworzyła okno. Powietrze przyszło wilgotne, pachniało początkiem lata i nowym rozdziałem. Zamknęła oczy, ściskając kubek oburącz, i przez dłuższą chwilę po prostu była. Nie musiała udowadniać, że jest wystarczająca, nie musiała się tłumaczyć ani ratować relacji czy swojego zdrowia.
Po pięciu minutach zadzwonił telefon. SMS od mamy: Jestem z Ciebie dumna, córciu. Jakkolwiek zdecydujesz damy radę. Kocham Cię i jutro piekę twoją ulubioną szarlotkę.
Na stole, zupełnym przypadkiem, leżał brulion z dawnymi przepisami. Asia sięgnęła po niego ostrożnie, już bez drżenia. Miała ochotę nauczyć Matiego jeszcze jednego, tylko ich własnego na przekór wszystkiemu.
Pod oknem zatrzepotała sroka, zawadiacko zerknęła i odleciała dalej. Nowy dzień nie pytał o pozwolenie po prostu przychodził, z jasnym światłem, i własnymi kolorami. Asia została sama, ale wolna, z jasnością, jakiej szukała latami widziała wyraźniej niż kiedykolwiek.
I po raz pierwszy pomyślała, że cokolwiek będzie dalej to jej życie. I nikt już nim nie pokieruje poza nią.







