Wybuch Głośny huk Ciemność Ciemność
W końcu ciemność zaczęła się rozpraszać, a w oddali rozległ się głos:
Panno Jadwiga, przybył ratownik, coś u nich wybuchło.
Cierpiący poczuł na karku delikatne dotknięcie ręki. Z trudem otworzył powieki, a przed oczami ukazał się wisiorek w kształcie prostokąta, w którym wyryto symbole zodiaku. W pobliżu stała kobieta w białym kitlu.
Do sali operacyjnej! zabrzmiał głos tuż obok.
Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, spojrzała do pokoju, w którym syn odrabiał lekcje. Dariusz wszedł do pokoju i od razu zauważył, że nastrój chłopca nie jest najlepszy.
Tomku, co się stało? otarł go po głowie ojciec.
Nic mruknął czteroklasista.
Dobrze, mów!
Nadchodzi 8 marca. Nauczycielka zatrzymała nas dzisiaj i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewczyn.
I w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
Mamy tyle samców, ile dziewczyn. Rozdzieliła, kto komu ma dawać, westchnął chłopiec. Dostałem nieurodze, Jadwigę Erofejewską.
Wszystkie dziewczyny chcą dostać prezent na Dzień Kobiet, łącznie z tymi mniej urodziwymi starał się ojciec rozmawiać z synem, jakby był już dorosły. A jak ona przydzieliła? Alfabetycznie?
Nie, według znaków zodiaku?
Co to? Dariusz nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
Według zgodności. Jadwiga to Panna, a Panny najchętniej pasuje Byk. A ja jestem właśnie Bykiem.
To wspaniale, że pasujecie! Może jeszcze się w niej zakochasz.
Ja? W Jadwigi Erofejewskiej?
Ojciec wybuchnął śmiechem. Do pokoju wpadła natychmiast Helena:
Co tu się dzieje?
Lena, idź do kuchni stał się surowy wyraz twarzy ojca. Musimy poważnie porozmawiać.
Gdy matka wyszła, Tomkowy głos stał się smutny:
Tato, co mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, co możesz zrobić? Pracujesz w fabryce.
Tak! Ale w dziale galwanicznym. Produkujemy wszystkie rodzaje powłok metalowych.
Tato, nie rozumiem.
Jutro zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku, przypominający złoto. Na jednej stronie wyryto dwa znaki zodiaku: Byk i Panna, a po drugiej, drobnym, ale eleganckim pismem, znalazła się dedykacja:
Mojej koleżance Jadwidze z okazji 8 marca! Antoni.
Wisiorek wyglądał przepięknie, a gdy matka włożyła go do foliowego woreczka, lśnił jeszcze bardziej.
***
Nadszedł 8 marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent, a ona dziękowała długo. Potem ogłosiła, że chłopcy mają obdarować dziewczęta.
Zaczęło się! Wszyscy chłopcy pobiegli do swoich wybranek. Tomek podszedł do Jadwigi Erofejewskiej i wypowiedział, jak nauczył go ojciec:
Jadwigo, życzę Ci wspaniałego Dnia Kobiet! Kto wie, może los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonych słów Tomek wrócił na swoje miejsce, nie zauważając, że serce tej nieurodze zaczęło bić mu szybciej.
Wkrótce rodzice Jadwigi przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Jadwiga od piątej klasy uczęszczała do innej szkoły.
***
Antoni otworzył oczy. Biały sufit szpitalnego oddziału. Próbował ruszyć rękami i nogami, ale tylko lewa ręka się poruszyła.
Gdzie ja? zwrócił się do nikogo.
Usłyszał stukanie i podszedł do niego starszy pan w wózku, przyjrzał się mu uważnie i zapytał:
Co się stało? Jesteś w oddziale chirurgii ratunkowej.
Mam ręce, nogi całe? spytał Antoni cichym głosem.
Wszystko na miejscu odpowiedział z radością. Tylko przykręciłeś wszystko od głowy do stóp.
To dobrze, że wszystko jest w całości.
Podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
Jak się czujesz?
Co ze mną! odpowiedział, pytając sam siebie.
Życie Ci nie zagraża. Ręce i nogi będą działać. Trochę blizn zostanie, ale przeżyjemy to powiedziała, podając włączony telefon. Twoja mama chciała zadzwonić, kiedy się obudzisz.
Synku rozległ się jej głos przez łzy.
Mamo, wszystko w porządku starał się brzmieć jak najbardziej optymistycznie. Mówią, że tylko małe blizny zostaną, wkrótce wypiszą.
Nie pozwoliliśmy Ci zostać na noc. Zaraz przyjdę.
Mamo, nie denerwuj się! Położyłem telefon obok, próbowałem się uśmiechnąć pielęgniarce:
Dziękuję!
Nie wyjdzie Ci jeszcze na wolność odparła pielęgniarka z uśmiechem. Będziesz jeszcze trzy tygodnie w szpitalu, to pewne!
Co się stało? zapytał współpacjent, gdy pielęgniarka wyszła.
Jestem ratownikiem. W naszym zakładzie wybuchły balony ciśnieniowe wspomniał Antoni. Wezwano nas, ruszyliśmy na miejsce pożaru. Wewnątrz były trzy ranne osoby. Wbiegliśmy, balony były rozerwane, wszędzie ogień. Ranni byli wyciągani Ja byłem ostatni Gdy już stałem przy drzwiach, kolejny balon eksplodował dalej już nie pamiętam.
Tak, to twoja wina.
Gonciarz Antoni odezwała się pielęgniarka. Twój kolega z pracy przychodzi.
Wszedł przyjaciel, podbiegł do łóżka:
Cześć, Tomku! Jak leci?
Ręce i nogi całe! odpowiedział optymistycznie, machając lewą ręką.
Nie tak szybko! Co dalej było?
Wyszliśmy, gdy eksplodowano. Natychmiast wróciliśmy, wyciągnęli Cię byłeś cały w krwi lekarze już przybyli
Dzięki!
Tomku, o czym ty mówisz?! nagle przyjaciel się uśmiechnął. Chcą nas nominować do medalu.
Do czasu, kiedy mnie wypiszą.
Dobra, idę. Wasz obchód zacznie się za chwilę. Pielęgniarka zapewniła, że nie potrwa długo.
W tej chwili wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestu lat:
No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
Normalnie.
Skoro już rozmawiasz, to żyjesz. Daję Ci przegląd!
Czy to widać, że mnie zakpiłaś? zapytał Antoni. Nie, Panno Jadwigo. Ona przyjdzie pojutrze.
***
Dwa dni później Antoni próbował wstać. Ból w nogach wciąż był silny, prawą rękę miał rozciętą, a po całym ciele krwały liczne rany. Dwie na twarzy powstały przy wybuchu, prawą rękę zdążył jeszcze wystawić na wierzch. Spojrzał w lustro twarz wciąż spuchnięta.
Dzisiaj miał przyjść lekarz, który dwa dni wcześniej operował go w sali operacyjnej. Antoni trochę się denerwował.
Weszła młoda, szczupła lekarz, w okularach, które nie psuły jej urody, a biały fartuch idealnie jej leżał. Antoni miał już 27 lat i był żonaty, lecz po pół roku rozwiedli się nie zgadzały się charaktery, a byłygo męża nie stała na pensji ratownika.
Dzień dobry! powiedziała, podchodząc do łóżka.
Dzień dobry! To Pan mnie operował?
Tak uśmiechnęła się. Coś nie tak?
Wprost wprost! Dziękuję bardzo!
Proszę, obejrzę!
Pochyliła się nad nim Przed oczami Antoniego pojawił się wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z szyi:
Jadwiga Erofejewska!!! wykrzyknął.
Ona przyjrzała się jego spuchniętej twarzy.
Przepraszam! powiedziała, nie rozpoznając go.
Jestem Bykiem wskazał na wisiorek.
Tomasz Gonciarz? drżącymi wargami wypowiedziała. Pamiętasz mnie?
Co ty, Jadwigo? zobaczywszy łzy kobiety, położył dłoń na jej rękę.
Przepraszam! wyciągnęła chusteczkę i wytrzeć łzy. Nie myślałam, że tak się spotkamy.
***
Od tego dnia Jadwiga nie wchodziła już do jego sali, ale Antoni zrozumiał, że ich grafiki zlewają się niczym noc i dzień, dwa weekendy. Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały kolejny dzień próbował chodzić po sali, trzymając się łóżek, kilka razy podpierając się przy ścianie, a potem wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany odszedł. Zaczęła się nocna zmiana słychać można było rozmowy w korytarzu. Nadszedł obchód.
Nagle w korytarzu rozległy się krzyki i pośpieszne kroki to zawsze tak, gdy przywożą kolejnego rannego. Minęło już dziesięć godzin. Pielęgniarka wyłączyła światło w sali. Jednak nie spała. Po północy usłyszała kroki, które nagle ucichły, a w tej ciszy Antoine poczuł, że ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za biurkiem stała jego była koleżanka ze szkoły, z głową opartą na rękach, płacząca. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
To ty, Jadwigo!
Ona wpadła mu w ramiona:
Operowałam kobietę, wpadła pod samochód szlochając, opowiadała. Zrobiłam wszystko, co możliwe i niemożliwe Teraz jest w reanimacji, nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż leży obok w sali.
Spokojnie, Jadwigo!
Od trzech lat jestem chirurgiem i wciąż nie przyzwyczajam się do tego, że ludzie umierają.
Spokojnie, spokojnie! Taką naszą pracę mamy. Przez pięć lat widziałem tyle zgonów, ale i tyle uratowanych żyć. Moja żona odszedła, bo mówiła, że nie przychodzę do domu i nie zarabiam wystarczająco. A ja wciąż myślę, że 40 złotych to już życie.
To samo mam ja odrzekła, patrząc mu w oczy. Życie patrzą na mnie, jak na coś połamane. Wciąż nie mam żony, mieszkam u rodziców.
No, mamy dopiero dwadzieścia siedem lat przed nami całe życie.
Nie, Tomku, już mamy dwadzieścia siedem.
Panno Jadwigo, jej puls spada krzyknęła rozpacząca pielęgniarka.
Przepraszam! i Jadwiga ruszyła do reanimacji.
Tej nocy Antoni nie mógł zaśnić. Rano pielęgniarka, jak co rano, przyniosła mu herbatkę.
Czy kobieta, której dzisiaj operowano, żyje? zapytał nieświadomie. Żyje, ale jest w ciężkim stanie.
***
Trzy tygodnie minęły, rany się zagoiły. Antoni i Jadwiga spotykali się w jej dyżurach, a on coraz mocniej przyciągany był do niej. Oddział chirurgii ratunkowej nie był miejscem na prywatne rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchód lekarzchirurg oznajmił:
Dzisiaj wypisuję Pana, czyli z oddziału. Najpierw pójdzie Pan do przychodni, a tam zdecydują, jak długo jeszcze będzie Pan w szpitalu.
Mogę się pakować!
Tak, nie spieszcie się. Zaraz przygotują wypis.
Gdy lekarz wyszedł, Antoni ogolił się. Patrząc w lustro, zadowolony zauważył, że dwa mniejsze blizny nie psują twarzy, a wręcz dodają jej męskości. Reszty blizn nie warto zauważać.
Spakował się, ruszył w korytarz. Napotkał kobietę w szpitalnym fartuchu, z uśmiechem pomyślał:
Ona w końcu się wykręciła!
Pielęgniarka podała mu wypis:
Do widzenia, Antoni! Nie wracaj do nas!
***
Miał własne jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Mama niecierpliwie go witała, wzięłaWrócił więc do rodzinnego domu, aby w spokoju odbudować swoje życie i w końcu odnaleźć prawdziwe szczęście.







